Mężczyzna, który zajmuje się synem
Adobe Stock, Kirill Gorlov
Prawdziwe historie

„Syn się urodził, a żona zmieniła się w królową dram. Była zimna jak lód, ciągle narzekała i zrzuciła mnie na boczny tor"

„Byłem szczęśliwy, jak Piotruś się urodził. Mogłem go tulić godzinami… Ale słyszałem: >>Zostaw, bo zrobisz mu krzywdę!<<. Na początku chciałem jej pomagać, ale kiedy raz czy drugi usłyszałem, że coś robię nie tak, źle trzymam synka i na pewno połamię mu nóżki, mój entuzjazm osłabł".
Zawsze wydawało mi się, że nasze małżeństwo jest bardzo udane. Pobraliśmy się z Karoliną z wielkiej miłości, po długim okresie narzeczeństwa. Zdążyliśmy poznać swoje wady i zalety, więc świetnie się dogadywaliśmy. Owszem czasem się na siebie boczyliśmy, miewaliśmy gorsze dni, ale w którym związku ich nie ma? Zresztą po każdej kłótni szybko dochodziliśmy do porozumienia i wszystko wracało do normy. Było nam ze sobą dobrze. 
 
Trzy lata po ślubie doszliśmy do wniosku, że czas na dziecko. Ja byłem już po trzydziestce, Karolina tuż przed, nie było na co czekać. No więc, jak to mówią, zabraliśmy się do roboty i rok później pojawił się na świecie Piotruś. Gdy zobaczyłem go po raz pierwszy w szpitalu, omal nie oszalałem ze szczęścia. Oczami wyobraźni już widziałem, jak w przyszłości uczę go jeździć na rowerze, grać w piłkę…

Dziś mały ma pół roku, a mój entuzjazm do ojcostwa znacznie osłabł. I to nie dlatego, że maluch płacze i marudzi. To, choć z wielkim trudem, jestem jeszcze w stanie wytrzymać. Zresztą zaopatrzyłem się w całkiem niezłe słuchawki, które skutecznie tłumią te wrzaski. Chodzi o to, że synek przesłonił żonie cały świat. 

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Cały świat mojej żony kręci się wokół naszego synka

Przed narodzinami dziecka czułem, że jestem dla Karoliny kimś ważnym. Interesowała się moimi problemami, dbała o to, bym czuł się zadowolony, dopieszczony i zadbany. Gdy miałem w pracy jakiś problem, siadaliśmy i gadaliśmy o tym nawet do białego rana. Była moją bratnią duszą, najlepszym przyjacielem i doradcą.
 
Od kiedy jednak ma Piotrusia, moje sprawy niewiele ją obchodzą. Ważny jest wyłącznie synek. To on narzuca rytm dnia, nocy i rządzi całym domem. Wystarczy, że zapłacze, zakaszle, a żona rzuca wszystko i biegnie do jego łóżeczka. I nieważne, że właśnie wróciłem z pracy po dziesięciu godzinach harówki i chciałabym zjeść kolację. „Jedzenie jest w lodówce, zrób sobie coś” – rzuca od niechcenia i chwyta małego w ramiona. 
 
A nasze rozmowy? Ograniczają się jedynie do tego, co zjadł Piotruś, jaką kupkę zrobił, ile razy się uśmiechnął, który ząbek mu wyrósł. 
 
Nie powiem, lubię te opowieści, bo przecież dotyczą mojego dziecka. Ale bez przesady. Po ciężkim dniu w firmie chciałbym także porozmawiać o czymś innym. Niestety, gdy tylko zmieniam temat, żona odpływa myślami gdzieś daleko, krzywi się lub robi znudzoną minę. Kiedy to widzę, nie mogę uwierzyć, że jeszcze całkiem niedawno mieliśmy tyle wspólnych tematów… 
 
Jakby tego było mało, Karolina non stop narzeka. Przede wszystkim na to, że nie zajmuję się dzieckiem. No cóż, na początku chciałem jej pomagać, ale kiedy raz czy drugi usłyszałem, że coś robię nie tak, źle trzymam synka i na pewno połamię mu nóżki, mój entuzjazm osłabł. Potem już nie byłem tak chętny do pomocy, ale to nie oznacza, że całkiem umywałem ręce. Po pracy nie uwalałem się od razu przed telewizorem, zawsze znajdowałem czas, by chwilę pobyć z synkiem. I co? I znowu spotykałem się tylko z krytyką. 

Okazywało się, że źle go trzymam przy kąpieli, przewijam, zabawiam

„Daj, sama to zrobię, bo nie mogę patrzeć na to, co wyprawiasz” – słyszałem. No to przestałem pomagać. Nie miałem ochoty wysłuchiwać, że jestem beznadziejny albo że zrobię dziecku krzywdę. Efekt? Naburmuszona mina mojej żony. I wieczne żale, że nic nie robię…
 
Kolejny problem to wyjścia. A właściwie ich brak. Odkąd synek pojawił się na świecie, właściwie nie wyszedłem z domu sam. Wcześniej mieliśmy z żoną całkiem zdrowy układ.
 
Ona miała swoje babskie ploteczki, ja męskie wieczory. A teraz? Raz czy dwa udało mi się wyskoczyć po pracy z kumplami na piwo, ale na tym koniec. Bo Karolina zaraz miała pretensje. Twierdziła, że wszystko jest na jej głowie, że ciągle chcę żyć jak kawaler. „Teraz jesteś ojcem, masz natychmiast wracać do domu” – krzyczała. 
 
Nie rozumiem dlaczego. Przecież do pomocy przy dziecku się jej zdaniem nie nadaję, tematów do rozmów też nie mamy. Dlaczego więc odmawia mi tej odrobiny swobody? Chyba tylko dlatego, żeby zrobić mi na złość. Przecież ona ciągle ma te swoje koleżaneczki. Wpadają do nas w odwiedziny jak do siebie. A ja nie dość, że mam zakaz wychodzenia, to jeszcze kumpli zaprosić nie mogę. Bo są zbyt hałaśliwi, bo będą przeszkadzać albo mały się od nich czymś zarazi. 
 
No i ostatnia sprawa – seks. Karolina zawsze bardzo dbała o to, by temperatura uczuć w naszym związku nie spadła nawet o stopień. Kochaliśmy się często i bardzo, bardzo namiętnie. W łóżku, w łazience, na stole w salonie. Wystarczyło, że ją dotknąłem, a już była gotowa. Ja zresztą też. 
 
Od narodzin syna o takich igraszkach mogę zapomnieć. W naszej sypialni panuje ziąb jak na Syberii w środku zimy. „Daj spokój, jestem zmęczona, nie mam ochoty” – mówi żona, gdy próbuję się do niej przytulić. 
Na palcach jednej ręki mogę policzyć noce, w których udało mi się do niej zbliżyć. A przecież nie jestem z kamienia, normalny facet ze mnie! 
 
Nie wiem już, co robić. Próbowałem porozmawiać z Karoliną. Tłumaczyłem jej, że ja też mam swoje potrzeby. I psychiczne, i że tak powiem, fizyczne. Nawet nie chciała słuchać. Ledwie skończyłem trzecie zdanie, już na mnie napadła. Stwierdziła, że jestem egoistą, widzę tylko czubek własnego nosa. Gdy to usłyszałem, to nie próbowałem już dalej dyskutować. Stwierdziłem, że to nie ma sensu. 
 
Czy kocham Karolinę? Tak. Ale jestem już zmęczony i rozdrażniony tą całą sytuacją. Boli mnie, że żona mnie nie zauważa, nie interesuje się moimi sprawami, nie myśli o moich potrzebach. Coraz częściej chodzi mi po głowie myśl, by czmychnąć w siną dal albo poszukać sobie kochanki. Kobiety, która mnie zrozumie, doceni. Bo jak długo można stać na bocznym torze?

Szymon, 31 lat

Czytaj także:
Mężczyzna, który bawi się z synem
Adobe Stock, dusanpetkovic1
Prawdziwe historie
„Mąż uważał, że jest za poważny na zabawę z synem. To wizyta w sklepie z zabawkami wyzwoliła w nim dziecko"
„Są przecież ludzie, którzy nie odnajdują się w zabawie z małym dziećmi. Nie potrafią, nie chce im się, nie mają na nią pomysłu. I nic nie da się na to poradzić i taki właśnie był mój mąż. Czasem, by w pełni dojrzeć do roli rodzica, trzeba odnaleźć w sobie beztroskę, swoje wewnętrzne dziecko".

Sławek to poważny facet. Jest dobrym mężem – troskliwym, opiekuńczym i zaradnym. Czuję się przy nim bezpiecznie, bo on bardzo serio traktuje życiowe obowiązki. Nie wahałam się, by za niego wyjść, tak jak nie miałam wątpliwości, że mogę szybko urodzić dziecko, bo on zajmie się finansami rodziny.    Pół roku po ślubie byłam w ciąży, dziewięć miesięcy potem urodziłam zdrowego i spokojnego syna. Przez kolejny rok zajmowałam się Michasiem na urlopie macierzyńskim, a potem poszłam na wychowawczy. Sławek zarabia wystarczająco, żebyśmy mogli sobie na taki luksus pozwolić.   Cieszyłam się, że zostanę z małym, bo nie chciałam oddawać go do żłobka. Nie należę do kobiet, które szczególnie cenią sobie życie zawodowe, więc łatwo było mi podjąć tę decyzję. Oboje z mężem uznaliśmy, że tak będzie najlepiej.    No i było. Mąż wychodził rano do pracy, a ja zajmowałam się Michasiem i domem. Jako że Sławek musiał zarobić na naszą dwójkę, wracał do nas dopiero pod wieczór. Zawsze jednak starał się być na kąpiel. To był jego czas z synem. Najpierw małym oseskiem, którego trzeba było trzymać na dłoni, a potem – gdy Michaś przekroczył rok – z urwisem rozchlapującym naokoło wodę.   – Michał, przestańże. Synku! – pokrzykiwał Sławek, gdy mały znów roztrzepywał rączkami wodę na wszystkie strony.   – Daj mu spokój, bawi się. Pościeram podłogę – uspokajałam go.   – No tak, ale jestem cały mokry. Jak ja wyglądam? – denerwował się mąż.   – Wyschniesz, spokojnie.   To był nasz jedyny problem. Sławek był zbyt poważny, by wyluzować się w zabawie z synem. To, co było jego największą zaletą w życiu zawodowym, małżeńskim, przy dziecku stawało się poważną wadą. Po prostu nie potrafił odpuścić. Ani na chwilę nie...

Rodzice założyli nowe rodziny i mnie zostawili
Adobe Stock, stokkete
Prawdziwe historie
„Rodzice się rozwiedli i założyli nowe rodziny, a ja stałam się problemem. Nikt mnie nie chciał, nie było dla mnie miejsca”
Kiedy na Boże Narodzenie mąż matki zabrał całą rodzinę w góry, nikt nie pomyślał o mnie, o tym, że zostaję sama. Ojciec zadzwonił złożyć mi życzenia, ale też nie zapraszał. Spędziłam święta samotnie.

Szłam do pierwszej klasy, kiedy mama wyjechała do pracy. Pamiętam, jak płakałam, nie chciałam, żeby wyjeżdżała, ale tłumaczyła mi, że to tylko na trochę, na krótko, a jak zarobi pieniążki, kupi mi wymarzoną lalkę. Lalkę dostałam, ale mama była za granicą bardzo długo. Kiedy zaczęłam już przyzwyczajać się, że jesteśmy we dwoje z tatą, i przestałam tak rozpaczliwie tęsknić, mama wróciła. Nic już jednak nie było jak dawniej, ona była inna, nie miała dla mnie czasu, kłóciła się z tatą i bardzo często wychodziła. W końcu pewnego wieczora powiedziała, że bardzo mnie kocha, ale nie może już dłużej mieszkać z tatą i musi się wyprowadzić . Patrzyłam na nią szeroko otwartymi oczami i nic nie rozumiałam – To gdzie teraz będziesz mieszkała? – zapytałam. – Na razie u dziadka. – A potem? Mama zawahała się przez moment. – A potem zobaczymy. – Zabierz mnie ze sobą – poprosiłam. – Nie chcę mieszkać bez ciebie. – Wiesz, kochanie – mama patrzyła gdzieś na ścianę – ustaliliśmy z tatą, że zostaniesz z nim. Tu jest twój dom, twoje zabawki, twój pokój. – Zabawki zabiorę ze sobą, chcę mieszkać z tobą – upierałam się. – Nie mogę cię zabrać, kochanie, ale będę cię odwiedzać. Obiecuję, że będziemy się bardzo często spotykać. W ten sposób po raz drugi zostałam sama z tatą, ale tym razem już chyba na zawsze Mama mnie odwiedzała, ale wcale nie tak często. Jeszcze na początku, kiedy mieszkała u dziadka, to owszem, nawet zabierała mnie na niedzielę. Szybko jednak się od dziadka wyprowadziła i zamieszkała ze swoim nowym partnerem, jak o nim mówiła. Tata w ogóle o nim nie mówił ani o mamie. Kiedy go o coś pytałam, złościł się...

Dziewczynka, która boi się chodzić do szkoły
Adobe Stock, Rafael Ben-Ari
Prawdziwe historie
„Przez nową wychowawczynię, moja 7-letnia córka znienawidziła szkołę. Płakała, symulowała choroby i miała koszmary"
„Było tak pięknie! Dzieci uwielbiały szkołę, chętnie się uczyły, wspaniale czuły się we własnym gronie… Niestety, w kimś obudziły się chore ambicje. Wymienili Panią Ewę na nową, rygorystyczną nauczycielkę, która chyba za cel wzięła sobie obrzydzenie dzieciom szkoły. Świetnie jej idzie".

Głowę miałem pełną zmartwień, gdy córka szła do zerówki. Niepokoiłem się, jak szybko nawiąże nowe znajomości, jak będzie radzić sobie z nauką. No i na jaką nauczycielkę trafi. Wszyscy wiemy, jakie to ważne.    Gdy po szkolnym apelu na rozpoczęcie roku poszliśmy do sali, by poznać wychowawczynię Mai, byłem bardziej stremowany od córki. Zobaczyłem jednak tę nauczycielkę i napięcie opadło. Na pierwszy rzut oka było widać, że to ciepła i sympatyczna kobieta. Niemłoda, bo na oko ponad  pięćdziesięcioletnia, ale uśmiechnięta i uważna. Miała na imię Ewa.   – Dzień dobry, królewno – zwróciła się do Mai, gdy podeszliśmy do niej oboje. – A kogóż to przyprowadziłaś dzisiaj do szkoły?   Córcia była jeszcze trochę wystraszona, więc przytuliła się do mnie i zaniemówiła. Jak zwykle postanowiłem ją ratować z opresji.   – Maja dzisiaj przyszła z tatą  – uśmiechnąłem się, a nauczycielka spojrzała na mnie z sympatią.   – Aha, z tatą… – odpowiedziała, a potem znów skierowała swoje słowa do Mai. – Tylko nie przyprowadzaj taty codziennie, bo nie zmieści się nam w żadnej ławce.  Szkolna codzienność szybko potwierdziła moje przypuszczenia Na drugi dzień zostawiłem małą z ciężkim sercem, ale odbierałem już w wyśmienitym humorze. Maja była szczęśliwa, rozszczebiotana i podekscytowana tym, czego zdążyła się nauczyć o szkolnym życiu.    Cały czas trajkotała też o pani. Jaka jest dla nich dobra, jaka wspaniała.   – My się do pani Ewy nawet przytulamy – mówiła.    – Wszyscy naraz?   – Nie, po kolei. Jak ktoś wstanie z ławki i podejdzie. Ona nam pozwala, bo jesteśmy maluchy. Tak o nas mówi.   Pani Ewa każdego dnia udowadniała, że jest serdeczną wychowawczynią i bardzo dba...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj