Mężczyzna, który nie może mieć dzieci
Adobe Stock, EVGENIY
Prawdziwe historie

„Po 2 latach starań o dziecko mój brat usłyszał wyrok... Był bezpłodny. Żona go zostawiła, bo uznała, że jest bezużyteczny”

„Ta wiadomość go podłamała, ale powtarzał ukochanej kobiecie, że jakoś sobie z tym poradzą, że jest jeszcze adopcja… Tyle że jego żona nie chciała o tym słyszeć. Zaczęła go traktować, jakby ją oszukał. Zupełnie jakby to on ponosił winę za to, że nie może dać jej dziecka”.
Mój brat marzył o rodzinie. Razem z żoną planowali co najmniej dwoje dzieci i duży dom z wielkim ogrodem. Oboje bardzo tego pragnęli. Niestety, po dwóch latach starań trafili do kliniki leczenia bezpłodności, gdzie Marcin usłyszał okrutną prawdę. Był bezpłodny.
 
Ta wiadomość go podłamała, ale powtarzał ukochanej kobiecie, że jakoś sobie z tym poradzą, że jest jeszcze adopcja… Tyle że jego żona nie chciała o tym słyszeć. Zaczęła go traktować, jakby ją oszukał. Zupełnie jakby to on ponosił winę za to, że nie może dać jej dziecka. Wyzywała go od najgorszych, twierdziła, że z nim nie może osiągnąć tego, czego pragnie, a on sam jest do niczego. Atmosfera w ich domu gęstniała, aż w końcu oboje stwierdzili, że nie mogą tak dłużej żyć. Ona – rozczarowana, on – z żalem i poczuciem winy. Rozwiedli się trzy lata po ślubie.
 
– Ona jest w ciąży – oznajmił Marcin, zaledwie siedem miesięcy po rozwodzie. – W ciąży, słyszysz?
 
Tak, słyszałam. Słyszałam też, jak pociągał nosem, starając się ukryć fakt, że płacze. Nie wiem, czy bardziej bolało go, że ktoś dał jej to, czego on nie mógł, czy fakt, że to stało się tak szybko. Przecież on jeszcze nawet nie pogodził się z rozwodem. Nie znalazłam słów, żeby go pocieszyć.
 
– Będzie miała rodzinę, a ja zostałem sam. Myślałem, że mnie kochała…
 
– Jeszcze będziesz miał szansę – mówiłam łagodnie. – Wszystko się ułoży.
 
Ale mijały lata, a Marcin nie ułożył sobie życia. Całą energię skupił na pracy, której poświęcał się bez reszty. Czasem spotykał się z kumplami albo wpadł do nas na kolację. Wiedziałam jednak, że w głębi duszy marzy tylko o jednym. Mieć rodzinę. Wychowywać dzieci. Kochać i być kochanym. Pewnego dnia odwiedziła mnie koleżanka z pracy. Gdy wyszła, mój mąż, powiedział coś, co mnie zaskoczyło.
 
– Ładna ta Kamila. I zgrabna, bystra.
 
– Jak ci się tak podoba, to się z nią, umów – oznajmiłam urażona.
 
– Zazdrosna! – roześmiał się. – Nie wygłupiaj się, myślałem o Marcinie.
 
– Chcesz go wyswatać? – zdumiałam się. – Ona jest samotną matką…
 
– No właśnie. A teraz pomyśl jeszcze raz nad tym, co powiedziałaś i daj znać, jak dotrze – uśmiechnął się.
 
Uwielbiałam jego złośliwe poczucie humoru… Ale miał rację. Dotarło. Kamila była świetną dziewczyną, która samotnie wychowywała córkę. Była po rozwodzie, bo jej mąż zapomniał się na jakimś służbowym wyjeździe i zmajstrował dziecko koleżance z pracy. Sprawa szybko wyszła na jaw, a zdrajca wyprowadził się do kochanki. Kama rzadko mówiła o facetach, a jeśli już, to zawsze podkreślała, że i tak nikt nie zechce samotnej matki.
 
Jednak my znaliśmy kogoś, kto za taki pakiet oddałby duszę. I był to nie kto inny, jak mój własny brat. Nie było na co czekać. Zaczęłam delikatnie. Przy spotkaniach z Kamilą wspominałam o Marcinie, przytaczałam anegdoty i robiłam mu reklamę. Marcina miał urabiać Kacper. Po kilku tygodniach okazało się, że żadne z nas nie odniosło sukcesu.
 
– Fajny ten twój brat. Straszne, że tak go życie doświadczyło. Trzymam za niego kciuki – oznajmiła koleżanka.
 
– Ma dziewczyna odwagę i siłę, samotne wychowywanie dziecka to wyzwanie. Moja kumpela z pracy ma podobno świetną nianię, gdyby potrzebowała – zaproponował Marcin.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Postanowiliśmy zaprosić oboje w piątkowy wieczór

Udawaliśmy, że na kolacje mają jeszcze wpaść dwie osoby i z niecierpliwością czekaliśmy na ich wizytę. Najpierw przyszedł Marcin. Postawił na stole dwie butelki wina oraz kupne ciasto. Po chwili dotarła spóźniona Kamila.
 
– Błagam, nie gniewaj się, ale niania się pochorowała i dała mi znać w ostatniej chwili, więc wzięłam Tosię ze sobą… – tłumaczyła się.
 
W przeciwieństwie do brata nie jestem wielką miłośniczką dzieci, ale zapewniłam, że to żaden problem i zaprosiłam obie do salonu. Przedstawiłam sobie wszystkich i podałam kolację. Mała Tosia wsuwała aż jej się uszy trzęsły i szybko udowodniła, że jest uroczym i zabawnym dzieciakiem.
 
– Masz apetyt! Mamusia cię w domu nie karmi? – zażartował Kacper.
 
– No, jak ostatnio zrobiła tort, to powiedziała, że jeśli zjem kawałek bez jej zgody, to mi łapki pourywa.
 
Kamila zrobiła się purpurowa.

– Ale posłuchałaś i nie zjadłaś? – kontynuował niezrażony Kacper.
 
– A ty byś chciał, żeby ci mamusia łapki urwała? – odparła mała, ignorując piorunujący wzrok matki.
 
Wszyscy pałaszowali posiłek i świetnie się bawili. My rozmawialiśmy z Kamilą, która zapomniała o oskarżeniach wyrodnego dziecka i wyglądała na zadowoloną. Marcin dyskutował w najlepsze z jasnowłosą pięciolatką. Byłam trochę zaskoczona rozwojem wypadków, bo poza kilkoma niezobowiązującymi zdaniami Kamila i Marcin w ogóle ze sobą nie rozmawiali.

Serce mojego brata skradła mała Tosia

– W niedzielę mam urodziny, przyjdź, to pokażę ci mój pokój – zwróciła się do Marcina. – I może mama cię nakarmi, bo wcześniej żartowałam. Ona mi daje jeść, tylko słodyczy nie pozwala.
 
– Przepraszam. Jeszcze się nie nauczyła, że nie do wszystkich można mówić jak do koleżanek – ponownie tłumaczyła się Kamila. – A pan Marcin ma już na pewno inne plany.
 
– Chętnie się pojawię, jeśli nie masz nic przeciwko – odparł mój brat.
 
Zdziwiona Kamila podała mu swój telefon i pospiesznie wyszła. Marcin na odchodne powiedział:
 
– Wiem, że próbowaliście nas wyswatać i przykro mi, że między nami nie zaiskrzyło – stwierdził. – Ale to świetna dziewczyna, a jej córka jest po prostu urocza. Dzięki za miły wieczór.
 
Znów się nie udało. Byliśmy w tym swataniu beznadziejni. Marcin pojechał na urodziny małej, a kiedy dzieci szalały w najlepsze, on miał czas, żeby porozmawiać na spokojnie Kamilą. Okazało się, że mają wiele wspólnych pasji, jak wspinaczka górska czy żeglarstwo. Ona zarzuciła hobby, bo czas wypełniały jej praca i opieka nad dzieckiem. On zapomniał o swoich pasjach, bo rzucił się w wir pracy. W ten sposób chciał sobie poradzić z odejściem żony.
 
Kamili i Marcina nie połączyła miłość. Połączyła ich Tosia. Jakimś cudem mała uznała Marcina za swojego najlepszego kumpla i pilnowała, żeby przypadkiem nie zniknął jej z horyzontu. Na urodzinach zaprosiła go na obiad następnego dnia, a podczas kolejnego spotkania opowiedziała, że niedługo jadą z mamą w góry. Marcin pochwalił pomysł, a Kamila zaproponowała, żeby pojechał z nimi…
 
Tak zaczęła się przyjaźń, która trwa do dziś. Spędzają ze sobą czas, świetnie się przy tym bawiąc. Czasem, kiedy Kamila potrzebuje oddechu, Marcin zabiera małą na spacer albo do kina. Pomaga w drobnych naprawach w domu i korzysta z porad przyjaciółki w kwestii zakupu ubrań czy dodatków do domu. Kamila też uwielbia towarzystwo Marcina, a mój brat ma namiastkę rodziny i dziecko, które pała do niego ogromną miłością.
 
Cieszę się, że mają siebie, nawet jeśli nie są parą. Chociaż… Ostatnio odnieśliśmy z mężem wrażenie, że Marcin i Kama inaczej na siebie patrzą, jakby łączyło ich już coś więcej niż tylko zwykła przyjaźń. Ale co ja tam wiem. W końcu fatalna ze mnie swatka.

Joanna, 34 lata

Czytaj także:
Nastolatka porzuciła noworodka w toalecie
Adobe Stock, ink drop
Prawdziwe historie
„16-latka urodziła w toalecie na dworcu w tajemnicy przed ojcem. Zostawiła dziecko i chciała uciec”
– Nastolatka urodziła tu w tajemnicy. Potem wyszła, dostała krwotoku i drgawek, upadła na ulicy i ktoś wezwał karetkę. Jest w ciężkim stanie i trudno z niej coś wydobyć. Musimy znaleźć dziecko.

Była czwarta dwadzieścia nad ranem. Martwa godzina, tak mówiliśmy na tę porę. Nie dlatego, że nic się wtedy nie działo. Wręcz przeciwnie: wtedy trafiało do nas najwięcej osób z gwałtownymi urazami. Ofiary bójek, awantur domowych, niedoszli samobójcy. Krwawiąca kobieta bez gwałtownych urazów w wywiadzie była raczej rzadkością. – Nie wiemy, co się stało – krzyknął ratownik medyczny, zdający raport o stanie pacjentki. – Wezwano nas anonimowo , dziewczyna leżała na ulicy w kałuży krwi. Może to ofiara napaści i gwałtu. Wezwaliśmy policję przez radio, zaraz tu będą! Biegliśmy obok noszy, których koła turkotały po podjeździe Dyżurna lekarka w biegu badała odruchy źreniczne pacjentki rzucającej się na noszach. – Drgawki kloniczne! – krzyknęła. – Przygotować zestaw przeciwwstrząsowy. To ja podałam pacjentce dożylnie lek przeciwdrgawkowy i na moich oczach zaczęła przytomnieć. Po kilku minutach niebezpieczeństwo zostało zażegnane, a dziewczyna, na oko piętnastoletnia zaczęła reagować na bodźce. – Słyszy mnie pani? – zapytała lekarka, pochylając się nad nią. – Może pani powiedzieć, co się stało? Ktoś panią zaatakował? Pytanie było jak najbardziej zasadne, bo nastolatka miała spódnicę tak przesiąkniętą krwią, że nie sposób było określić jej pierwotnego koloru. Dostałam polecenie przemycia jej ran, by mógł ją zbadać ginekolog pod kątem ewentualnych obrażeń narządów rozrodczych. Tylko że nie było takiej potrzeby. Kiedy tylko zajęłam się dziewczyną, zrozumiałam, co się stało. – Jezu Chryste… – wyszeptałam ze zgrozą. Napotkałam jej spojrzenie i przeszedł mnie dreszcz. Ona także zrozumiała, że ja już wiem i zacisnęła ładne, pełne usta. W ogóle była ładna. Taka blondyneczka z małych noskiem i wielkimi, szarymi oczami. Włosy długie, obecnie mokre od potu i...

Odebrano nam dzieci
Adobe Stock, Photographee.eu
Prawdziwe historie
„Wystarczył jeden kłamliwy zarzut, że znęcamy się nad dziećmi i odebrali nam je. Przez rok walczyliśmy o ich powrót”
Wystarczyło, że sfrustrowany nastolatek opowiedział brednie o tym, jak głodzimy i źle traktujemy swoje dzieci. Z dnia na dzień odebrano nam wszystkie, aż do wyjaśnienia sprawy. Trwało to rok.

Zawsze chcieliśmy mieć z mężem dużą rodzinę. Dlatego już rok po ślubie zaszłam w ciążę. Kiedy nosiłam pod sercem naszą córeczkę Anię, sądziliśmy, że nie pozostanie ona długo jedynaczką. Niestety, los postanowił inaczej… Ogromne problemy, które wystąpiły podczas porodu spowodowały, że straciłam bezpowrotnie szansę na kolejną ciążę. – Bardzo mi przykro… – w oczach lekarza widziałam współczucie. Płakałam, ale łzy nie koiły mojego bólu Pokochałam moją córkę od pierwszego wejrzenia, ale zawsze, ilekroć na nią patrzyłam, myślałam też o tych wszystkich nienarodzonych dzieciach, które – tego byłam pewna – gdzieś tam na mnie czekają. Co się z nimi teraz stanie? Czy Pan Bóg podaruje je jakiejś innej mamie? Ta myśl, że inna kobieta będzie wychowywała moje dzieci , których nie zdołałam urodzić, zaczęła mnie prześladować, stała się wręcz moją obsesją. Kiedy mijałam na spacerze jakąś matkę prowadzącą wózek, nie mogłam się powstrzymać, aby do niego nie zajrzeć, nie sprawdzić, czy dziecko, które w nim leży, nie ma przypadkiem rysów moich albo Sławka, mojego męża. Mijały lata, nasza córeczka rosła jak na drożdżach, zaczęła przyprowadzać do domu koleżanki. To było nieuchronne, że w końcu zada pytanie: dlaczego nie ma brata albo siostry? No i zadała... – Bo mamusia już nie może urodzić dzidziusia, kochanie – powiedziałam jej zgodnie z prawdą. – A to trzeba go urodzić, żeby mieć? – zapytała naiwnie. Miała wtedy zaledwie 6 lat i nie wiedziała nic o prokreacji. Na jej pytanie w pierwszym momencie tylko się uśmiechnęłam. Pewnie ktoś jej powiedział, że dzieci przynosi bocian, albo kupuje się je w specjalnym sklepie. Ale potem w mojej głowie zaczęła kiełkować pewna myśl: „A może pytanie Ani wcale nie było takie bezsensowne?”. Faktycznie, czy musiałam...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj