dzieci są najwazniejsze w życiu kobiety
Adobe Stock
Prawdziwe historie

„Przecież to dzieci określają sens istnienia kobiety, nie pensja!”

Z bratową różnimy się we wszystkim, chyba najbardziej w wychowywaniu dzieci. Jej podejście woła o pomstę do nieba, naprawdę!

Jakoś nigdy nie mogłam się dogadać z Elką, żoną mojego brata Tomka. Miałam wrażenie, że pochodzimy z dwóch różnych światów – jakby ją wychowała jakaś hipisowska komuna, podczas gdy mnie porządna katolicka rodzina. Przez pięć lat żyła z Tomkiem na kocią łapę i pobrali się dopiero (w urzędzie, nie kościele) jak była w siódmym miesiącu ciąży. 

Mąż mnie nie docenia, choć wychowuję dziecko i zajmuję się domem – co robić? [WIDEO]

Dzieci nie wychowują się same

Podejrzewałam, że czekała tak długo, żeby wszyscy widzieli, że nie idzie do ślubu jak niewinna dziewica. Bo to byłby dla niej wstyd, że niby ulega zaściankowym zasadom.
– Skąd ci się to bierze? – denerwował się Tomek, kiedy poznał moje zdanie na temat jego żony. – Ela nie jest żadną hipiską i się nie buntuje. Po prostu nie było czasu wcześniej zająć się ślubem.
– Pewnie, ważniejsza jest kariera.
– To, że wolisz wychowywać dzieci, niż pracować, nie znaczy, że tak mają robić wszyscy.
– Nie wolę, tylko tak należy. Dzieci nie wychowają się same na porządnych ludzi. Nasza mama cię tego nie nauczyła?

Dziecko potrzebuje matki

Brat już otwierał buzię, by coś powiedzieć, kiedy tata wydał ostrzegawcze mruknięcie. Do pokoju weszła mama. Tomek zamknął usta i tylko westchnął. Fakt, on nigdy nie rozumiał pewnych spraw związanych z odpowiedzialnością kobiety za dzieci. Mężczyźni miewają taką umysłową ułomność. Gorzej, że miewają ją także kobiety. Elżbieta okazała się jedną z nich. Nie dość, że pracowała przez cały okres ciąży, niemal do dnia porodu, to jeszcze zapowiedziała, że wraca do pracy jak tylko stanie na nogi. 

Oznajmiła to tydzień po powrocie do domu z porodówki.
– Jak ty to sobie wyobrażasz? – zdenerwowała się mama. – A dziecko? Co z jego potrzebami?
– Będzie ze mną. Na szczęście szefowa to rozumie. Nie muszę przecież siedzieć w pracy od dziewiątej do piątej. Ustawię sobie czas elastycznie, żeby wilk był syty i owieczka cała – nachyliła się nad swoją tygodniową córeczką i pocałowała ją w nosek. – A jak trzeba będzie, to tatuś się zajmie dzidziusiem.
– Ale dziecko potrzebuje matki – powiedziałam i położyłam dłoń na swoim brzuchu. Byłam w szóstym miesiącu ciąży.

Dom trzeba prowadzić porządnie

Nie powiem, choć miałam już dwójkę dzieci, pięcioletnią Martynkę i trzyletniego Fabiana, to kiedy Elka była w ciąży, poczułam zazdrość. No i stało się, choć mój mąż, Krzysiek, nie był zbyt zadowolony. Nawet robił mi wyrzuty, że do tego dopuściłam. Marudził, że nas nie stać i w ogóle. I że miałam za rok iść do pracy, by pomóc utrzymać rodzinę.

Nie rozumiał, że ja nigdy nie pójdę do pracy. Jestem potrzebna w domu, by był porządnie prowadzony. Jestem potrzebna dzieciom, by wiedziały, że zawsze jestem gotowa je wesprzeć, pomóc im i utulić. Z doświadczenia wiem, że jest to konieczne, by dorastały w poczuciu bezpieczeństwa. A dzieci dorastają nie rok, trzy czy pięć lat, ale aż do chwili, gdy pójdą na swoje.

Moja mama nigdy nie pracowała. Miała trójkę dzieci i cały swój czas im właśnie poświęcała. Uczyła, pilnowała lekcji, woziła na dodatkowe zajęcia. To dzięki niej jesteśmy wykształceni i dobrze wychowani. W domu lśniło czystością i zawsze pachniało dobrym jedzeniem, a półki w piwnicy uginały się od domowych przetworów. Byłam jedyną córką i to mnie przekazała swoje dziedzictwo. Za co byłam jej wdzięczna i zamierzałam dać je w spadku mojej córeczce.

Pozjadała wszystkie rozumy

Wiedziałam, że moja bratowa była wychowywana inaczej – można powiedzieć, że kształtowała ją szkoła, ulica, rówieśnicy, ale nie rodzice, którzy nie mieli dla niej czasu, zajęci pracą, karierą. Szybko musiała stać się samodzielna, znaleźć swoje wzorce. I trochę się według mnie pogubiła. A że jest arogancka i uważa, że pozjadała wszystkie rozumy, to nie korzysta ani z moich rad, ani z rad mojej mamy. Słucha grzecznie, uśmiecha się, po czym robi swoje. Wyjątkowo jest to irytujące. Żeby chociaż raz spróbowała podyskutować.
– Po co? – spytał Tomek, gdy mu to powiedziałam. – Dyskusja zawiera w sobie możliwość zmiany przekonań. Ona wie, jakie jest twoje zdanie, ty wiesz, co ona uważa. Żadna z was nie zamierza się zmieniać. Po co tracić czas?
– Ale podczas dyskusji mogłabym odpowiedzieć na jej wątpliwości…
– Ona na szczęście nie ma wątpliwości – przerwał mi Tomek. – I zejdź z niej, Irka, proszę. Ona mi odpowiada taka, jaka jest.
– To znaczy jaka?
– Inna niż wy – odparł.

Na matki czeka TYLE pułapek…

Nie bardzo rozumiałam, o co mu chodzi, ale odpuściłam, bo mama zawołała mnie z kuchni. Lepiła pierogi z moją naburmuszoną córką, która chciała iść do koleżanki grać w gry komputerowe. Jeszcze czego. Nie zamierzałam wychować jakiejś chłopczycy, która nie wie, gdzie jej miejsce i dostaje od tego pomieszania depresji i nerwicy. W tych czasach na matki, które chcą dobrze poprowadzić swoje dzieci, czeka tyle pułapek, że czasami ogarnia mnie lęk, czy sobie poradzę, czy dostrzegę je wszystkie. Dlatego tak ważne było trzymanie się sprawdzonych przez pokolenia zasad. One utrzymywały nas, rodziców, na właściwym kursie.

Elka szybko udowodniła, że nie ma pojęcia, dokąd zmierza. Nie miała kompletnie instynktu macierzyńskiego, w ogóle nie powinna była mieć dziecka. Trzy tygodnie po porodzie zaczęła wychodzić z córką do pracy. Dwa razy w tygodniu przez trzy godziny spotykała się z obcymi ludźmi (jest projektantką tkanin czy kimś takim), którzy byli źródłem zarazków. Miesiąc później zaczęła chodzić z dzieckiem na fitness. Stawiała je w nosidełku w sali pełnej spoconych kobiet i ćwiczyła dwie godziny. Kiedy mała Isia miała dwa i pół miesiąca, wybrali się z Tomkiem w góry, mimo że ja i mama próbowałyśmy wybić im to z głowy.

Źle robisz!

– Dziecko musi mieć idealny spokój – tłumaczyłam. – Dopiero się rozwija. Jest wrażliwe na bakterie, na hałasy. Potrzebuje stabilizacji. Nie można zabierać dwumiesięcznego dziecka na wyprawę w góry w nosidełku!
– O jakiej wyprawie mówisz?! – zdenerwował się Tomek. – Jedziemy na weekend i pospacerujemy sobie po wzgórzach… – zamilkł, gdy żona położyła mu dłoń na ramieniu.
– Wiem, że się martwicie – mówiła Ela, jak zwykle uśmiechając się. Ale ten uśmiech przykrywał jedynie odmowę uznania naszych racji. – Niepotrzebnie, wszystkie potrzeby naszej córki zostaną zaspokojone. Będzie najedzona, przebrana, przytulona do mamy, taty. Czego jej więcej teraz potrzeba? Nie martwcie się.
– Robisz źle – powiedziałam z rozpaczą.
– Nie, Irka. Robię inaczej. To wszystko.
No właśnie, inaczej niż należy, ale tego nie miałam szansy powiedzieć, bo już ich nie było. Patrzyłam z okna, jak pakują się z dzieckiem do samochodu i odjeżdżają.

Ja niewolnicą dzieci?!?

Ja nigdzie nie ruszałam się z domu przez rok po urodzeniu każdego dziecka. Żeby go nie narażać. Na cokolwiek, co czekało poza domem. Hałas, wirusy, smog. Elka mówiła, że samą siebie trzymam w domu jak w więzieniu. Że staję się niewolnikiem dzieci i przez to nie mogę się realizować. Że nie po to zostaje się mamą, by przestać istnieć jako kobieta.
Nie rozumiałam tego podejścia – przecież to dzieci określają sens istnienia kobiety, nie wysoka pensja. To świat mężczyzn.

– Tak z ręką na sercu, powiedz, nie czujesz się czasem zmęczona wypełnianiem tej roli? – zapytała mnie podczas ostatniej Wigilii, kiedy zostałyśmy na chwilę tylko we dwie.
– Oczywiście – odpowiedziałam. – To trudne życie, ale przynosi satysfakcję, kiedy widzimy, jak nasze dzieci sobie doskonale radzą. Dzięki nam, matkom.
Ela popatrzyła na mnie poważnie.
– Jesteś jak księżyc, który świeci światłem odbitym od słońc, którymi są twoje dzieci. A ja jestem jak słońce. Moje dzieci będą grzać się w moich promieniach, a potem wchłoną moją energię i same zaczną świecić. Tego nauczyła mnie moja rodzina. Nauczyła mnie też, że światu potrzebne jest i słońce, i księżyc. Ja to rozumiem – uśmiechnęła się.

To wszystko dodaje mi energii

– A ty nie czujesz się zmęczona? – odparowałam. – Roczne dziecko, praca, dom, słyszałam też, że planujecie wyjechać za granicę na pół roku, że chcesz iść na kolejne studia.
Ela pojaśniała.
– Och, czasami padam ze zmęczenia, ale to wszystko dodaje mi tylko energii. Tyle czeka nas wspaniałych rzeczy. I jeszcze chciałabym mieć synka, nie za późno, żeby Malwina mogła się z nim dogadać. Będą bawić się razem. Kupimy psa, a może i kota. Uwielbiam koty.
Patrzyłam na nią jak na kosmitkę. Po prostu nie mieściło mi się to w głowie.
– A gdzie w tym wszystkim są potrzeby twoich dzieci? Twojego męża? Bo ja słyszę tylko „ja, ja, ja”.
Spoważniała.
– Irenko. Wszystkie potrzeby mojego dziecka, które jestem w stanie zaspokoić, są zaspokojone. Mąż też nie narzeka. Jeśli to samo możesz powiedzieć o swojej rodzinie, to w porządku, i nie ma o co kruszyć kopii. Prawda? W tym wszechświecie jest miejsce i na księżyc, i na słońce. Daj spokój. Najwięcej szkód przynoszą krucjaty.

Wiem, co chciała przez to powiedzieć – odczep się ode mnie i mojego sposobu życia, bo ja nie czepiam się twojego. Ale nie tego mnie w domu nauczono. Jeśli ktoś popełnia błędy, trzeba go ratować. Choćby wbrew niemu samemu.
Mam rację czy nie?

Irena

Przeczytaj też:

 

 


 

 

 

moje dziecko mnie nie szanuje
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Moje dziecko mnie nie szanuje! Pyskuje, przeklina, a ma dopiero 12 lat. Co będzie dalej?”
Od zawsze chciałam mieć dziecko. Moja córka jest planowana, razem z mężem przez kilka lat bardzo staraliśmy się o wymarzonego dzidziusia. Kocham ją nad życie, jednak czasami mam wrażenie, że wychowałam potwora. Zupełnie nie wiem, co mam robić... Przeraża mnie sama myśl o tym, co czeka mnie za kilka lat...

Moja córka ma 12 lat. Karolina jeszcze niedawno była grzeczną, miłą, uporządkowaną dziewczynką. Dobrze się uczyła, a nauczyciele już w przedszkolu chwali ją, że zawsze taka uprzejma, że mówi „dzień dobry”, „dziękuję”. Taki kochany aniołek, który praktycznie nie sprawiał kłopotów. Jakiś czas temu moje dziecko całkiem się zmieniło... Nie pomaga w domu, nie sprząta swojego pokoju Nie jestem typem „cierpiętnicy”, nie narzekam, ale czasami już sama nie wiem, co robić. Wiem, że decydując się na dziecko, powinnam liczyć się również z tym, że będą gorsze momenty. Nie oczekuję jednak od mojej córki nie wiadomo czego! Chciałabym tylko, żeby szanowała mnie i to, co dla niej robię. A ona lekceważy mnie i wszystkie moje prośby o zrobienie nawet najdrobniejszej rzeczy. Ostatnio po raz kolejny poprosiłam, żeby posprzątała swój pokój. Tam nie panuje zwykły bałagan, tam jest po prostu burdel. Co zrobiło moje kreatywne dziecko? Wcale nie posprzątało pokoju, a... zabarykadowało drzwi, żebym nie musiała oglądać tego bałaganu. Ręce mi opadły.  Karolina nie tylko nie sprząta swojego pokoju. Gdy zje obiad, kolację, śniadanie – po prostu wstaje i zostawia wszystko na stole. No bo przecież posprząta się samo! Już mam tego dość. Córka w niczym mi nie pomaga! Nawet zwykłe wywieszenie prania, poodkurzanie mieszkania raz na kilka dni to dla tej księżniczki za wiele. Czuję się jak sprzątaczka, kucharka, służąca. Krzyki, prośby, nic nie pomaga... Pyskowanie, zero szacunku Starałam się dobrze wychować moje dziecko. Sama jestem z takiej rodziny, gdzie szacunek do dorosłych jest rzeczą najważniejszą. Moja córka jednak zupełnie mi go nie okazuje. Ostatnio próba rozmowy z nią na temat jej zachowania skończyła się tym, że moje 12-letnie dziecko zaczęło na mnie po prostu wrzeszczeć. Karolina krzyknęła, że...

kobieta płacz
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Teściowa pyta, kiedy drugie dziecko, a ja nocami wyję w poduszkę”
Po ostatniej wizycie u teściów przez dwa dni nie wychodziłam z łóżka. Za każdym razem, kiedy wydaje mi się, że opłakałam stratę, teściowa z uśmiechem pyta, kiedy Anielka będzie miała rodzeństwo. A ja czuję, jakby wbijała mi nóż w plecy.

Znacie te historie – chłopak i dziewczyna poznają się przez wspólnych znajomych, na imprezie, zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia i stają się nierozłączni. Po dwóch latach zaręczyny, po kolejnych dwóch ślub i wesele, o którym rodzina będzie opowiadała miesiącami. Rok później pojawia się na świecie różowiutki, pulchniutki, wyczekiwany przez wszystkich bobas. Tak było ze mną i Rafałem, moim mężem. Piękny obrazek? Tylko na pierwszy rzut oka. Myślałam, że będzie łatwo Miesiące mijały, nasz bobas, Anielka, rosła jak na drożdżach. Gdy skończyła rok, zaczęliśmy się zastanawiać z Rafałem, czy to nie czas, aby zacząć starać się o drugie dziecko – oboje chcieliśmy mieć dużą rodzinę. Byliśmy w dobrej sytuacji finansowej, mieliśmy wsparcie bliskich, wiedzieliśmy, że to dobry czas. 9 marca 2019 zobaczyłam na teście ciążowym dwie kreski. Ze szczęścia skakaliśmy pod sufit. 22 marca dowiedziałam się, że poroniłam. – To się bardzo często zdarza na tak wczesnym etapie ciąży. Proszę się nie martwić. Następnym razem się uda – powiedziała mi podczas USG lekarka. Rafał był cały czas przy mnie, trzymał mnie za rękę. Słyszeliśmy, że to się zdarza. Nigdy nie sądziliśmy jednak, że nas też to spotka. Przecież z poczęciem Anielki nie mieliśmy żadnych problemów, a cała ciąża przebiegała wręcz książkowo… 17 września zrobiłam kolejny test. Dwie kreski. Tym razem skakania pod sufit nie było. Był strach, paraliżujący. Wizyta u lekarza – wszystko dobrze, pani Dominiko – uspokajała mnie lekarka. Proszę na siebie uważać, nie przemęczać się. Kilka tygodni później – krew. Krew na bieliźnie, na spodniach, na kanapie. Wiedziałam, co to oznacza. Oboje z Rafałem wiedzieliśmy. – Bardzo mi przykro – słowa lekarki słyszałam jak przez mgłę. To kiedy drugie dziecko? Mniej więcej w tamtym...

matka z synem
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Mój syn nie znosi mojego nowego partnera. A ja nie chcę rezygnować z miłości”
Przez tyle lat jakoś sobie radziłam – no właśnie, jakoś. Czy teraz mam rezygnować z szansy na szczęście, bo moje dziecko nie jest gotowe na zmiany?

Mój mąż odszedł, gdy nasz syn miał 3 lata. W tym roku Piotruś kończył drugą klasę. Michał płaci alimenty w terminie, dzwoni na święta i na urodziny, ale niespecjalnie interesuje się synem. Czasem, od wielkiego dzwonu, zabierze go na lody. Dziś ma już nową rodzinę i ta stara, którą porzucił, przestała go niemal całkowicie interesować. Myślałam, że już zawsze będę sama Po jego odejściu długo nie mogłam się pozbierać. Nie wierzyłam, że jeszcze się zakocham, że jeszcze komuś zaufam. Byłam na kilku randkach, ale faceci uciekali, gdy dowiadywali się o Piotrusiu. Już chyba pogodziłam się, że zawsze będziemy we dwoje. A potem poznałam Dawida. Tak naprawdę poznaliśmy się kilka lat wcześniej – pracujemy w jednej firmie. Od razu się polubiliśmy. On wiedział, że jestem samotną matką, ja słuchałam jego opowieści o kolejnych nieudanych pierwszych randkach. Był po rozwodzie i tak ja nie umiał ułożyć sobie życia. Półtora roku temu coś się zmieniło. Z dnia na dzień właściwie – od słowa do słowa, od jednej firmowej kawki do drugiej, stwierdziliśmy, że skoro z nikim nam nie wychodzi, to może w końcu wybierzemy się na randkę z prawdziwego zdarzenia? W końcu byłam szczęśliwa Zaiskrzyło. Nasza przyjaźń zaczęła dojrzewać, zmieniać się. W końcu się zakochaliśmy. Po kilku miesiącach poczułam, że to czas, aby Dawid poznał Piotrusia. Dawid ma niezwykłą umiejętność zjednywania sobie ludzi, również dzieci. Od razu złapali z Piotrusiem wspólny język. Kiedy Dawid do nas przychodził, wspólnie z oglądali dokumenty przyrodnicze (mój syn jest prawdziwym maniakiem!), robili domową pizzę, wygłupiali się. Po tylu latach czułam, że się układa! Byłam szczęśliwa. Dawid stał się dla Piotrka fajnym wujkiem, z którym można pogadać, pośmiać się, ponarzekać na niedobrą mamę, która każe odrabiać lekcje. Byłam szczerze wzruszona tym, jak...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj