z życia wzięte – diagnoza
Adobe Stock
Prawdziwe historie

„Musiał wydarzyć się dramat, żeby moje dziecko otrzymało prawdziwą pomoc”

Kaja od małego była inna. Bardzo nieśmiała, jakby wycofana. Nie chciała bawić się z innymi dziećmi, płakała, gdy na chwilę straciła mnie z oczu. Wszyscy wokół pocieszali mnie, że jak trochę podrośnie, to jej to minie, ale ja przez skórę czułam, że nie będzie tak pięknie. Matki wiedzą takie rzeczy…

Moje przeczucia niestety się sprawdziły. Problemy Kai rosły razem z nią. Nie potrafiła odnaleźć się wśród rówieśników. Nie miała przyjaciół, w szkole siedziała sama w ławce. Dzieci uważały ją za dzikuskę i odmieńca, więc się z niej wyśmiewały i wytykały palcami. Reagowała najpierw płaczem, a potem, gdy to nie wystarczało, agresją. Nie było tygodnia, by nie wzywano mnie lub męża do szkoły. „Pani córka uderzyła koleżankę! Popchnęła kolegę! To niedopuszczalne! Nie będziemy tolerować takiego zachowania w naszej szkole” – słyszeliśmy od wychowawczyni. Oboje z Arturem próbowaliśmy się dowiedzieć od Kai, dlaczego to zrobiła, ale nie potrafiła odpowiedzieć. Myślę, że nawet jej to nie obchodziło. 

Tamte niby poszkodowane dzieci były wygadane, bezczelne i potrafiły kłamać jak z nut. A Kaja? Na wszelkie pytania odpowiadała… milczeniem. Nie potrafiła się bronić. Po prostu stała i słuchała oskarżeń. Choć więc to ona była ofiarą, wina za konflikty w szkole spadała na nią. Mieliśmy opinię rodziców, którzy nie potrafią zapanować nad własnym dzieckiem. Pedagog szkolny przeprowadził z nami chyba z dziesięć rozmów na temat wychowywania dzieci. Był bardzo przekonujący, więc uwierzyliśmy z mężem, że zachowanie Kai wynika wyłącznie z naszych błędów wychowawczych. Od tamtego czasu godzinami analizowaliśmy, co zrobiliśmy źle, i staraliśmy się to naprawić. Ale choć stawaliśmy na głowie, zachowanie Kai się nie zmieniało.

Redaktorka Mamotoja.pl o śnie swoich córek: zaakceptuj fakt, że dzieci są różne

Wciąż była osamotniona

Gdy córka skończyła czwartą klasę, postanowiliśmy przenieść ją do innej szkoły. Mieliśmy już dość tego ciągłego obwiniania i nas, i jej za całe zło, które się tam dzieje. Chcieliśmy zacząć wszystko od początku. W nowej placówce od razu opowiedzieliśmy pani pedagog o problemach Kai. Była zdziwiona i oburzona, że jej poprzednik nie wysłał Kai do poradni psychologicznej. Natychmiast postanowiliśmy to nadrobić.
– Córka ma duże problemy w komunikacji. Ale spokojnie, poradzimy sobie z tym – usłyszeliśmy od pani psycholog.
– Naprawdę? – ucieszyłam się.
– Naprawdę. Musi tylko przejść odpowiednią terapię. Najlepiej prywatnie, bo wizyty refundowane będą odbywać się zbyt rzadko – zawiesiła głos.
– Niech będzie prywatnie. Byle tylko ta terapia pomogła – wtrącił się mąż.

Duży koszt słabych efektów

Od tamtego czasu woziliśmy Kaję raz w tygodniu na 45-minutowe sesje u pani psycholog. Za każdą płaciliśmy 150 zł. Mimo że oboje pracowaliśmy, był to dla nas duży wydatek. Nie było jednak innego wyjścia. Najważniejsze było dobre samopoczucie córki. A ona, ku naszej radości, lubiła te wizyty. Minął rok terapii, potem drugi…

Zachowanie córki nieco się poprawiło. Na zaczepki w szkole nie reagowała już agresją. Nadal jednak nie potrafiła odnaleźć się wśród rówieśników. Zapisywaliśmy ją na wszystkie zajęcia, jakie sobie tylko wymyśliła. Były tańce, jazda konna, gra na gitarze, kółko fotograficzne… Mieliśmy nadzieję, że w końcu znajdzie przyjaciół. Ale nie. Wciąż była sama.  

– Mamo, dlaczego ja ciągle nie mam przyjaciół? Co ze mną jest nie tak? Przecież się staram… – pytała zrozpaczona.
To samo pytanie zadawałam pani psycholog, do której woziliśmy ją na terapię.
– Musicie państwo być cierpliwi. Przełom nastąpi. Wcześniej czy później, ale nastąpi. Najważniejsze, że Kaja robi postępy – odpowiadała za każdym razem i kasowała kolejne 150 zł. Wierzyliśmy jej, więc czekaliśmy i płaciliśmy… Dziś zadaję sobie pytanie, czy naprawdę nie zorientowała się, co dolega naszej córce, czy po prostu specjalnie wodziła nas za nos, żeby zarobić… W tamtym czasie jeszcze można było dość szybko dostać się z dzieckiem do psychiatry. Była szansa na diagnozę.

Nie byliśmy już w stanie płacić za terapię

Potem nadeszła pandemia i wraz z nią finansowy krach. Przynajmniej w naszej rodzinie. Najpierw stracił pracę mąż, wkrótce po nim ja. Artur co prawda szybko znalazł nowe zajęcie, ale dosłownie za grosze. Pod koniec kwietnia nie byliśmy w stanie związać końca z końcem. Kredyt na mieszkanie pochłaniał połowę jego zarobków. A gdzie reszta? Stało się jasne, że choćbyśmy nie wiem jak zaciskali pasa, nie zdołamy dłużej płacić za terapię córki. Powiedzieliśmy o tym pani psycholog.
– Szkoda, Kaja naprawdę robiła postępy. Teraz wszystko zostanie zaprzepaszczone – skrzywiła się.
– Ale nas naprawdę nie stać… Może gdyby pani obniżyła cenę, to byśmy uciułali na jedno, dwa spotkania w miesiącu.
– Słucham? Chyba pani żartuje! Wszyscy podnoszą ceny, a nie obniżają. Na nasze usługi jest teraz bardzo duży popyt. Wielu ludzi nie radzi sobie w nowej rzeczywistości – prychnęła.

Terminy są za dwa albo trzy lata?!

Byliśmy z Arturem załamani. Ale nie zamierzaliśmy się poddawać. Przez następne dni obdzwanialiśmy poradnie zdrowia psychicznego dla dzieci i młodzieży, które świadczą usługi w ramach NFZ. Łudziliśmy się, że może tam uzyskamy dla córki jakąś pomoc. Nic z tego. Wszędzie słyszeliśmy, że nie ma wolnych terminów na najbliższe dwa, a nawet trzy lata, i że jeśli zależy nam na szybkiej terapii, musimy zapłacić. Ile? 180 zł za spotkanie z psychologiem i 400 zł z psychiatrą.
– Płaciliśmy ponad dwa lata! Teraz nas już na to nie stać! Nie rozumie pani? – wrzasnęłam w trakcie kolejnej bezowocnej próby zapisania Kai na wizytę.
– Przykro mi, takie są realia – odparła.
– Nic na to nie poradzę. A tak po cichu pani powiem, że na szybką pomoc w ramach ubezpieczenia można liczyć właściwie tylko w kryzysowych sytuacjach. Na przykład po nieudanej próbie samobójczej – usłyszałam.
– Czyli co? Mam powiedzieć córce, żeby się nałykała prochów? Albo podcięła sobie żyły?! Tak na niby? Przecież to jakiś absurd! – wrzasnęłam i się rozłączyłam.
Ze złości aż się trzęsłam. Gdy już trochę ochłonęłam, postanowiłam porozmawiać z Kają.

Mamo, poradzę sobie

Musiałam przecież jej powiedzieć, że nie będzie już chodzić do pani psycholog. Ani tamtej, ani żadnej innej. Kaja przyjęła to, o dziwo, spokojnie.
– Nic nie szkodzi. Nie martw się, poradzę sobie – machnęła ręką.
– Na pewno? Pamiętaj, że zawsze możesz porozmawiać ze mną albo z tatą – chciałam ją przytulić, ale się odsunęła.
– Przecież wiem – odparła i poszła do swojego pokoju.

Dwa tygodnie później znaleźliśmy ją nieprzytomną w pokoju. Obok leżało puste opakowanie po lekach przeciwbólowych. Córka trafiła do szpitala dziecięcego. Chcieliśmy być przy niej, ale ze względu na przepisy sanitarne nie wpuszczono nas do środka. Mogłam ją odwiedzić dopiero następnego dnia, gdy dostałam ujemny wynik testu na covid. Przez te kilkanaście godzin omal nie pozabijaliśmy się z mężem. Obwinialiśmy się nawzajem o to, co zrobiła Kaja. Wyrzucaliśmy sobie, że nie przyszło nam do głowy sprzedać jakichś wartościowych rzeczy z domu, żeby opłacić jej terapię, że zawiedliśmy, nie stanęliśmy na wysokości zadania. Gdy już nieco się uspokoiliśmy, obiecaliśmy sobie, że pozbędziemy się samochodu, cennych pamiątek rodzinnych, a nawet obrączek ślubnych, żeby tylko pomóc córce.  

Jak ona mogła to zrobić?!

Do końca życia nie zapomnę tamtej wizyty w szpitalu. Córka leżała na sali sama. Blada, wyczerpana. Gdy ją zobaczyłam, to aż mi się serce ścisnęło.
– Dziecko, przepraszam… Zawiedliśmy cię z tatą… Nie wiedzieliśmy… Ale to się już nigdy nie powtórzy. Sprzedamy wszystko… – zaczęłam tłumaczyć.
– Spokojnie mamo… – przerwała mi. – Tak naprawdę nie chciałam się zabić… Wiedziałam, że mnie odratują.
– Słucham? To dlaczego? Po co? – patrzyłam na nią zdumiona.
– Pamiętasz, jak jakiś czas temu kłóciłaś się przez telefon z jakąś kobietą z rejestracji? No wtedy, jak szukałaś dla mnie
pomocy?
– Z wieloma się wtedy kłóciłam.
– No tak, ale tamtą zapytałaś, czy córka ma się prochów nałykać, żeby trafić pod opiekę specjalisty…
– O Boże, słyszałaś to?
– Trudno było nie słyszeć. Wrzeszczałaś na cały dom! I pomyślałam sobie wtedy, że to dobry sposób na ominięcie kolejek. Znalazłam tabletki i…
– Ależ dziecko, to było bardzo ryzykowne… I głupie! Jak mogłaś!? – byłam w takim szoku, że ledwie mówiłam.
– Wiem, mamo… I przepraszam… Ale ja naprawdę chciałam się wreszcie dowiedzieć, co ze mną jest nie tak. Mam już dość takiego życia… Już był u mnie psycholog, jeszcze dzisiaj odwiedzi mnie psychiatra. Takie są procedury… A pielęgniarka powiedziała, że jak już dostanę się w te tryby, to mnie nie wyrzucą. Będę pod opieką przez cały czas. Musisz tylko podpisać różne zgody – uśmiechnęła się.
Nie pamiętałam już, kiedy ostatni raz tak się uśmiechała…
Zszokowana zadzwoniłam do męża i opowiedziałam mu o wszystkim.
– Jak to komuś opowiem, to mi chyba nie uwierzy – wykrztusił.

Przewidywania Kai się sprawdziły. Z oddziału ogólnego trafiła na psychiatrię. Rozmowy z lekarzami, testy i w końcu diagnoza: zespół Aspergera, czyli mówiąc w skrócie, zaburzenie ze spektrum autyzmu.
– Córka naprawdę przez ponad dwa lata chodziła na terapię do psychologa? – dopytywał się psychiatra.
– Naprawdę. I pani psycholog ani razu nie zasugerowała wizyty u psychiatry. Stwierdziła tylko, że Kaja ma problem z komunikacją i że jej pomoże – odparłam zgodnie z prawdą.
– No cóż… Niektórzy nie powinni zajmować się terapią… Ale co się stało, to się nie odstanie. Najważniejsze, że w końcu trafiła do nas i że udało się postawić diagnozę. Szkoda tylko, że w takich okolicznościach – westchnął.

W końcu znalazła przyjaciół

Miałam ochotę wyznać mu, do czego przyznała się córka, ale zrezygnowałam. Bałam się, że jak usłyszy, że próba samobójcza była tylko sposobem na ominięcie kolejki, przegoni nas na cztery wiatry.

Od tamtej pory minęło kilka miesięcy. Rówieśnicy córki zmagają się z coraz większymi problemami psychicznymi, bo izolacja im nie służy. A ona? Można powiedzieć, że w pewnym sensie odżyła. Już wie, dlaczego jest taka, a nie inna, i to dodało jej skrzydeł. Zwłaszcza gdy przeczytała, że na takie zaburzenia cierpiało wielu wybitnych ludzi. Godzinami rozmawia i pisze w sieci z innymi dzieciakami z zespołem Aspergera. Z niektórymi już się nawet zaprzyjaźniła. Wreszcie ma to, czego chciała!

A mąż i ja? Uczymy się z internetu i od innych rodziców, jak postępować i pomagać dziecku z zespołem Aspergera. I cieszymy się, że córka czuje się dobrze jak nigdy. Tylko kiedy przypomnimy sobie, jakim cudem została zdiagnozowana, to nam się włos na głowie jeży…

Monika

Przeczytaj także:

Czas wolny
„Jest przyjemny, ważny i daje poczucie bezpieczeństwa” – psycholog o zmyśle dotyku [WIDEO]
Do Miasteczka Zmysłów zawitała psycholog Dorota Zawadzka, która podczas spotkania z dziennikarką opowiedziała o zmyśle dotyku. Wyjaśniła między innymi, dlaczego jest tak ważny zwłaszcza dla dzieciaków, oraz jak i od kiedy go rozwijać? Zapraszamy do oglądania!

– Zmysł dotyku pozwala nam uczyć się, rozpoznawać siebie w przestrzeni i lepiej rozumieć świat – mówiła Zawadzka. I jak wyjaśniła, jest niestety troszkę niedoceniany, a szalenie ważny dla rozwoju dziecka. Czucie powierzchniowe i czucie głębokie Odczuwanie tego, czego dotykamy, to czucie powierzchniowe. To również sytuacja, w której my jesteśmy dotykani. Ale zmysł dotyku to też jest czucie głębokie, czyli orientowanie się, ile zajmujemy miejsca w przestrzeni i jak się ruszają nasze kończyny. – Czucie głębokie to jest również kołysanie, podrzucanie, góra-dół, na boki, w różnym tempie – tłumaczyła ekspertka. –  To też stymuluje nasz błędnik, który się przydaje potem w życiu, żeby radził sobie z przemieszczaniem naszego ciała. Ćwiczmy go od samego początku, im wcześniej, tym lepiej –  dodała. Spotkania w Miasteczku Zmysłów Dziennikarka Mamo, To Ja rozmawiała z Dorotą Zawadzką również o przytulaniu, głaskaniu, smyraniu, łaskotaniu i wielu innych doznaniach dotykowych. Posłuchajcie koniecznie i dowiedzcie się, jak poprzez zabawę stymulować zmysł dotyku w domu. Pomysł na dodatkową zabawę i ćwiczenia dotykowe w formacie PDF możecie pobrać także stąd: Artykuł powstał z udziałem marki KINDER Niespodzianka  

spacer z dzieckiem
Fotolia
Aktualności
Okiem psychologa: jak łączyć naukę z zabawą?
Każdego dnia warto znaleźć czas na wspólne chwile z dzieckiem. Ba, warto dziecko i dziecięcą radość odkryć także w sobie! A jak się bawić, by zabawa miała również walory edukacyjne? Podpowiada psycholog, Dominika Słomińska.

Zastanawiacie się czasem, jak się bawić z dzieckiem, by był to czas wspólnej radości, ale też nauki, w tym nauki... życia? Bo wiadomo, że nawet najlepsze studia szczęścia nie dają, jeśli nie mamy wokół bliskich ludzi, ciekawych pasji czy wiary w siebie, prawda? Zdaniem naszej ekspertki, psycholog Dominiki Słomińskiej, właśnie pozytywne doświadczenia z dzieciństwa uzbrajają nas we wszystkie siły na całe życie. Co jeszcze jest ważne jej zdaniem, by maluch był dobrze „wyposażony” na przyszłość? Jak łączyć edukację z dobrą zabawą? Przeczytajcie koniecznie ten wywiad! Gwarantujemy, że warto!  Czym jest plastyczność mózgu i kiedy dziecko najszybciej się uczy? Plastyczność mózgu to naukowe pojęcie określające zdolność tkanki nerwowej do tworzenia nowych połączeń. Największa wydolność rozwojowa mózgu jest u małych dzieci, choćby z tego powodu, że organ ten w momencie porodu jest najbardziej niedojrzałą strukturą i w zależności od stymulacji, w odpowiedni sposób kształtuje się i modeluje. Istotne jest, żeby dorośli, którzy towarzyszą dziecku, mieli świadomość, jak bardzo ważna jest to cecha mózgu i jak ogromny wpływ mamy my, dorośli, na to, żeby dziecko rozwijało się jak najlepiej. Wszem wobec wiadomo, że dziecko najlepiej i najszybciej uczy się przez zabawę . Treści przekazywane w niej nie są obarczone przymusem, stresem i zwykle maluch jest na nich bardzo skoncentrowany. Przez zabawę można również kształtować wszechstronność dziecka bez etykietowania na wstępnym etapie jego talentów i predyspozycji. p.p1 {margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; font: 13.0px Geneva; color: #272829; -webkit-text-stroke: #272829} span.s1 {font-kerning: none} Zabawa może być więc doskonałym sposobem na przyswojenie wiedzy. Jakie kryteria muszą zostać spełnione, aby faktycznie tak było? Zabawa jest najlepszą formą nauki. To nie...

karmienie ponad rok to terror dziecka
Adobe Stock / Facebook
Aktualności
Karmisz piersią ponad rok − wychowujesz potwora! Szokująca opinia psychologa
Nie powinnaś karmić piersią dłużej niż rok ani spać razem z dzieckiem, które ma już pierwsze ząbki. Taka bulwersująca opinia pojawiła się w jednym z miesięczników. W dodatku to zdanie... psychoterapeuty!

Znany psychoterapeuta radzi mamom, by nie karmiły piersią dłużej niż rok i absolutnie nie spały z dziećmi po zakończeniu laktacji. Do tego nazywa maluchy potworami! Po publikacji miesięcznika „Zwierciadło” w sieci zawrzało – słowa eksperta szokują! Psycholog do mam: nie wychowuj potwora, odstaw od piersi Jeśli któraś ze świeżo upieczonych mam zastanawia się, jak długo można spać z dzieckiem w jednym łóżku, z odpowiedzią śpieszy psychoterapeuta Wojciech Eichelberger w kwietniowym numerze „Zwierciadła”. Spać z dzieckiem, owszem, można, ale tylko w czasie karmienia piersią. Czyli maksymalnie rok! Karmisz dłużej? Zdaniem psychologa wychowasz „potwora, który będzie cię terroryzował”. Brzmi nieprawdopodobnie, ale ekspert naprawdę to powiedział: „Na pewno [spanie z dzieckiem] wygodne jest wtedy, gdy mama karmi piersią, co nie powinno trwać dłużej niż rok, czyli do czasu, gdy dziecku urosną zęby, co jest sygnałem tego, że czas usamodzielniać dziecko w dziedzinie odżywiania. (...) Trzeba znaleźć złoty środek między potrzebami dziecka i naszymi, żeby nie wychować potwora, który będzie nas terroryzował. Ale to nie grozi dziecku do ukończenia drugiego roku życia”. Sprawę nagłośniła Agata Aleksandrowicz, autorka bloga Hafija i ekspertka w dziedzinie karmienia piersią. Czyli 2-latek może już zmienić się w potwora? Wywiad słusznie wywołał niemałe oburzenie w sieci. Internautki nie rozumieją, jak można promować opinie tak bardzo sprzeczne z aktualną wiedzą o karmieniu piersią , rozwoju i wychowaniu dzieci.  „Ja naprawdę przywykłam, że dla niektórych »specjalistów« to za duży wysiłek, żeby aktualizować wiedzę i spojrzeć na rekomendacje np. WHO, które mówią o karmieniu piersią minimum 2 lata (...), na badania, które wskazują, że pokarm matki jest wartościowy na każdym...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj