prawdziwa historia
J. Pióro
Prawdziwe historie

Prawdziwe historie: przez łzy do szczęścia

Dzisiaj Karolina jest mamą ślicznej, zdrowej dziewczynki. Już może cieszyć się macierzyństwem, odzyskała spokój i pewność, że jej dziecko jest bezpieczne. Ale gdy była w ciąży, przyszłość malutkiej nie wyglądała optymistycznie...

Wszystko szło tak gładko. Skończyłam wymarzoną weterynarię, dostałam się na staż do dobrej kliniki, nie mogłam doczekać się, kiedy zacznę pracę. I nagle okazało się, że jestem w ciąży! Wiem, że nie ma idealnego czasu na dziecko, ale ten moment wydawał mi się, hm, szczególnie nietrafiony. Przecież właśnie miałam rozpocząć karierę, chciałam się uczyć, rozwijać. Ze ściśniętym sercem zadzwoniłam do męża, Rafała. „Kochanie, jestem w ciąży”. I choć był blady świt, w słuchawce usłyszałam entuzjazm i słowa, które potem tak często ratowały mnie przed rozpaczą: "Kotku, damy radę! Wszystko będzie dobrze!".

Pampersy dla wcześniaków: na co zwracać uwagę, kupując pieluchy? [WIDEO]

Brzuszek pod lekarskim fartuchem

Po długiej naradzie ustaliliśmy, że nie zmieniamy planów, wszystko toczy się swoim torem, a brzuszek będzie sobie powoli rósł. Rozpoczęłam więc mój staż w całodobowej klinice weterynaryjnej. Nie mówiłam o ciąży, nie chciałam specjalnego traktowania. Pracowałam, uczyłam się, ale cały czas pamiętałam o tym, że mam w sobie maleńkiego, rozwijającego się człowieka. Dbałam, by zawsze pracować w rękawiczkach, unikałam drapiących kotów, nie dotykałam zwierzaków z chorobami skóry.

Ale wreszcie nadszedł dzień, w którym usłyszałam: „Karolina, asystujesz!”. Gdyby nie ciąża, bardzo bym się ucieszyła – wreszcie miałam być dopuszczona do operacji. Ale wiedziałam, że środki stosowane do podawania narkozy są szkodliwe. Początkowo więc, ku zdziwieniu szefa, uciekałam do innych obowiązków lub gdy zbliżała się operacja, wychodziłam na moment do sklepu. W końcu musiałam powiedzieć prawdę. Nie przytyłam w ciąży zbyt wiele, brzucha prawie nie było widać. Kiedy wyjaśniłam, dlaczego nie chcę brać udziału w operacjach, wszyscy się zdziwili. I oczywiście zapewniali mnie, że gdybym powiedziała wcześniej, to nie obciążali by mnie tak obowiązkami. Ale przecież ten staż to było spełnienie marzeń, ja bardzo chciałam pracować! Byłam w klinice jeszcze kilka miesięcy. Brzuszek rósł, koleżanki chciały nawet robić mi co chwila USG – sprzęt miałyśmy na miejscu:) Ale ja nie pozwalałam. Byłam pod dobrą opieką i chciałam, by USG robione było tylko wtedy, gdy zleci je mój lekarz ginekolog.  

Spokojnie, ciąża jest długa, mamy czas!

Do siódmego miesiąca wszystko szło jak po maśle. Czułam się świetnie, biegałam do kliniki, w międzyczasie kupiliśmy mieszkanie. Życie toczyło się własnym rytmem i oboje mieliśmy poczucie, że mamy jeszcze mnóstwo czasu na przygotowania, przeczytanie wszystkich ważnych książek, kupienie rzeczy dla dziecka. Na razie żyliśmy wśród pudeł z książkami, spaliśmy na materacu i czekaliśmy, aż fachowcy skończą wreszcie meble do kuchni. Zapisałam się do szkoły rodzenia i nawet poszłam na kilka spotkań. Co prawda bez Rafała, bo akurat w te dni musiał pracować. Na kolejną lekcję miał pójść ze mną, ale... już nie zdążyliśmy.

Początek kłopotów

Z Anglii na święta Bożego Narodzenia wróciła moja siostra Ania. Zabrałam ją ze sobą na wizytę u ginekologa. Chciałam, by zobaczyła swoją siostrzenicę – miałam mieć robione kolejne badanie USG. Całe szczęście, że Ania była ze mną. Kiedy lekarz, badając mnie, powiedział: „Karolina, mamy problem, dziecko od trzech tygodni nie przybiera na wadze” zamurowało mnie. Nie byłam w stanie zadać najprostszego pytania. Sama jestem lekarzem, ale w tamtej chwili nie mogłam wykrztusić z siebie nic sensownego. Niczego bym się nie dowiedziała, gdyby nie Ania. To ona rozmawiała z lekarzem. Powiedział, że po świętach powinnam zgłosić się do szpitala. Zadzwoniłyśmy do Rafała. Zdecydował, że nie ma na co czekać. Muszę zostać zbadana natychmiast. Jeśli nie będzie potrzeby, to przecież nie zatrzymają mnie na oddziale. Niestety, zostałam tam na kilka tygodni.

Zostawcie mnie…

Natychmiast zatrzymano mnie w szpitalu, ponieważ po szczegółowych badaniach lekarz zdiagnozował małowodzie. Nie miałam pojęcia, co to oznacza, czym grozi dziecku. Lekarze nie wtajemniczali mnie, powtarzali, że będzie dobrze. I całe szczęście. Nie wiem, co by się ze mną działo, gdybym wiedziała więcej.

Rafał natychmiast zaczął szukać informacji. Dowiedział się, że w najgorszym wypadku... może dojść do przedwczesnego porodu, a dziecko być zdeformowane, upośledzone. Nie zazdroszczę mu tej świadomości. Chcąc mnie ochronić, powiedział mi, że to się często zdarza kobietom, że lekarze mają na to sposoby (żartował, by mnie pocieszyć: „no doleją ci tej wody i już") i powtarzał: "Kochanie, wszystko będzie dobrze". Uczepiłam się tej myśli, bo sytuacja wyglądała naprawdę groźnie.

Nie wiedziałam, co dokładnie dzieje się z dzieckiem, nie miałam dostępu do sieci, nic nie mogłam sprawdzić. Czułam się coraz gorzej. Miałam bardzo wysokie ciśnienie, potwornie bolała mnie głowa. A wokół przedświąteczna gorączka. W moim pokoju zjawiały się rodziny koleżanek z sali, pałaszowali smażoną rybę, śmiali się, żartowali. A ostre zapachy i hałas potęgowały ból głowy. Wyłączyłam telefon. Nie chciałam z nikim rozmawiać, odpowiadać na pytania, słuchać świątecznych życzeń. Chciałam tylko jednego – żeby z moja dziewczynką wszystko było w porządku.

Nadchodzi Pola

Pola jeszcze się nie obróciła. Była ułożona pośladkowo, zapowiedziano więc, że pewnie czeka nas cesarskie cięcie. Dostawałam lekarstwa, które miały przyspieszyć rozwój płuc Poli, by po porodzie mogła samodzielnie oddychać. Poza tym nic się nie działo. Mijał dzień za dniem, byłam coraz bardziej zdenerwowana. Położne powtarzały mi, że dobrze, by dziecko jak najdłużej mieszkało w brzuchu.

Więc zaczęliśmy z Rafałem używać skrótu DJN – dziecko jest najważniejsze. To hasło pomagało nam zachować spokój w podbramkowych sytuacjach. A czekało na nas sporo takich chwil. Zaczęły się skurcze. Początkowo na tyle niewinne, że nikt się nimi nie przejmował. Nocą ustawały, nad ranem pojawiały się znowu. „Trzeba czekać” słyszałam wciąż. Aż zauważyłam krew na bieliźnie. Położna próbowała mnie przekonać, że to pewnie hemoroidy. Ale po pierwsze ja nie miałam hemoroidów, a po drugie, zebrałam w sobie swoją matczyno-lekarską moc i zażądałam stanowczo kontaktu z lekarzem. I zaraz po badaniu trafiłam na stół. Cesarka trwa kilkanaście minut, dano mi znieczulenie, ktoś dotykał mojego brzucha, a za chwilę pokazano mi dziecko. I natychmiast wyniesiono je z pokoju. Miałam poczucie, że to wszystko mi się śni. To moje dziecko? A może jakiejś innej kobiety rodzącej w sali obok? Gdzie ono jest? Co tu się dzieje?

Kiedy mnie zszywano, Pola trafiła do inkubatora, była badana. Lekarze sprawdzali, w jakim jest stanie. Powiedziano nam, że „O dziwo, wszystko jest w porządku”. To zdanie słyszeliśmy w ciągu ostatnich miesięcy jeszcze wiele razy. Ale co miało znaczyć to „o dziwo”???, przecież wszyscy powtarzali nam że będzie dobrze, więc skąd teraz to zdziwienie...?

Byle do dwóch kilogramów

Przez dobę nie widziałam Poli, nie mogłam wstawać z łóżka ani nikt mi jej nie przynosił. Potem chodziłam do niej, bo pozostawała w specjalnym pokoju pod obserwacją. Przystawiałam ją co trzy godziny. Miałyśmy 20 minut dla siebie, ja – żeby się do niej przytulić, ona – by uczyć się jeść. Była maleńka, przy urodzeniu ważyła tylko 1800 g, więc od razu zaczęto karmić ją butelką. Dopóki leżałam w pokoju sama, nie było tak źle. Ale potem pojawiały się inne kobiety i przy każdej leżał noworodek. A ja miałam wciąż te swoje 20 minut... Inne dziewczyny odwiedzali mężowie, rodzina, do mnie nikomu nie wolno było przychodzić. Rafał oglądał Polę przez szybę. Było mi smutno, źle, chciałam jak najszybciej wyjść ze szpitala. Wiedziałam jednak, że minie kilka tygodni, zanim wrócimy do domu.

Któregoś ranka pielęgniarka powiedziała: „No, wyjęliśmy dziecko z pieca, niech mąż przywiezie ubranka”. Zamarłam. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że w szpitalnym języku oznacza to, że Pola nie leży już w inkubatorze, tylko na podgrzewanym łóżeczku (niestety wciąż nie utrzymywała odpowiedniej temperatury). Zadzwoniłam do Rafała, że potrzebujemy bardzo malutkich ubranek. I zaczął się dla niego gorący okres. Przecież nic nie przygotowaliśmy, wydawało nam się, że mamy tyle czasu. Sam musiał znaleźć w sklepie ubranka w rozmiarze 50, wybrać nosidełko, łóżeczko, zabawki. A przecież codziennie jeździł do pracy, potem gnał do nas do szpitala. W sytuacjach podbramkowych pomagała mu moja siostra Marzena – wiedział, że ubranka należy wyprać, ale nie zdążył już ich wysuszyć i wyprasować, bo zaczynał zmianę w firmie. Jechał więc do Marzeny przez miasto z torbą pełną mokrych ubranek. To dzięki ich współpracy się udało. Kiedy wróciłyśmy do domu, wszystko już było gotowe. Ale zanim wróciłyśmy...

Czekając na drgnięcie wagi

Wreszcie dostałam Polę do swojego pokoju. Ładnie jadła, sama oddychała i nie potrzebowała już specjalnego łóżeczka. Tylko nadal była maleńka. Leżały z nami matki, których noworodki ważyły po 4 kilo, a obok mnie leżał okruszek. Na szczęście z dużym apetytem. Karmiłam więc nieustannie i wciąż ważyliśmy Polę. Przed jedzeniem, po jedzeniu, przed kupką, po kupie. Uparta waga przesuwała wskazówkę tylko o marne 30 g, a czasem zamiast rosnąć, nieznacznie spadała. Obliczyłam, że zanim dobijemy do dwóch kilogramów, nadejdzie wiosna. Ta dwójka jest wymagana, by podać dziecku szczepionkę przeciw gruźlicy, a bez niej nie wypuszczają ze szpitala.

Były dni, gdy chciało mi się płakać z bezsilności. Tak bardzo chciałam już wrócić do domu. Ale cierpliwie karmiłam. Wreszcie waga pokazała dwa kilo. I właśnie wtedy Pola zaczęła kichać. Wiedziałam, co to oznacza – antybiotyk i dwa tygodnie w szpitalu. Byłam załamana. Ale lekarz szybko postawił mnie na nogi. „Wychodzicie. Poli nic nie jest, to tylko suche szpitalne powietrze. Za to pani jest porządnie przeziębiona”. Nie trzeba mi było tego dwa razy powtarzać. Za 10 minut byłam spakowana.

Witaj w domu, Poleńko!

Pierwszy tydzień po powrocie był trudny. Oboje z Rafałem byliśmy okropnie przeziębieni. Lekarz kazał nam nosić non stop chirurgiczne maseczki, żebyśmy nie zarazili Poli. Ciekawe, co myśleli nasi sąsiedzi, oglądając nas przez niezasłonięte jeszcze okna (nie zdążyliśmy założyć rolet). Dwie nieprzytomne z niewyspania, snujące się osoby w maseczkach. W czasie kąpania pot ściekał nam po twarzach, trudno było w tym oddychać... Do spania wynieśliśmy ją do drugiego pokoju, bo spaliśmy bez masek, ale bałam się, że jej nie usłyszymy, więc Pola wróciła do mojego łóżka. To Rafał odmaszerował do sąsiedniego pokoju – zawsze to 50 proc. zarazków mniej. Oboje źle się czuliśmy, nikt nie mógł nam pomóc, bo wcześniak ma zakaz odwiedzin w obawie przed... zarazkami. Byłam chora, zmęczona i potwornie niewyspana. Wydawało mi się, że brak snu to nic takiego – pracowałam już na noce i dawałam radę. Ale karmienie wcześniaka to całkiem inna bajka. Pola była maleńka, więc musiałam ją karmić co 2,5 godziny, sama jeszcze nie budziła się, gdy zgłodniała. Całe szczęście, że Rafał mi pomagał. Budził mnie i sprawdzał, czy karmię Polę. Bo czasem tylko siadałam na łóżku całkiem nieprzytomna, a głodna córeczka leżała w łóżeczku obok. Wtedy to on wkraczał do akcji i pilnował, by maluszek się najadł. Mijały dni. My wyzdrowieliśmy, a z Polą...

O dziwo, wszystko w porządku

Musieliśmy przejść przez maraton badań. Z jednej strony mieliśmy na Polę uważać, unikać spotkań z ludźmi, a z drugiej staliśmy w kolejkach do neurologa, okulisty, neonatologa, kardiologa i ortopedy. I wszędzie słyszeliśmy: „Jest zdrowa, za miesiąc kolejna kontrola”. Mamy kalendarz za zakreślonymi wizytami u specjalistów, ale teraz już wiem, że jest dobrze. Pola jest śliczną, grzeczną dziewczynką. Codziennie uczy się czegoś nowego, mówi coś do mnie w swoim języku. I znając życie, powtarza to, co jej tata: „Nie martw się mamo, wszystko będzie dobrze”. Ja też w to wierzę!

Zobacz także:

mama, córka, smutek, rozpacz, emocje
© Tatyana Gladskih - Fotolia.com
Prawdziwe historie
Prawdziwe historie: zrobiłam to dla ciebie córeczko
Idealna matka, zwłaszcza, jeśli zostaje sama, musi poświęcić własne dobro dla szczęścia swego dziecka. Tak przynajmniej myślałam przez większość życia. Przeczytaj historię 42-letniej Barbary.

Rozstałam się z mężem , kiedy Natalia miała zaledwie cztery latka. Rafał poznał inną kobietę, zakochał się i od nas odszedł. To takie proste, prawda? To znaczy odszedł ode mnie, tak przynajmniej wtedy zakładał. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Szybko okazało się, że tak naprawdę zostałam z dzieckiem sama . Na początku jeszcze przez jakiś czas odwiedzał córkę, dawał jej jakieś prezenty, a mnie pieniądze na utrzymanie Natalki. Z czasem te wizyty stawały się rzadsze, krótsze. Po paru latach od rozwodu odwiedziny Rafała były niczym święto. Pieniądze nadal dostawałam regularnie, ale co z tego, skoro Natalia ciągle pytała: " Kiedy przyjdzie tata? ". Czułam się bezradna, bo nie umiałam jej odpowiedzieć. W końcu przestała pytać, a tata stał się dla niej jedynie tajemniczym darczyńcą, który co miesiąc przesyłał nam pieniądze. Jak zrekompensować córce brak ojca? Jak tylko mogłam starałam się zrekompensować córce brak ojca . Czułam straszny żal do losu. "To niesprawiedliwe, że inne dzieci mają pełne, szczęśliwe rodziny, a taka wspaniała, mądra dziewczynka jak Natka musi wychowywać się tylko z matką" – myślałam. I właśnie dlatego chciałam, by poza nim, z niczego nie musiała rezygnować. Pieniędzy miałyśmy dosyć od Rafała. Nie wiem, skąd je miał, ale szczodrze się nimi dzielił. Zrezygnowałam z pracy , mieszkałam w domu po rodzicach. Żyłam z zasiłku i z tego, co dostawałam od byłego męża. Chciałam dać całą siebie Natalce, żeby czuła, że jest kimś najważniejszym w moim życiu. Ani przez sekundę nie pomyślałam wtedy, że ją rozpieszczam lub robię krzywdę, nie pozwalając się usamodzielnić. No cóż, na początku lat 90. nie było poradników i programów, jak wychować szczęśliwe dziecko . Robiłam tylko to, co kazało mi serce. Posłałam Natalkę do renomowanego liceum, a potem cieszyłam się, jak...

Kobieta, morze, leżak, plaża
Fotolia.pl
Prawdziwe historie
Prawdziwe historie: Dobrze uciec z domu, żeby docenić, co w nim mam
"Dopiero kiedy wyjechałam z domu, zrozumiałam, że moje miejsce jest przy dzieciach i mężu" - poznaj historię 39-letniej Doroty, gospodyni domowej.

Miałam żal do męża , że myśli o sobie i nie potrafi mnie zrozumieć. Byłam spełniona jako matka, ale nie jako kobieta. Czułam się niedowartościowana i niepotrzebna. Uciekłam z domu, bo nie mogłam tak dalej żyć Nie podoba ci się tu? Nie podoba? – dopytywał się Marek. Piękniejszego kawałka Bałtyku naprawdę nie widziałam. Dzikie klifowe wybrzeże, szmaragdowa toń kilkadziesiąt metrów w dół... Tylko że nie umiem się nim cieszyć. Nie potrafię zachwycać się tym pięknem, myślami jestem zupełnie gdzie indziej... – Nie o to chodzi, Marek. – A o co? Milczę. Chyba mu nie chcę tego wyjaśnić. Nie umiem i nie chcę. Sama nie rozumiem, jak to jest. Przecież tak bardzo się cieszyłam, że przyjadę tu, do Jastrzębiej Góry, odpocznę, przemyślę wszystko jeszcze raz. Teraz wiem, że to była pochopna decyzja. Ucieczka . Tak, swego rodzaju ucieczka. – Nie zimno ci? Zaprzeczam, kręcąc głową. Zwykle to ja przecież pytałam: "Magdusiu, nie zimno ci?", "Pola, nie siedź tyle w wodzie, słyszysz?", "Mikuś, zjesz rogalika?". Teraz już nie potrafię inaczej. Ciekawe, co oni teraz robią? Magdusia pewnie na pływalni, jak zwykle w soboty, Pola chyba coś maluje, a Mikołaj zapewne pyta, gdzie mama. Jakaś samotna łza zupełnie niespodziewanie spływa mi po policzku. Ocieram ją ukradkiem w nadziei, że Marek nie zauważy. Nic z tego! – Coś cię gryzie? – drąży. – Myślisz o Sławku? Wolałabym, żeby nie pytał. To jego zainteresowanie jest jeszcze gorsze! Teraz już nie jestem w stanie pohamować łez. – Wracajmy już – proszę. – Jestem zmęczona. – To zrozumiałe, po tylu godzinach podróży. Jutro wybierzemy się plażą w stronę Rozewia, do latarni morskiej. Pokażę ci... Wyłączam się, nie słucham go, bo wiem, że nie będzie żadnego jutro. Dopiero tutaj zrozumiałam, że moje dziś i moje jutro przypisane...

dwulatek, zabawa,zabawka dla dwulatka, matka
Prawdziwe historie
Prawdziwe historie: Byłam ciocią mojego dziecka
Ukrywała to przez dwadzieścia lat. Jej syna wychowywała starsza siostra. Jak rodzinna tajemnica wyszła na jaw? Poznaj poruszającą historię Moniki.

Z sercem przepełnionym bólem wpatrywałam się tępo w zimny marmur grobowca... Po mojej twarzy powoli spływały łzy, napis na płycie rozmazywał się coraz bardziej, aż stał się zupełnie nieczytelny… Siostra zabrała naszą tajemnice do grobu... pomyślałam Nad kim płakałam? Nad moją siostrą, która odeszła tak nagle z tego świata? A może nad sobą i tajemnicą, którą nosiłam w sercu? Straciłam właśnie nadzieję, że kiedyś zostanie ujawniona... Joanna już tego nie zrobi. A ja pewnie nigdy nie znajdę w sobie tyle odwagi, żeby wszystko naprawić! Tchórzyłam przez całe dorosłe życie... Nie tylko dlatego, że prawie dwadzieścia lat temu dałam słowo mojej siostrze. Także dlatego, że… wstydziłam się zawsze tego, co wtedy zrobiłam! Poddałam się, chociaż przecież mogłam walczyć. Ale, czy naprawdę mogłam? To była taka typowa, wakacyjna miłość! A teraz walczyłam sama ze sobą, żeby nie pogrążyć się w rozpaczy! Moje życie leżało w gruzach przez tę jedną decyzję ! Kiedy ją podejmowałam, byłam jeszcze dzieckiem… I tak naprawdę to nie ja ją podjęłam, ale mama i moja siostra, Joanna, starsza o osiem lat! Tamto lato było wyjątkowo piękne i upalne. Zdałam właśnie do drugiej klasy liceum i pojechałam na wakacje do babci, w Bory Tucholskie. Staruszka trochę już niedomagała, miałam więc mnóstwo swobody i... Rafała za towarzysza, przystojnego studenta. Woził mnie na motorze, jak jakąś księżniczkę, prawił komplementy jak dorosłej kobiecie. Nietrudno się domyśleć, że zabujałam się w nim bez pamięci i... został moim pierwszym mężczyzną . Kochaliśmy się w polu, w zbożu, które szumiało nam nad głowami, na jego dżinsowej kurtce… Dla mnie to było coś wyjątkowego, dla niego pewnie tylko kolejna letnia przygoda. Wyjechał bez pożegnania, nie zostawiając swojego adresu, a ja wróciłam do domu ze złamanym sercem i w ciąży....

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj