Szczęśliwi rodzice
Adobe Stock, goodluz
Prawdziwe historie

„Straciliśmy dwójkę dzieci. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Zawiodłam jako matka. Na szczęście los dał nam drugą szansę"

„Staś umarł nad ranem. Iwonkę pochowałam 9 lat po śmierci syna, nie mogąc sobie wybaczyć, że tak byłam ślepa i zajęta sobą. Teraz czuję, że dostałam od Boga szansę, że mogę naprawić swoje błędy... Bo jako matka zawiodłam na całej linii".
Staś umarł nad ranem. Trzymałam w dłoniach jego małe, pięcioletnie piąstki i modliłam się, żeby nie cierpiał. Odszedł we śnie. Kilka godzin wcześniej stracił przytomność, ale do końca nie wyplątał swoich wychudzonych rączek spomiędzy moich palców. 
 
Wiedziałam, że powinnam pozwolić mu odejść. Znałam te wszystkie psychologiczne i religijne teorie o duszy i relacjach silniejszych niż śmierć, czułam, że jakąś częścią mnie przytrzymuję go na tym świecie, ale jako matka nie umiałam go puścić. Mam pełną świadomość, że to ja skazałam go na ostatnie tygodnie niewyobrażalnego bólu silniejszego od morfiny i długo nie umiałam sobie tego wybaczyć. 

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Latami żyłam w rozpaczy

Odsunęłam się od męża i przyjaciół, coraz bardziej poirytowanych moim zachowaniem, od rodziny, a co najgorsze, od starszej córeczki... Jej strata, to kolejna pozycja na mojej liście błędów, których nie wybacza się matce.
 
Iwonka miała siedem lat, kiedy zmarł jej braciszek. Ale już dwa lata wcześniej choroba zabrała jej nas. Białaczka Stasia rozwijała się długo i podstępnie, myląc tropy, i zwodząc lepszymi dniami, żeby rozpętać się na dobre, kiedy już nie było cienia szansy na wyzdrowienie. Nagle z dnia na dzień Staś stracił przytomność, a Iwonka beztroskie dzieciństwo.

Zniknął jej ukochany braciszek zamknięty za murami szpitala, zapomnieli o niej czuwający przy nim na zmianę rodzice. Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co przeżywała moja córeczka. Niby rozmawialiśmy z nią o chorobie Stasia, niby wspieraliśmy ją, a jednak coraz bardziej się oddalaliśmy.

Po kilku pierwszych dramatycznych miesiącach czuwania w kolejnej klinice przy synku, podjęliśmy decyzję, że ja zostanę przy Stasiu czterysta kilometrów od domu, a mąż będzie pracował na dwóch etatach, żeby opłacić mój pobyt, jego dojazdy i drogie witaminy dla syna. Iwonka, dla której i tak nie miałby czasu, zamieszkała u dziadków.

Zostawiłam ją samą, zajęta własnym cierpieniem

Przyjęła tę decyzję nad wiek spokojnie. Zawsze była rozważną dziewczynką, ale wtedy zachowała się jak dojrzała kobieta. Przytuliła się do mnie, mówiąc po prostu: „dobrze mamo” i bez cienia żalu wyjechała do dziadków.
 
Widywała nas kilka razy w miesiącu. Starała się być dzielna i nie zaprzątać nam głowy swoimi „błahymi” problemami 
z przedszkolnymi koleżankami, nagłym nawrotem nocnego posikiwania czy snami, po których budziła się z krzykiem. Moi rodzice również postanowili milczeć, starając się uchronić nas przed dodatkowymi problemami, a jednocześnie otoczyć najstarszą wnuczkę jak najlepszą opieką.

Iwonka była tak silna, że nawet nie zapłakała, gdy zakopywano białą trumnę z ciałem jej brata. Już wtedy powinna mi się zapalić w głowie ostrzegawcza lampka, ale byłam zbyt otumaniona bólem, żeby myśleć o moim drugim dziecku.
Iwonka przez kolejne siedem lat żałoby po synu bez słowa skargi znosiła swoją rolę cienia, gdzieś na uboczu naszego cierpienia.
 
Może gdybyśmy ocknęli się wcześniej, zauważylibyśmy, że nasza nastoletnia córeczka zaczyna się głodzić. Że ze szczupłej dziewczynki przeistacza się w szkielet. Oczywiście pilnowaliśmy, by coś jadała, ale nim się ocknęliśmy, zdążyła zemdleć na jednej z lekcji. Wezwane przez dyrektorkę szkoły pogotowie odwiozło ją do szpitala.
 
Lekarze urządzili nam karczemną awanturę, zagrozili sądem rodzinnym, tak wygłodzona była nasza córka. Mimo jej protestów podłączyli ją do sondy, zaordynowali kroplówki i po dwóch tygodniach odżywioną wysłali do domu, nakazując nam przestrzeganie restrykcyjnej diety i wizyty u psychologa. Ale Iwonka nie chciała słyszeć o terapii.

Zapewniała nas, że pobyt w szpitalu skutecznie przywołał ją do porządku. Obiecywała, że będzie jeść i jadła. Skąd mogłam wiedzieć, że jeden demon zmienił się w drugiego i anoreksja przeszła w bulimię? Nie byłam obytą z problemami nastolatków mamą. W ogóle przez wiele lat nie byłam mamą, a jedynie cierpiącą kobietą.
 
Dopiero później, kiedy Iwona zachorowała na zapalenie płuc, zaczęłam więcej czytać o jej chorobie. Prosiłam, błagałam, byłam gotowa ją ubezwłasnowolnić, żeby tylko jadła, ale Iwonce nie chciało się żyć. Umierała, a my razem z nią.

Zrozpaczona próbowałam ją szantażować, że nie przeżyję kolejnej śmierci, lecz moja córeczka była już zbyt słaba, by podjąć walkę o siebie.
 
Pochowałam ją dziewięć lat po śmierci syna, nie mogąc sobie wybaczyć, że tak byłam tak ślepa i zajęta sobą. Moje życie straciło sens. Rzuciłam pracę, wpadłam w głęboką depresję, mąż też postarzał się o dziesięć lat, ale w przeciwieństwie do mnie ze wszystkich sił walczył o siebie i o nas. Nie wiem, jak udawało mu się prowadzić własną firmę i wracać do domu przypominającego rodzinny grobowiec? Nie wiem, skąd miał w sobie tyle chęci, żeby trwać przy mnie, wraku kobiety, którą kiedyś kochał? Lecz to on właśnie stał się naszym promykiem nadziei.
 
Pewnego dnia wróciwszy z pracy, rzucił na kuchenny stół gazetę.
 
– Przeczytaj – bardziej nakazał, niż powiedział.
 
Bez emocji spojrzałam na duży artykuł na pierwszej stronie. Pisano o rodzeństwie, które w pożarze domu straciło rodziców. Z dawnego życia zostały im zgliszcza i starzejąca się babcia. Ludzie z całej okolicy śpieszyli z pomocą. Jeszcze przed zimą chcieli odbudować ich dom, żeby chłopcy mieli dach nad głową.
 
Musimy im pomóc. Jesteś na to gotowa? – zapytał mnie mąż, kiedy odłożyłam gazetę.
W jego oczach zobaczyłam determinację, ale i nadzieję, i zrozumiałam, że nie myśli o pieniądzach dla tych dzieci, lecz o wzięciu ich do siebie. – Nie mają nikogo, ale nie są już słodkimi maluszkami. To całkiem duzi chłopcy, zobacz, Arek ten starszy ma 13 lat, ciężki wiek… – zawahał się. – Młodszy Dawid skończył niedawno osiem… Przeszli to samo, co my…
 
Tydzień krążyłam po domu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Bałam się, że opieka nad chłopcami w tym wieku i po tak traumatycznych doświadczeniach mnie przerośnie. Że będę dla tych chłopców równie złą i obojętną opiekunką, jak matką dla Iwonki. Pewnie nigdy nie podjęłabym decyzji o wzięciu ich do siebie, gdyby nie sen.

Mamo, ci chłopcy cię potrzebują!

W mojej nocnej marze Iwonka szła szczęśliwa przez porośniętą kwiatami łąkę i prowadziła za rękę zdrowego, radosnego Stasia. 
 
– U nas wszystko dobrze mamo – usłyszałam jej głos. – Musisz sobie wybaczyć i żyć dalej. Jesteś potrzebna tym chłopcom” – powiedziała i dopiero wtedy odwróciła się do mnie. Jej twarz jaśniała w słońcu, zniknęła gdzieś jej przerażająca chudość i ziemista cera, znowu była moją małą Iwonką sprzed śmierci Stasia. Starszą kochającą siostrą, słodką córeczką… 

 

– Jesteś wspaniałą mamą, tylko troszkę mniej się przejmuj i działaj mamo, działaj! – uśmiechnęła się i pomachała mi na pożegnanie.
 
Obudziłam się zapłakana i jednocześnie przekonana, że jestem gotowa zostać opiekunką Arka i Dawida.
 
Od trzech lat mamy chłopców u siebie. Z początku nie było nam łatwo zostać ich rodzicami zastępczymi. Bracia bronili się przed naszą miłością, a my nie umieliśmy ich wspierać. Ale z biegiem czasu jakoś wszyscy się siebie nauczyliśmy. Ja i mąż przestaliśmy drżeć o nich na każdym kroku, a oni zrozumieli, że nie muszą z nami walczyć, bo jesteśmy po ich stronie i nigdy nie będziemy chcieli zastąpić im rodziców. 
 
W Zaduszki wszyscy jeździmy na cmentarz i odwiedzamy groby naszych bliskich, w Wigilię stawiamy nie jeden, lecz cztery puste talerze dla naszych wędrowców. Ale nie myślcie sobie, że jesteśmy życiowymi rozbitkami pokiereszowanymi przez los, którzy wspierają się w swoim nieszczęściu.
 
Przeciwnie, umiemy cieszyć się każdą chwilą, wspierać w trudnych sytuacjach i wygłupiać, jeśli jest ku temu powód. Dla Dawida i Arka staliśmy się ukochaną ciocią i wujkiem. „Prawie rodzicami” – jak powiedział Dawid. To wyznanie wystarczy nam za wszystkie deklaracje miłości. Dzięki chłopcom odzyskałam wiarę w siebie. Już wiem, że umiem być czujną i kochającą matką, potrafię wspierać, ale i wymagać, i tylko czasami bywam bezradna, jak każda mama. Tego nauczyły mnie wszystkie moje dzieci.

Kinga, 41 lat

Czytaj także:
chciał zrobić ze mnie inkubator
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Chciał zrobić ze mnie inkubator!”
Myślałam, że jestem dla niego najważniejsza, że mu na mnie zależy. Zależało mu tylko na dzieciach. Mnie gotowy był poświęcić i zastąpić, bylebym urodziła mu syna.

Michał i ja to nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Nasze uczucie rozwijało się powoli, ale z dnia na dzień stawało się silniejsze i głębsze. W końcu zrozumieliśmy, że nie potrafimy bez siebie żyć. Gdy braliśmy ślub, byłam pewna, że przeżyjemy razem resztę swoich dni, że nie ma takiej siły, która byłaby nas w stanie rozdzielić. Dziś mieszkam u rodziców i zamierzam złożyć pozew o rozwód.  Czułam, że jestem dla niego najważniejsza Wszystko zaczęło się pięć lat temu, gdy okazało się, że spodziewamy się dziecka. Oboje bardzo tego chcieliśmy, więc byliśmy bardzo szczęśliwi. Niestety, wkrótce wyszło na jaw, że jestem chora na cukrzycę. Lekarz ostrzegł, że jeśli nie będę stosować się do zaleceń, przyjmować leków, mogę nie tylko stracić dziecko, ale sama przypłacić ciążę zdrowiem, a nawet życiem. Byłam przerażona, ale postanowiłam podjąć ryzyko. Pragnienie zostania matką było silniejsze niż strach. Ustaliliśmy z ginekologiem, że urodzę przez cesarskie cięcie. Tak miało być bezpieczniej i dla mnie, i dla maluszka. Przez całą ciążę dbałam o siebie jak chyba nigdy dotąd. Pilnowałam diety, godzin posiłków, regularnie mierzyłam poziom cukru, chodziłam na wizyty kontrolne i modliłam się, żeby wszystko dobrze się skończyło. Trzeba przyznać, że Michał bardzo mnie wtedy wspierał . Pocieszał, dodawał otuchy, a nawet jadł to samo co ja, żeby mi nie było smutno, że nie mogę sobie pozwolić na smakołyki. W tamtych chwilach byłam przekonana, że mam najwspanialszego męża na świecie. Najpierw ja, potem dziecko! Niestety, moje starania nie przyniosły takich efektów, jakich się spodziewałam. Zaczęłam rodzić miesiąc przed terminem. Gdy Michał wiózł mnie do szpitala, ogarnął mnie potworny lęk. W głowie kołatała mi się tylko jedna myśl: że w czasie porodu dojdzie do powikłań i umrę. Starałam się ją...

Matka zmęczona opieką nad dzieckiem
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Mojemu mężowi wydawało się, że siedzenie z dzieckiem w domu to wakacje. Ja ledwo wyrabiałam”
Zrozumiałam, że mężowi odpowiada taki podział obowiązków i nie rozumie, jak ciężkie jest spędzanie całych dni z dzieckiem. Wróciłam więc do pracy, żeby mógł się o tym przekonać...

Po porodzie, wszyscy w firmie wróżyli mi szybki powrót. – Taki pracoholik jak ty nie wytrzyma długo w domu – śmiała się Magda, moja szefowa. To prawda, pracowałam dużo i lubiłam to, co robię, ale w duchu cieszyłam się, że wreszcie sobie odsapnę. Od dawna zarzucano mnie obowiązkami, przez co ciągle musiałam zostawać po godzinach. – Kochanie, raczej sobie nie odpoczniesz: przewijanie, karmienie i pobudki w nocy potrafią naprawdę wykończyć – mama próbowała mnie trochę przygotować na to, co miało nadejść. – Ale to zupełnie inne zmęczenie. Poza tym chciałam mieć dziecko. Dlaczego nikt mi nie powiedział, że to takie męczące Miesiąc później urodziła się Oliwka, a ja... Nie umiałam się odnaleźć jako mama. Karmienie kończyło się płaczem córeczki, w nocy budziła się co chwilę. Byłam coraz bardziej zmęczona. Arek późno wracał z pracy, cała robota spadała na mnie. – Dlaczego nikt mi nie powiedział, że opieka nad niemowlęciem to nie taka prosta sprawa? – skarżyłam się mamie przez telefon, a ona pocieszałam mnie, że wszystko się unormuje. I rzeczywiście. Kiedy odnalazłam się w codziennych obowiązkach, macierzyństwo zaczęło przynosić mi coraz więcej radości. Wreszcie doceniłam to, że nie muszę każdego dnia stać w korkach czy śpieszyć się gdzieś na konkretną godzinę. Zyskałam też wiele nowych koleżanek, bo na moim osiedlu było sporo matek. – Mogłabym tak żyć – powiedziałam któregoś dnia do mojego męża. – Nie wiem, czy damy radę finansowo. Chciałabyś jeszcze pójść na urlop wychowawczy? – Tak, ale przecież nie dostałabym wtedy ani grosza. – Mamy trochę oszczędności, poradzimy sobie. Tamtego wieczoru podjęliśmy decyzję, że zostaję z Oliwką w domu Moje koleżanki w pracy nie kryły zaskoczenia, kiedy im to oznajmiłam. Nie chciałam...

Kobieta z dzieckiem na rękach
Adobe Stock, pololia
Prawdziwe historie
„Koleżanka płaci teściowej za opiekę nad własnym wnukiem. Przecież to jego babcia. Powinna to robić z miłości"
„Tuż przed porodem moja mama oznajmiła, że zaopiekuje się dzieckiem. Od roku była bezrobotna, więc chciała nam pomóc. Na tydzień przed moim powrotem do pracy, mama oznajmiła, że zmieniła zdanie...".

Gdy kilka lat po ślubie zaszłam w ciążę, szalenie się ucieszyłam. Jednak od początku zdawałam sobie sprawę, że po urlopie macierzyńskim będę musiała wrócić do pracy. Długa nieobecność w firmie mogła się skończyć wypowiedzeniem. Nie chciałam również zapomnieć wszystkiego, czego się do tej pory nauczyłam i wypaść z obiegu zawodowego. Martwiła mnie jednak perspektywa oddania kilkumiesięcznego maleństwa do żłobka, bądź pozostawienia go z opiekunką. Na szczęście tuż przed porodem moja mama oznajmiła, że zaopiekuje się dzieckiem.    Propozycja mamy była dla mnie wybawieniem, choć miałam pewne skrupuły.    – Nie przejmuj się, Gosiu – uspokajała mnie wtedy mama. – Mam zdrowie i mnóstwo czasu. Na coś się przydam, a wy zaoszczędzicie na opiekunce. W końcu to mój pierwszy wnuk!   Wcześniej mama prowadziła sklep, ale gdy przestał przynosić dochody, musiała go zamknąć. Od roku była bezrobotna, a że skończyła 52 lata, nie łudziła się, że znajdzie jakąś pracę.    Filipek chował się zdrowo, dostarczając nam wiele radości. Czas szybko mijał; niedługo miałam wrócić do pracy. Na tydzień przed tym terminem zatelefonowała mama .   – Gosiu, muszę ci coś powiedzieć. Nie mogę zająć się Filipkiem, bo dostałam pracę.   – Tak nagle? – zapytałam osłupiała.   – Szukałam od dawna. Wczoraj odezwali się do mnie ludzie z pewnej firmy. Jeden z pracowników odszedł i trzeba go pilnie zastąpić. Zaczynam jutro.   – Teraz mi o tym mówisz? – wrzasnęłam do słuchawki. Ręce mi się trzęsły, a na policzkach miałam wypieki. – Stawiasz nas pod ścianą. O załatwieniu teraz żłobka mowy nie ma. Opiekunki też nie znajdę w ciągu tygodnia.   – Poradzisz sobie – odparła chłodno.   – Mamo, zawsze uczyłaś...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj