Chłopiec, który rąbie drewno
Adobe Stock, altanaka
Prawdziwe historie

„Teściowa wyzyskuje moje dzieci i zaprzęga je do roboty jak konie. Kazała synowi całymi dniami rąbać drewno”

„Mój mąż dwa razy do roku uparcie wysyłał naszych synów do swojej matki. Nie wiem, co sobie myślał, ale chyba nie chciał dopuścić do świadomości, że ta kobieta nie nadaje się do opieki nad dziećmi!”.
Myślałeś już może o jakimś wyjeździe dla Przemka? – spytałam mojego męża.
 
Pogoda za oknem robiła się coraz bardziej zimowa, niedawno kupowaliśmy ciepłe czapki i szaliki, więc temat ferii pojawił się jak zwykle o tej porze roku. Niestety, obawiałam się, że skończy się też jak zwykle. Mój mąż miał bowiem co roku tylko jedną propozycję. Beznadziejną! I nawet jeśli przez chwilę miałam nadzieję, że Robert pozytywnie mnie zaskoczy, szybko ją straciłam. Pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają.
 
– Jak to, czy myślałem o wyjeździe? – Robert wzruszył lekceważąco ramionami. – A o czym tu w ogóle myśleć? Chłopcy pojadą jak zwykle do mojej mamy. Świeże powietrze, dużo ruchu na dworze, babcia na miejscu, zdrowe, domowe przysmaki… Gdzie im będzie tak dobrze jak nie tam?
 
– Robert, dobrze wiesz, że Przemek nie cierpi jeździć do twojej mamy – starałam się zachować spokój, ale w środku cała się gotowałam. Czemu znów muszę to przerabiać?!
 
O ile młodszy syn, Jasiek, potrafił znaleźć sobie na nudnej mazurskiej wsi zajęcie, o tyle dla dwunastoletniego Przemka miały to być kolejne zmarnowane ferie! W tym roku naprawdę chciałam tego uniknąć.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Przez cały pobyt gapili się w telewizor

Odkąd Robert zmienił pracę, powodziło się nam znacznie lepiej niż przedtem. Stać nas było na to, żeby chociaż jedno z dzieci wyjechało w jakieś interesujące miejsce. Od koleżanek wiedziałam, że ich dzieci wyjeżdżały w czasie ferii na obozy tematyczne: sportowe, języka angielskiego, harcerskie, ministrantów. Poznawały nowe osoby, dobrze się bawiły, uczyły nowych rzeczy.
 
Przemek i Jaś rok w rok jeździli do tej samej zapomnianej przez Boga i ludzi mazurskiej wioski, gdzie jedyne, co można robić, to całymi dniami gapić się w telewizor, bo nawet internet nie miał w tym miejscu zasięgu!
 
Myślicie, że przesadzam? Że dla dzieci zdrowsze jest przebywanie z kochającą babcią pośród nieskażonej działalnością człowieka przyrody niż nawet najlepszy obóz? Pewnie rzeczywiście tak jest. Ale tylko pod warunkiem, że babcia rzeczywiście jest osobą kochającą i zainteresowaną odwiedzającymi ją wnukami!
 
Niestety, o swojej teściowej nie mogłam tego powiedzieć. W dodatku chyba niespecjalnie lubiła, kiedy dzieci do niej przyjeżdżały, a w każdym razie dobrze to ukrywała. Kiedy Jasiek i Przemek ją odwiedzali, praktycznie nie zwracała na nich uwagi.
 
Chłopcy co roku mi się skarżyli, że całe dnie spędzają przed telewizorem. Babcia nie pozwala im wychodzić samym na zewnątrz („bo a nuż się przeziębicie i ta wasza pokręcona matka z miasta da mi popalić!”). Zresztą i tak nie mają nikogo do zabawy, bo z tej zapadłej wioski wszyscy co młodsi dawno pouciekali. Zostali tylko starzy, znudzeni, a nierzadko 
i topiący smutki w alkoholu ludzie. To chyba nie jest najlepsze miejsce na wymarzone ferie dla dzieci, prawda?
 
Myślałam, że brak zainteresowania wnukami to najgorsza rzecz, która może się zdarzyć… Niestety, ostatnio teściowa zaczęła zwracać uwagę na Przemka. A to było jeszcze gorsze! Bo, jak się zwierzył, traktowała go jak darmową siłę roboczą! Młody, zamiast się wyspać chociaż w dni wolne od szkoły, musiał codziennie wstawać o siódmej, karmić kury, oporządzać obejście, a latem biec do lasu po jagody!
 
W tym roku teściowa już nam zapowiedziała, że jak Przemek przyjedzie, to jej drew narąbie! Kobieta chyba zupełnie rozum postradała. Przecież ten dzieciak ma dopiero dwanaście lat!

Oczywiście mój mąż nie widział problemu

– To w końcu jego babcia, co mu się stanie, jak trochę kobiecie pomoże? W końcu nie robi się coraz młodsza! – żachnął się, gdy ośmieliłam się wspomnieć, że jego matka bezczelnie wykorzystuje naszego starszego syna. 
 
Oczywiście, trudno się było nie zgodzić, że teściowej należy się pomoc, ale chyba nie od dziecka?!
 
Zresztą, pewnie byłoby jej łatwiej, gdyby pomagał jej rodzony syn. Niestety, na Roberta w tym względzie nie mogła liczyć. Mój mąż chętnie opowiadał o tym, jak piękną miejscowością jest miejsce, z którego pochodzi, jak wyjątkowi ludzie tam mieszkają, ale tak naprawdę, rzadko kiedy widział potrzebę tę „najpiękniejszą na ziemi miejscowość” odwiedzać! Zawsze miał jakąś wymówkę.
 
A to pilne zlecenia w pracy, a to kłopoty zdrowotne… Nigdy nie było dobrego czasu, żeby odwiedzić matkę. Ale kiedy o tym wspominałam, Robert nie widział problemu:
 
– Przecież chłopcy do niej regularnie jeżdżą – tłumaczył mi. – To wystarczy. Moja mama nie lubi zbyt wielu gości, sama przecież wiesz.

Taki z niego mądrala? Niech poczuje ten ból

W tym roku w każdym razie nie zamierzałam odpuszczać tematu ferii. Zwłaszcza że miałam już swój plan. Kiedy Robert, zgodnie z moimi przewidywaniami nie chciał się zgodzić na żadne wycieczki i znów zaproponował chłopcom wyjazd do babci, uśmiechnęłam się i wypaliłam:
 
– Jak sobie chcesz. Ale dzwoniłam już do mamy i obiecałam jej, że przynajmniej na pierwszy tydzień przyjedziesz z chłopakami.
 
– Co zrobiłaś?! – Robert wybałuszył oczy. – Gdzie dzwoniłaś?! Przecież ja nie mogę tak sobie wyjechać na tydzień, ja mam pracę, zlecenia…
 
– Spokojnie, rozmawiałam z twoim szefem – nie przestawałam uśmiechać się słodko. – Powiedział, że skoro chodzi o odwiedziny u matki, u której nie byłeś cztery lata, to on nie widzi problemu, żeby dać ci urlop!
 
– Ale, ale… – Robert zrobił się czerwony na twarzy i jąkał się bezradnie. – Ale ja mam inne plany!
 
– Jakie plany, kochanie? Przecież sam powiedziałeś, że u twojej mamy chłopcy będą mieli świeże powietrze, dużo ruchu na dworze, przysmaki… Tobie też się taki czas przyda, przecież ostatnio narzekałeś na zdrowie. A do tego, co tu kryć – zrobiłam fałszywie zbolałą minę – mama nie jest już najmłodsza. Często wspomina, że przydałaby jej się pomoc w obejściu. Przemek nie da rady!
 
Na takie argumenty Robert, tak jak się tego spodziewałam, nie mógł już znaleźć odpowiedzi. Wydał tylko z siebie kilka niezidentyfikowanych pomruków i uciekł do sypialni, żeby tylko nie rozmawiać. Kilka tygodni później, choć nie bez problemów, udało mi się całą trójkę odprowadzić na dworzec, a później niecierpliwie czekałam na pierwsze wieści „z frontu”, jak w myślach nazywałam gospodarstwo teściowej. Długo czekać nie musiałam.
 
Jeszcze tego samego dnia zadzwonił do mnie Przemek:
 
– I jak tam, dobrze się bawicie? – zaszczebiotałam do słuchawki.
 
– My nawet w miarę. Gramy na taty telefonie. Na szczęście przywiózł ze sobą dużo gier – relacjonował mi starszy syn. – Ale tata chyba nie bardzo…
 
W końcu pojechał tam pilnować dzieci i nawiązywać z nimi odpowiednią relację. A młody mi mówi, że Robert źle się bawi! Ciekawe…
 
– A gdzie on jest? – spytałam.
 
– Na podwórku – Przemek na chwilę wstrzymał oddech, więc domyśliłam się, że wygląda przez okno. 
 
– Rąbie drewno dla babci.
 
– A babcia co robi? – dociekałam, ledwo powstrzymując śmiech.

Marudził biedaczek, bo rozbolała go ręka

Wyobraziłam sobie mojego męża, który z byle katarem latał do lekarza, rąbiącego drewno przez kilka godzin na trzaskającym mrozie! „Ale w końcu nie jest dzieckiem, potrafi chyba powiedzieć własnej matce, że to dla niego za wiele” – pomyślałam, gdy tymczasem syn odparł:
 
– Poszła do jakiejś kumy. Mamo, kto to właściwie jest kuma?
 
– Koleżanka – wyjaśniłam szybko.
 
No to ładnie! Jak widać, matka Roberta nie całą wieś zdążyła do siebie zrazić i wolała towarzystwo kumoszek od własnego syna, którego nie widziała przez ostatnie cztery lata! No cóż, wnuków traktowała tak samo… A jak mówiłam o tym Robertowi, to udawał głuchego. Nie ma to jak przekonać się o czymś na własnej skórze…
 
Poprosiłam Przemka, żeby tata zadzwonił do mnie, jak tylko skończy pracę i włączyłam ulubiony serial. Niestety, tego dnia telefonu od męża się nie doczekałam. Zadzwonił dopiero nazajutrz rano, wyraźnie nie w humorze:
 
– Ręka mnie tak boli od tego rąbania, że nie masz pojęcia. Chyba sobie coś nadwerężyłem! – biadolił.
 
– Niech ci mama opatrunek zrobi, poproś ją – zaproponowałam.
 
Teściowa jest jaka jest, ale pomocy chyba synowi nie odmówi. Ale nawet w tej sprawie się myliłam…
 
– A gdzie tam! Moja matka chyba jest bez serca! Na stare lata jej odbiło! – wściekł się Robert, jakbym to ja była wszystkiemu winna. – Wiesz, co powiedziała? Że nawet rąbać porządnie nie umiem i to miasto mnie zepsuło, bo kiedyś inaczej sobie radziłem! Wyobrażasz sobie?! Zamiast być wdzięczna, że poświęcam swój ciężko zapracowany urlop, żeby jej pomóc, to ona jeszcze narzeka!
 
– Ale przecież to tak przyjemnie popracować na świeżym powietrzu, tak zdrowo… – rzuciłam złośliwie. – Sam mi przez tyle lat to powtarzałeś. A pamiętasz, jak w zeszłym roku nakrzyczałeś na mnie, bo ośmieliłam się zaprotestować, gdy twoja mama zaprzęgała do tych prac Przemka?
 
Robert nie zdążył odpowiedzieć, bo usłyszałam z drugiego pokoju przenikliwy wrzask. Doskonale go znałam… Nasi chłopcy nie byli aniołami, i jak to dzieci, tłukli się z byle powodu. Roberta, który spędzał zwykle całe dnie w pracy, omijało rozsądzanie ich sporów. Tym razem na własnej skórze miał się przekonać, jaka to „przyjemność”. Zwłaszcza że na pomoc matki w tym zakresie najwyraźniej nie miał co liczyć…
 
Rozłączyłam się, życząc mu powodzenia i starając się, by nie usłyszał w moim głosie mściwej satysfakcji. Kolejne dni były tylko gorsze. Chłopcy codziennie informowali mnie o wszystkim. Oni sami nudzili się na wsi jak mopsy, więc ciosali Robertowi kołki na głowie, żeby wymyślał im jakieś zajęcie. On tymczasem nie miał na to siły ani ochoty, bo matka wyręczała się nim, jak tylko mogła.
 
„To kiedyś będzie twoje – powtarzała. – Na obcych nie robisz”.
 
Pod takim pretekstem kazała mu pomalować kuchnię, odśnieżać codziennie spory kawał wjazdu, robić zakupy i jeszcze sto innych rzeczy. Zamiast spokojnie się relaksować, mój rozleniwiony miejskim życiem mąż dostał prawdziwą szkołę życia!
Ale i tak najgorsze dla niego było ciągłe utyskiwanie teściowej.
 
– Wyobraź sobie, że moja matka zrobiła Jaśkowi awanturę, że pociął jakąś tam przedpotopową serwetkę! – żalił mi się. – A co chłopak miał robić? Przynajmniej znalazł sobie sam zabawę, nie?
 
No cóż, znając teściową i jej przywiązanie do rzeczy, choćby były najstarsze i najmarniejszej jakości, nie zazdrościłam chłopakom! Liczyłam chociaż na to, że może najedzą się pyszności i „domowego jedzenia”, które zawsze tak zachwalał Robert. Niestety, tu też czekało mnie gorzkie rozczarowanie.

A więc tak wygląda „zdrowe jedzenie”!

Gdy raz zapytałam męża, jak smakuje mu kuchnia mamy, jęknął:
 
– Codziennie jakieś kluchy, tłuste kotlety i gotowce z folii… Czy ty sobie wyobrażasz, że tu niedaleko wybudowali supermarket i teraz mama każe mi się wozić do niego co drugi dzień! Chłopaki mają używanie, bo namawiają ją na lizaki i żelki, czyli to wszystko, czego w domu nie pozwalamy im jeść! To jakaś paranoja!
 
Westchnęłam. Po takiej „diecie” wizyta u dentysty nas nie ominie. Próbowałam jeszcze wpłynąć na męża:
 
– A może po prostu poproś mamę, żeby dawała wam jajka od swoich kur na śniadanie i mleko od krowy sąsiadów? Przecież chowa kury…
 
– Ta, kury! – parsknął Robert. – Powiedziała, że karmi je gotowymi mieszankami, „bo kto by się teraz bawił 
w naturalne, w tych czasach”, więc ich jajka wcale nie są lepsze od tych z miasta! A jak wspomniałem, żeby kupiła od sąsiadów trochę mleka prosto od krowy, wiesz, takiego prawdziwego, to tylko się zaśmiała, że u nich to od kilku lat już się krów nie trzyma, bo to się nie opłaca. I co na to powiesz?
 
Co miałam powiedzieć? Od dawna podejrzewałam, że tak jest. W końcu Przemek już parę razy coś tam przebąkiwał o „kluchach” na obiad, choć temat słodyczy oczywiście pomijał milczeniem. Ale trudno mi było polemizować z argumentami męża o „zdrowym jedzeniu” tak, by nie zabrzmiało to jak atak na jego matkę.
 
Po tych wszystkich rewelacjach nawet się specjalnie nie zdziwiłam, gdy po zaledwie pięciu dniach moja rodzina w komplecie… stanęła w drzwiach.
 
– O nic nie pytaj – zapowiedział od razu Robert, a mnie wystarczyło jedno spojrzenie, by wiedzieć, że jest kompletnie wykończony.
 
Wieczorem, gdy chłopcy już położyli się spać, mąż przyszedł do mnie do sypialni z podkulonym ogonem.
 
– Wiesz, chciałem cię przeprosić… – zaczął skruszony. – Tyle razy mi mówiłaś, że gospodarstwo mojej mamy to nie jest najlepsze miejsce na ferie dla chłopców. A ja nie chciałem słuchać! Wydawało mi się, że skoro ja miałem tam szczęśliwe dzieciństwo, to i moi synowie też będą się dobrze bawić. Nie wziąłem pod uwagę, że wieś się zmieniła, moja mama się zmieniła, i czasy też się zmieniły…
 
– Ciii… – położyłam palec na jego ustach. – Jedna rzecz na szczęście wciąż jest taka sama. Dalej bardzo cię kocham, mój ty… drwalu – nie mogłam się powstrzymać od drobnej uszczypliwości, ale w głębi duszy byłam bardzo szczęśliwa.
 
Coś mi mówiło, że teraz już Robert nie będzie torpedował moich pomysłów, jeśli chodzi o wypoczynek chłopaków. Może nawet sam znajdzie jakieś ciekawe oferty zimowych wyjazdów. W końcu tyle jest fajnych miejsc, gdzie można się wybrać!n

Joanna, 36 lat

Czytaj także:
Moje córki nie chcą rodzić wnuków
Adobe Stock, Prostock-studio
Prawdziwe historie
„Dlaczego moje córki nie chcą mi dać wnuków? Wychowałam nieodpowiedzialne egoistki!”
„Dookoła sąsiadki cieszą się wnukami, a ja mam cztery córki i zbieram same upokorzenia”.

Czy ja wymagam od moich dzieci zbyt wiele? Chcę tylko na stare lata móc cieszyć się z wnuków, czytać im bajki, zabierać na spacery... Dlaczego one nie chcą mi tego dać? Z parku wróciłam w fatalnym nastroju, ale nie mogło być inaczej, skoro znów spotkałam sąsiadkę. Siedziałam na ławce, rozkoszując się wiosennym słońcem, kiedy Zofia podeszła i zapytała, czy może się przysiąść. „Ależ mi ta kobieta na nerwy działa” – skrzywiłam się. Nie miałam jednak odwagi, żeby jej odmówić, więc zaraz się usadowiła i jak nie zacznie gadać… – O, widzi pani, pani Bożenko, tu drugie urodziny mojej najmłodszej wnusi – wyjęła z torebki plik zdjęć i jedno po drugim podsuwała mi pod nos. – Śliczną mam wnusię, prawda? – gadała jak nakręcona, zaraz potem pokazując mi dla odmiany zdjęcia swojego sześcioletniego wnuczka, Antka. – Taki zdolny chłopczyk, nawet sobie pani nie wyobraża! – chwaliła się bez skrępowania chyba z dziesięć minut, wychwalając dzieciaka pod niebiosa. – No, geniusz się najwyraźniej państwu trafił w rodzinie – powiedziałam z przekąsem, ale nawet nie wyczuła, że ironizuję. – Żeby pani wiedziała, pani Bożenko, żeby pani wiedziała! – potakiwała z entuzjazmem, chowając zdjęcia do torebki. – A co u pani słychać? Jakieś wnuki w drodze? Bo już chyba czas najwyższy, żeby pani babcią została – nawijała Zofia, wpatrując się we mnie tymi swoimi irytująco przenikliwymi, małymi oczkami. – Na razie cisza, jakoś żadna z moich dziewczynek się do macierzyństwa nie pali – wzruszyłam ramionami, dodając, że ja tam w intymne sprawy swoich córek z butami nie włażę. – Szkoda, szkoda – pokiwała głową Zofia i z troską zauważyła, że dużo tracę. „Jakbym nie wiedziała” – pomyślałam Jasne, że...

Ukrywałam przed narzeczonym bezpłodność
Adobe Stock, one
Prawdziwe historie
„Był idealny, chciał ze mną założyć rodzinę, a ja byłam bezpłodna. Ukrywałam to przed nim, bo bałam się go stracić”
„Strasznie się bałam, czy operacja nie zostawiła śladów, czy on się nie połapie, że ze mną coś nie tak. Przez chwilę chciałam Michałowi wszystko opowiedzieć. O swojej chorobie, operacji i strachu. Wydawało mi się, że zrozumie, ale on chciał mieć dzieci”.

Fakt, nie mogę mieć dzieci, ale czy to oznacza, że nie mam prawa do przeżywania szczęśliwej miłości? Poznałam nowe słowo: histerektomia. To ładnie nazwany zabieg usunięcia macicy. Opowiedziała mi o nim moja pani ginekolog. – Przy takich mięśniakach zawsze jest ryzyko zezłośliwienia. Nie wolno ryzykować! Poza tym, wykończą panią te krwotoki. Trzeba operować. Od kiedy pamiętam, zwijałam się z bólu przy okresie. Przez pierwsze dwa dni musiałam leżeć, bo nie było tamponu czy podpaski, jakie by mnie zabezpieczyły. Myślałam, że to przejdzie, ale było coraz gorzej. Przyplątała się niedokrwistość, miałam zawroty głowy, czułam ciężar w dole brzucha. Zrobiłam badania... Diagnozę przyjęłam jak wyrok – Mam dopiero trzydzieści lat. Chcę być mamą! – płakałam. – Może najpierw ciąża, a potem operacja? – Marne ma pani szanse na to, że jajeczko się w ogóle zagnieździ w macicy. Poza tym, gdyby nawet, nie donosi pani… – lekarka była nad wyraz spokojna. Nic dziwnego, to nie ona miała przestać być kobietą! Jedyną osobą, której się z tego zwierzyłam była Sylwia. Przyjaźnimy się od liceum, prawie wszystko o sobie wiemy, więc wyryczałam się jej na ramieniu. – Tylko nikomu nie mów – błagałam. – Nie chcę, żeby ktoś wiedział, że jestem wybrakowana! – Co ty gadasz?! – oburzyła się. – Zdrowie ważniejsze niż wszystko inne. – Ale jaki facet mnie będzie chciał? Oni potrzebują zdrowych, silnych kobiet do rodzenia dzieci. Ja jestem na aucie! – Nie myśl teraz o tym – pocieszała mnie. – Gdzieś jest twoja druga połówka. Jeszcze wszystko się jakoś ułoży. Sylwia odwiedzała mnie w szpitalu Była przy mnie, gdy wybudzałam się z narkozy. Gdy wypisali mnie do domu, zabrała do siebie, bo nie chciałam, żeby mama czegoś się domyśliła –...

Zakochałam się w samotnym ojcu
Adobe Stock, vectorfusionart
Prawdziwe historie
„Zakochałam się w samotnym ojcu z 7 dzieci. Ludzie mówili, że jest dzieciorobem, a on przecież był bohaterem”
Gdyby mi ktoś kilka lat temu powiedział, że zakocham się w tym facecie, to bym go wyśmiała. Bo czy ubogi wdowiec z gromadką dzieci, to dobry materiał na męża...?

Witek nie jest szczególnie przystojny ani zamożny. Pamiętam go jeszcze jako młodego chłopaczka – chudy, w okularach, był przez kolegów wyśmiewany i nazywany ciamajdą. W domu mu się nie przelewało, bo ojca nie było, a rodzeństwa miał chyba z pięcioro Jego żona była śliczna i z bogatej rodziny, więc ludzie się dziwili, że go chciała i poszła do ołtarza bez zgody ojca i matki. Młodzi bardzo się kochali; dzieci im się sypały, jak gruszki z drzewa! Kiedy doszli do siódemki, z Witka zaczęli się ludzie śmiać: że dzieciorób, że do niczego innego się nie nadaje, bo ani auta się nie dorobił, ani nawet telewizora. Za ten telewizor najbardziej go obgadywali! Mam sklep spożywczy, jedyny w okolicy, więc najlepiej wiem, co się u kogo dzieje. Jako jedna z pierwszych się dowiedziałam, że żona Witka jest znowu w ciąży, ale tym razem źle się czuje, kwęka i kiepsko wygląda. Wszyscy jej współczuli. „Przez tego niewydarzonego mężusia tak się urządziła” – mówili. „Kto to słyszał, żeby kobieta co roku rodziła, bez odpoczynku…”. Raz nawet na niego sąsiadki napadły u mnie w sklepie. Jak osy rozzłoszczone brzęczały, że w końcu dzieciom matkę odbierze, jak sobie nie odpuści. Witek, jak zwykle milczał. Spakował zakupy, wsiadł na rower i tyle go widziały. Nawet go pożałowałam, bo przykro słuchać takich rzeczy, w dodatku publicznie Ja bym sobie nie pozwoliła! Miałam dwóch mężów, obu pogoniłam, bo jeden gorszy pijak i nierób od drugiego. Po ślubie dopiero się okazało, co są warci. Chcieli mi wisieć na szyi i pasożytować na mnie, jak jakiś trujący bluszcz na zdrowym drzewie. Nie ze mną takie numery! Na szczęście dzieci z tych małżeństw nie było, więc i rozwody dostałam szybko, choć adwokat sporo kosztował. Ale nie żałuję...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj