Musiałam usunąć ciążę, aby walczyć z rakiem
Adobe Stock, samuel
Prawdziwe historie

„Usunęłam ciążę, żeby leczyć raka. Nie chciałam osierocić dwóch synków. Sąsiedzi wyzywali mnie od morderczyń”

Miałam już dwoje dzieci, nie chciałam, żeby wychowywały się bez matki. Wiedziałam, że nie mam wyboru, ale nie mogłam sobie wybaczyć tej aborcji. Przeżywałam żałobę, a sąsiedzi i znajomi prześladowali całą naszą rodzinę. To był koszmar.

Łatwo jest oceniać i krytykować… Trudniej – podać komuś pomocną dłoń i wesprzeć go w walce z traumą.

Byłam w siódmym tygodniu ciąży, kiedy podczas kąpieli wyczułam w piersi niewielki, twardy guzek. Zadrżałam. Już następnego dnia siedziałam w gabinecie u mojej ginekolog. Starałam się odgonić od siebie najczarniejsze myśli, ale one uporczywie wracały.

– A co, jeśli to rak? – nawet się nie zorientowałam, kiedy wypowiedziałam na głos to pytanie.

Doktor westchnęła tylko.

– Proszę tak nie myśleć. Jest mnóstwo możliwości. Naprawdę, w większości przypadków okazuje się, że to nic groźnego…

Nie taka zwykła woda – jak Oliwka z AZS odzyskała radość życia dzięki pobytowi w Avène [WIDEO REPORTAŻ]

Niestety, nie w moim przypadku

Z uwagi na ciążę całą procedurę przyspieszono. Już trzy tygodnie później otrzymałam potwierdzenie moich najgorszych obaw – byłam w ciąży i miałam raka piersi. Mało tego, byłam już matką dwóch cudownych synów. Ta ciąża zaskoczyła mnie i męża, ale po początkowym szoku, podeszliśmy do myśli o powiększeniu rodziny z entuzjazmem. Wierzyliśmy, że wszystko dobrze się skończy.

W ogóle nie brałam pod uwagę choroby! Byłam młoda, nigdy nie miałam problemów ze zdrowiem… Jak mnie poinformowano, oczywiście, mogłam kontynuować ciążę, jednak podobno większe szanse na wyzdrowienie miałabym, gdybym ją przerwała i poddała się od razu właściwemu leczeniu.

– Nie wszystkie leki możemy podawać kobietom ciężarnym – stwierdził lekarz, do którego trafiliśmy z mężem.
– Co pan sugeruje? – Paweł włączył się do rozmowy.
– Ja nic nie sugeruję. Wybór należy do państwa, niemniej jednak proszę pamiętać, że ma pani dla kogo żyć. W takiej sytuacji prawo dopuszcza aborcję. Zyska pani sporą szansę na wyzdrowienie.

Nie chcę, by moje dzieci wychowywały się bez matki!

Co robić w takiej sytuacji? Nigdy nie przypuszczałam, że będę musiała podjąć tak trudną decyzję. Gdyby to była moja pierwsza ciąża, ani przez chwilę bym się nie zastanawiała, ale… ja miałam już dwoje dzieci! Dzieci, które potrzebowały mnie żywej, a nie martwej.

Tak bardzo się bałam, że jeśli zdecyduję się najpierw urodzić, a dopiero później rozpocząć proponowane leczenie, będzie już za późno. Oczywiście mogłam poddać się terapii, będąc w ciąży, ale wówczas nie byłaby ona tak skuteczna, gdyż chemię trzeba by dobrać z myślą o nienarodzonym dziecku.

Dwa tygodnie biłam się z myślami. W końcu zdecydowałam poświęcić życie mojego dziecka, żeby ratować siebie. Tak naprawdę zrobiłam to dla moich dwóch synków… Bo tak to z mojego punktu widzenia wyglądało. Ratowałam siebie, żeby żyć dla dzieci, które są już na świecie…

Aborcja to trauma. Najgorsze przeżycie z możliwych

To nie zwykły zabieg, jak mówią niektórzy, to dramat. Kiedy było już po wszystkim, obudziłam się zdezorientowana. Dłuższą chwilę zajęło mi, zanim dotarło do mnie, co się właśnie stało. To nieprawda, że kobiety zawsze przeprowadzają aborcję dla własnej wygody. Czasem zmusza ich do tego życie…

Przeżyłam żałobę po moim dziecku. Długo nie mogłam się pozbierać, a czekało mnie jeszcze wyczerpujące leczenie. Wyrzuty sumienia prawdopodobnie będą towarzyszyć mi już do końca życia.

„Zabiłam swoje dziecko” – tłukło mi się po głowie każdej nocy! Musiałam jednak odsunąć te myśli na bok i zająć się ratowaniem swojego życia. Dla synków. Dla moich chłopców, którzy byli zbyt mali, aby wychowywać się bez matki. A to jeszcze nie wszystko.

Jeszcze zanim dowiedziałam się o guzie, pochwaliliśmy się ciążą wśród znajomych. Potem zrodziły się dodatkowe pytania, mąż wymijająco odpowiadał, że nie wyszło, bo jestem chora, ale złośliwi dodali sobie dwa do dwóch i już wiedzieli swoje.

Sąsiedzi i dawni znajomi zgotowali mi piekło na ziemi

Zaczęło się od maili. Potem starszy synek wrócił ze szkoły ze łzami w oczach, tłumacząc, że koledzy powiedzieli mu, że jego mama jest morderczynią. Mąż próbował interweniować w szkole, dyrektorka obiecała, że coś z tym zrobi, ale lawina hejtu już ruszyła…

– Może sobie na to wszystko zasłużyłam? – płakałam mężowi w rękaw.
– Nie waż się tak myśleć! Kochanie, podjęłaś taką decyzję, jaką uznałaś za słuszną. Wiesz sama, ile cierpienia nas ona kosztowała… Uznaliśmy jednak, że musimy walczyć przede wszystkim o twoje życie, dla dzieci, które już mamy – przytulił mnie.

Kolejnego dnia odwiózł mnie do szpitala na następną dawkę chemii. Po powrocie do mieszkania okazało się, że na klatce schodowej ktoś napisał sprayem różne wulgaryzmy, z których „suka” to najdelikatniejsze określenie. Wszystko wskazywało na to, że padłam ofiarą małomiasteczkowej fali nienawiści. Czułam się zaszczuta…

Najbardziej bolało mnie to, że cierpiały na tym dzieci

Starszy syn wrócił poobijany ze szkoły – rzucił się na kolegę, który na jego facebookowej tablicy umieścił złośliwy wpis. W przedszkolu, gdzie odbierałam młodszego, nauczycielki mnie ignorowały, a inne matki nawet nie odpowiadały na moje „dzień dobry”. W końcu miarka się przebrała.

Nie zamierzałam dłużej tego znosić. Dlaczego ludzie nie potrafią zrozumieć, jak jest mi trudno? Wystawiliśmy mieszkanie na sprzedaż i wyprowadziliśmy się do teściów. Do większego miasta. Tu jesteśmy anonimowi. Za jakiś czas zacznę rozglądać się za pracą, wtedy weźmiemy kredyt i kupimy coś własnego. Ale to wszystko będziemy mogli zrobić, gdy ja się już pozbieram! Tylko czy mi się uda? Teściowie przyjęli nas z otwartymi ramionami, mąż mnie wspiera.

Mimo to codziennie myślę o maleństwie, które nie mogło się urodzić. Czuję się okaleczona, nie umiem sobie wybaczyć. Ja żyję, moje dzieci mają matkę, ale najwyższą cenę za to zapłaciło dziecko w moim łonie. Czy to sprawiedliwe? Nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie. Wiem, że już zawsze będzie bolało.

Najbardziej jednak rani mnie ludzka nienawiść i ostracyzm. Społeczeństwo ocenia kobiety, które znalazły się w takiej sytuacji jak ja, nie rozumiejąc, jak trudne było podjęcie takiej decyzji. Byłam słaba. Wiem, że są kobiety silniejsze, które decydują się za cenę narażenia własnego życia walczyć o nienarodzone dziecko. Ale są też takie jak ja, które nie mają dość odwagi. Nie jesteśmy bohaterkami. Wystarczy nam ból, jaki codziennie przeżywamy. Zapłaciłyśmy najwyższą cenę za stratę dziecka – wyrzuty sumienia nie pozwalają nam spać po nocach. Nie musicie nas dodatkowo nienawidzić…

Olga, 34 lata

Czytaj także:

Dziecko jest w szpitalu przez byłego męża
Adobe Stock, Gorodenkoff
Prawdziwe historie
„Mój były mąż to nieodpowiedzialny gówniarz. Podpiął sanki do samochodu, nasz syn wylądował w szpitalu”
Nie szalej… Ile razy to słyszałam? Zawsze wtedy, gdy zarzucałam Adamowi lekkomyślność. Lata mijały, a jego beztroska wciąż mocno zakrawała na nieodpowiedzialność.

– Mamooo! – Marcel wbiegł do mieszkania z okrzykiem na ustach. – Tata obiecał, że pójdziemy na kulig! Taki prawdziwy, z konikami i dużymi saniami! Mój ośmioletni syn uwielbiał konie i jazdę na sankach. W przeciwieństwie do mnie. Ja koni wręcz nie cierpiałam. Pewnie dlatego, że Adam, mój eksmąż, wdał się w romans z instruktorką jeździectwa. Miał tylko zaprowadzać naszego syna na lekcje, a sam został nadzwyczaj pilnym uczniem… Kiedy byłam małą dziewczynką, uwielbiałam jeździć na sankach, ale gdy dorosłam, zima kojarzyła mi się głównie z chlapą, zimnem, brudną podłogą i wysokimi rachunkami za ogrzewanie. Nie było takiej siły, która zmusiłaby mnie do saneczkowania Za to Marcel korzystał z tej atrakcji, kiedy tylko mógł. Ledwo wracał ze szkoły, brał sanki i pędził na pobliską górkę. Wesołe okrzyki dzieci, do których ochoczo dołączał, słychać było prawie do zmroku. Wracał przemoczony, zmarznięty, ale szczęśliwy. I zabroń mu teraz kuligu z prawdziwego zdarzenia, bądź wyrodną, mściwą matką… – Kulig z konikami… – mruknęłam pod nosem. – Oraz z dorodną amazonką i jej zgrabnymi pęcinkami… Owszem, poziom złośliwości mi się podniósł, ale – co tu kryć – wciąż czułam złość na Adama, że dla jakiejś pannicy zostawił mnie i syna. Chociaż, bądźmy sprawiedliwi, tak naprawdę to zostawił tylko mnie. Marcela odwiedzał, zabierał na spotkania, dbał o niego, w każdym razie na tyle, na ile potrafił. – Mamoooo, mamoooo! – chłopięcy głosik rozbrzmiał tuż koło mnie. – Słyszałaś? – Słyszałam, słyszałam… – odstawiłam żelazko i pogłaskałam syna po głowie. – Poszalejesz z tatą na prawdziwej, męskiej wyprawie – uśmiechnęłam się łagodnie. co było pomiędzy mną a...

Babcia, która zajmuje się wnuczkiem
Adobe Stock, Olesia Bilkei
Prawdziwe historie
„Synowa wychowuje mojego wnuka na życiową kalekę. Wszystkiego mu zabrania. Babcia pozwoliła mu się wyszaleć"
„Synowa wiecznie czegoś zabraniała Maćkowi. Zabawa w piaskownicy? Nie, bo zarazki. Kontakty z innymi dziećmi z osiedla? Nie, bo na pewno są chore i go zarażą. Huśtawki? Rowerek? Nie, bo synek się przewróci, przeziębi, zwichnie nogę… Serce mi pękało, gdy na to patrzyłam”.

Byłam zdziwiona, gdy syn oświadczył, że zamierza ożenić się z Julitą. Wydawało mi się, że ta kobieta w ogóle do niego nie pasuje. Jacek zawsze uwielbiał aktywnie spędzać czas, bo od małego wpajaliśmy mu z mężem, że ruch na świeżym powietrzu to zdrowie. W wolnych chwilach jeździł więc na rowerze, grał w tenisa, biegał, jeździł na rolkach. W zimie szusował na nartach, w lecie pływał w morzu. Tymczasem Julita zachowywała się tak, jakby każde wyjście na dwór kończyło się ciężką chorobą. Czasem miałam wrażenie, że gdyby tylko mogła, to całymi dniami siedziałaby w domu.    Pamiętam, jak syn po oświadczynach przyprowadził ją do nas w gości. Pogoda była piękna, więc podałam obiad na tarasie. Dopóki świeciło słońce, wszystko było w porządku. Ale gdy tylko niebo trochę się zachmurzyło i zerwał się lekki wiaterek, Julita okryła się pledem, a w końcu uciekła do środka.   – Co jej się stało? – szepnęłam do Jacka.   – Julitka boi się, że ją przewieje i znowu się przeziębi – odparł.   – Żartujesz? Przecież to lekki zefirek, a nie huragan – zdziwiłam się.   – Oj, mamo, przestań. Ona jest bardzo delikatna, często się przeziębia. Musi na siebie uważać – bronił jej.    Już miałam zapytać, czy na pewno chce się ożenić z taką mimozą, ale ugryzłam się w język. Kiedyś obiecałam sobie, że nie będę się wtrącać w jego życie, narzucać swojej woli. Poza tym byłam przekonana, że wcześniej czy później zarazi Julitę miłością do sportu.  Niestety, mijały lata i nic się nie zmieniało On nadal jeździł na rowerze po lesie, grał w tenisa, w lecie pływał w morzu, w zimie szusował na nartach, a ona w obawie przed przewianiem, kleszczami, poparzeniami słonecznymi, odmrożeniami i innymi wielkimi, jej zdaniem, niebezpieczeństwami,...

Płaczące dziecko
Adobe Stock, alfa27
Prawdziwe historie
„Nie kochałam własnego dziecka. Na jego widok czułam obrzydzenie i palącą złość"
„Mój instynkt macierzyński był tak silny, że nie potrafiłam go ujarzmić. Dzieci śniły mi się każdej nocy. Czułam, że moje serce mocniej bije na widok kobiet w ciąży lub z wózkiem. Tym bardziej nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego nie umiem pokochać własnego syna”.

Pamiętam do dziś, jak moja mama zareagowała, gdy obwieściłam jej, że zaręczyłam się z Krzyśkiem. Omal nie dostała zawału. Nie dlatego, że nie lubiła mojego chłopaka, ale dlatego, że właściwie nie znała. Uważała, że ja także w ogóle go nie znam i niepotrzebnie śpieszę się ze ślubem. Owszem, znaliśmy się dopiero miesiąc, i choć normalnie nie byłam w życiu aż tak spontaniczną osobą, to przy Krzyśku nie miałam wątpliwości, że to ten jedyny. Poznała nas wspólna znajoma, która uznała, że bardzo byśmy do siebie pasowali.    Nie spodziewała się jednak chyba tego, że zaiskrzy między nami od pierwszego spojrzenia! To było jak piorun! Myślałam, że takie rzeczy przytrafiają się nastolatkom, a ja byłam tuż przed trzydziestką. Nie mogliśmy przestać ze sobą rozmawiać. Przegadaliśmy całą noc. Łączyło nas wszystko – byliśmy z jednego miasta, oboje pracowaliśmy w urzędach, więc znaliśmy realia swoich zawodów, lubiliśmy spędzać czas w domu, a w weekendy wyjeżdżać w góry, nie piliśmy, nie paliliśmy i nie kręciły nas masowe imprezy ani wielkie koncerty. No a przede wszystkim, zarówno ja jak i on chcieliśmy szybko mieć dziecko.    Byłam tym faktem zachwycona, bo wcześniej, gdy spotykałam się z mężczyznami, dziecko przez pierwszych kilka randek było zawsze tematem tabu. A ja bardzo marzyłam o tym, by zostać już mamą, i randkowanie z kimś, kto nie dojrzał do roli ojca wydawało mi się zwykłą stratą czasu.    Krzysiek powiedział po godzinie rozmowy, że bardzo chciałby założyć rodzinę. Już po pierwszej randce byłam zakochana po uszy. Przez miesiąc spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę – poznaliśmy swoje rodziny i przyjaciół. Krzysiek wciąż powtarzał, że jestem jego drugą połową, i ja także nie miałam co do tego wątpliwości. Kiedy więc uklęknął przede mną z pierścionkiem, nie...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj