Kobieta, która nie może mieć dzieci
Adobe Stock, motortion
Prawdziwe historie

„Przez błąd lekarzy nie mogę mieć dzieci. Zamiast leczyć, zniszczyli mi życie. Pozbawili mnie kobiecości"

„Lekarze! Nienawidzę ich! Zniszczyli mi życie. Pozbawili tego, co dla mnie najcenniejsze. Mówili, że nie ma dla mnie nadziei i muszą to zrobić. Mieli usunąć mi jedynie macicę, lecz wycięli wszystko. Teraz wiem, że było inne rozwiązanie..."
Patrzyłam w spokojne, orzechowe oczy ginekologa i nie mogłam uwierzyć, że mówi takie rzeczy.
 
– Dlaczego zgodziła się pani na tę operację? Jak mogła się pani dać tak okaleczyć, przecież jest pani jeszcze młodą kobietą? Hm… 39 lat, mogła pani mieć jeszcze dzieci… – kręcił z niedowierzaniem głową.
 
Skuliłam się, choć wewnątrz mnie wszystko krzyczało: „Gdzie pan był 4 lata temu? Czemu żaden z pańskich mądrych, utytułowanych kolegów nie próbował mnie uratować?”.
 
Zamiast jednak wrzeszczeć, tylko pocierałam nerwowo dłonie, jakbym to ja była winna wyrządzonej mi krzywdy.
Lekarz pokręcił z dezaprobatą głową. Wypisał leki zawierające estrogen, po czym zdjął okulary i potarł oczy.
 
– Dlaczego pani pozwoliła na taki zabieg? – zapytał.
 
– Bo cierpiałam z powodu bardzo dokuczliwego mięśniaka – odpowiedziałam, powstrzymując napływające do oczu łzy. – Dwa lata nieustannie krwawiłam, cierpiałam na anemię i potworne bóle podbrzusza. Na badaniu USG stwierdzono, że mięśniak umieszczony jest w jamie macicy, a to bardzo źle wróży mojemu zdrowiu i narządom kobiecym. Jakby tego było mało, znaleziono jeszcze trzy torbiele na jajnikach. Mój pierwszy lekarz szybko się poddał. Chyba nawet się wystraszył, że jego 35-letniej pacjentce zdarzyło się coś tak potwornego. Nie wiedział, jak mnie leczyć, ani gdzie szukać dla mnie pomocy, zamiast tego stale mówił o operacji – posmutniałam na wspomnienie tamtych zdarzeń.
 
Lekarz chrząknął, wyraźnie chcąc coś wtrącić, ale nie pozwoliłam sobie przerwać. Wreszcie mogłam komuś, kto jest specjalistą w tej dziedzinie, opowiedzieć, jak zniszczono mi życie.
 
Kilka lat przed ową diagnozą poznałam Artura. Oboje marzyliśmy o dzieciach, a ponieważ byłam już po trzydziestce postanowiliśmy nie czekać i wkrótce się pobraliśmy. A tuż po ślubie kupiliśmy duże mieszkanie z czterema pokojami, marząc, że wkrótce zapełnią się dziećmi.
 
Czas jednak mijał, a my wciąż nie mogliśmy się doczekać choćby jednego dzieciątka.
 
Tuż po świętach Bożego Narodzenia dostałam krwotoku. Przerażeni pojechaliśmy z mężem na nocny dyżur do szpitala. Oboje sądziliśmy, że poroniłam, lecz badająca mnie lekarka stwierdziła, że to zwyczajna miesiączka.
 
– Pani nie zna swojego ciała? W tym wieku? – prychnęła wyraźnie zniesmaczona, że musiała mnie badać w tym stanie i wyszła z gabinetu, zostawiając mnie samą z pielęgniarką i garścią ligninowych podkładów w dłoni.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

To nie jest normalny stan ani moja uroda!

Nigdy wcześniej nie cierpiałam z powodu bolesnych ani obfitych miesiączek. Tamten krwotok trwał dwa tygodnie. Po dalszych dwóch względnego spokoju przyszedł kolejny i tak trwało to przez dwa lata. Początkowo jakoś sobie radziłam, myśląc, że taka już moja uroda, lecz z czasem byłam coraz bardziej wyczerpana i przerażona moim staniem.
 
Zaczęłam szukać pomocy u różnych ginekologów i bioenergoterapeutów. Żaden z nich jednak nie umiał mi pomóc. Wszyscy lekarze twierdzili, że dla mojego dobra należy pozbawić mnie kobiecych narządów.
 
– Kiedyś w końcu się pani wykrwawi. Proszę o tym pomyśleć, pani serce pompuje zbyt mało krwi i zbyt wolno pracuje, to także bardzo niebezpieczne – stwierdził jeden z nich. – Proszę się poważnie zastanowić, co jest ważniejsze: pani kobiecość czy pani życie?
 
– Ale ja chcę mieć dziecko? Chociaż jedno… Przecież musi być jakiś sposób? – błagałam kolejnego.
 
– Jest. Niewiele pani pomoże, ale skoro się pani upiera… – starzejący się pan doktor wypisał mi skierowanie do swojej znajomej z dużego miasta, utytułowanej profesor, lecz wciąż nie krył niezadowolenia, że nie chcę się zgodzić na operację. – Zawsze może pani adoptować dziecko? Nie wiem, przy czym się pani tak upiera… – rzucił, żegnając się ze mną chłodno, jakbym swoją odmową go obraziła.

A przecież ja walczyłam o swoje ciało! Prawo do bycia kobietą i matką!

Po tej wizycie przepłakałam całą noc, ale następnego dnia znowu zaczęłam swoją walkę. Mąż dzielnie mnie wspierał. To on umówił mnie na wizytę u pani profesor i zawiózł do niej z wynikami wszystkich dotychczasowych badań.
 
Pani profesor była pierwszą osobą, która przyjęła mnie z szacunkiem. Zaproponowała mi endoskopowe usunięcie mięśniaka. Opowiedziała o zaletach zabiegu i poprawie jakości mojego życia, co z pewnością zauważę.
 
Niestety tak się nie stało. Podano mi nawet leki wywołujące sztuczną menopauzę, żeby zabieg się udał, lecz mój mięśniak tak mocno był wrośnięty w ściankę macicy, że niewiele z niego udało się usunąć. Sam zabieg zniosłam bardzo dobrze, ale co z tego, skoro mięśniak odrósł pół roku później i znowu zaczęły się kłopoty.
 
Pani profesor radziła szybko zajść w ciążę, lecz mnie się nie udawało. Wyczerpana anemiami często się przeziębiałam. Chodziłam osowiała, na nic nie miałam ochoty, a tym bardziej na seks. Skąd mogłam wiedzieć, jaką robią mi krzywdę?
 
Artur też jakby się zmienił po moim nieudanym zabiegu. Owszem dbał o mnie, ale wyczuwałam, że przestałam być dla niego kobietą. Zamiast atrakcyjnej żony stałam się pacjentką. Widząc, jak cierpię, bał się nawet do mnie zbliżyć. Unikał rozmów, jakby czekał, że problem sam się rozwiąże, a z każdym miesiącem było coraz gorzej. Oddaliliśmy się od siebie i nic nie mogłam z tym zrobić.
 
– Jesteś dla mnie całym światem z dzieckiem czy bez dziecka – zapewniał, towarzysząc mi przez dwa lata podczas wizyt u specjalistów.
 
Może walczyłabym dłużej, gdybym nie dostała krwotoku, po którym straciłam przytomność i trafiłam do szpitala.
 
– Widzi pani, musieliśmy pani przetoczyć dwa litry krwi, po co to wszystko? Nie lepiej pozbyć się problemu?– zapytał mnie jeden z ginekologów.

Uległam

Mieli usunąć mi jedynie macicę, lecz wycięli wszystko. Lekarze uznali, że otorbiony jajnik też lepiej wyciąć, więc, po co zostawiać ten jeden czynny? Nikt nie uprzedził mnie o skutkach ubocznych tak poważnej operacji. Żaden ze specjalistów nie wspomniał słowem o przedwczesnej menopauzie, powikłaniach, osłabieniu organizmu, gorszej pracy wątroby, serca czy oczu. Wszyscy podkreślali jedynie, że uwolnią mnie od cierpienia, a ja wraz z operacją stałam się inwalidką.
 
Szew goił się długo. Z rany co jakiś czas sączyła się dziwna wydzielina, choć mimo tego wypisano mnie ze szpitala.
Miesiąc później poczułam pierwsze uderzenia gorąca, dostałam leki hormonalne, lecz nie poprawiły one mojego samopoczucia.

Popadłam w depresję. Straciłam ochotę do życia i walki o siebie, bo teraz naprawdę zaczęłam chorować, a jednocześnie panicznie bałam się lekarzy. W ciągu roku popsuł mi się wzrok i zaczęły się kłopoty z wątrobą. Artur, chociaż początkowo bardzo się starał, nie wytrzymał moich wahań nastrojów i odszedł. Próbował do mnie dzwonić i pomagać finansowo, ale czułam się zbyt upokorzona, żeby przyjąć od niego pieniądze. Ale nie mam do niego żalu, bo to nie on zniszczył mi życie. Nie on zapewniał, że nie ma innych możliwości.
 
– A przecież są – westchnął ginekolog, który zastępował w przychodni moją, ciężarną panią doktor. – Można wykonać embolizację albo wyciszyć mięśniaka. Prawda, to kosztuje i to całkiem dużo, ale chyba warto ryzykować? Wystarczyło poszukać, przynajmniej dać sobie szansę… Naprawdę żaden z lekarzy nic pani na ten temat nie powiedział?
 
– Żaden, nigdy – rozpłakałam się. – Od samego początku nie dawano mi szansy, a przecież ja bym walczyła. Wzięłabym kredyt, zadłużyła dom, byleby tylko mieć dzieci i żyć jak inne kobiety. Panie doktorze, czemu nikt mnie nie uratował?
 
Nie uzyskałam odpowiedzi.
 
Ktoś powie: „Głupia, mogła poszukać w internecie, dowiedzieć się czegoś”, ale ja nie znam się na komputerach, zaufałam lekarzom i dlatego przegrałam. Nie rozumiem, jak mogli wydać na mnie wyrok i bez skrupułów pozbawić mnie tego, co najcenniejsze?
Grażyna, 39 lata

Czytaj także:
Dziewczynka, którą ktoś chce porwać
Adobe Stock, tgordievskaya
Prawdziwe historie
„Chwaliłam się zdjęciami córki w Internecie. Teraz jakiś zboczeniec chciał porwać moje dziecko. Cudem uniknęliśmy tragedii"
„Policjantka rozłożyła przede mną setki zdjęć mojego dziecka. To nie byli zwykli porywacze, tylko... pedofile. Gdy pomyślę, co mogło się stać i jak blisko byliśmy tragedii, wpadam w histerię. Przez nasza bezmyślność prawie straciliśmy córkę".

To chyba normalne, że uważaliśmy naszą córeczkę Agatkę za najpiękniejszą na świecie. Większość rodziców myśli podobnie o swoich pociechach. Czy to coś złego? Samo w sobie nie, ale przekonałam się, że konsekwencje wynikające z takiego podejścia mogą być opłakane.   Gdy urodziłam Agatkę, postanowiliśmy ze Zbyszkiem utrwalać nasze szczęście na fotografiach. Zrobiliśmy naszemu dziecku niezliczoną liczbę zdjęć. Mnogość ujęć, póz, fotki ustawiane, spontaniczne – pełen przekrój tego, jak nasza córcia rośnie z każdym dniem i z każdą chwilą pięknieje, ku radości swoich rodziców.    Rodzina i znajomi patrzyli na nas trochę jak na zwariowaną parę, która rekompensuje sobie jakieś bliżej niesprecyzowane kompleksy czy dokonują projekcji miłości własnej na dziecko (trafiały się takie diagnozy). Tłumaczyliśmy to zazdrością, zwłaszcza gdy takie psychologizowanie serwowały nam moje bezdzietne koleżanki i znajomi Zbyszka, którzy nie zaznali dotąd uroków rodzicielstwa. Ale już mój ojciec pozwalał sobie na prelekcje, wydawać by się mogło, czysto praktyczne.   – Kiedyś było inaczej – marudził. – Na kliszy dwadzieścia cztery albo trzydzieści dwa zdjęcia, więc należało starannie dobierać momenty na fotografowanie. A to cyfrowe cykanie w końcu wam spowszednieje. Kto znajdzie tyle czasu, żeby te wszystkie zdjęcia obejrzeć! Robicie z dziecka maskotkę, modelkę… Spasujcie trochę.   – Ale co jest złego w dziecięcych fotografiach? – pytałam obrażona. – Nie moja wina, że nie miałeś takich możliwości. Ja bym bardzo chętnie pooglądała swoje zdjęcia z różnych okresów dzieciństwa. A jest ich tyle, co kot napłakał. Miałeś tylko jedną kliszę, jak byłam mała?   Wtedy ojciec się obrażał i z tematu zdjęć schodził na kwestie wychowania.   – Wiesz dobrze, że...

Rodzina zastępcza
Adobe Stock, JenkoAtaman
Prawdziwe historie
„Gdy straciliśmy 4. dziecko, myśleliśmy, że to koniec. Nikt nie dawał nam nadziei. Dopiero Kuba podarował nam nowe życie"
„Bardzo chcieliśmy mieć dziecko, ale wciąż nam się nie udawało. Straciliśmy nadzieję, że jeszcze zostaniemy rodzicami. Gdy wspominałem o Kubie, Klaudia dostawała ataku histerii. Jednak nie mogłem się poddać. Musiałem walczyć o naszą rodzinę".

Nigdy nie zapomnę pierwszej ciąży Klaudii. Jej drżących dłoni, gdy podawała mi test ciążowy. Widoku dwóch różowych kresek i łzy spływającej po policzku mojej żony. Krzyczałem i płakałem ze szczęścia, że wreszcie spełnia się nasze największe pragnienie.   – Syn? Córka? Jakie to ma znaczenie, ważne, żeby było zdrowe. Żeby po prostu było – powiedziałem najlepszemu kumplowi, gdy to opijaliśmy.   O naszym szczęściu natychmiast powiadomiliśmy obie rodziny. Uradowana teściowa wyściskała nas oboje, bo dobrze wiedziała, jak długo czekaliśmy na tę wiadomość. Moja rodzicielka była bardziej ostrożna.   – Który to tydzień? – zapytała, gdy zostaliśmy sami.   Pamiętam, jak śmiejąc się, odpowiedziałem, że czwarty, ale Klaudia nie ma jeszcze żadnych objawów ciąży. Test zrobiła właściwie przypadkowo, bo dała jej do myślenia zmieniona woń moczu.   – I trafiła w dziesiątkę moja mądra żona – żartowałem.   – Czwarty to wcześnie. Jeszcze przyjdzie czas na świętowanie, na razie możesz jedynie dbać o nich oboje – przerwała mi mama.   Zaskoczył mnie jej dystans. Dopiero później starsza siostra wyjaśniła mi, jak trudne dla podtrzymania ciąży są pierwsze trzy miesiące , tyle że wtedy sam już to wiedziałem…    Klaudia poroniła, kiedy byłem w pracy. Przyjechałem do niej jednocześnie z wezwaną karetką, bo straciła dużo krwi.   – Ciąża pozamaciczna – brzmiał wyrok ginekologa. – To się zdarza średnio mniej niż dwa razy na sto ciąż, ale nie zrażajcie się państwo, będziecie mieli jeszcze dzieci. Zobaczycie! Nie wiedziałem, jak pomóc Klaudii Po kolejnych dwóch podobnych ciążach zwątpiłem w szczerość jego słów. Było mi przykro, że los tak okrutnie z nas zadrwił, ale wciąż liczyłem na cud. Sądziłem, że...

„Karmię syna jak ptak”: mama z TikToka wywołała prawdziwą burzę
TikTok/ Kolaż mamotoja.pl
Aktualności
„Karmię syna jak ptak”. Mama z TikToka wywołała prawdziwą burzę!
Pewna młoda mama z TikToka wprawiła w osłupienie wielu internautów. Film, w którym kobieta pokazuje, jak karmi swoje dziecko, mocno podzielił komentujących.

22-letnia Alice Bender z Arizony i jej mąż, rodzice małego Ferna, regularnie publikują na TikToku krótkie nagrania ze swojego życia. Żaden filmik nie wzbudził jednak tylu emocji, co jeden z ostatnich. Nagranie opatrzone podpisem: „Gdy ludzie pytają mnie, dlaczego karmię swoje dziecko jak ptak” ma już ponad milion wyświetleń!  Film TikTokerki wywołał burzę w sieci Na nagraniu widzimy, jak mama je z synkiem podwieczorek. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, w jaki sposób 22-latka karmi swoje dziecko. TikTokerka najpierw odgryza kawałki jabłka, później żuje każdy kęs, a następnie wypluwa na stolik syna. Mały chłopiec w czapce z uszami misia niemal natychmiast zaczyna pałaszować przekąskę.    @comingupfern #momsunder25 #blw #10monthsold #lifeoffern #babyfern #fernapollo #crunchymom #eatmorefruit #veganbaby #frugivorebaby ♬ Sorry I dont treat you like a goddess - Peyton Eberle W krótkim klipie TikTokerka pyta obserwujących, czy nie podoba im się ten sposób karmienia, czy po prostu jej nie lubią. Na odpowiedzi nie musiała długo czekać. Komentarze są jednak mocno podzielone. Jedni, dzieląc się własnymi doświadczeniami, uważają, że zachowanie mamy jest całkowicie normalne, inni uważają je za „obrzydliwe”.   „Szczęka mi opadła”; „Dlaczego po prostu nie użyjesz noża?”; „Są pewne rzeczy, które robimy, ale nie powinniśmy dzielić się nimi ze światem. Oto jedna z nich”; „Nie mam dzieci, ale na pewno zapamiętam to rozwiązanie, bo jest dobre”; „Moi rodzice tak robili i jestem prawie pewien, że nie są w tym odosobnieni” – komentują internauci.  A wy jak uważacie? ​Zobacz też: Lara Gessler większość ubrań dla dziecka ma „z drugiej ręki” Agnieszka Kaczorowska zachwyca figurą:...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj