Noworodek i babcia
Adobe Stock, grooveriderz
Prawdziwe historie

„Syn i jego ciężarna dziewczyna zginęli w wypadku. Przeżyło tylko dziecko. Byłam jego jedyną nadzieją na normalne życie”

„Gdy w nocy dostałam telefon ze szpitala, byłam pewna, że mi się to śni. Kinga zginęła na miejscu, a syn odszedł dopiero po kilku godzinach męczarni. Tę tragedię przeżyła tylko moja wnusia. Byłam jej jedyną rodziną. To serce podjęło tę decyzję, a rozum poszedł w odstawkę”.
Mamo, dzisiaj wpadnie do mnie moja dziewczyna – poinformował mnie syn. – Bądź dla niej w miarę miła, dobrze?
 
– Przecież zawsze jestem miła dla twoich znajomych – obruszyłam się.
 
– Ale widzisz, to nie jest znajoma – skrzywił się, wymawiając to słowo. 
 
– Naprawdę mi na niej zależy. Zrób po prostu dobre wrażenie, okej?
 
Trochę się obawiałam, że to będzie trudne zadanie, skoro syn mnie uprzedza. Na szczęście Kinga okazała być osobą, której trudno nie polubić.
 
– Śliczne mieszkanie, takie przytulne i miłe… – pochwaliła mnie już w pierwszym zdaniu, rozglądając się z ciekawością po dużym pokoju. – Zawsze marzyłam, żeby mieszkać w domu z prawdziwymi dywanami i tapetami na ścianach…
 
Przez moment zastanawiałam się, czy to nie sarkazm, ale w jej głosie brzmiał autentyczny zachwyt.
 
– Domowe gołąbki? – oczy jej się zaświeciły na widok przygotowanych przeze mnie potraw. – Boże, ale pyszne! Nigdy takich nie jadłam – przymknęła oczy po pierwszym kęsie.
 
– Taka skromna kolacyjka – krygowałam się, choć było mi naprawdę bardzo miło, że ktoś z takim entuzjazmem delektuje się moimi gołąbkami. 
 
Przy serniku z żurawiną Kinga omal nie zemdlała z wrażenia, a ja z przyjemnością dokładałam kolejne porcje.
 
– Jest urocza, synuś! – oznajmiłam, kiedy już ją odprowadził. – Trzymaj się jej, bo takiej dziewczyny ze świecą szukać! Kiedy poznasz jej rodzinę?
 
Syn zachmurzył się nagle.
 
– Ona nie ma rodziny – wyjaśnił. – Wychowała się w domu dziecka, teraz mieszka razem z trzema innymi wychowanicami w mieszkaniu chronionym, bo jeszcze się uczy. Ale długo to nie potrwa, ma się usamodzielnić…
 

 Kinga miała dwadzieścia lat, on dwadzieścia pięć. Niby za wcześnie na jakieś deklaracje, ale mogło się zdarzyć, że jego dziewczyna za chwilę nie będzie się miała gdzie podziać. Damian wyraźnie dumał nad tym, by z nią zamieszkać.

– To naprawdę pierogi ruskie? – Kinga siedziała przy kuchennym stole i jadła obiad, czekając na Damiana, który jeszcze był w warsztacie. – To co ja jadłam przez całe życie? – skrzywiła się komicznie. – Tamte miały grube ciasto i odrobinkę sera w środku…
 

– Masowa produkcja – wyjaśniłam. – W domu zupełnie inaczej się gotuje. 
 

Zaproponowałam, że ją nauczę, a ona zgodziła się z entuzjazmem. Właściwie wszystko robiła z entuzjazmem. Wyrabiała ciasto, szorowała patelnię, odkurzała dywany i przecierała porcelanowe figurki na kredensie. Widać było, jak bardzo cieszy ją wszystko, co nazywała „prawdziwym życiem”. Któregoś razu poszła ze mną na pocztę i poprosiła, żebym nauczyła ją wypełniać te wszystkie druki.
 

– W bidulu nie uczy się takich rzeczy – przyznała z lekkim zażenowaniem. – Ani jak założyć konto w banku czy kupić sobie bilet miesięczny…
 

– Naprawdę? – zdziwiłam się.
 

– Tak. Najpierw wszystko za dzieci robią wychowawcy, a potem dostaje się czterysta złotych miesięcznie oraz miejsce w mieszkaniu chronionym i nagle trzeba ze wszystkim radzić sobie samemu. Ale ja mam szczęście, bo mam Damiana i panią! – w tym momencie zaskoczyła mnie, przytulając się nagle do mojego ramienia.

Uścisk trwał kilka sekund, ale dla mnie było to jak trzęsienie ziemi. Od dwudziestu paru lat nikt nie okazał mi tyle uczucia i wdzięczności, co ta dziewczyna! Ojciec Damiana zostawił mnie jeszcze, gdy byłam w ciąży, a syn, no cóż, nie był zbyt uczuciowy.

– Damian też ma szczęście, że cię spotkał – odwzajemniłam jej uśmiech.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Kinga kończyła wtedy szkołę policealną

To dawało jej prawo do pobierania tych marnych czterystu złotych, martwiła się jednak, co będzie, gdy szkoła się skończy. W naszym miasteczku młodzi nie mają szans na dobrą pracę. No, chyba że mają smykałkę techniczną jak Damian. Większość jednak wyjeżdża zaraz po maturze szukać szczęścia w dużych miastach.
 

To był poważny problem, bo nawet gdybym chciała, nie mogłam wziąć Kingi do siebie. I tak już Damian spał w dużym pokoju na rozkładanej wersalce, a ja zajmowałam mikroskopijną sypialnię obok kuchni. Na trzecią dorosłą osobę nie było tam miejsca.
 

Z czasem coraz bardziej przywiązywałam się do Kingi, a jednocześnie młodzi coraz głośniej przebąkiwali o wyjeździe z miasteczka. Ciężko pogodzić się z myślą, że zostanę sama…
 
– Mamo, muszę ci coś powiedzieć – któregoś dnia syn zajrzał do mojego pokoju, poważny jak sama śmierć. – No więc jest tak, że Kinga... że… yyy… że my… jesteśmy w ciąży.
 
W pierwszym momencie rozbawiła mnie ta liczba mnoga, ale zaraz potem dotarł do mnie sens jego słów. Jego dwudziestoletnia, ucząca się dziewczyna bez żadnej rodziny, była w ciąży!
 
– Czyś ty zupełnie zwariował? – zdołałam tylko wyszeptać zupełnie bez sensu, bo przecież tego nie zaplanował. – I co zamierzasz zrobić?!
 
I bez mojej dezaprobaty Damian był mocno przerażony i przygnębiony. Wcale mu się nie dziwię. Bał się przede wszystkim o finanse. Ja też.
Pod koniec piątego miesiąca ciąży Kingę wezwano na rozmowę i zapowiedziano jej, że ciąża w żaden sposób nie uprawnia jej do dłuższego zajmowania pokoju w mieszkaniu chronionym niż to wynikało z wcześniejszej umowy. Na sam koniec dyrektorka dała jej ulotkę OPS-u i poinformowała o możliwości pozostawienia dziecka po porodzie w szpitalu.
 
– Co takiego? – aż się podniosłam, kiedy Kinga mi to opowiadała. – Zasugerowała ci, że masz oddać swoje dziecko?! Co za bezczelność!
 
– Powiedziała, że to nie pierwszy przypadek… – Kinga chlipnęła, skubiąc sznycla, którego sama zrobiła pod moim okiem. – Że dziewczyny często tak robią: zachodzą w ciążę zaraz po wyjściu z domu dziecka, a potem zgłaszają się po pomoc. I oni mogą pomóc dziecku, ale o siebie muszę martwić się sama, bo już jestem dorosła…
 
Cóż, ciężko było nie uznać tego argumentu. Ale żeby móc się utrzymać, znaleźć mieszkanie i zacząć normalne życie, Kinga nie mogła przecież wychowywać maleńkiego dziecka. Zwyczajnie nie dałaby ze wszystkim rady.
 
– To jakiś obłęd! – prychnęłam. – Nawet nie myśl o oddaniu maluszka do adopcji. Jakoś damy wszyscy radę!

Kilka tygodni później okazało się, że Kinga urodzi dziewczynkę

Damian, choć ciągle przestraszony swoją nową rolą w życiu i nieco zdezorientowany, aż pękał z dumy, że będzie mieć córkę.

– Damy jej na imię Marcelina! – oznajmił radośnie. – Będzie księżniczką tatusia, zobaczycie!
 
Kinga wciąż się uczyła i mieszkała w tamtym mieszkaniu, ale Damian nie tracił czasu. Kolega kolegi załatwił mu rozmowę z właścicielem warsztatu w dużym mieście. Pieniądze miały być lepsze, kusiła też perspektywa pracy dla Kingi, kiedy Marcysia podrośnie. 
 
Właściwie to ich wyjazd był już prawie postanowiony. Ustalili też datę skromnego ślubu cywilnego, chcieli zdążyć jeszcze przed porodem. Właśnie wtedy Kinga zaczęła zachowywać się irracjonalnie. Normalna w ciąży dyktatura hormonów jakoś ominęła ją w dwóch pierwszych trymestrach, za to w trzecim dziewczynę jakby coś odmieniło. Stała się potwornie nerwowa, wszystko ją doprowadzało do płaczu, wiecznie krzyczała na Damiana. 
 
Awantury wybuchały często i z byle powodu. Bywało, że Kinga traciła panowanie nad sobą również w naszym domu.
 
– Uspokój się i odetchnij głęboko – usłyszałam głos Damiana, kiedy któregoś dnia wróciłam z późnych zakupów.
 
Siedzieli w dużym pokoju, a Kinga krzyczała tak głośno, że nawet nie usłyszeli, kiedy weszłam do środka.
 
– Ty dupku! Jak mogłeś tak się na nią gapić?! – wrzeszczała histerycznie moja niedoszła synowa. – Ja już jestem dla ciebie za brzydka, tak? Masz dość grubej, wstrętnej baby i zachciewa ci się szczupłych lasek?! To idź do niej i ją przeleć! No już! Szoruj tam, może ci zechce obciągnąć!
 
– Przestań – głos Damiana był dużo cichszy, zrezygnowany. – Nawet nie wiem, o której z nich mówisz. Ty jesteś dla mnie najważniejsza, więc proszę, uspokój się wreszcie…
 
– Mam się uspokoić?! – jej głos osiągnął takie tony, że zakryłam dłońmi uszy. – Ojciec mojego dziecka mnie zdradza, a ja mam być spokojna, tak?!
 
– Nie zdra…
 
– Dość! – to już nie był krzyk, to była lotna forma histerii wibrująca w powietrzu. – Wiesz co? Ja też cię mogę zdradzać! O! I nawet to zrobiłam, wiesz, cholerny dupku?! To… To dziecko nawet nie jest twoje!
 
Tego było za wiele. Wpadłam do pokoju, żeby ich rozdzielić. Udało mi się jakoś przytrzymać Kingę, która wyglądała jak wariatka na gigancie ze szpitala psychiatrycznego. Zapłakana, z rozmazanym makijażem, jedną ręką podtrzymywała swój ogromny brzuch, a drugą usiłowała uderzyć Damiana w twarz. Wzrok miała szalony, z ust wydobywał się żałosny szloch.
 
Kiedy poczuła wokół siebie moje ramiona, nagle jakby zwiędła i oklapła. Pozwoliła się wyprowadzić z pokoju, a ja, nie zważając na to, co przed chwilą wykrzyczała, delikatnie starłam jej czarne smugi tuszu z policzków. Pamiętałam, że ja w ciąży też miewałam zmienne nastroje. Raz nawet oblałam ojca Damiana gorącą kawą. Tylko dlatego, że ja w ciąży nie mogłam jej pić i zdenerwowało mnie, że on ośmiela się robić to przy mnie. Miał od tego oparzenie drugiego stopnia…
 
– Chcę iść do siebie – powiedziała cicho. – To wszystko mnie przerasta… 
 
Zostawiłam ją w łazience i poszłam po syna. Kinga miała termin za dwa tygodnie, nie powinna była chodzić sama wieczorem. Chciałam, żeby ją odprowadził tak, jak powinien się zachować mężczyzna i przyszły ojciec.
 
– Słyszałaś, co powiedziała? – na mój widok oderwał dłonie od twarzy. – Myślisz, że to prawda? Że Marcysia… nie jest moja? Czy tylko tak powiedziała, żeby mi dopiec?
 
Zastanowiłam się. Wiedziałam, że muszę udzielić mądrej odpowiedzi.
 
– Myślę, że powinniście wrócić do tej rozmowy, kiedy już nie będą przez nią przemawiać hormony – powiedziałam w końcu. – No i zawsze możesz zrobić test na ojcostwo…
 
– Test? – prychnął. – Mamo, ja kocham to dziecko! Widziałem je na USG, słyszałem bicie serca! Marcysia to moja córeczka, moja księżniczka! Jak ona mogła mi coś takiego powiedzieć?! – kręcił głową jak w transie.
 
– Myślę, że mogła to wymyślić na poczekaniu – zaryzykowałam. – Ja też wygadywałam bzdury, będąc w ciąży, wierz mi. Ale najważniejsze jest, byś ty uważał Marcysię za swoją córkę, dlatego właśnie powinieneś…
 
– Nieważne – podniósł się nagle. – Masz rację, porozmawiamy, kiedy opadną emocje… i hormony. Na razie muszę ją odwieźć do domu. Powoli robi się ciemno i chyba będzie lać.
 
Zeszli na dół i Damian w milczeniu otworzył drzwiczki auta przed Kingą. Miałam ogromną nadzieję, że po drodze nie wrócą już do swojej kłótni…  Musiało jednak stać się inaczej, bo niedługo potem ze snu wyrwał mnie głośny dzwonek telefonu.

Dzwoniono z izby przyjęć naszego szpitala. Damian i Kinga mieli wypadek…

– To moje dzieci! – krzyknęłam, wpadając do szpitala. – Syn i synowa! I dziecko! Co z dzieckiem?! – byłam cała rozdygotana, niemal nie wiedziałam, gdzie jestem i co robię.
 
Lekarz kazał mi jechać z nim na górę. W windzie zaczęłam krzyczeć, by mi powiedział, co się dzieje.
 
– Pani syn żyje, ale jest w stanie bardzo ciężkim – powiedział, przytrzymując moje podrygujące nerwowo ramię. – Jest przytomny, to on wezwał karetkę. Za kilka minut zostanie uśpiony do operacji.
 
– A dziewczyna? I dziecko? – czułam, że drętwieją mi wargi.
 
– Przykro mi – zamknął na moment oczy. – Matka zmarła w drodze do szpitala, sanitariusze podtrzymali funkcje życiowe, byśmy mogli uratować dziecko. Żyje i jego stan jest stabilny.
 
Winda się zatrzymała i pobiegłam do sali, w której przygotowywano syna do operacji. Anestezjolog jeszcze nie zdążył podać mu narkozy i pozwolił mi zobaczyć Damiana.
 
– Mamo? – jego twarz cała była poharatana, oczy miał zapuchnięte. – Co z Kingą? I co z Marcysią?
 
A więc nic mu nie powiedzieli. Poczułam, że nogi się pode mną uginają. Czy mam mu wyznać prawdę?
 
– Mamo, gdyby coś mi się stało… – z rozciętych ust syna wydobył się słaby szept – zajmij się nimi… proszę… moimi dwiema dziewczynami…
 
Przysięgłam mu to, niezdolna do powiedzenia, że jedna z jego ukochanych kobiet już nie żyje… Chwilę potem zabrano go na salę operacyjną.

Dziesięć i pół godziny później szpitalny chirurg stwierdził zgon…

Nie wiem, ile czasu siedziałam bez ruchu w poczekalni. Chciało mi się płakać i wyć, a jednocześnie nie mogłam nawet oddychać. Mój syn i matka jego, a może i nie jego dziecka zginęli w wypadku, a ja zostałam sama na świecie. Nagle wszystko się skończyło. Świat runął i pogrzebał mnie żywcem pod gruzami mojego dawnego życia.
 
– Proszę pani? Przepraszam… – przez czerwoną mgłę bólu przedarł się głos pielęgniarki. – Musi pani iść do domu. Tutaj nie można siedzieć…
 
Jak automat poszłam za nią. Po drodze mówiła coś cichym głosem. – …żadni krewni, to przyjdzie po nią ktoś z opieki społecznej – usłyszałam słowa i coś przeskoczyło w mojej głowie. – Biedne maleństwo, ledwie przyszło na ten świat i już zostało na nim samo…
 
– Zaraz, gdzie jest dziecko? – zatrzymałam się gwałtownie.
 
– Właśnie pani pokazuję – postukała w szybę, za którą leżał noworodek owinięty w kocyk. 
 
– To córeczka tej zmarłej dziewczyny. Oboje rodzice nie żyją, właśnie mówiłam, że jak nie znajdą jej krewnych, to pójdzie do domu dziecka.
 
– Co? Nie! – powiedziałam głośno. – Ona ma krewnych. Ma babkę.
 
– Naprawdę?
 
Dobre pytanie. Czy naprawdę to ja nią byłam? Wpatrywałam się w niemowlę po drugiej stronie szyby. W mojej głowie rozbrzmiały głosy: „To dziecko nawet nie jest twoje!”; „Myślisz, że to prawda, mamo…?”; „…zawsze możesz zrobić test na ojcostwo…”; „Test? … ja kocham to dziecko!”; „Zajmij się nimi…”.
 
Nie zastanawiałam się długo. Tę decyzję podjęło moje serce, nie rozum.
 
– Tak, naprawdę. Ma na imię Marcysia – powiedziałam pewnym, silnym głosem, wskazując na leżące za szybą maleństwo. – To moja wnuczka.

Żaneta, 52 lata

Czytaj także:
Chłopiec, który bije inne dzieci
Adobe Stock, nellas
Prawdziwe historie
„W domu mój syn był energicznym aniołkiem, a w szkole zmieniał się w diabła. Gry komputerowe zrobiły z niego agresora”
„Nie mogłam w to uwierzyć! Spojrzałam przerażona na nauczycielkę. Gdybym miała je napisać, musiałabym użyć samych kropek! W dodatku obrażał tego chłopca. Gdzie on się tego nauczył?”

Podobno nigdy do końca nie zna się własnych dzieci. I szczerze mówiąc, do niedawna uważałam, że dotyczy to tylko tych rodziców, którzy dla swoich pociech nie mają czasu. Ja Stasiowi poświęcam każdą wolną chwilę, interesuję się tym, co robi w szkole, co lubi, a czego nie. Kontroluję, w co gra na komputerze i wożę go na zajęcia. Jestem oddaną matką. Okazało się jednak, że żyłam złudzeniami.   Staś skończył teraz trzecią klasę. Nie do końca jestem zadowolona ze szkoły rejonowej i nawet zastanawiam się, czy go gdzieś nie przenieść. No, bo oczekiwałam, że nauczyciele będą doceniać indywidualność, a tymczasem oni chyba chcą sprowadzić wszystkie dzieci do jednego poziomu. Nie widzą tego, że Staś jest wyjątkowy.   Owszem, trochę buńczuczny i bardzo ruchliwy, ale nie uważam tego za wadę! Tyle się teraz słyszy, że dzieci żyją tylko w wirtualnym świecie, że nie mają własnego zdania. Zatem to chyba dobrze, że mój syn wie, czego chce i potrafi się o to upomnieć?   Niestety, zamiast docenić to i odpowiednio go ukierunkować, nauczyciele mają do niego pretensje i wpisują mu uwagi. Ciągle słyszę, że zachowuje się nieodpowiednio i komuś napyskował. Moje tłumaczenia, że po prostu zna swoją wartość, nikogo nie przekonują.   A w to, że mój syn pyskuje, do niedawna nigdy bym nie uwierzyła! Przecież dobrze go znałam i wiedziałam, jak się odnosi do starszych. Na pewno nie przeklinał i nie był chamski!  Dlatego postanowiłam, że gdy nowi nauczyciele, w czwartej klasie, nadal nie będą odpowiednio oceniać mojego syna, poszukam mu nowej szkoły. A na razie, ponieważ są wakacje, zapisałam go na półkolonie do jednej z upatrzonych przeze mnie podstawówek. Niech pozna tam dzieci, nauczycieli, i jak się okaże, że mu wszystko pasuje, to właśnie tam go zapiszę! Staś wracał z zajęć zadowolony Z entuzjazmem opowiadał o zawodach...

Dziewczynka, która boi się chodzić do szkoły
Adobe Stock, pressmaster
Prawdziwe historie
„Moja córka jest gnębiona przez nauczycieli. Gdy zainterweniowałam, dzieci z klasy zrobiły z niej kozła ofiarnego”
„Nauczyciele to klika, która myśli, że wszystko wie najlepiej i lubuje się w gnębieniu biednych dzieci. Nie pozwolę im na to! Wiem, że mają mnie za matkę furiatkę, ale co z tego skoro moje dziecko cierpi? Kasia to mądra dziewczynka i nie zasługuje na takie traktowanie”.

Bardzo interesuję się życiem swojej córki i zawsze znajdę czas, by jej wysłuchać i jakoś pomóc. Jest dla mnie oczywiste, że do moich obowiązków należy też rozwiązywanie jej szkolnych problemów. Nie boję się dyskutować z nauczycielami, co zwykle kończy się awanturą. Z tego, co wiem, mam wśród pedagogów opinię trudnej, konfliktowej matki, która za całe zło tego świata wini nauczycieli.   Pod koniec czerwca podsłuchałam przypadkowo, jak dyrektorka mówiła złośliwie w sekretariacie, że jak tak dalej pójdzie, to dla mojego dziecka zabraknie szkół w naszym mieście. Bo ciągle jestem z czegoś niezadowolona i tylko przenoszę córkę z jednej placówki do drugiej. A co mam niby zrobić? Pokornie spuścić głowę, kiedy ktoś krzywdzi moje ukochane dziecko? To był jej sposób na motywowanie Kasi! Pierwsza wychowawczyni Kasi nie była dobrą nauczycielką. Nie traktowała dzieci sprawiedliwie. Jednych odpytywała bez przerwy, inni mieli taryfę ulgową. Moja córeczka należała do tej pierwszej grupy.    Zawsze pilnowałam, żeby chodziła na lekcje przygotowana, ale czasem zdarzały jej się wpadki. Jak to dziecku… A to zasiedziała się dłużej u koleżanki, a to głowa ją bolała i nie mogła odrobić lekcji. I wiecie, co robiła wtedy ta pani? Zawstydzała ją przy całej klasie! Mówiła, że za słabo się stara, że jeśli chce coś osiągnąć, to musi więcej pracować, a nie lenić się, że jak tak dalej pójdzie, to będzie na szarym końcu w klasie . I wpisywała jej jeszcze do zeszytu jakieś uwagi i pały.   Kasia bardzo to przeżywała. Nie dość, że czuła się gorsza, to jeszcze inne dzieci się z niej wyśmiewały. Gdy po raz kolejny wróciła z płaczem do domu, nie wytrzymałam i poszłam do szkoły porozmawiać sobie z tą panią. No i wiecie, co usłyszałam? Że ona uczniów w ten sposób motywuje. I uczy systematyczności. Ładna mi motywacja i...

Usunęłam ciążę obarczoną zespołem Downa
Adobe Stock, aletia2011
Prawdziwe historie
„Mąż zmusił mnie do usunięcia ciąży obarczonej Zespołem Downa. Po latach, ta sama choroba trafiła się mojemu wnukowi…”
Zdecydowaliśmy się wtedy na aborcję, bo zaważyło przekonanie, że jeśli ten chory chłopiec się urodzi, to nas już za nic nie będzie stać na drugie dziecko. Nie ukrywam, że przez te lata nasza decyzja ciążyła mi bardzo na sercu.

Ewunia w ciąży wyglądała pięknie! Włosy zrobiły się jej gęste i kręcone, oczy miała błyszczące i mimo sporego brzuszka poruszała się lekko jak baletnica. – Córuś, to na pewno będzie chłopiec, tak piękne wyglądasz! – powiedziałam jej już na początku ciąży i faktycznie, jakiś czas później badanie USG potwierdziło moje przypuszczenia. Oboje z mężem zdecydowali, że dostanie na imię Dominik Podobało mi się. Powtarzałam je potem z czułością na milion sposobów, oczekując wnuka i z każdym dniem rosła moja miłość do niego. Widziałam także, że mój mąż już nie może się doczekać chwili, gdy weźmie na ręce tego chłopca. Zawsze przecież marzył o synu. – Będę go zabierał na mecze! – mawiał z nadzieją. Widziałam także, że zaczął majstrować dla maleństwa rozmaite zabawki z zapałek: samochód ciężarowy, zwierzątka. Tak, mój mąż miał zawsze prawdziwy talent do takiego dłubania! Pamiętam dobrze, że zamierzał zrobić podobne cudeńka dla naszego synka, nawet się kiedyś do tego zabrał, ale zarzucił to zajęcie. Lata temu znalazłam jakieś niedokończone szczątki w pawlaczu i wszystko wyrzuciłam do śmieci. Budziły bowiem we mnie zbyt smutne wspomnienia. Ewa, chociaż nie mogę powiedzieć, aby nie była przez męża kochana, nie doczekała się niestety takich zabawek. Olgierd uważał, że to ja powinnam zajmować się córką, że on nie zna się na dziewczynkach. Teraz szykował się z radością na przyjęcie nowego mężczyzny w rodzinie. Im bliżej było narodzin wnuka, tym Ewa z Jackiem robili się mniej spokojni Składałam to na karb zwyczajnego niepokoju młodych rodziców, czy sobie poradzą, czy z maleństwem wszystko będzie w porządku. Uspokajałam ich, że skoro wszystko podczas badań jest dobrze, to na pewno synek urodzi się zdrowy. Raz czy dwa widziałam u córki czerwone od płaczu...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj