Chłopiec z mamą
Adobe Stock, altanaka
Prawdziwe historie

„Moje małżeństwa to dno. Pierwszy mąż zostawił mnie z dzieckiem, drugi miał podwójne życie, a trzeci porównywał do byłej”

„Nie mam szczęścia do mężczyzn. Każdy z nich zgotował mi z życia piekło. Jedyna dobrą rzeczą, którą zyskałam z moich fatalnych małżeństw, są moje dzieci. Wiem, że kochają mnie bezgraniczną miłością i nigdy nie zostawią mnie, jak każdy z tych bydlaków”.
Mówi się, że gdy Pan Bóg rozdawał rozum, niektórzy znaleźli się na końcu kolejki. Nie wydaje mi się, żeby to mnie dotyczyło, na pewno do czołówki się nie załapałam, ale gdzieś tam w solidnym środku… Za to jeśli Pan Bóg obdzielał nas porcjami rodzinnego szczęścia, o, to na pewno wzięłam jedną z ostatnich.
 
Pierwszy mąż był moją wielką miłością. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia w jego niebieskich oczach i chłopięcym uśmiechu, zresztą do końca rozbrajał mnie swoim urokiem. Nawet wtedy, gdy aż nazbyt dobrze wiedziałam, że za tym wdziękiem kryje się upojenie alkoholowe. To wódka czyniła go miłym, ciekawym, rozmownym facetem, na trzeźwo był raczej nie do zniesienia – zamknięty w sobie, obcy, daleki, zimny. Najgorsze, że od początku miałam tego świadomość i, co tu dużo mówić, tak bardzo mi to nie przeszkadzało.

Przeciwnie, pierwszy okres naszej znajomości to było jedno wspólne balowanie. Mój mąż nie był daleki i zimny, bo był wiecznie pijany. Ja też. Byliśmy młodzi, mieliśmy wolne zawody, i to takie, w których alkohol piło się na porządku dziennym (i nocnym). Wyzwalał kreatywność, eliminował stres, dodawał pewności siebie i odwagi. Piliśmy wszyscy, wydawaliśmy się sobie bardzo artystyczni, nowocześni, niekonwencjonalni. Karnawał miał trwać wiecznie, ale oczywiście tak nie było. Zaszłam w ciążę, więc otrzeźwiałam. Przestałam uczestniczyć w nocnych balangach, zaczęłam dostrzegać powagę sytuacji. Ale wtedy jeszcze nie było tak źle. Andrzej się cieszył, że zostanie ojcem, i bardzo swój nałóg kontrolował. Rzecz jasna o nałogu w ogóle nie było mowy, całe to picie to przecież tylko zabawa, z której w każdej chwili można wyjść, pożegnać się, zamknąć drzwi, zacząć nowe życie. 
 
Urodził nam się syn. Klapki z oczu opadły mi ostatecznie, gdy raz zostawiłam dziecko pod opieką Andrzeja. Szczęśliwie na krótko. Zrozumiałam, że dalej tak się nie da. Usiłowałam wymóc na mężu kurację, ale bezskutecznie. Traciłam go. Popadał w ciągi, podczas których znikał na wiele dni. Wydzwaniały jakieś kobiety. Brakowało pieniędzy. Płakałam i błagałam, żeby się opamiętał. Wszystko na próżno. Zdecydowałam się odejść. Nie na zawsze – miałam jeszcze nadzieję. 

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Po co się łudziłam?

Jakże byłam naiwna! Andrzej natychmiast zamieszkał z naszą wspólną koleżanką. Bawili się dalej. Ja tymczasem wróciłam do rodziców, którzy rozłożyli bezradnie ręce i uznali, że sama sobie jestem winna. Nie mieli w mieszkaniu zbyt wiele miejsca. Umieścili mnie z dzieckiem w maleńkim pokoiku, a sami przenieśli się do dużego, który od tej pory pełnił funkcję ich sypialni, stołowego i salonu. Przemieszkaliśmy tak cztery lata, bezustannie wchodząc na siebie. Nie sprzyjało to utrzymywaniu dobrych stosunków.

Odeszłam z pracy, bo nie byłam w stanie widywać się z Andrzejem i jego dziewczyną. Nie miałam żadnych stałych dochodów. Popadłam w ciężką depresję. Punktem krytycznym była śmierć Andrzeja – zmarł na atak serca, nie dożywszy nawet czterdziestki. Co tu mówić, zapił się na śmierć. Ja jednak musiałam żyć – dla naszego syna. To wtedy nauczyłam się robótek ręcznych. Dziergałam swetry, szaliki, czapki. Uspokajało mnie to, koiło nerwy, mogłam bez końca wywijać drutami, a przy okazji coś zarabiałam. Okazało się, że mam talent – moje wyroby szły w butikach za dobre pieniądze. Powoli dochodziłam do siebie. 
 
To były czasy, kiedy powstawało wiele firm cateringowych. Razem z dwiema znajomymi założyłyśmy taki biznes. Zaczęłyśmy od drobnych zleceń, ale szybko przybywało nam klientów. Dobrze nam szło. Wyprowadziłam się od rodziców i wreszcie stanęłam na nogi.
 
I wtedy pojawił się mąż numer dwa. Diabli go nadali. Wyglądał zresztą jak jeden z nich – brzydki, przysadzisty i niezgrabny. Całkowite przeciwieństwo Andrzeja. Ten zły wygląd najbardziej mnie jednak do Adama przekonał. Wydawało mi się, że ktoś tak szpetny, jeśli obdarzyć go miłością, będzie wdzięczny do końca życia. Poza tym miał w sobie dużo ciepła i serdeczności, był taki otwarty, uśmiechnięty, zwrócony ku ludziom. No i nie pił. A do tego wszystkiego był dobrze sytuowanym notariuszem…

Szybko zdecydowałam się na małżeństwo, zwłaszcza że bardzo pragnęłam drugiego dziecka. Zawsze marzyłam o córce i  to pragnienie się ziściło. Wreszcie, pierwszy raz w swoim dorosłym życiu, poczułam twardy grunt pod nogami. Miałam czułego, kochającego męża, dwoje dzieci, własną nieźle prosperującą firmę. Byliśmy dobrze sytuowaną rodziną, której niczego nie brakowało.
 
W każdym razie tak mi się wydawało. Rzeczywistość okazała się zaskakująca. Adam miał jeszcze drugą rodzinę. Drugą kobietę i z nią dzieci. W pewnym momencie tamtej przestał odpowiadać status tajnej kochanki i zagroziła odejściem. Adam mnie porzucił, a ja znów zostałam sama.
 
„Nigdy, nigdy, nigdy więcej!” – krzyczałam w duchu, gryząc paznokcie i trzęsąc się jak galareta. 
 
W tym czasie byłam już w wieku, kiedy kobiety stają się niewidoczne. Przezroczyste. Nigdy nie byłam specjalnie urodziwa, a przeżycia też wywarły piętno. Pochłonęły mnie dzieciaki i firma. Prosperowała tak dobrze, że mogłam samodzielnie i bez niczyjej łaski kupić dom w dobrej dzielnicy miasta. Pracowałam bardzo, bardzo ciężko, ale przynosiło mi to satysfakcję i ratowało nadszarpnięte poczucie własnej wartości.
 
– Przyjdź koniecznie na to spotkanie. Przyjdź! Tak cię proszę. W końcu to trzydziestopięciolecie matury. Dziesięć lat temu się wymigałaś, zrób to teraz. Ludzie się wykruszają… Sama się przekonasz, jak fajnie spotkać starych kumpli! Oni wszyscy cię pamiętają, pytają o ciebie – koleżanka z liceum tak się ekscytowała tym jubileuszem, że w końcu uległam. Rzeczywiście, co mi szkodzi. Poza pracą życia towarzyskiego nie prowadziłam. 

Na jubileuszu spotkałam dawnego wielbiciela

Byłam dość zażenowana tym, jak się prezentuję po tych trzydziestu pięciu latach. W granatowej garsonce i białej koszulowej bluzce – prawie jak na maturze, ha, ha! Tyle że z hełmem przystrzyżonych włosów na głowie i kilkunastoma dodatkowymi kilogramami, o zmarszczkach nie wspominając. Czy pozostałe dziewczyny też zmieniły się w matrony ? Na pewno nie wszystkie. Zanim na dobre rozejrzałam się po sali, przysiadł się do mnie szpakowaty facet w modnym garniturze.
 
– Pewnie nawet nie pamiętasz mojego imienia. A ja się o ciebie biłem. I nawet poległem, choć mężnie walczyłem! – powiedział.
 
Faktycznie, nie miałam pojęcia, kim on jest.
 
– Robert Falkiewicz – przedstawił się mężczyzna. 
 
Przypomniałam sobie wtedy miłego chłopca z ciemnymi lokami i wesołymi oczami. Rzeczywiście w szkole nie zwracałam na niego uwagi. Liczyli się wtedy wyłącznie koledzy starsi przynajmniej o dwa lata.
 
– Nic nie wiedziałam o żadnej bitwie… – powiedziałam.
 
– Tak, bo nawet na mnie nie spojrzałaś. A ja nie spuszczałem z ciebie oczu, zwłaszcza że siedziałem dwa rzędy dalej. Ty w środkowym, a ja od okna. Byłaś zawsze w aureoli światła. Karol powiedział, że masz krzywe nogi, więc mu przyłożyłem. Ale mi oddał, a był, cholera, większy!
 
Szybko wymknęliśmy się z imprezy. Wieczór kontynuowaliśmy u mnie. Robert miał pracę i dom w innym mieście. Spotykaliśmy się raz tu, raz tam. Poznałam nowych ludzi, weszłam w nowe środowisko. Dobrze mi to zrobiło.

Przystopowałam z pracą, coraz częściej powierzając firmę synowi. To, co się wytworzyło między mną a Robertem, było rodzajem przyjaźni. Fantastyczny układ na stare lata, myślałam. Będziemy się nawzajem wspierać. Ale nie, w małomiasteczkowym świecie, w którym był figurą, takie rozwiązania nie budziły przychylnych komentarzy. Postawił mnie pod ścianą. Małżeństwo i wspólne mieszkanie albo koniec z nami. Uległam.
 
Szybko zrozumiałam, że popełniłam błąd. Nie tylko dlatego, że sprzeniewierzyłam się własnym przysięgom. Pierwsza żona Roberta umarła kilka lat wcześniej. Gdy zostałam drugą żoną, byłam z nią bezustannie porównywana. Przede wszystkim przez niego samego. Gorzej wyglądałam, nie byłam taka ładna, zadbana, elegancka. Niewystarczająco dbałam o męża, zdarzyło mu się nie znaleźć pod ręką uprasowanej koszuli. Miałam inne sympatie polityczne. Gorzej gotowałam. Nie prowadziłam domu na wystarczająco wysokim poziomie. Nasze przyjęcia nie udawały się tak bardzo jak dawniejsze. Goście wcześniej wychodzili…
 
– Właściwie dlaczego w ogóle się ze mną związałeś? – pytałam. – I do tego jeszcze ożeniłeś? Przecież ty mnie chyba nawet nie lubisz. Drażnię cię.
 
– Ożeniłem się z tobą dlatego, że jeszcze w liceum postanowiłem sobie, że kiedyś zostaniesz moją żoną.

Kpina? Wyraz ambicjonalnej dewiacji? Życiowa pedanteria?

Nie było nam dane zostać dla siebie oparciem na stare lata. Uciekłam do swojego domu i swojego życia. Jak zaniemogę, zatrudnię pielęgniarkę, trudno. Będzie mnie stać. No i mam dzieci. To jest moja porcja szczęścia. W końcu trudno narzekać. Tylko…
 
Moja siostra jest w związku małżeńskim od prawie czterdziestu lat. Jak jej się to udało? Jak się udaje innym? Mam pecha? Cierpię na syndrom ofiary? Podejmowałam zbyt lekkomyślne decyzje? Moje życie chyli się ku końcowi, a ja wciąż tego nie wiem, wciąż szukam odpowiedzi. Dlaczego?
 
Danuta, 56 lat

Czytaj także:
Matka, która jest zmęczona
Adobe Stock, 4frame group
Prawdziwe historie
„Kocham moje dzieci, ale czasem marzę, żeby zniknęły. Nawet jak jestem chora, to skaczą mi po głowie i krzyczą, że chcą jeść”
„Gdzie ja miałam rozum? Mamo, czemu mnie nie uprzedziłaś, że posiadanie dzieci to jedna walka? Z pieluchami, uporczywymi kolkami, z osłabiającym „a kupisz mi coś”, z wybrzydzaniem, pyskowaniem, ciągłym oglądaniem telewizji, z potwornym lenistwem...”.

Zamierzałam sobie pochorować. Uczciwie, porządnie, od serca, na całego. Powody: gorączka trzydzieści siedem i siedem, ból głowy, drapanie w gardle oraz upokarzający dla każdej kobiety katar. Zrobiłam sobie herbatkę z miodem i cytryną, na czole umieściłam zimny okład, uklepałam łóżeczko i wskoczyłam pod kołderkę. Myślałam: „Poleżę sobie, pochoruję w cieple i spokoju, może nawet podrzemię...”. Stan błogości trwał raptem kwadrans.   Potem wróciło ze szkoły moje pierwsze dziecko, co obwieściło długim i energicznym dzwonkiem. Za długim i za energicznym. Zwlokłam się z łóżka i doczłapałam do drzwi. Chciałam zwrócić dzwonnikowi uwagę, że po pierwsze nie jestem głucha, a po drugie nie musiałby dzwonić jak na alarm, gdyby zabrał klucz. No chyba że go zabrał, ale nie chciało mu się go szukać w tornistrze, co nawet było bardziej prawdopodobną opcją. Nie zdążyłam wygłosić żadnego z tych ironiczno-kpiących komentarzy, bo dziecię mnie ubiegło.   – Cześć, mama! Ty jeszcze w piżamie? Oj, ty śpiochu... – w te słowa zagadał do mnie mój starszy syn.    Lat dwanaście, blondasek z uroczą grzywką, wybity przedni ząb, dołki w policzkach.   – Cześć... – odmruknęłam do powietrza, bo synek już był w kuchni, gdzie buszował po szafkach w poszukiwaniu słodyczy. – Jest coś słodkiego? – zapytał. – Nie ma. Ostatnią czekoladę wrąbałeś wczoraj wieczorem. Całą na jedno posiedzenie – podkreśliłam. – No, dobra była... – rozmarzył się. – A twoje ptasie mleczko? – przypomniał sobie o MOIM pudełku na zmartwienia. – Zjadłeś tydzień temu. – A nie kupiłaś sobie drugiego? – zdziwił się. – Przecież tak je lubisz.   Postanowiłam nie komentować tej bezczelności, za słaba byłam. Wróciłam do łóżka. Przymknęłam...

Kobieta, która adoptowała córkę
Adobe Stock, Mariakray
Prawdziwe historie
„Adoptowałam córkę mojej nieodpowiedzialnej siostry. Zawistni sąsiedzi wytykają mnie palcami, bo myślą, że zrobiłam to dla pieniędzy”
„Gdy Weronika przyszła na świat, okazało się, że ma sporo problemów. Nic dziwnego. Jej matka imprezowała przez całą ciążę… Myślałam, że chociaż teraz moja siostra się uspokoi, ale gdzie tam! Dalej prowadzała się z tymi swoimi gachami, a dziecko podrzucała mnie albo mamie”.

Z Mariolą zawsze były problemy, już od dzieciństwa.  Mamę ciągle wzywano do szkoły, bo jej młodsza z córek co i rusz coś przeskrobała. Nauczycielki żaliły się, że jest gorsza od chłopaków. Była pyskata, a już jako czternastolatka piła alkohol i paliła papierosy. Do tego dochodziły wagary, podejrzane towarzystwo. Rodzice nie mogli sobie z nią poradzić. Jako starsza siostra bałam się o nią, ale intuicja podpowiadała mi, że na nic zdadzą się wysiłki rodziców i wychowawców – wraz z upływem czasu Mariola się nie zmieni. Uważałam, że będzie jeszcze gorzej. Niestety, miałam rację.   Pochodzę z dobrego domu. Rodzice są porządnymi ludźmi. Nie zaznałyśmy z siostrą biedy, głodu ani przemocy. Doprawdy nie wiem, dlaczego ona tak od nas odstaje. Zawsze pakowała się w kłopoty. Już jako dorosła kobieta zmieniała mężczyzn jak rękawiczki, a jej życie było jedną wielką, niekończącą się imprezą.   – Daj spokój, drugi raz młoda nie będę! – denerwowała się, kiedy zwracałam jej uwagę. – Muszę się wyszaleć!   – Nie uważasz, że dość już się w tym życiu wyszalałaś? Masz prawie trzydzieści lat! – próbowałam przemówić jej do rozsądku. Myślałam, że urodzenie dziecka ją odmieni  Do Marioli nic nie docierało. Kiedy mama zadzwoniła do mnie z informacją, że Mariola jest w ciąży i nie ma pojęcia, który z jej licznych „znajomych” jest ojcem dziecka, nawet się nie zdziwiłam. Miałam już wówczas poukładane życie, męża, dwie córki i już dawno obiecałam sobie, że przestanę żyć życiem siostry.   Gdy Weronika, córka Marioli, przyszła na świat, okazało się, że ma sporo problemów. Nic dziwnego. Jej matka imprezowała przez całą ciążę… Myślałam, że chociaż teraz moja siostra się uspokoi, ale gdzie tam! Dalej prowadzała się z tymi swoimi gachami, a dziecko...

kobieta w ciąży, która porzucił mąż
Adobe Stock, stanislav_uvarov
Prawdziwe historie
„Cieszyłam się na ślub i dziecko, ale Krzysiek miał inne zdanie. Zachciało mu się być wolnym strzelcem i zostawił mnie z brzuchem”
„Nienawidziłam siebie, Krzyśka i mojego wielkiego ciążowego brzucha. Żałowałam, że zaszłam w ciąże z tym draniem, ale stało się. Z mężem czy bez, zamierzam być szczęśliwa. W końcu mam teraz przy boku innego mężczyznę, który zawsze będzie mój”.

Kto jeździ jesienią nad morze? Przecież właściwie nie ma to sensu. Nie jest już ciepło, wiatr nie opala, panuje nieprzyjemny chłód… A jednak w tamtej chwili odpowiadało mi to dużo bardziej niż ścisk dużego miasta. Wolałam spacer po pustej, choć skąpanej w deszczu, plaży niż codzienne wyprawy do pracy tramwajami naszpikowanymi uczniami, studentami, stażystami. I wszystko wydawało mi się lepsze niż dom, w którym był on.    Nie mogłam patrzeć na ludzi. Chciałam być sama i czuć się źle. Wśród ludzi trzeba wciąż udawać, że wszystko jest w porządku. W pracy nikogo nie obchodzą stany depresyjne, szef chce raporty na wczoraj, koleżanki liczą na miłe plotki przy kawie, klienci oczekują profesjonalnej i kompetentnej obsługi. A ja nie miałam siły na stawienie czoła żadnemu wyzwaniu. Brakowało mi energii nawet na ugotowanie obiadu. Dlatego od kilku tygodni jadłam tylko płatki z mlekiem. Nie myłam włosów i chodziłam w czapce. Kiedyś lubiłam zakupy, fajne ciuszki i kosmetyki. Teraz straciłam chęć nawet do tego, by ładnie wyglądać. Nie malowałam paznokci, ust ani rzęs.    Może właśnie dlatego ten brzydki pensjonat za grosze, bez śniadań i obsługi hotelowej, wydawał mi się doskonałym otoczeniem na ten czas. Wcześniej chyba bym umarła, gdybym miała spać w takim obskurnym miejscu. Noworoczne plany na ten rok jeszcze całkiem niedawno wydawały się być na wyciągnięcie ręki. Miałam wyjść za mąż, urodzić dziecko i być szczęśliwa. Były to proste życzenia prostej dziewczyny wypowiedziane w niebo w sylwestrową noc. Było blisko. Bardzo blisko. Ten rok miał dla mnie jednak inne plany… Wszystko miałam już dokładnie zaplanowane Kiedy kilka miesięcy temu Krzysiek do mnie zadzwonił, myślałam, że chce omówić szczegóły poszukiwań naszego nowego mieszkania. Właściwie wszystko już ogarnęłam. Nie było czego omawiać. Byłam...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj