Mężowie znęcali się nade mną i nad dziećmi
Adobe Stock, Syda Productions
Prawdziwe historie

„Pierwszy mąż bił mnie w brzuch, kiedy byłam w ciąży. Drugi znęcał się i nade mną i nad dziećmi”

Andrzej uciekł, kiedy tylko udało mi się urodzić zdrowe dziecko. Nie chciał nas. Bartek omamił mnie obietnicami, że marzy o rodzinie, ale okazał się być takim samym zwyrodnialcem, co pierwszy mąż.

Czy ze mną jest coś nie tak? Czy może po prostu nie mam szczęścia do mężczyzn? Jak nie pijak i tchórz, to znowu jakiś popapraniec, nie panujący nad emocjami. Może ktoś mi na to odpowie: dlaczego przyciągam samych drani?

– Nie wpuścisz mnie? – zapytał Bartek przez drzwi.

Zawahałam się tylko przez chwilę.

– Nie – odpowiedziałam.

Ta krótka chwila potrzebna mi była, żeby przypomnieć sobie całe zło, jakie mi wyrządził. Żeby utwierdzić się w przekonaniu, że po naszym uczuciu pozostał tylko ból i żal, że to były stracone lata, że nie chcę go już oglądać, bo nie ma szans na zmianę człowieka, jeśli on sam tego nie chce i nie potrafi zrobić.

Symptomy przemocy wobec dziecka: czy zmiana zachowania to sygnał, że dziecko jest ofiarą przemocy? [WIDEO]

Owszem, kiedyś łudziłam się, że go zmienię

Jak każda kobieta, która kocha, miałam w sobie tę dziwną pewność, że wystarczy moje uczucie, żeby uratować jego, siebie, nas... W końcu jednak zrozumiałam, że moje dobre chęci nie wystarczą. I co z tego, że to wiedziałam?

Tkwiłam w tym toksycznym związku, dawałam się przekonywać i wciąż się łudziłam, że coś się zmieni. A powinnam uciekać gdzie pieprz rośnie już po pół roku. Mimo, że wciąż go kochałam. Zresztą, to nie był pierwszy raz. Już wcześniej popełniłam ten sam błąd.

Ale, jak widać, gorzka życiowa lekcja niczego mnie nie nauczyła.

Dzisiaj myślę, że Bartek to była moja ostatnia porażka

Więcej mężczyzn w moim życiu nie będzie! Ale to dzisiaj. Może, gdy przejdzie mi złość, to pomyślę inaczej, bo tak w głębi duszy marzę, by spotkać jakiegoś dobrego człowieka, kogoś, z kim będzie inaczej, lepiej.

Bo przecież samemu przez ten świat idzie się ciężko. Jakby człowiek szedł o kulach. Niby posuwa się do przodu, ale z wielkim trudem.

Pierwszy raz wyszłam za mąż za Andrzeja. Wiedziałam, że pije, ale który chłop w takiej dziurze, jak nasza wieś, tego nie robi. Pracy nie ma, perspektyw też nie, dzieci nie muszą pilnować – to piją. Myślałam, że gdy tylko będziemy razem, on przestanie, bo to przecież tylko od człowieka zależy, co robi, a czego nie.

„Będzie dziecko, wtedy nie będzie mu wypadało...” – łudziłam się w swojej naiwności.

Wymyśliłam, że zrobimy razem remont mieszkania, a praca odwróci jego uwagę od butelki.

Udawało się przez dwa miesiące

A potem... Kiedy przyszedł pierwszy raz pijany – uderzył mnie w twarz. Wybaczyłam, bo byłam przekonana, że po pijaku nie wiedział, co robi. Nawet nie byłam wtedy świadoma tego, że już byłam w ciąży.

Kiedy po jakimś czasie mu to powiedziałam, wcale się nie ucieszył.

A po co mi bachory w domu? – powiedział.

Rozpłakałam się, ale nie zrobiło to na nim wrażenia. Specjalnie przyciskał mi brzuch, uderzył nawet w niego parę razy. Straciłam to dziecko...

Uspokoił się trochę, nawet był miły, jakby czuł się winny za to co się stało. Pewnie i był. Ale nie chciałem mu tego wypominać. W ogóle nie chciałam go drażnić. Zależało mi tylko na tym, żeby był spokój, więc zgadzałam się na wiele rzeczy: na jego późne powroty, na pijackie spotkania z kumplami, nawet u nas w domu. Żeby tylko było dobrze.

Ale było coraz gorzej

Może powinnam go pogonić na cztery wiatry, ale nie potrafiłam być sama. Kiedy następne dziecko urodziło się całe i zdrowe – uciekł z domu i więcej się nie pokazał. Rozwód był formalnością.

Czasem spotykałam go potem na ulicy. Jeśli był trzeźwy, to nawet zamienialiśmy parę słów. Przysyłał alimenty bez upominania, ale o dziecko nawet nie zapytał i nie chciał go widzieć. A Michałek wciąż pyta o ojca, chce wiedzieć, gdzie jest, zobaczyć jego zdjęcie. Ale ja już nie chcę, żeby go poznał.

Po co? Gdy synek był malutki, mówiłam mu, że tata wyjechał i kiedyś tam wróci. Ale ile mogłam tak kłamać? A i ja potrzebowałam kogoś w domu, kto pomógłby w codziennych kłopotach, choćby kran naprawił, szafkę skręcił. Przecież nie mogłam wciąż prosić o pomoc sąsiadów.

Czułam się bardzo samotna

Któregoś dnia napisałam list do gazetowego kącika samotnych serc, że jest mi źle, i że chciałabym, aby ktoś napisał do mnie jakieś miłe słowo i trochę ciepła w tym liście przekazał. Nie podałam e-maila, bo chciałam, żeby było tak bardziej intymnie, po staremu. Przyszło kilkanaście listów, na wszystkie odpisałam.

Podziękowałam za słowa otuchy, było mi miło, że ktoś mnie zrozumiał i próbował pocieszyć. Bardzo mi na tym zależało. I tyle. Ale jeden z nadawców, kiedy otrzymał ode mnie odpowiedź, napisał jeszcze raz. Twierdził, że rozumie mnie bardzo dobrze, bo sam jest świeżo po rozwodzie i też się nie może połapać z tym wszystkim. Jest sam, rodzice umarli, szuka wsparcia, kobiety na całe życie, i takie tam.

Przestraszyłam się tych słów. Odpisałam, że nie szukam męża, tylko przyjaciela i niech sobie nie robi nadziei. Dodałam też, że nie mam zamiaru prowadzić dłuższej korespondencji, i jeszcze, że wychodzę za mąż, żeby go całkiem zniechęcić. Ale za mąż nie wychodziłam, w moim życiu nic się nie zmieniało, oprócz dni tygodnia i pór roku. Było mi źle.

Więc w końcu napisałam znowu do tego chłopaka

Był młodszy o parę lat, trochę się bałam, czy jest wystarczająco dojrzały, ale on napisał, że różnica wieku się nie liczy, że akceptuje Michałka, bo chciałby mieć prawdziwą rodzinę. Mieszkał sto kilometrów od nas, w większym mieście. Zaczął przyjeżdżać w odwiedziny.

Pamiętam, jak zjawił się po raz pierwszy. Wyszłam po niego na dworzec, on uścisnął mnie trochę tak niezdarnie, był bardzo nieśmiały, zawstydzony sytuacją, skromny.

„Wygrałaś los na loterii!” – krzyczało mi w duszy.

Byłam szczęśliwa. Wydawało się, że nadajemy na tych samych falach. Po jakimś czasie gotowałam na jego przyjazd ulubione dania. Zdarzało się też, że u mnie nocował. Dobrze nam było razem. Michałek go zaakceptował, siadał mu na kolanach, a on widać było, że lubił dzieci. Któregoś dnia jednak podniósł głos i zaczął się wściekać, że nie znalazł w lodówce piwa. Spojrzałam na niego i zobaczyłam w jego oczach dobrze mi znaną złość. Wystraszyłam się.

– Nie było w sklepie – odparłam cicho. – To nie powód do awantury.

Zmitygował się, uspokoił. A ja zbagatelizowałam sprawę. Wszystko przycichło, choć nie byłam już tak szczęśliwa.

Przynajmniej nie pił

Po poprzednich przejściach z Andrzejem, teraz to było dla mnie najważniejsze. Gdy kolejny raz na mnie krzyknął, po chwili przepraszał i tłumaczył się, że jest wkurzony, bo coś w pracy mu nie wychodzi, że ma za dużo stresu i nerwów. Dopiero później się okazało, że do żadnej pracy nie chodził.

Ale pieniądze zawsze jakieś przynosił. Skąd? Nie mam pojęcia. A to, że rodzice umarli – jak pisał w liście, to było kolejne kłamstwo. Żyli i mieli się dobrze. Zaprosili mnie do siebie. Bardzo mili. Jego ojciec przy kolejnej wizycie powiedział przy stole:

– Synu, jak z Marysią ci się nie wyjdzie, to już z nikim ci się nie uda i nie pokazuj mi się na oczy…

Wzięliśmy ślub. Zaszłam w ciążę

Urodził się Pawełek. Bartek bardzo się cieszył, że to jego rodzony syn. Podkreślał to mocno i raz nawet wyrwało mu się, że na Michałku mu już aż tak bardzo nie zależy. Kiedyś w obecności rodziców wydarł się na niego. Teść wziął go wtedy na bok i powiedział:

– Bartek, to teraz też jest twój syn. I masz go kochać jeszcze bardziej niż Pawełka, żeby nie odczuł, że jest obcy dla ciebie.

Że też wtedy nie zapaliło mi się czerwone światełko w głowie! Ale moja babska intuicja pogubiła się przez te lata i wszystko brałam za dobrą monetę. Bo tak bardzo tego chciałam. Któregoś dnia przyszłam do domu, a on siedział na kanapie z głową podpartą rękami.

– Nie chce mi się żyć, nikt mnie nie kocha – mówił.
– Ja cię kocham – powiedziałam.

Naprawdę tak było. Kochałam go

I na to nic nie mogłam poradzić. Ale on miał to gdzieś. Któregoś dnia zamknął się w pokoju na klucz. W łazience znalazłam list z napisem: „otworzyć na drugi dzień”. Otworzyłam natychmiast.

Napisał, że się otruje i żeby go nie ratować. Tym razem go jednak uratowałam. Z pomocą sąsiadów wyważyliśmy drzwi. Zjadł wszystkie pigułki, jakie były w domu. Sąsiadka doradziła, żeby przepłukać mu żołądek mlekiem. Zwrócił wszystko. Wszyscy już wiedzieli, że albo on wariat, albo ja sekutnica, skoro doprowadziłam go do takiego stanu.

Awantur o byle co było w naszym domu coraz więcej

Nie wiedziałam, co robić. Zrozumiałam już, że jest jakiś popaprany, zagubiony, niedorosły, niedojrzały. Było mi go żal, ale jednocześnie bałam się o dzieci. Michałek, choć już duży, zaczął się moczyć na jego widok. Nie mogłam już żyć w stałym lęku.

Powiedziałam mu o tym i poprosiłam, żeby się wyprowadził. Żebyśmy odpoczęli od siebie. Wyszedł, jak stał, trzaskając drzwiami. Teściowa usiłowała nas jakoś pogodzić, teść zrobił mu straszną awanturę. Wynajęli mu mieszkanie niedaleko mojego. Zapłacili czynsz za rok z góry.

Bardzo im zależało, żeby jakoś nam się poukładało. Mnie jeszcze bardziej. Ale kiedy Bartek wpadał nas odwiedzić, siedział, jak z musu, gapił się w telewizor albo rozwiązywał krzyżówki. Czasami prosiłam, żeby coś naprawił – drzwi wypadały z zawiasów, oderwał się kawałek linoleum i Pawełek kilka razy już się przewrócił – brał się za to z niechęcią, rzadko kiedy dokończył. Prosiłam go:

– Bartek, nie zmarnujmy naszego domu.

Nie odpowiadał. Wzruszał tylko ramionami. Pytałam samą siebie, dlaczego mam tak pod górkę, dlaczego trafiają mi się tacy faceci, z którymi nie można ułożyć sobie życia?

Czy to jakaś kara? Za co?

Czy nie ma gorszych ode mnie do karania? Co ja takiego złego zrobiłam?

Uspokoił się trochę na tym wygnaniu, więc po pewnym czasie pozwoliłam mu wrócić do domu. Sielanka nie trwała długo. Oglądał jakiś program, a Michałek koniecznie chciał mu pokazać swoje rysunki. Podtykał mu je pod nos. Bartek wytrącił mu je z rąk. Mały myślał, że to będzie taka zabawa.

Podniósł je i przyniósł jeszcze raz. Wtedy wziął go na kolano i zaczął tłuc ręką. Znów interweniowali sąsiedzi, bo ja nie mogłam mu dać rady. Też oberwałam. Kazałam mu się wynosić. Powiedział, że wróci do swojej byłej żony. Myślał, że wzbudzi we mnie zazdrość, że będę chciała go zatrzymać. Ale ja powiedziałam:

– A idź gdzie chcesz!

Wystąpiłam o rozwód

W małym miasteczku dwa rozwody to rzecz niesłychana. Nie wiedziałam, gdzie podziać oczy. Ludzie wytykali mnie palcami. Postanowiłam się wyprowadzić. Kiedy Bartek dowiedział się o tym, przyszedł pod drzwi, wyjął nóż i zaczął robić sobie nacięcia na przedramieniu. Płytkie, żeby tylko krew leciała. Krzyczał:

– Skoro mnie nie kochasz, to po co mam żyć?!

Sąsiedzi, słysząc wrzaski, zadzwonili na policję. Zabrali go. 

Nie wiem, jakim cudem, ale dostałam list od jego byłej żony. Pisała w nim, jak miała z nim ciężko, ile przeżyła, i że to nie jest człowiek do życia. Że życzy mi wszystkiego najlepszego, ale nie z nim. I wreszcie na spokojnie, kiedy mieszkałam już w innym mieście, po rozwodzie, pytałam siebie, czy bym mu przebaczyła?

Jaki musiałby być, żeby móc wrócić do mnie?

Ale nie znajdowałam nic, co mógłby zrobić, żebym go znów przyjęła pod swój dach. Chcę mieć spokojne życie. Kiedy mnie odnalazł w tym nowym miejscu i przyszedł pod drzwi ze zwieszoną głową – nie mogłam spojrzeć mu w oczy, żeby nie zobaczył w nich czegoś, co mogłoby mu dać nadzieję. I dlatego, gdy zapytał: „Nie wpuścisz mnie?” – zawahałam się przez krótką chwilę, ale nie otworzyłam drzwi. 

Daria, lat 35

Czytaj także:

Dziewczynka, która jest przemęczona
Adobe Stock, Voyagerix
Prawdziwe historie
„Córka zmuszała moją wnuczkę do zajęć dodatkowych, których mała nie lubiła. Nawet w wakacje nie dała jej odpocząć”
„Hania zawsze była takim wesołym i pogodnym dzieckiem, teraz miałam do czynienia z nadmiernie poważną dziewczynką, która jak mantrę powtarzała za matką, że trzeba się rozwijać, po czym z miną skazańca wędrowała na coraz to nowe zajęcia, których wcale nie lubiła”.

Zbliżają się ferie zimowe, drugie w szkolnej karierze mojej jedynej wnusi. Już nie mogę się doczekać, kiedy ją zobaczę. Moja córka na szczęście zmądrzała i zrozumiała, że dziecku potrzebny jest luz i wypoczynek, i na całe dwa tygodnie przywozi Hanię do nas… A jeszcze latem zeszłego roku trudno mi ją było na to namówić. Z racji odległości nie widuję wnuczki tak często, jak rodzice Darka, mojego zięcia, którzy mieszkają na miejscu, dlatego każda chwila spędzona z Hanią jest dla mnie bezcennym skarbem.    – Kiedy przywieziesz mi Hanię? – spytałam córkę, gdy zadzwoniła.    – Mogłaby spędzić u nas całe wakacje albo chociaż większą ich część.   – Całe wakacje? Mamo! To niemożliwe! Zaraz po zakończeniu roku ma obóz tenisowy, a potem chciałabym zapisać ją na pływanie i do szkółki językowej. W szkole mają tylko angielski, a ja chciałabym, żeby znała co najmniej dwa języki obce, jeśli nie trzy.   – Natalka! Co ty mówisz! Przecież Hania ma wakacje! Powinna odpocząć, nabrać sił na nowy rok szkolny!   – Nabierze ich na basenie i tenisie! – orzekła córka. – Nie może marnować czasu! Musi się nauczyć od dziecka, że najważniejsze jest inwestowanie w siebie! Ja nie inwestowałam i wylądowałam w supermarkecie!    – Ale jesteś kierowniczką, nieźle zarabiasz i sama mówiłaś, że lubisz swoją pracę… A Hania ma wakacje!    – Lubię, bo innej nie mam… – warknęła córka. – A Hania, jak dorośnie, tylko mi podziękuje!   – To przecież jeszcze dziecko! A ty przez całe wakacje wypoczywałaś, bawiłaś się, do głowy by mi nie przyszło, żeby cię do nauki gonić!   – Mamo! Teraz mamy inne czasy! Ja cię nie winię za to, że się obijałam w wakacje, bo nie było innych możliwości...

Córka znalazła korepetytora na portalu randkowym
Adobe Stock, fizkes
Prawdziwe historie
„Moja córka jest zagrożona z fizyki. Znalazła sobie korepetytora na… portalu randkowym”
Najpierw ukrywała przede mną pały z fizyki, a potem zaczęła szukać korepetytorów... po urodzie i zainteresowaniach.

Córka przyglądała mi się badawczo, gdy kończyłam makijaż. Przestępowała z nogi na nogę, zupełnie jakby coś zmalowała albo chciała wyłudzić pieniądze na kolejny błyszczyk. No tak, w końcu to już dorastająca panna, normalne, że chce się podobać. Nagle, ni z tego, ni z owego, wypaliła: – Wiesz, mamo, jesteś śliczna. Zastygłam w połowie ruchu ze szczoteczką od tuszu tuż przy oku Nie powiem, miło zrobiło mi się po tym komentarzu, jednak matczyna intuicja nakazywała ostrożność. – Myślę, że powinnaś wreszcie znaleźć sobie faceta. No tak, mogłam się tego spodziewać. Marta od dłuższego czasu namawiała mnie na poznanie kogoś, kto na dobre zagościłby w moim, czy też raczej w naszym życiu. Argumentowała całkiem rozsądnie, że przecież ona niebawem kończy gimnazjum, trzy lata liceum szybko zlecą, i wyfrunie na studia, a ja zostanę sama. Że nie wszyscy mężczyźni są tacy sami. Że… – Rozmawiałyśmy już na ten temat setki razy... – odparłam beznamiętnie. – I nadal nie doszłaś do słusznych wniosków. – To są twoje słuszne wnioski, nie moje. Poza tym, tłumaczyłam ci już, że… – Że przede wszystkim jesteś moją mamą i po tym, jak zostałaś sama w ciąży, bo mój ojciec zniknął na amen i kaplica, nie bardzo chcesz nawiązywać bliższy kontakt z kimkolwiek – westchnęła. Ech, szykuje się kolejna rozmowa na ten sam temat. Ona jest jeszcze taka łatwowierna... – Mamo! Mamy dwudziesty pierwszy wiek! Ja rozumiem, że bycie singlem jest teraz trendy, ale pokutnicą już niekoniecznie! Taka mama Marcina, wiesz, tego mojego kolegi z klasy... – oczy jej się na moment rozmarzyły na wspomnienie chłopca, w którym się skrycie podkochiwała. – Nie wiem, czy interesuje mnie historia mamy Marcina... – Ale mamo, posłuchaj. Ona też została sama, bo jego ojciec...

Dziewczyna, która ignoruje macochę
Adobe Stock, motortion
Prawdziwe historie
„Dzieci męża traktowały mnie jak trędowatą i oskarżały o rozbicie ich rodziny. We własnym domu czułam się jak intruz”
„Starałam się, jak babcię kocham, robiłam, co mogłam, byśmy się zaprzyjaźnili. Dla Tadeusza. zagryzłam zęby i wbrew sobie, z przyklejonym do ust uśmiechem, dogadzałam im, schlebiałam, poświęcałam czas. Wszystko na nic...”.

Tadeusza poznałam na mojej wystawie. Z miejsca zaiskrzyło – nie tylko dlatego, że kupił aż trzy moje obrazy. Był dojrzałym mężczyzną, czarującym i imponującym pod każdym względem. Przyjęłam oświadczyny już po pół roku znajomości. Mimo obaw mamy, która uważała, że sporo ryzykuję, pakując się w związek z piętnaście lat starszym facetem, na dokładkę obarczonym rodziną… Ślub wzięliśmy skromny. Zamiast tracić kasę na huczną imprezę, wolałam pojechać w podróż poślubną do Paryża. Poza tym dom pochłaniał mnóstwo wydatków.   Nasz dom… Jak to miło brzmiało. Starą secesyjną willę w nadmorskiej dzielnicy wypatrzyłam dawno. Mimo kuszącej ceny wciąż stała pusta, bo budynek wymagał gruntownego remontu, od dachu po piwnicę. Obiecywałam sobie, że kiedyś – gdy stanę się sławna i bogata – przywrócę mu świetność. O ile ktoś mnie nie uprzedzi. Dzięki Tadeuszowi nie musiałam się już o to martwić. W prezencie ślubnym wręczył mi klucze do wymarzonej willi.    Po naszym powrocie z Paryża remont ruszył z kopyta. Mąż dał mi wolną rękę i urządziłam dom według własnego gustu. Z nowoczesną kuchnią, w której posiłki niemal same się gotowały, ze staroświecką sypialnią, z typowo męskim gabinetem dla mojego męża biznesmena i z jasną przestronną pracownią malarską dla mnie. Nie zapomniałam również o pokojach dla dzieciaków. Tak, wychodząc za Tadeusza, stałam się macochą. To już tak miło nie brzmiało, ale skoro kochałam Tadeusza, czemu jego dzieci miałabym nie polubić? Szczególnie że jemu bardzo na tym zależało.    Przed ślubem spotkaliśmy się parę razy na neutralnym gruncie. Wydawali się ostrożni i nieco nadąsani. Nie zrażałam się jednak, wszak byliśmy teraz jedną wielką rodziną. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Gdy zjawili się u nas po raz pierwszy, nawet nie...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj