Zrozpaczony chłopiec
Adobe Stock, nadezhda1906
Prawdziwe historie

„Jednego syna odebrał mi pijany kierowca, a drugiego próbowała żona. Renata chciała zmienić Tomka w zmarłego brata”

„Jak mogłem nie zauważyć, że z Renatą jest coraz gorzej? Byłem głuchy i ślepy, pozwalałem krzywdzić swoje dziecko. Obiecałem sobie, że już nigdy do tego nie dopuszczę. Choćby miało to oznaczać ograniczenie jego kontaktów z mamą…”.
Renatę poznałem krótko po zdaniu matury, w wakacje. Dorabiałem w popularnej restauracji, a ona wpadała każdego dnia na śniadanie. Z czasem zacząłem kombinować, zamieniać się ze znajomymi, byle tylko codziennie być na porannej zmianie. Kiedy się nie udawało, wpadałem prywatnie – wszystko, byle ją zobaczyć. Była śliczna, miała długie blond włosy, niebieskie oczy i najpiękniejszy uśmiech, jaki w życiu widziałem! W końcu odważyłem się i zacząłem do niej zagadywać, aż któregoś dnia zaproponowałem spacer. A potem już było z górki. Kino, kolacja, lody. Szybko staliśmy się parą. Studia rozpoczynaliśmy już zakochani w sobie na zabój.
 
Jak każda para mieliśmy swoje wzloty i upadki, kryzysy i lepsze chwile. Trwaliśmy jednak razem, aż po obronie magisterek postanowiliśmy wziąć ślub.
 
– To najpiękniejszy dzień w moim życiu, wiesz? – powiedziała Renata, przytulając się do mnie w tańcu. – Ale mam nadzieję szybko przeżyć jeszcze piękniejszy, więc zachowaj trochę sił na noc poślubną, kochanie – puściła do mnie oczko.
 

Uśmiechnąłem się… 

Wiedziałem, że Renata marzy o dziecku, i ustaliliśmy, że po ślubie nie będziemy zwlekali z tą decyzją. I rzeczywiście nie musieliśmy czekać zbyt długo – Bartek urodził się półtora roku później.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Był wspaniałym chłopcem, mógł być tym, kim tylko by zamarzył

Podczas porodu byłem przy żonie, trzymałem ją za rękę… Nigdy nie zapomnę tej chwili, była cudowna! A potem było ich jeszcze wiele – pierwsze uśmiechy, słowa, pierwsze kroki i wybryki. Bartuś był cudownym dzieckiem, wesołym, energicznym, żywiołowym. Nie sposób było się przy nim nudzić.
 
Kiedy mały skończył trzy lata, zacząłem namawiać Renatę na drugie dziecko. Nie chciała jednak o tym słyszeć.
 
– Zwariowałeś? Nie będę wtedy mogła całkowicie poświęcić się Bartusiowi! On potrzebuje mojego czasu, uwagi i zainteresowania! – odfuknęła.
 
Wracałem do tego tematu jeszcze kilka razy, ale zawsze kończyło się tym samym, więc wreszcie odpuściłem. Bartek poszedł do przedszkola. Już tam okazało się, że uwielbia sport. Zapisaliśmy go do dziecięcej drużyny piłkarskiej. Był zachwycony. Szybko zaczęliśmy jeździć na jego pierwsze mecze i patrzeć na zdobywane gole. W szkole okazało się, że poza sportem Bartek uwielbia matematykę. Był typowym umysłem ścisłym. Liczenie, mnożenie i dodawanie nie sprawiało mu najmniejszych problemów. W piątej klasie szkoły podstawowej wygrał ogólnopolski konkurs matematyczny! W ogóle specjalnie w tym celu zamówiona komoda aż puchła od sportowych i matematycznych dyplomów, pucharów, medali itp.
Byliśmy pewni, że Bartek zostanie znanym sportowcem albo matematykiem.
 
– A może naukowcem? Może jakąś nową teorię wymyśli? – zastanawiała się wieczorami Renata. – Skoro teraz uwielbia matmę, może później pokocha fizykę i zostanie sławnym profesorem!

Los zdecydował jednak inaczej

Bartuś nie został ani sportowcem, ani matematykiem, ani nawet zwykłym bezrobotnym. Nie został, bo odebrał nam go pijany kierowca, który postanowił wsiąść za kółko i mimo stanu kompletnej nietrzeźwości pruć przez teren zabudowany ponad 100 kilometrów na godzinę. Gnój nie zważał ani na czerwone światło, ani małego chłopca, który spokojnie przechodził na zielonym przez pasy…
 
Nasz świat się zawalił. To, co się stało, kompletnie do nas nie docierało. Kilka dni po pogrzebie Renata próbowała odebrać sobie życie, jednak w porę wróciłem do domu. Nie radziliśmy sobie, nie potrafiliśmy normalnie funkcjonować, jeść, rozmawiać, nie potrafiliśmy żyć.
 
Minęło pół roku. Ja jakoś stanąłem na nogi. Musiałem, przecież życie pędziło do przodu i nie zatrzymało się, by poczekać, aż przeżyjemy naszą żałobę. Renata jednak nadal była w okropnym stanie. Nie godziła się na terapię czy choćby wizytę u psychologa. Nie pracowała, całymi dniami przesiadywała na cmentarzu, wieczorami leżała i gapiła się w sufit. Nawet już nie płakała. Czasem miałem wrażenie, że ma do mnie pretensje, że nie wegetuję tak razem z nią. A przecież ja też kochałem Bartka nad życie! Też nie mogłem sobie poradzić z jego stratą, i jestem pewien, że będę ją czuł już zawsze. Ale przecież musiałem zadbać o pracę, finanse…
 
Pewnego razu jednak, kiedy kładliśmy się już spać, Renata niespodziewanie zaczęła się do mnie przytulać i mnie całować. Brakowało mi jej bliskości, jej ciała, seksu, nie chciałem jednak naciskać. Kiedy sama wykazała inicjatywę, zacząłem wierzyć, że wszystko powoli wraca do normy. Kochaliśmy się wtedy, choć zauważyłem, że nie było w tym dawnej pasji i namiętności. Miałem wrażenie, że Renata działa mechanicznie, jakby wypełniała po prostu kolejny obowiązek.
 
Tak było też kolejnego dnia i następnego… Postanowiłem jednak dać jej trochę czasu.
 
Kilka tygodni później czekała na mnie z odświętną kolacją i tajemniczym uśmiechem. Zacząłem nawet zastanawiać się, czy nie przegapiłem jakiejś uroczystości, rocznicy albo urodzin. Ale szybko wyprowadziła mnie z błędu.
 
– Krystian, jestem w ciąży! Będziemy mieć dziecko! – prawie skakała z radości.
 
Też się ucieszyłem. Po pierwsze, dlatego, że natychmiast pokochałem tę malutką fasolkę, która dopiero rozwijała się w brzuchu mojej żony, a po drugie, miałem nadzieję, że to pozwoli jej uporać się z bólem po stracie Bartka i wrócić do życia.
Ciąża rozwijała się prawidłowo, w 25 tygodniu dowiedzieliśmy się, że i tym razem będziemy mieć syna.
 
– Jestem taka szczęśliwa! Damy mu na imię Bartek! – powiedziała Renata po powrocie do domu.

No nie, drugiemu dziecku nie możemy dać na imię tak samo

Zmroziło mnie. Przecież nasz pierwszy syn miał tak na imię, na Boga, nie mogliśmy tak samo nazwać drugiego! Ten pomysł wydał mi się chory, obrzydliwy i absurdalny. Wtedy po raz pierwszy od dawna pokłóciłem się z żoną. Nie mogłem się zgodzić na jej pomysł.
 
– Pójdę na kompromis, nie musi być Bartłomiejem, damy mu na imię Bartosz – oświadczyła wreszcie Renata tonem nieznoszącym sprzeciwu.
 
Dla mnie nie było w tym żadnej logiki, ale postanowiłem na razie odpuścić, wierząc, że z czasem moja żona sama zorientuje się, że ten pomysł jest do niczego. Jak się później okazało, nie było to takie proste. Kłóciliśmy się o imię dla dziecka do samego końca, nawet tuż po porodzie. Byłem jednak twardy i nie ustąpiłem. Zarejestrowałem syna jako Tomasza, co Renata „uczciła” tygodniem cichych dni.
 
Lubiłem patrzeć na nią, kiedy zajmowała się Tomkiem. Była wtedy taka radosna, beztroska. Z czasem jednak coraz więcej szczegółów zaczęło mnie niepokoić. Miałem wrażenie, że obsesyjnie porównuje nasze dzieci. Zdarzało jej się mówić coś w stylu: „Bartek w tym wieku miał już dwa ząbki, z Tomkiem jest coś nie tak!” albo: „Bartek uwielbiał kaszkę malinową, więc tylko taką będziemy kupować”, czy też: „Bartek już raczkował w tym wieku, trzeba jakoś Tomka do tego zmusić!”. 
 
Tłumaczyłem jej, że każde dziecko jest przecież inne, że nie ma książkowego szablonu, w którym wszystkie muszą się idealnie mieścić. Niewiele to jednak dawało. Nie przejmowałem się tym aż do momentu, w którym usłyszałem, jak Renata opowiada koleżance:
 
– Nasz synek będzie piłkarzem albo naukowcem. Za dwa lata zapiszę go do dziecięcej drużyny piłkarskiej, a w szkole na pewno pokocha matematykę!
 
– Renata! – przerwałem jej. – Przecież on ma dopiero dwa lata! Skąd ty możesz to już teraz wiedzieć? Nie układaj mu życia, niech sam zdecyduje, co chce robić.
 
– Jestem jego matką i sama wiem, co jest dla niego najlepsze! – oburzyła się. 
 
I znów przez kilka dni się nie odzywała… Potem było coraz gorzej. 

Wrzeszczała na małego, pokazując mu zdjęcie brata

Zauważyłem, że żona na siłę próbuje zrobić z Tomka kopię Bartka… Zmuszała go do biegania za piłką, chociaż on wolał bawić się w piaskownicy; ubierała go dokładnie tak, jak kiedyś ubierała starszego syna, nawet jego zdjęcia starała się wiernie odtworzyć! Krzywo patrzyła na kredki, które mały wprost uwielbiał. Mógłby rysować godzinami, zupełnie inaczej niż energiczny Bartuś, który na sam widok białych kartek dostawał szału.
 
Mnie fascynowało to, że dzieci są tak różne, że każde zaskakuje czymś innym, nowym. Iwonę to chyba irytowało.
Kiedy mały poszedł do przedszkola, było jeszcze gorzej. Zgodnie z zapowiedzią, zapisała go na treningi piłkarskie i namiętnie dwa razy w tygodniu go na nie woziła, chociaż za każdym razem mały płakał, że on tam nie chce… Ganiła go, że ma się bardziej starać, robiła wyrzuty, gdy nie został wybrany do głównego składu w meczu. Krzywdziła go, a ja, niestety, nie potrafiłem nic z tym zrobić.
 
Próbowałem z żoną rozmawiać. Prosiłem, groziłem, krzyczałem, płakałem – nic nie przynosiło efektów. Miała klapki na oczach. Zresztą ja też nie byłem bez winy. Mimo drobnych protestów nic nie robiłem, godziłem się z sytuacją. Mimo że widziałem, że Tomek jest nieszczęśliwy, i serce mi się krajało, nie robiłem nic!
 

I nie wiem, jak długo jeszcze bym biernie trwał, gdyby nie pewien incydent…

To był ostatni dzień wakacji, po których Tomuś miał rozpocząć naukę w szkole. Postanowiłem zrobić rodzinie niespodziankę i wrócić wcześniej do domu. Może poszlibyśmy na lody albo do kina? Ostatnio pracowałem od rana do wieczora, nie miałem dla nich czasu…
 
Po drodze zastanawiałem się, czy Renata nie wpadła na ten sam pomysł, i czy gdzieś już nie poszli. Drzwi były jednak otwarte, więc nie wychodzili. Po cichu zajrzałem do kuchni, salonu, do naszej sypialni – ale nigdzie ich nie było. Pomyślałem, że są w pokoju Tomka, więc poszedłem na górę. Usłyszałem jakieś odgłosy z… pokoju Bartka! Renata uparła się po śmierci synka, że nie będziemy wyrzucać jego rzeczy.
 
– Mamy na górze cztery pokoje, w zasadzie ich nie używamy. Niech ten jeden tam stoi zamknięty. Czułabym się tak, jakbym wyrzucała Bartusia z naszego życia… – tłumaczyła mi.
 
Zgodziłem się. To pomieszczenie rzeczywiście nie było nam potrzebne. Mieliśmy na piętrze garderobę, graciarnię i pokój Tomusia, więc ten Bartka pozostał nieruszony. Wiedziałem, że Renata czasem tam wchodzi, pewnie nawet płacze, ale po co zabrała tam Tomka? Może chcieli czegoś poszukać…
 
Delikatnie i po cichu podszedłem do drzwi i zajrzałem w niewielką szparę. To, co zobaczyłem, odebrało mi mowę. Renata w jednej ręce trzymała zdjęcie Bartka, drugą szarpała Tomka i mówiła:
 
– Też masz taki być, rozumiesz? Po to cię urodziłam! Zobacz tutaj! – krzyknęła, popychając syna w kierunku komody pełnej nagród Bartka. – Bartuś był idealny, zdolny, mądry! W twoim wieku miał już na koncie kilka medali i dyplomów! Brał udział w turniejach, strzelał gole! A z ciebie taki nieudacznik! Patrz i się ucz!
 
Krzyczała na coraz bardziej przerażonego i płaczącego Tomka. Stałem jak zahipnotyzowany. Nie mogłem nic powiedzieć, nie mogłem się poruszyć.
 
– Masz być taki jak on! Ile razy ci to już powtarzałam? Nie umiesz tego zapamiętać? Masz wszystko, co chcesz, i w zamian masz tylko mi go zastąpić, naśladować, a nie być pieprzonym indywidualistą rysującym chmurki!
 
W tym momencie nie wytrzymałem...
 
– Dość! – krzyknąłem, wchodząc do środka i biorąc na ręce zapłakanego synka.
 
Renata była w szoku. Nie spodziewała się mnie, nie wiedziała, co powiedzieć. Ja też w sumie nie miałem pojęcia, jak się zachować. Po prostu wziąłem Tomusia na ręce i poszedłem. Wsiadłem w samochód, pojechaliśmy do parku. Dopiero kiedy wysiadłem, rozpłakałem się. Nie mogłam pohamować potoku łez, które wciąż napływały.
 
Czułem ogromne wyrzuty sumienia i nie mogłem wybaczyć sobie, że nie zareagowałem wcześniej, nie zauważyłem, że problem jest aż tak wielki!
 
– Przepraszam cię, synku! Bardzo cię przepraszam! – mówiłem, tuląc go z całej siły do siebie. – Przepraszam.
 
Potem długo rozmawialiśmy, starałem mu się wytłumaczyć, że mama bardzo go kocha, tylko po prostu nie może pogodzić się ze stratą jego brata. Zapewniałem, że jest cudowny, będąc sobą, i że nie ma na siłę się zmieniać.
 
– Tato, ja nie lubię tego Bartka. I nie chcę nim być. Staram się dla mamy. Ale chyba mi nie wychodzi… – powiedział mój synek.
 
Zadzwoniłem do pracy, wziąłem urlop. Wiedziałem, że będę musiał włożyć dużo wysiłku w to, żeby Tomek zaakceptował siebie, żeby mógł normalnie funkcjonować. Tego dnia zawiozłem go do mojej mamy. Jak zwykle o nic nie pytała, tylko mocno przytuliła i mnie, i Tomka, i powiedziała, że chętnie się nim zaopiekuje.

Przed Renatą długa i trudna terapia. Wszyscy się leczymy 

Wróciłem do domu. Renata leżała na podłodze i płakała. Kiedy mnie zauważyła, zaczęła krzyczeć.
 
– Jak mogłeś! Podkopujesz mój autorytet! A szło mi coraz lepiej! Ja chcę mojego Bartka! Ja tylko chciałam mojego Bartusia! – płakała coraz bardziej.
 
Podszedłem do niej i mocno ją przytuliłem. Miałem do niej ogromny żal, ale jeszcze większy do siebie. Powinienem był zauważyć, że coś się dzieje, że jej problemy są tak głębokie… Renata od tygodnia przebywa na oddziale zamkniętym w szpitalu psychiatrycznym. Ma silne zaburzenia, czeka ją długa i trudna terapia, ale głęboko wierzę, że jej się uda. Tomek również musi chodzić na terapię, wszyscy musimy. 
 
Obiecałem sobie, że już nigdy nie pozwolę skrzywdzić mojego dziecka. Choćby miało to oznaczać ograniczenie jego kontaktów z mamą… Mocno jednak wierzę w to, że jeszcze uda nam się stworzyć szczęśliwą rodzinę. Zrobię wszystko, by tak się stało. Bartka nie mogłem ochronić ani uratować. Z Renatą i Tomkiem jest inaczej. I nie poddam się tak łatwo!
 
Krystian, 36 lat

Czytaj także:
Dziewczynka na lotnisku
Adobe Stock, Tatiana Murr
Prawdziwe historie
„Jestem samotnym ojcem, bo moja była wolała kasę od swojego dziecka. Po 7 latach wróciła i wywiozła córkę do Australii”
„Moja była partnerka powiedziała, że chce zabrać naszą córkę na zagraniczne wakacje. Jaki ja byłem głupi, że uwierzyłem tej podstępnej kobiecie. Miały polecieć do Londynu, ale tam ślad po nich się urwał. Wydałem wszystkie oszczędności, żeby odzyskać dziecko”.

Kiedy przez długie samotne miesiące wspominałem moment, gdy po raz ostatni widziałem Natalię, to aż chciało mi się płakać. Wciąż miałem  przed oczyma jej obraz, jak przechodzi przez bramki na lotnisku, niosąc swojego ulubionego misia i ciągnąc różową walizeczkę na kółkach, którą jej kupiłem specjalne z okazji tej podróży. Chciałem, aby miała na wakacjach coś, co by jej codziennie przypominało dom i tatę.   Bałem się puszczać córkę w tę podróż. Z różnych względów. W końcu po raz pierwszy miała lecieć samolotem, a to przecież nawet dla dorosłego jest dużym przeżyciem, a cóż dopiero dla siedmiolatki. A poza tym, no cóż... W tę podróż zabierała ją mama, która przez ostatnie lata nie bardzo się interesowała Natalią.   Kiedy poznałem Monikę, wiedziałem doskonale, że jest z niej imprezowa dziewczyna. Cóż z tego jednak, skoro się zakochałem? Sądziłem naiwnie, że moja miłość zmieni wszystko i faktycznie na jakiś czas zmieniła. Monika, zamiast latać po dyskotekach, siedziała wieczorami ze mną w domu, gdzie z kubkami kakao w dłoniach oglądaliśmy seriale komediowe.   Gdy okazało się, że moja ukochana jest w ciąży, byłem najszczęśliwszym facetem na świecie. Oprócz tego, że cieszyłem się z dziecka, to jeszcze byłem dumny, że wbrew temu, co wieszczyli nasi znajomi, jednak udało mi się okiełznać ten żywioł, jakim była moja dziewczyna. Natychmiast poprosiłem ją o rękę, ale chociaż Monika przyjęła oświadczyny, to nie chciała zgodzić się na rychły ślub!   – Nie teraz, kiedy jestem taka gruba! – głaskała się po ciągle jeszcze szczupłym brzuszku.    Ale rozumiałem ją, w końcu każda kobieta chce być najpiękniejsza w tym jedynym, tak ważnym, dniu. Poród nastąpił w terminie i bez komplikacji. Oszalałem na punkcie córeczki. Gdybym mógł, tobym Natalkę karmił piersią, w...

Chłopiec, który rąbie drewno
Adobe Stock, altanaka
Prawdziwe historie
„Teściowa wyzyskuje moje dzieci i zaprzęga je do roboty jak konie. Kazała synowi całymi dniami rąbać drewno”
„Mój mąż dwa razy do roku uparcie wysyłał naszych synów do swojej matki. Nie wiem, co sobie myślał, ale chyba nie chciał dopuścić do świadomości, że ta kobieta nie nadaje się do opieki nad dziećmi!”.

Myślałeś już może o jakimś wyjeździe dla Przemka? – spytałam mojego męża.   Pogoda za oknem robiła się coraz bardziej zimowa, niedawno kupowaliśmy ciepłe czapki i szaliki, więc temat ferii pojawił się jak zwykle o tej porze roku. Niestety, obawiałam się, że skończy się też jak zwykle. Mój mąż miał bowiem co roku tylko jedną propozycję. Beznadziejną! I nawet jeśli przez chwilę miałam nadzieję, że Robert pozytywnie mnie zaskoczy, szybko ją straciłam. Pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają.   – Jak to, czy myślałem o wyjeździe? – Robert wzruszył lekceważąco ramionami. – A o czym tu w ogóle myśleć? Chłopcy pojadą jak zwykle do mojej mamy. Świeże powietrze, dużo ruchu na dworze, babcia na miejscu, zdrowe, domowe przysmaki… Gdzie im będzie tak dobrze jak nie tam?   – Robert, dobrze wiesz, że Przemek nie cierpi jeździć do twojej mamy – starałam się zachować spokój, ale w środku cała się gotowałam. Czemu znów muszę to przerabiać?!   O ile młodszy syn, Jasiek, potrafił znaleźć sobie na nudnej mazurskiej wsi zajęcie, o tyle dla dwunastoletniego Przemka miały to być kolejne zmarnowane ferie! W tym roku naprawdę chciałam tego uniknąć. Przez cały pobyt gapili się w telewizor Odkąd Robert zmienił pracę, powodziło się nam znacznie lepiej niż przedtem. Stać nas było na to, żeby chociaż jedno z dzieci wyjechało w jakieś interesujące miejsce. Od koleżanek wiedziałam, że ich dzieci wyjeżdżały w czasie ferii na obozy tematyczne: sportowe, języka angielskiego, harcerskie, ministrantów. Poznawały nowe osoby, dobrze się bawiły, uczyły nowych rzeczy.   Przemek i Jaś rok w rok jeździli do tej samej zapomnianej przez Boga i ludzi mazurskiej wioski, gdzie jedyne, co można robić, to całymi dniami gapić się w telewizor, bo nawet internet nie miał w tym...

Moje córki nie chcą rodzić wnuków
Adobe Stock, Prostock-studio
Prawdziwe historie
„Dlaczego moje córki nie chcą mi dać wnuków? Wychowałam nieodpowiedzialne egoistki!”
„Dookoła sąsiadki cieszą się wnukami, a ja mam cztery córki i zbieram same upokorzenia”.

Czy ja wymagam od moich dzieci zbyt wiele? Chcę tylko na stare lata móc cieszyć się z wnuków, czytać im bajki, zabierać na spacery... Dlaczego one nie chcą mi tego dać? Z parku wróciłam w fatalnym nastroju, ale nie mogło być inaczej, skoro znów spotkałam sąsiadkę. Siedziałam na ławce, rozkoszując się wiosennym słońcem, kiedy Zofia podeszła i zapytała, czy może się przysiąść. „Ależ mi ta kobieta na nerwy działa” – skrzywiłam się. Nie miałam jednak odwagi, żeby jej odmówić, więc zaraz się usadowiła i jak nie zacznie gadać… – O, widzi pani, pani Bożenko, tu drugie urodziny mojej najmłodszej wnusi – wyjęła z torebki plik zdjęć i jedno po drugim podsuwała mi pod nos. – Śliczną mam wnusię, prawda? – gadała jak nakręcona, zaraz potem pokazując mi dla odmiany zdjęcia swojego sześcioletniego wnuczka, Antka. – Taki zdolny chłopczyk, nawet sobie pani nie wyobraża! – chwaliła się bez skrępowania chyba z dziesięć minut, wychwalając dzieciaka pod niebiosa. – No, geniusz się najwyraźniej państwu trafił w rodzinie – powiedziałam z przekąsem, ale nawet nie wyczuła, że ironizuję. – Żeby pani wiedziała, pani Bożenko, żeby pani wiedziała! – potakiwała z entuzjazmem, chowając zdjęcia do torebki. – A co u pani słychać? Jakieś wnuki w drodze? Bo już chyba czas najwyższy, żeby pani babcią została – nawijała Zofia, wpatrując się we mnie tymi swoimi irytująco przenikliwymi, małymi oczkami. – Na razie cisza, jakoś żadna z moich dziewczynek się do macierzyństwa nie pali – wzruszyłam ramionami, dodając, że ja tam w intymne sprawy swoich córek z butami nie włażę. – Szkoda, szkoda – pokiwała głową Zofia i z troską zauważyła, że dużo tracę. „Jakbym nie wiedziała” – pomyślałam Jasne, że...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj