Dziecko w szpitalu
Adobe Stock, sailanalt
Prawdziwe historie

„Przez moją matkę syn wylądował w szpitalu. Całowała i przytulała Krzysia, choć wiedziała, że jest poważnie chora”

„Nie umiałem wybaczyć mojej mamie, że okazała się tak skrajnie nieodpowiedzialna. Najgorsze w tym jest to, że ani ona, ani ojciec nie poczuwają się do winy”.
Na narodziny pierwszego wnuka moi rodzice czekali z ogromną niecierpliwością. Ciągle się dopytywali mnie i żony, czy nie planujemy w najbliższym czasie powiększyć rodziny. A my, owszem, planowaliśmy, ale to nie zależało tylko od tego, czy chcemy, czy nie. Wiadomo, jak to mówią, człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi. I niestety, żadna z nich dość długo nie trafiała do celu. Leczyliśmy się prawie dziesięć lat, w końcu, gdy już prawie traciliśmy nadzieję, Dorota zaszła w upragnioną ciążę. I naprawdę trudno było powiedzieć, kto był bardziej szczęśliwy – my czy moi rodzice?
 
Nasze dziecko miało dwa pokoje. Jeden powstawał w naszym mieszkaniu, drugi u moich rodziców. Obydwa były w pełni urządzone i wyposażone, obydwa miały szafki z kompletem ubrań i pełno zabawek. Ten drugi, jak mówiła moja mama, był tylko na wszelki wypadek, jakbyśmy potrzebowali gdzieś wyjechać z Dorotą we dwójkę. Ale chyba miała nadzieję, że nasze dziecko będzie tam spędzać co najmniej połowę czasu po urodzeniu.

My sami byliśmy do tego pokoju u rodziców raczej sceptycznie nastawieni, ale też nie wiedzieliśmy za bardzo, jak ostudzić ich zapał. Zdawaliśmy sobie sprawę, że będziemy musieli korzystać z ich pomocy i na pewno się ona przyda. Ale jej zakres będzie raczej węższy od ich wyobrażeń.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Krzyś urodził się na początku grudnia

Przez pierwszy miesiąc chodziliśmy permanentnie niewyspani. Nawet nie zauważyliśmy, że były święta, bo zabrakło nam sił do ubrania choinki. Dopiero w połowie stycznia zaczęliśmy się ze wszystkim powoli ogarniać. Zresztą, rzeczywiście w dużej mierze dzięki pomocy moich rodziców, bo to im zawdzięczaliśmy choćby to, że od czasu do czasu mogliśmy się wyspać, bo oni pilnowali Krzysia. Już nie przysypiałem w pracy, jak pod koniec roku. A Dorota pomyślała o pójściu do fryzjera i o tym, że moglibyśmy wyskoczyć na dwie, trzy godzinki do znajomych w piątek. Przyjąłem tę propozycję z entuzjazmem i od razu zadzwoniłem do mojej mamy, żeby umówić ją do opieki nad Krzysiem. Była jak zwykle zachwycona.
 
– Idźcie, nie martwcie się, ja się nim dobrze zajmę – powiedziała.
 
W piątek wróciłem wcześniej z pracy. Ze zdziwieniem zauważyłem, że Dorota najwyraźniej nie była u fryzjera. Za to siedzi cała we łzach obok Krzysia, a w ręku trzyma termometr.
 
– Co się stało, kochanie? – zapytałem.
 
– Twoja matka… twoja matka…
 
– Co moja matka?
 
– Przyszła tu bardzo chora. W pierwszej chwili nie zauważyłam, poszłam się przygotowywać do drugiego pokoju. Wracam, a ona wydmuchuje nos, a potem jak gdyby nigdy nic głaszcze Krzysia po główce.
 
– To… niemożliwe. Coś ci się musiało wydawać!
 
– Wiem, co widziałam! O Boże – spojrzała przerażona na termometr. – Już ma 37 i 9 kresek… To przez nią!
 
Okazało się, że Dorota, choć była przerażona chorobą mojej matki, nie bardzo wiedziała, jak ma się w tej sytuacji zachować, żeby jej nie urazić. W końcu wymyśliła, że nasz znajomy odwołał dzisiejsze spotkanie i nigdzie nie wychodzimy. Mama była niezadowolona, że musi już wracać do domu, zamiast pobawić się z wnukiem i chciała mimo to wysłać moją żonę do fryzjera. Ale Dorota była zdeterminowana, żeby się jej pozbyć i wręcz wypchnęła teściową z domu.
 
Nie mogłem wprost uwierzyć, że moja mama mogła zachować się tak nieodpowiedzialnie. Po cichu uważałem nawet, że Dorota trochę niepotrzebnie panikuje. Postanowiłem jednak sprawdzić rzecz u źródła. Zadzwoniłem do mamy pod jakimś pretekstem. Chciałem tylko usłyszeć jej głos. I niestety okazało się, że zdecydowanie mówi przez nos, w trakcie naszej rozmowy kilka razy kichnęła i strasznie zakaszlała. Wtedy nie wytrzymałem.
 
– Mamo, ty jesteś chora!
 
– A skąd, dobrze się czuję. Wy na pewno macie to spotkanie odwołane? Bo jak nie, to ja mogę wpaść do Krzysia.
 
– Mamo, jak mogłaś?! – nie wytrzymałem nerwowo i krzyknąłem. – Przecież on ma niecałe dwa miesiące, teraz trzeba go wyjątkowo chronić przed wszystkimi chorobami. A ty przychodzisz kaszląca, kichająca…
 
– A kto ci takich głupot naopowiadał?! Przecież mówię, że zdrowa jestem... – przerwała nagle i zakaszlała tak strasznie, że aż mnie zmroziło. – No rano może jakoś tak mnie trochę drapało w gardle – kontynuowała niezrażona. – Ale ojciec powiedział, żebym wzięła tabletkę do ssania i się nie wygłupiała, bo drapanie w gardle to przecież nie choroba. A wam się to wyjście bardzo przyda...

W tym momencie Dorota podstawiła mi pod nos termometr

– Wiesz co, mamo, nasz syn ma w tej chwili 38 i 3 kreski! – oznajmiłem ostrym tonem. – Jeśli coś mu się stanie, to ci tego nie daruję!
 
Rozłączyłem się, nie czekając na reakcję matki. Ona mnie zresztą w tej chwili najmniej interesowała. Musieliśmy z Dorotą zająć się naszym synem, jakoś mu pomóc. Było już dość późno, do żadnej przychodni i tak byśmy się nie dostali. Udało nam się wezwać lekarza, który przyjechał koło dwudziestej. Krzyś miał wtedy już prawie trzydzieści dziewięć stopni. Lekarz go zbadał i zapisał syrop na zbicie temperatury. Stwierdził też, że w tej chwili trudno mu powiedzieć, co dziecku jest. I jeśli do jutra stan naszego syna się nie poprawi, to być może będzie trzeba udać się do szpitala…
 
To był najgorszy weekend w naszym życiu. Środki zbijające temperaturę nie działały. Gorączka spadała do 38 stopni, a po dwóch, trzech godzinach znów wzrastała powyżej 39. Nie można było podać nic nowego, więc schładzaliśmy Krzysia kąpielami. Koniec końców i tak w niedzielę wieczorem wylądowaliśmy z dzieckiem w szpitalu.
 
Jeszcze rano zadzwoniła moja mama i zapytała, czy nam w czymś nie pomóc, bo ona czuje się już całkiem dobrze. Nawet nie miałem siły się na nią złościć. Po prostu rozłączyłem się bez słowa. Krzyś wyszedł po kilku dniach ze szpitala. Na szczęście dotarł tam odpowiednio wcześnie i trafił na dobrych fachowców, którzy szybko rozpoznali, co mu jest, i potrafili to wyleczyć. Ale gdyby tak nie było, jego życie mogło być poważnie zagrożone... 
 
Nie umiałem wybaczyć mojej mamie, że okazała się tak skrajnie nieodpowiedzialna. Przez kolejne dwa tygodnie nie dzwoniłem do niej. Nie wiem, co myśleli moi rodzice, ale także nie telefonowali, więc sądziłem, że choć trochę poczuwają się do winy. A może po prostu uważałem, że powinni się poczuwać?
 
Wtedy, jak gdyby nigdy nic, zadzwonił mój ojciec.
 
– No, co się nie odzywacie? Pomocy przy Krzysiu wam jakiejś nie trzeba?
 
– A wy już zdrowi jesteście?
 
– Przecież w ogóle nie chorowaliśmy.
 
– To ciekawe, od kogo Krzyś się zaraził, skoro my też nie chorowaliśmy, a kontakt miał tylko z nami i z wami!
 
– Nie krzycz na ojca. Zresztą nie rozumiem, po co robisz taki raban. Nawet jak matka może była ostatnio trochę podziębiona, to jeszcze nie powód, żeby jej nie dać widzieć się z Krzysiem. Małego trzeba hartować i przyzwyczajać do chorób, żeby odporności nabrał.
 
– Czy ty nie rozumiesz, że prawie go zabiliście?!
 
– Co ty opowiadasz za głupoty?! Poza tym nie będę z tobą rozmawiał tym tonem. I nie pouczaj mnie, jak należy się obchodzić z małymi dziećmi!
 
Ręce mi opadły. Oświadczyłem tacie, że nie zobaczą wnuka, dopóki nie zrozumieją, co złego zrobili. Na co mój ojciec odpowiedział, że jak tak, to oni się nie będą narzucać. I dopóki nie zmądrzejemy, to nie mamy co na nich liczyć.
 
W swoim postanowieniu jestem bardzo wytrwały. Chociaż nie jest nam łatwo, szczególnie Dorocie, na którą teraz w dużej mierze spadała opieka nad Krzysiem. Ale ona również uważa, że postąpiłem słusznie. I choć mija już ponad pół roku od mojej ostatniej rozmowy z tatą, to decyzji nie zmieniłem. W tym wszystkim nie chodzi mi o ukaranie moich rodziców za ich nierozsądne postępowanie, tylko o fakt, że po tym, co zrobili, nie potrafię im już zaufać. A przecież nie mogę powierzać opieki nad swoim dzieckiem komuś, komu nie ufam. I choć żal mi, szczególnie mojej mamy, to nie potrafię inaczej.

Marek, 32 lata

Czytaj także:
Inteligentne dziecko
Adobe Stock, Irina Schmidt
Prawdziwe historie
„Dla mojego męża liczą się tylko stopnie. Przez to syn jest wyprany z emocji, nie ma kolegów i wszystkimi gardzi”
„Przyjaciół zdobywa się tylko życzliwością i sympatią. Czy mój syn to kiedyś zrozumie? On czuje się mądrzejszy od swoich szkolnych kolegów, bo wiedzę pochłania z ogromną łatwością. Ale to nie powód do tego, żeby wyzywać innych od głupców i nimi pomiatać”.

Nasz syn Bartek jest bardzo zdolny. Wiedzieliśmy o tym z mężem od początku. Już jako trzylatek poznawał litery, a jak miał pięć lat, zaczął czytać. Podsuwaliśmy synowi lektury, a on błyskawicznie wchłaniał wiedzę. Uwielbiał się nią popisywać, a my byliśmy tym zachwyceni. Mój mąż jest urzędnikiem państwowym, często wyjeżdża za granicę, siedzi do późna w biurze, ale za dziecko dałby się pokroić. Tak bardzo trzymał kciuki za debiut Bartka w szkole, a... to była porażka.    Nasz genialny syn stał pod ścianą przestraszony i zamknięty w sobie. Na wszelkie próby wyrwania go z tego stanu reagował agresją. Kopał, bił osoby, które zbyt blisko podeszły. Nie patrzył, czy to jego rówieśnik, czy dorosły. Dwa razy pogryzł nauczycielkę! Musieliśmy odwiedzić szkolnego psychologa. Zlecił jakieś konsultacje, ale nie skorzystaliśmy. Stwierdziliśmy, że Bartek jest za mały, że damy mu jeszcze czas...   W pierwszych trzech latach nauki nasz syn zwyczajnie się nudził. Umiał już czytać, pisać i liczyć. Miał też dużą wiedzę ogólną, bo przed snem lubił studiować encyklopedię. W szkole się frustrował. Narzekał na nauczycielkę, że go ucisza, choć on zna odpowiedzi, a pyta tylko najgłupszych uczniów. Słowo „głupi, głupia” przewijało się cały czas – Wiesz, Bartusiu, jeśli chcesz zdobyć przyjaciół, nie możesz tak mówić o innych dzieciach – tłumaczyłam mu łagodnie.  Bartek patrzył na mnie i wiedziałam, że nie rozumie, o co mi chodzi. Westchnęłam zrezygnowana. Może z czasem sam się dowie, jak można zaskarbić sobie sympatię ludzi. Na razie relacje z innymi dziećmi i z nauczycielami, pozostawiały wiele do życzenia (delikatnie mówiąc). Pewnego dnia, gdy poszłam po Bartka do szkoły, zastałam go z wyjątkowo smutną minką.   – Co się dzieje, Bartusiu? Znowu jesteś markotny... – zapytałam....

Mój syn ma okropnego ojca
Adobe Stock, motortion
Prawdziwe historie
„Ożenił się ze mną z obowiązku, bo zaciążyłam. Myślałam, że dziecko nas połączy, ale było coraz gorzej. Przykro mi, że skrzywdziłam syna takim ojcem”
– No i co z tego? Nie kochasz mnie, nie szanujesz. Adasia też masz gdzieś! Po jaką cholerę się ze mną żeniłeś? – Bo tak należało postąpić! – Więc jesteśmy twoim obowiązkiem, brzemieniem, które musisz dźwigać?

To nie była wielka miłość, ot, wakacyjna przygoda. Gdy okazało się, że jestem w ciąży, wzięliśmy ślub. Od początku nie układało nam się najlepiej, ale miałam nadzieję, że dziecko nas zbliży. Nic z tego. Z miesiąca na miesiąc było coraz gorzej… Historia, jakich wiele. Ja świeżo po maturze, on właśnie obronił tytuł magistra. Lato, wakacje, zauroczenie. Gorący seks i ciąża. Gdy zobaczyłam dwie kreski na teście, świat mi się zawalił Chciałam iść na studia weterynaryjne, a przypadkowa ciąża zniweczyła te plany. Grzesiek zachował się jak dżentelmen. – Wyjdź za mnie, Marta – zaproponował. – Zaopiekuję się tobą i dzieckiem. Nie chciałam. Przecież znałam tego faceta zaledwie kilka miesięcy! Moi rodzice nie pozostawili mi jednak wyboru. Myślałam, że chociaż matka zrozumie moją sytuację, a to właśnie ona najmocniej naciskała na małżeństwo. Ślub się odbył, zanim brzuch stał się na tyle duży, by wszem i wobec zdradzać prawdziwy powód zamążpójścia. Wszystkie moje koleżanki dziwiły się tej decyzji, bo przecież znały moje wielkie plany na przyszłość. A tu taka niespodzianka… Żadnej się nie przyznałam. Po co? Wkrótce prawda i tak wyjdzie na jaw. – Zastanów się – powiedziała mi na tydzień przed ślubem Zosia, moja najlepsza przyjaciółka. – Czy to na pewno jest dobry pomysł? – Nie wiem – przyznałam. – Ale wyjdę za niego. No i wyszłam. A potem, cóż, proza życia Grzesiek zajął się rozkręcaniem biznesu, na którego pomysł wpadł jeszcze na studiach, ja siedziałam w domu. Ciąża przebiegała z komplikacjami i lekarz zabronił mi się przemęczać. Całe dnie spędzałam na czytaniu, oglądaniu telewizji i snuciu się po domu. Grześkowi się to nie podobało. – Mogłaś chociaż posprzątać –...

Byłam zła, że dziecko mnie ciągle woła
Adobe Stock, JenkoAtaman
Prawdziwe historie
„Byłam zła na córkę, że wiecznie zawraca mi głowę. Ale jak można obwiniać dziecko, że pragnie uwagi rodzica?”
– Musisz mnie tak ciągle wołać? – krzyknęłam. – Nic od rana nie słyszę, tylko „mamo” i „mamo”, a przecież nic ci się nie dzieje, sama zaczepiasz Kubę.

Kogo dziecko ma zawołać, jak mu się źle dzieje, jeśli nie matkę?! Odkąd Agusia poszła do przedszkola, nie było miesiąca, żeby nie złapała jakiejś infekcji. Każda kończyła się leżeniem w łóżku i antybiotykiem. Tak przetrwaliśmy jesień i zimę, biorąc kolejno z mężem zwolnienia na opiekę. Wiosna, w której upatrywaliśmy nadzieję na polepszenie sytuacji, niestety, niczego nie zmieniła, Aga wciąż chorowała. Więcej czasu spędzała w domu niż w przedszkolu Do zwykłych infekcji przyplątała się jeszcze alergia, praktycznie na wszystko, bo na kurz i roztocza. Rodzina i znajomi pocieszali nas, że tak bywa, dziecko musi swoje odchorować, żeby się uodpornić. Ale mnie niepokoił fakt, że wciąż łyka antybiotyki, sztuczne witaminy, a nawet przy ostatnim zapaleniu oskrzeli jej pediatra zlecił inhalacje ze sterydami. – Nie dawaj jej tego, nie urośnie po tym świństwie – przestrzegała mnie teściowa. – Lepiej byłoby zmienić małej powietrze, wyjechać z nią w góry, niech wywietrzy sobie płuca od miejskich smrodów i spalin – radziła. Mąż przyznał matce rację i po konsultacji z lekarzem, wspólnie uradziliśmy, że znajdziemy pokój w miejscowości znanej z dobrego klimatu, zwłaszcza dla alergików i dla dzieci. No i wywieziemy małą na miesiąc, albo dwa na klimatyczną kurację Każde z nas miało wziąć sobie po kolei urlop, ja miałam zacząć pierwsza, od długiego, majowego weekendu. Przez swoje kumy, teściowa znalazła nam miejsce w góralskiej chałupie, u gazdów z prawdziwego zdarzenia. Ich dom położony był pod samym stokiem lesistej góry, powietrze było tam jak balsam, dookoła świerki i sosny, a i jedzenie pierwsza klasa – mleko od krowy, jajka od kur. Aga miała tu prawdziwy raj. Zwłaszcza że wnuki gazdów były w jej wieku, nie nudziła się więc,...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj