Musimy powiedzieć córce, że jest adoptowana
Adobe Stock, pressmaster
Prawdziwe historie

„Przez lata baliśmy się powiedzieć córce, że jest adoptowana. Teraz musimy, bo od tego zależy życie innego dziecka…”

„Jesteśmy z mężem przerażeni. Czeka nas najtrudniejsza rozmowa w życiu. Powiemy naszej córce, że jest adoptowana. Chcieliśmy zachować to w tajemnicy, ale nie możemy”.

Jesteśmy z mężem przerażeni. Czeka nas najtrudniejsza rozmowa w życiu. Powiemy naszej córce, że jest adoptowana. Chcieliśmy zachować to w tajemnicy, ale nie możemy. Musi poznać prawdę. Od tego zależy życie innego dziecka…

Krzysiek jest miłością mojego życia. Spotkałam go na studenckiej imprezie i od razu się w nim zakochałam. Zaczęliśmy się spotykać, a po roku wzięliśmy ślub. Mama martwiła się trochę, że to za szybko, mówiła, że powinniśmy się lepiej poznać, ale nie chciałam czekać.

Nie taka zwykła woda – jak Oliwka z AZS odzyskała radość życia dzięki pobytowi w Avène [WIDEO REPORTAŻ]

Czułam, że będziemy razem szczęśliwi

Rzeczywiście, w naszym życiu wszystko układało się wspaniale. Oboje dość szybko znaleźliśmy pracę, zamieszkaliśmy we własnym mieszkaniu, które zostawiła mi w spadku babcia. Urządzaliśmy to nasze gniazdko i cieszyliśmy się sobą. Ale po kilku latach zaczęło nam jednak czegoś brakować.

– Może już czas pomyśleć o dziecku? – zapytałam Krzyśka pewnego wieczoru.
– Najwyższy! Najlepiej od razu zabierzmy się do pracy – uśmiechnął się, przytulając się do mnie czule.

Byłem pewna, że za kilka tygodni będę mogła obwieścić najbliższym, że nasza rodzina się powiększy. Niestety czas mijał, a test ciążowy ciągle pokazywał tylko jedną kreskę. Poszliśmy na badania. Miałam nadzieję, że wszystko z nami w porządku, że to tylko chwilowe trudności.

Prawda była jednak bardzo bolesna.

Okazało się, że najprawdopodobniej nigdy nie zajdę w ciążę

Nie chciałam o tym słyszeć. Przez następne lata leczyłam się, brałam hormony, próbowałam sztucznego zapłodnienia. Bez efektów. Byłam załamana. Obwiniałam siebie, uważałam, że nie jestem prawdziwą kobietą. I pewnie wpadłabym w depresję, gdyby nie Krzysiek.

– Nie zamartwiaj się tak. Przecież jest tyle niechcianych dzieci na świecie. Może pomyślimy o adopcji? – zapytał.

Na początku nie chciałam się zgodzić. Bałam się, że nie pokocham cudzego dziecka. Byłam wściekła na los, że nie chce dać mi własnego. Ale Krzysiek nalegał, przekonywał. Bardzo chciał być ojcem. Wreszcie obiecałam, że się zastanowię. pamiętam, jak pierwszy raz pojechaliśmy do domu dziecka. Dziesiątki małych twarzyczek wpatrzonych w nas wielkimi, pełnymi smutku, ale i nadziei oczami. I te najmniejsze, takie bezbronne, samotne…

Nigdy nie przytuliła ich matka, nigdy nie usłyszały bajki. Ten widok bardzo mnie poruszył. Wszelkie wątpliwości zniknęły. Postanowiłam, że zrobię wszystko, by choć jednemu z tych maluchów dać prawdziwy dom. Formalności trwały prawie rok. Musieliśmy odpowiadać na dziesiątki czasem intymnych i upokarzających pytań, wypełniać jakieś testy, udowodniać, że nadajemy się na rodziców, że mamy odpowiednie warunki mieszkaniowe, zarabiamy.

Miałam tego dość. Ze smutkiem myślałam, że gdybym sama zaszła w ciążę, nikt by nas tak nie męczył… Ale opłacało się pocierpieć. Pewnego dnia wróciliśmy do domu razem z Karinką. Miała pół roku i była nasza… O jej prawdziwej matce wiedzieliśmy tyle tylko, że miała 16 lat… Szczęście nam sprzyjało.

Krzysiek dostał propozycję pracy na drugim końcu Polski. W innej sytuacji nie chciałabym się przeprowadzać, ale wtedy pożegnałam stare kąty bez żalu.

W naszym bloku wszyscy wiedzieli, że Karinka jest adoptowana

A tam? Mogliśmy rozpocząć nowe życie, uniknąć ciekawskich spojrzeń, niewygodnych pytań. Sprzedaliśmy więc mieszkanie i pełni optymizmu przeprowadziliśmy się na nowe miejsce. Nie zamierzaliśmy ukrywać przed córką, że została adoptowana. Gdy pojawiła się w naszym domu, ustaliliśmy, że gdy przyjdzie właściwy czas, to jej powiemy.

Nie chcieliśmy tylko, żeby dowiedziała się od „życzliwych”, przez przypadek. Ale mijały kolejne lata, a my ciągle milczeliśmy. Najpierw tłumaczyliśmy sobie, że córeczka jest jeszcze za mała, potem, że to nieodpowiedni moment, bo dorasta i już i tak nie radzi sobie z emocjami. Wiecznie wynajdywaliśmy jakieś przeszkody.

Dziś myślę, że odwlekaliśmy tę chwilę ze strachu. Baliśmy się, że córka się załamie albo zbuntuje, przestanie nas kochać… A Karina była całym naszym światem. Cudownym dzieckiem: mądrym, dobrym, pogodnym. Kochała nas nad życie i na każdym kroku nam to okazywała. Nie sprawiała żadnych problemów, opowiadała nam o wszystkim. Świetnie się uczyła. Na koniec roku zawsze miała świadectwo z czerwonym paskiem.

Wrosła w naszą rodzinę i nie chcieliśmy tego zmieniać, burzyć szczęśliwego życia.

Byliśmy przekonani, że nasza tajemnica jest bezpieczna

Okazało się jednak, że nie. To było dwa dni temu. Karina poszła z przyjaciółkami na nowego Bonda, a mąż wybrał się po zakupy do supermarketu. Byłam w domu sama. Właśnie miałam się zabrać za przygotowanie kolacji, gdy zadzwonił dzwonek przy wejściu.

„Kogo licho niesie?” – pomyślałam, otwierając drzwi.

W progu stała młoda kobieta. Nigdy wcześniej jej nie wiedziałam.

– A pani do kogo? – zdziwiłam się.
Do pani, a właściwie do pani córki. Jestem jej biologiczną matką – odparła.

Nogi się pode mną ugięły.

– Jak nas pani znalazła? Proszę stąd natychmiast odejść! – krzyknęłam, próbując zatrzasnąć jej drzwi przed nosem, ale mnie powstrzymała.
– Proszę, musimy porozmawiać. To ważne. Nie odejdę, póki mnie pani nie wysłucha – w jej oczach zobaczyłam desperację.
– No dobrze, ale nie tutaj. W kawiarni za rogiem. Za kwadrans – powiedziałam.

Bałam się, że rzeczywiście usiądzie pod drzwiami i natknie się na Karinę. Na samą myśl o tym zrobiło mi się gorąco. Gdy weszłam do kawiarni, już na mnie czekała. Nerwowo popijała kawę.

– O co chodzi? O pieniądze? Nie pozwolę się szantażować! – natarłam na nią, gdy tylko usiadłam przy stoliku.
– Nie jestem szantażystką! Muszę ratować życie swojego dziecka! – krzyknęła.

A potem zaczęła mi opowiadać historię swojego życia… to była smutna opowieść.

Okazało się, że do oddania córeczki zmusili ją rodzice

Nie chcieli, by zmarnowała sobie przyszłość. Długo nie mogła o niej zapomnieć, ale w końcu pogodziła się z jej utratą. Wytłumaczyła sobie, że na pewno ma cudownych rodziców, którzy ją kochają. Po latach spotkała na swojej drodze wspaniałego mężczyznę, wyszła za niego za mąż. Urodziła im się córeczka.

– Cieszyłam się, że dostałam od losu jeszcze jedną szansę. Ale pół roku temu okazało się, że Milenka jest chora na białaczkę. Leczenie okazało się nieskuteczne. Potrzebny jest przeszczep szpiku. Nikt z naszej rodziny nie może być dawcą. Moja, a raczej pani córka jest naszą ostatnią szansą. Wynajęliśmy detektywów, żeby państwa odnaleźli… – zawiesiła głos.

Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć.

– Proszę mi dać kilka dni, muszę porozmawiać z mężem, zastanowić się. To dla mnie bardzo trudne. Karina nie wie, że jest adoptowana. Musimy ją przygotować – przyznałam.
– Rozumiem, ale ja naprawdę nie mam innego wyjścia. Straciłam już jedno dziecko. Nie chcę stracić drugiego. Poczekam kilka dni, ale nie więcej… – powiedziała.
– A potem co?
– Sama jej powiem i poproszę o pomoc – odparła z mocą w głosie.

Czułam, że się nie zawaha. Po powrocie do domu opowiedziałam o wszystkim mężowi. Był w szoku. Na początku nie mógł wydusić z siebie słowa. Potem zaczął krzyczeć, że tamto dziecko nic go nie obchodzi, że nie pozwoli skrzywdzić Kariny. Ale im dłużej rozmawialiśmy, tym bardziej jego krzyki cichły.

– Chcesz pomóc tej kobiecie, prawda? – zapytał w pewnym momencie.
– Tak. Dzięki niej mamy wspaniałą córkę. Jesteśmy jej to winni – odparłam.

No i teraz czeka nas najtrudniejsza rozmowa w naszym życiu. Dużo ryzykujemy. Kto wie, jak zareaguje nasza córka na wiadomość, że jest adoptowana, czy nam wybaczy, że ją tak długo oszukiwaliśmy… Nie ma też gwarancji, że będzie mogła zostać dawcą i że w ogóle zgodzi się na badania. Ale musimy spróbować. Oboje wiemy, że gdybyśmy tego nie zrobili, sumienie nie pozwoliłoby nam normalnie żyć.

Emilia, 45 lat

Czytaj także:

Kobieta, która nie może mieć dzieci
Adobe Stock, pololia
Prawdziwe historie
„Miałam 34-lata, kiedy rak zniszczył mi życie. Odebrał mi płodność, a ja czułam się jak wybrakowany towar"
„Zbyszek mnie natychmiast rzuci. Kocha dzieci i mówił, że chce ich mieć co najmniej troje. Już nawet imiona wybieraliśmy, Zbyszek był wtedy taki szczęśliwy. Mam mu odebrać te marzenia? Jeśli to zrobię – pójdzie do innej, zdrowej, takiej, która mu da, to czego pragnie…”.

Wszyscy wiedzieli, że Iza ma długi jęzor, i dlatego nie należy jej powierzać żadnych sekretów! Od momentu poznania cudzej tajemnicy chodziła jak kura z jajem i wzdychała.   – Strasznie mnie korci, żeby ci sprzedać newsa – mówiła. – Ale nie wiem, czy powinnam. No, chyba że obiecasz dyskrecję… Inaczej nie pisnę ani słówka!   Rzadko się zdarza, żeby ktoś nie był ciekawy cudzych spraw, szczególnie tych ukrywanych przed światem, więc ludzie przysięgali, że nigdy i nikomu się nie wygadają, niech tylko coś powie. Wtedy Iza nabierała powietrza do płuc i zaczynała swoją opowieść, ubarwiając ją drobnymi szczegółami wymyślanymi na poczekaniu. Była w tym mistrzynią…   Przymykała oczy, policzki jej różowiały, wyglądała, jakby się unosiła nad ziemią. Budowała nastrój jak w kinie, miała do tego wielki talent! Niestety, jeśli już kogoś przemieliła, to na miazgę. Potem taką przeżutą papkę znajomi podawali sobie z ust do ust, śmiejąc się z obgadywanych, albo nad nimi litując, albo krytykując i uznając za idiotów. Sami zainteresowani dowiadywali się ostatni, czemu kiedy gdzieś wchodzą, cichną wszelkie rozmowy, i z jakiego powodu ogląda się ich dokładnie i przez powiększające szkiełko. Potem zrywali znajomość z Izą, ale ona się tym nie przejmowała; na ogół miała już nowa ofiarę.    Trafiła do mnie, gdy miałam kompletną psychiczną załamkę. Wzięłam parę dni zaległego urlopu i siedziałam w domu, rozpaczając, płacząc i popijając babciną nalewkę na jarzębinie, mocną jak diabli i szybko ścinającą z nóg. Gdyby nie to, Iza nie wyciągnęłaby ze mnie niczego, ale przyszła akurat między trzecim a szóstym kieliszkiem. Byłam jak naiwne dziecko, straciłam wszelką samokontrolę! Pamiętam każde słowo tamtej lekarki… – Operować, i to szybko! – powiedziała. – Tam jest...

Kobieta, która czuje się niekochana
Adobe Stock, ulza
Prawdziwe historie
„Po porodzie mąż nawet nie chciał mnie dotknąć. Nie rozumie, że ja też mam swoje potrzeby i chcę znów czuć się kobietą"
„Odkąd zostałam matką, coś się między mną a mężem zmieniło. Niby się wciąż kochamy, niby jest dobrze, ale chyba jednak nie do końca... Zatraciliśmy ten ogień, fascynację sobą. A może to moja wina? Bo stałam się matką, chodziłam po domu w dresie, na zakupy wkładałam dżinsy i buty bez obcasów".

Mój dzień zaczynał się bardzo wcześnie. Zwykle sporo przed szóstą, bo właśnie wtedy Maciuś dawał sygnał, że jest głodny. Dziś było tak samo. Usłyszałam kwilenie w łóżeczku, ale wciąż nie mogłam się dobudzić. „Jeszcze chwilka” – pomyślałam, mając nadzieję, że synek jednak nie jest bardzo głodny i da mi chociaż pół godzinki na powrót do rzeczywistości.    To moje trwanie w półśnie było nieco za długie, bo Paweł zdążył wstać. Kiedy w końcu usiadłam na łóżku, zobaczyłam, że mąż krąży po sypialni, trzymając naszego synka w ramionach. Chyba próbował śpiewać, ale Maciuś skutecznie go zagłuszał.   – Cicho, synuś – powiedziałam jeszcze zaspanym głosem. – Czemu ty tak krzyczysz od rana, co?   Maciuś, kiedy mnie usłyszał, istotnie na chwilkę przestał kwilić. Może zastanawiał się nad odpowiedzią? E, chyba nie. Kojarzę mu się z jedzeniem, a jak się je, to się nie krzyczy.   – Głodny jest pewnie – wyjaśnił za niego Paweł. – Bujanie nie pomogło, a nakarmić go nie mogę, bo nie mam odpowiedniego sprzętu.   – A to bardzo źle – wyciągnęłam ręce po synka, który znowu zaczął przypominać o swoich potrzebach. No tak, usłyszał matkę, a nie dostał mleka. Co to za obyczaje? Szybko przystawiłam go do piersi, żeby uniknąć awantury. – Gdyby mężczyzna też mógł nakarmić niemowlę, życie byłoby o wiele sprawiedliwsze.   – Za wcześnie na filozofowanie – mój mąż dyplomatycznie uciął dyskusję, pakując się do łóżka.    Po chwili usłyszałam jego równy, spokojny oddech. Nawet buziaka nie dostałam. Muszę coś ze sobą zrobić, zanim będzie za późno Leżąc tak pomiędzy dwoma mężczyznami, jednym maleńkim, a drugim całkiem już dużym, przypomniałam sobie czasy, kiedy nie byłam tylko matką,...

Kobieta, która niespodziewanie zaszłam w ciążę
Adobe Stock, Prostock-studio
Prawdziwe historie
„Lekarz powiedział, że jestem bezpłodna. Gdy zdecydowałam się na adopcję, stał się cud i... zaszłam w ciążę"
„Usiadłam na ławeczce przed przychodnią. Nie miałam sił zrobić ani kroku więcej. Nie potrafiłam uwierzyć w to, co usłyszałam pół godziny wcześniej. Tyle lat leczenia, pobyty w szpitalach, wiele bolesnych i kosztownych zabiegów, trzy próby in vitro. I nic. Potem słowa, które zapamiętam do końca życia, które zabolały jak wyrok".

Usiadłam na ławeczce przed przychodnią. Nie miałam sił zrobić ani kroku więcej. Nie potrafiłam uwierzyć w to, co usłyszałam pół godziny wcześniej. Tyle lat leczenia, pobyty w szpitalach, wiele bolesnych i kosztownych zabiegów, trzy próby in vitro. I nic. Potem słowa, które zapamiętam do końca życia, które zabolały jak wyrok.   – Naprawdę bardzo mi przykro, pani Alu, ale nic więcej nie możemy zrobić. Niestety, nie zajdzie pani w ciążę. Może powinni państwo pomyśleć o adopcji.   Przepłakałam kilka następnych dni i nocy, a potem wpadłam w głęboką depresję. Nie chciałam jeść, nie chciałam się myć, nie chciałam z nikim rozmawiać ani nikogo widzieć. Mój mąż wytrzymał dwa tygodnie, aż w końcu zapisał mnie na wizytę do psychiatry.   – Do żadnego psychiatry nie pójdę! – burknęłam, kiedy powiedział, że zawiezie mnie do przychodni.   Prosił, tłumaczył, krzyczał, a ja milczałam, gapiąc się w okno. W końcu zamknęłam się w łazience. Tam zrzuciłam szlafrok, z którego nie wyłaziłam od tygodnia, wzięłam prysznic i ubrałam się w dżinsy i bluzkę. Boso wróciłam do pokoju.  Witek zerwał się sprzed telewizora. Chyba myślał, że mnie przekonał, i szykuję się do lekarza. Ale ja zupełnie co innego miałam w głowie. Nie wiem, skąd mi się to raptem wzięło. Może się przestraszyłam tego psychiatry, a może dotarło do mnie, że to, co robię, nic nie zmieni. Najwyżej wpędzi mnie w chorobę.   – Witek, zaadoptujmy dziecko – powiedziałam po prostu, siadając w fotelu.   Dopiero teraz mąż poatrzył na mnie, jakbym straciła rozum. Przecież on mówił o tym już od dawna. To ja zapierałam się rękami i nogami, powtarzając, że za nic w świecie nie chcę obcego dziecka. Pragnęłam mieć własne, obojętnie jakim kosztem, ale moje. Chciałam nosić je pod sercem, chciałam je...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj