Porzuciłem niepełnosprawne dziecko
Adobe Stock
Prawdziwe historie

„Porzuciłem niepełnosprawną córkę. Żona własnymi siłami opiekowała się chorym dzieckiem, kiedy ja hulałem za granicą”

Zagłuszałem sumienie słanymi regularnie, co miesiąc, alimentami, i… tyle. Żyłem tak, jakbym chciał wyrzucić z pamięci niepełnosprawne dziecko i kobietę, którą z nim zostawiłem.

Ponad dwadzieścia lat temu z hukiem zamknąłem jeden rozdział swojego życia: rozstałem się z żoną, zostawiając ją z chorą córką. Wysyłając im co miesiąc alimenty, próbowałem uciszyć wyrzuty sumienia…

Tetris to gra komputerowa. Z góry ekranu opadają różne geometryczne wygibańce. Trzeba je w locie tak poobracać kliknięciami klawiszy, żeby na dole dopasowały się do siebie, zapełniając cały rząd. Jeden i kolejne. Wtedy zdobywasz punkty.

Na początku lat 90. nie było chyba komputera bez tej gry. I właśnie w tetrisa grał sobie dyżurny ginekolog, kiedy w końcu udało mi się wedrzeć najpierw na oddział położniczy, a potem do pokoju lekarskiego.

Nie taka zwykła woda – jak Oliwka z AZS odzyskała radość życia dzięki pobytowi w Avène [WIDEO REPORTAŻ]

W sali obok, od dziesięciu godzin rodziła moja Dorotka

Już dłuższy czas krzyczała tak, że słyszałem ją na korytarzu. I co? I nic. Gdy wreszcie zamek w drzwiach z napisem „Oddział położniczy” ustąpił pod naporem mojego ramienia i wpadłem do sali, gdzie wśród kobiet leżała Dorota, nie było tam nikogo z personelu.

Żona miała czerwone od popękanych naczynek oczy, spływała potem, trzęsła się jak w malignie.

– Zrób coś – wyszeptała na mój widok.

Więc zrobiłem.

Koniec srutu-tutu! Do roboty, ale już! – warknąłem, wyrywając z kontaktu wtyczkę od komputera. Lekarz zerwał się na równe nogi, chciał chyba nawet coś krzyknąć, ale…

Popatrzyliśmy sobie tylko w oczy i potulnie poszedł na porodówkę

Chłystek! Dorota od razu trafiła na salę operacyjną. Cesarskie cięcie uratowało życie naszej córeczki. Ale nie zdrowie. Była okręcona pępowiną, niedotleniona, sina. W pierwszym badaniu dostała pięć, w drugim osiem punktów Apgar.

– Może być niepełnosprawna – uprzedził stary doktor, który został wezwany do wykonania cięcia.

Chciałem zabić tego gnojka, który wolał bębnić w klawiaturę, niż zająć się moją żoną. Ale dano mi potrzymać w ramionach to kruche, wyrwane śmierci maleństwo. I ze szczęścia zapomniałem o całym świecie.

Może byłem zbyt słaby, by podjąć to wyzwanie? Rok później byliśmy z Dorotą już po rozwodzie. Dlaczego? Do diabła, sam nie rozumiem. Tak wyszło. Może byłem zbyt niedojrzały? Za młody? Może mnie to wszystko przerosło?

Agusia miała czterokończynowe porażenie mózgowe

Skutek niedotlenienia mózgu w czasie porodu. Kiedy inne dzieci ssały mamine piersi, ona płakała. Gdy inne maluchy zaczynały siadać, raczkować – ona leżała jak kłoda. Spastyczne przykurcze mięśni, opóźnienie w rozwoju, niedowaga…

Codziennie trzeba było poddawać ją bolesnej rehabilitacji. Raz w tygodniu wizyta jak nie u pediatry, to u neurologa czy ortopedy. Nie dałem rady. Umiem działać zdecydowanie w krytycznej chwili. Podejmować szybkie decyzje. Ale to ciągłe obserwowanie cierpień niczemu niewinnej kruszyny, ten codzienny mozół leczenia.

I to przeklęte, zatruwające myśli zwątpienie, czy kiedykolwiek będzie lepiej. To mnie rozłożyło na łopatki. Stałem się nerwowy, egoistyczny, zły.

– Lepiej byłoby dla niej, gdybym nie wyciągnął lekarza z dyżurki – powiedziałem któregoś wieczora podczas kolejnej kłótni z Dorotą.

– Co masz na myśli? – spytała, siląc się na spokój, ale aż pobladła.

– No bo zobacz, jaką ona ma przyszłość! – wybuchnąłem. – Zawsze w łóżku, uzależniona od nas, powykrzywiana, chora. Po co jej takie życie?

– Wolałbyś, żeby umarła? – spytała cichym głosem Dorota.

– Tak! – wypaliłem i, choć sekundę później tego słowa pożałowałem, nie można go było już cofnąć.

Tamta wieczorna kłótnia okazała się jednym z ostatnich rozdziałów księgi zatytułowanej „Dorota i Artur”.

Parę miesięcy później widzieliśmy się po raz ostatni. W sali sądowej

– Zapomnij o nas – powiedziała lodowatym tonem Dorota, kiedy sędzia orzekła nasz rozwód. – Agusia nie potrzebuje ojca, który życzy jej śmierci.

Zbyt skwapliwie skorzystałem z tej oferty, przyznaję. Nic mnie nie usprawiedliwia. Ani to, że byłem jeszcze gówniarzem, ani fakt, że pół roku później wyjechałem na stałe do Niemiec. Zagłuszałem sumienie słanymi regularnie, co miesiąc, alimentami, i… tyle.

Żyłem tak, jakbym chciał wyrzucić z pamięci niepełnosprawne dziecko i kobietę, którą z nim zostawiłem.

Nie dzwoniłem, nie pisałem. Za to robiłem interesy. W połowie ostatniej dekady ubiegłego wieku było to dziecinnie łatwe. Zachodnie towary zalewały polski rynek, trzeba było tylko się pod ten strumień pieniędzy podłączyć. Zostałem pośrednikiem handlowym. Nie minęło dziesięć lat, a ja już mieszkałem w apartamencie na obrzeżach Berlina, do firmy jeździłem nowiutkim mercedesem, a u swego boku prowadzałem dziewiętnastoletnią, długonogą i blondwłosą Elzę.

Miałem już wszystko, o czym marzyłem. Zapragnąłem więc jeszcze dziecka

I wtedy pojawił się problem.

– Taki macho, a nie umiesz mnie zapłodnić! – z miażdżącą, typową dla niemieckich kobiet bezceremonialnością, stwierdziła po trzech latach prób Elza.

Okazało się, że problem rzeczywiście leży po mojej stronie i nazywa się oligospermia. Mój organizm produkował zbyt mało plemników.

– Jak to możliwe, skoro już raz spłodziłem dziecko? – spytałem androloga.

– Na pogorszenie jakości nasienia ma wpływ wiele czynników – usłyszałem. – Stres, nikotyna, alkohol, przegrzewanie jąder – wyliczył. – Ale pańską przypadłość można wyleczyć. Choć wymagać to będzie nieco czasu…

Szybko się okazało, że czas, o którym wspomniał doktor, zamierzamy z Elzą spędzić osobno.

– Odchodzę – oznajmiła. – Chcę się związać z kimś lepiej dobranym ze mną wiekowo. W sprawie podziału majątku skontaktuje się z tobą mój adwokat. 

Jak to się stało, że znów zacząłem myśleć o Agusi?

Wszystko przez tego lekarza. Jakby wypowiedzenie słów „już raz spłodziłem dziecko” – uruchomiło we mnie stary, zatrzymany przed laty zegar. Jego wskazówki ruszyły, a ja coraz wyraźniej czułem, że tracę czas. Miałem czterdzieści lat, żyłem jak kiedyś (tyle że bez Elzy i w mniejszym mieszkaniu), interesy szły wciąż na tyle dobrze, że stać mnie było na kartę członkowską do klubu tenisowego i nowe auta.

Ale mnie to przestało cieszyć. W lustrze nie widziałem już człowieka sukcesu, lecz starego i tchórzliwego durnia. Jak mogłem porzucić własne dziecko? Przecież tamtej nocy, kiedy trzymałem je w szpitalu na rękach, byłem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi! Dlaczego wystraszyłem się jego niepełnosprawności?

Cholerny słabeusz… Następne trzy lata były koszmarem. Przez pierwsze miesiące, każdego dnia, zastanawiałem się, jaka jest teraz moja córka. Wiedziałem, że żyje i chodzi na dzienne studia – przecież wciąż płaciłem na nią alimenty.

Ale jak wygląda? Jeździ na wózku, czy chodzi o kulach?

Co o mnie myśli? Czy w ogóle o mnie myśli, ile o mnie wie… Nie wytrzymałem. To śmieszne, jak łatwo jest kogoś odnaleźć w czasach Facebooka! Zalogowałem się w tym globalnym portalu pod nazwiskiem Elzy i już kilka minut później patrzyłem na zdjęcia ślicznej, uśmiechniętej młodej kobiety – mojej córki.

Wyglądała na zdrową i szczęśliwą. W każdym razie na pewno nie poruszała się o kulach. Studiowała pedagogikę. Od tamtej pory cierpiałem jeszcze bardziej. Agusia wydawała się tak blisko! Znałem na pamięć jej twarz, wiedziałem dokładnie, w co lubi się ubierać, jakiego ma kota i gdzie wyjeżdżała ostatnio na weekend.

A równocześnie – była odległa jak inna galaktyka. Mogłem ją obserwować i podziwiać, lecz wciąż pozostawała nieosiągalna. Coś we mnie pękło tej wiosny. Aga napisała na swojej stronie, że przez jakiś czas będzie na Facebooku gościć dużo rzadziej. Czy coś jej się stało? Zachorowała? Wyjeżdża z kraju?

Nie mogłem udźwignąć ciężaru niepewności.

Wsiadłem w samochód i pojechałem do Polski

Będzie, co ma być! Już następnego dnia, z bijącym niczym młot parowy sercem, zaczaiłem się pod jej uczelnią. Czas dłużył się strasznie. Aż w końcu ją zobaczyłem.

Wysoka, w różowym płaszczyku, z książkami pod pachą. Natychmiast zrozumiałem, dlaczego zapowiedziała, że będzie mniej udzielać się w Internecie. Moja córka była w zaawansowanej ciąży!

W ogóle nie domyśliła się, że jestem jej ojcem. Agnieszka, tylko odrobinę utykając, zaczęła zbiegać po schodach. A przecież lekarze straszyli, że nigdy nie wstanie z łóżka! Nagle, na ostatnich stopniach, córka potknęła się i runęła… wprost w moje ramiona.

– O rany, bardzo dziękuję. Gdyby mnie pan nie złapał, na pewno bym upadła – powiedziała, obdarzając mnie cudownym uśmiechem.
– Ty… – wychrypiałem przez ściśnięte gardło. – Ty tylko lekko kulejesz!

To głupawe zdanie było wszystkim, na co było mnie stać. Jej bliskość, witalność i sytuacja, o której śniłem od tak dawna, kompletnie mnie oszołomiły.

– Ale pan spostrzegawczy! – zaśmiała się. – Tak, prawą nogę mam ciut krótszą.
– Niesamowite… – wyrwało mi się.
– A żeby pan wiedział! Kiedyś lekarze twierdzili, że w ogóle nie będę chodzić. Na szczęście mama im nie uwierzyła. Wszystko jej zawdzięczam.
– A ojciec? Czy on miałby szansę…
– Ojca nigdy nie miałam – ucięła. – Jeszcze raz dziękuję – dodała, odwracając się i ruszając w stronę pobliskiego bazarku; po chwili zniknęła, a ja…

Długo stałem na chodniku jak rażony gromem. Skryłem twarz w dłoniach. Zrozumiałem, że są rzeczy, których nie można naprawić. 

Bernard, lat 50

Czytaj także:

Babcia przekarmia wnuki
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Mama tuczy moje dzieci i podważa mój autorytet. Nie dość, że ciągle daje im słodycze, to jeszcze wiecznie je przekarmia”
Kiedy zauważyłam, ile niedawno nałożyła wnuczce na obiad ziemniaków, zamarłam. Tyle to mógłby zjeść górnik po nocnej zmianie, a nie siedmioletnia dziewczynka...

Kiedy nie widzę, mama wciska Kasi i Ani słodycze. Ma je ukryte nawet w łazience pod ręcznikami! A przecież wiele razy tłumaczyłam jej, że córki mogą jeść słodkości tylko w weekendy. Właśnie zadzwoniła do mnie mama, że chętnie wzięłaby wnuki do siebie na weekend. A ja nie wiem, co mam w tej sytuacji zrobić? Pozwolić im jechać do babci? A jeśli wszystko skończy się tak samo, jak zwykle? Szlag mnie trafia, kiedy mama podważa mój autorytet Nie mam pojęcia, co odbiło mamie, że wiecznie karmi wnuki. Przecież kiedy ja byłam mała, nigdy mi nie wpychała na siłę jedzenia! A już na pewno nigdy nie przekarmiała mnie słodyczami… Dobrze wie, że moje dzieci przede wszystkim nie jedzą słodyczy. Mają do tego wyznaczone dni, a potem zawsze idą umyć zęby. Nie chcę pozbawiać swoich dzieci radości z dzieciństwa, ale wiem, że słodycze i niezdrowe przekąski są teraz na każdym kroku, a dzieci z łatwością chłoną złe nawyki żywieniowe. Nie chcę, żeby miały z tego powodu problemy z wagą albo gorzej: z zaburzeniami odżywiania. Nie rozumiem zachowania mojej matki, zwłaszcza, że mnie zawsze żałowała słodyczy... Moje dziewczynki mogą je jeść w wyznaczone dni, ale chodzimy też na lody w szczególne okazje, np. ostatnio, kiedy Kasia wygrała konkurs plastyczny. Nie jestem jakąś wyrodną matką! To przerażające, kiedy rodzice karmią swoje dzieci słodyczami, żeby przestały płakać albo się uspokoiły. Nie chcę tak robić. Chcę, żeby dziewczynki wiedziały, że czekoladki i ciastka też są dla ludzi, ale w umiarkowanych ilościach. Cierpliwie tłumaczę im też, że dzieci w szkole, które codziennie przynoszą batoniki na drugie śniadanie, przypłacą to kiedyś zdrowiem. Tymczasem wiele razy przyłapałam babcię na karmieniu córek batonikami i ciastkami wtedy, kiedy wyraźnie tego zabraniałam. Ostatnio na przykład wyszłam tylko na chwilę do sklepu, żeby dokupić...

Załamana kobieta, która straciła dziecko
Adobe Stock, PheelingsMedia
Prawdziwe historie
„Córka umierała na moich rękach, a ja nie mogłam jej pomóc. W pierwszy dzień szkoły zginęła pod kołami pijanego kierowcy”
„Mówią, że w momentach śmiertelnego niebezpieczeństwa matki są w stanie zrobić wszystko dla swoich dzieci: podnosić niewyobrażalne ciężary, biegać z szybkością światła, walczyć do utraty tchu... Ja nie mogłam zrobić nic. Stałam jak sparaliżowana. Nie potrafiłam jej obronić”

Pierwszy września jest dla mnie najcięższym dniem w całym roku. Wokół tłumy uroczyście ubranych dzieci spieszą się na rozpoczęcie roku szkolnego, a te młodsze prowadzone są przez matki za ręce. Stoją przed szkołą, rozmawiają o tym, co się z kim działo podczas wakacji, śmieją się radośnie…   Jeszcze trzy lata temu sama w tym uczestniczyłam, a nie tylko byłam obserwatorem. Rano pierwszego września nawet nie musiałam budzić Kariny, bo już o szóstej zerwała się na równe nogi i sprawdzała, czy jej granatowa spódniczka i biała bluzeczka na pewno są dobrze wyprasowane. Mnie też zaraz ściągnęła z łóżka, żebym zaplotła jej dwa warkocze francuskie. Twierdziła, że w takiej fryzurze czuje się jak „elegancka dama”. Strasznie nas to śmieszyło, bo Karinka miała pójść dopiero do drugiej klasy, ale lubiła używać takich poważnych słów. Gdybym wyszła choć minutę wcześniej… Z nauką radziła sobie doskonale, była najlepszą uczennicą w klasie i uwielbiła chodzić do szkoły. Chociaż w wakacje byliśmy w Grecji i cały miesiąc spędziła na wsi, u babci, gdzie na pewno nie mogła narzekać na brak rozrywek, to i tak codziennie skreślała w kalendarzu jeden dzień, który przybliżał ją do pierwszego września.   – Ja chcę już do pani Basi i do Zuzi, Madzi i Kasi – marudziła od czasu do czasu, a mój mąż, Darek, śmiał się, że Karina uwielbia szkołę przede wszystkim z powodu życia towarzyskiego.   Oczywiście tylko żartował. Nasza córka była po prostu ciekawa świata.   Pod koniec tamtych pamiętnych wakacji poszłyśmy do sklepu i kupiliśmy małej książki i wszystkie przybory szkolne: zeszyty, bloki, długopisy, ołówki, papiery kolorowe, kleje, farby, plasteliny… Karina codziennie je przeglądała, układała  w plecaku i kazała sobie tłumaczyć zadania matematyczne, które...

Zostałam rodziną zastępczą
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Nie mam dzieci, święta spędzałam sama. Postanowiłam zostać rodziną zastępczą. W końcu mam dla kogo przygotowywać Wigilię”
Chciałabym wszystkim życzyć takich przeżyć. Teraz wiem, co jest lekarstwem na samotność – drugi człowiek. Zwłaszcza taki samotny i potrzebujący pomocy.

Moje życie nagle nabrało sensu, bo czuję się komuś potrzebna. Szybkimi krokami zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Nigdy nie lubiłam tego okresu. W tym roku jest zupełnie inaczej. Razem z Juleczką już nie możemy doczekać się świąt. Zastanawiam się, dlaczego wcześniej nie wpadłam na ten pomysł? Jeszcze dopóki żyła mama, było inaczej. Przez jakiś czas kupowałam nawet na rynku malutką żywą choinkę, która przepięknie pachniała i była namiastką dzieciństwa. Radosnego dzieciństwa, choć bez ojca. Zostawił nas, gdy byłam mała i prawie w ogóle go nie pamiętam, bo szybko założył nową rodzinę i zapomniał o mnie. Kiedyś zaprosił mnie do siebie na jakieś święta, ale byłam akurat chora i mama mnie nie puściła . Potem już nigdy mnie nie zapraszał, może myślał, że nie chcę utrzymywać kontaktów i moja choroba była tylko pretekstem. Dopóki się uczyłam, płacił systematycznie alimenty, potem i ten kontakt się urwał. Kiedyś chciałam go odszukać, ale zauważyłam, że mama niechętnie wspomina ojca i chyba nie życzyłaby sobie odnowienia kontaktów. Specjalnie mi nie zależało, więc podporządkowałam się mamie Zresztą ona całkowicie zdominowała moje życie. Od zawsze byłyśmy razem jak takie papużki nierozłączki. Jestem bardzo wysoka, odkąd pamiętam, byłam największa w klasie i nawet miałam z tego tytułu kompleksy. Na wszystkich zbiorowych zdjęciach szkolnych wyglądam jak Guliwer wśród liliputów, szybko dorównałam wzrostem nauczycielce. Chłopcy jakoś nigdy nie szukali mojego towarzystwa, myślę, że trochę się mnie bali . Podobnie było w liceum. Nigdy nie chodziłam na dyskoteki szkolne ani klasowe, ponieważ wyobrażałam sobie, że wszyscy wytykają palcami moje niezdarne ruchy. Los sprawił, że zostałam samotniczką Bardzo się cieszyłam, gdy skończyłam edukację i rozpoczęłam pracę zawodową. Ukryta w czterech ścianach...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj