Chłopiec, który odkrył tajemnicę babci
Adobe Stock, Marina
Prawdziwe historie

„Wnuczek znalazł moją walizkę z >>zabawkami<< i wparował do kuchni z... wibratorem. Chciałam zapaść się pod ziemię”

„Adaś wszedł do pokoju z zafrasowaną miną i pytaniem: >>Babciu, a co to jest?<<, zamarzyłam, żeby ziemia się pode mną rozstąpiła i pochłonęła mnie, mojego mężczyznę oraz ów srebrny przedmiot w rączce Adasia”.
Własne mieszkanie! To była dla mnie całkowita nowość! Zawsze mieszkałam w miejscu, które kupił i urządził ktoś inny: najpierw moi rodzice, potem rodzice męża, w końcu… no cóż, była żona męża numer dwa. A teraz miałam własne lokum, malutkie, owszem, ale byłam w nim jedyną panią!
 
– I co, mamo? Będziesz teraz urządzać prywatki? – zapytała mnie ze śmiechem córka.
 
– Mogłabym – powiedziałam zupełnie serio. – Mam przyjaciół, którzy dopytują się o parapetówkę!
 
Parapetówki jednak nie urządziłam, ale co i rusz zapraszałam swoje koleżanki, a raz znajomych z dawnej pracy. Oczywiście często wpadała też Lilka z małym Adasiem, moim ukochanym wnuczkiem. Chłopcu podobało się nowe mieszkanko babci, tylko narzekał, że nie ma w nim zabawek. Zachęciłam go, żeby sobie trochę przyniósł i trzymałam je w pudle pod ścianą. Wnuk bywał u mnie na tyle często, że miało to sporo sensu.
 
– Mamuś, podrzucę go w sobotę, dobrze? – poprosiła mnie któregoś dnia Lila. – Nie będzie ci przeszkadzał, pokoloruje sobie, pobawi się…
 
– Wiesz, że on mi nie przeszkadza – odparłam, chociaż, szczerze mówiąc, chciałam się wybrać do kina.
 
Film jednak mógł poczekać, a Lila miała coś do załatwienia, więc Adaś znowu usiadł przy moim kuchennym stole z kartką papieru i flamastrami. Ja przez chwilę mu towarzyszyłam, ale zaraz poszłam sprawdzić maile. Od czasu kiedy nauczyłam się obsługiwać komputer, codziennie odkrywałam nowe możliwości, jakie daje surfowanie po internecie. Byłam w kontakcie z dawnymi znajomymi, mogłam sobie wyszukiwać przepisy kulinarne i sprawdzać repertuar kin w dowolnym momencie. Nie powiem, bardzo mi się to podobało.
 
Po jakimś czasie zaczęłam dostawać na maila reklamy. Między innymi od pewnego portalu randkowego. Pierwszy miesiąc był za darmo, więc się zarejestrowałam. I właśnie wtedy, kiedy Adaś rysował dinozaura, odkryłam, że otrzymałam maila od pewnego starszego pana, który miał zainteresowania podobne do moich, pisał z humorem, a na zdjęciu wyglądał trochę jak Omar Sharif.
 
– Cześć, tu Rysiek – przywitał mnie w słuchawce, kiedy w końcu zgodziłam się dać mu mój numer telefonu. – Co masz dzisiaj w planach? Dasz się porwać na ostrygi i szampana?
 
– Yyyy… – kompletnie mnie zatkało na tak wyszukaną propozycję.
 
– Dobra, też wolę pierogi! – roześmiał się Rysiek i już wiedziałam, że nadajemy na tej samej fali.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Układało nam się w sprawach łóżkowych

Po jakimś czasie jednak odkryłam, że Ryszard naprawdę lubi wyszukane jedzenie. Otworzył przede mną zupełnie nowy świat doznań kulinarnych: gotował dla mnie małże świętego Jakuba, uczył mnie jeść ślimaki, częstował owocami, o których nigdy wcześniej nie słyszałam.
 
– Nie jestem mężczyzną, który lekceważy doznania któregokolwiek ze zmysłów – rzucił kiedyś, puszczając do mnie oko i zrobiło mi się gorąco.
 
I tak, osiemnaście lat po rozwodzie z pierwszym mężem i sześć lat po śmierci drugiego zaczęłam poważnie rozważać trzecie małżeństwo. Zwłaszcza że w sypialni Rysiek także udowodnił mi, że doznania zmysłowe mogą być potężne.
 
– Chciałbym ci coś pokazać, kochanie – zaczął kiedyś, wołając mnie do komputera. – Oszalałbym, gdybym zobaczył cię w czymś takim – otworzył zdjęcie kompletu czarnej, koronkowej bielizny. 
 
– Moglibyśmy też spróbować tego…
 
I tak, po pięćdziesiątce, stałam się klientką internetowego sex-shopu.I musiałam przyznać, że bardzo mi się to spodobało!

 

– To było ciekawe – mruczałam po kolejnym eksperymencie w sypialni. – A wiesz, o czym jeszcze myślałam?
 
I w ten sposób Rysiek i ja zgromadziliśmy całkiem ładną kolekcję gadżetów dla dorosłych, które chowałam w starej walizce pod łóżkiem. Tak, to zdecydowanie była najciekawsza i najbardziej ekscytująca znajomość w moim życiu!
 
– Mamo, ostatnio kwitniesz – zauważyła córka. – To ten nowy facet? No proszę, fajnie, że kogoś masz!
 
Właściwie wszyscy dostrzegali, że promienieję. Śmiałam się w duchu, słysząc te komplementy, bo prawda była taka, że moje zadowolenie miało ścisły związek z udanym seksem. Ale przecież nie wypadało mi tego nawet sugerować. Byłam kobietą po pięćdziesiątce, matką i babcią. Musiałam więc zachowywać się jak przystało na stateczną starszą panią, chociaż w duchu czułam się jak nastolatka.
 
Spotykaliśmy się już jakiś czas, nasz związek robił się coraz poważniejszy, a moja rodzina była temu na szczęście przychylna. Zastanawiałam się nawet, czy nie powiedzieć Adasiowi, żeby mówił do mojego partnera „dziadku”, bo „wujku” brzmiało dziwnie sztucznie.
 
Adaś bywał wtedy u mnie codziennie, bo w przedszkolu panowała epidemia rotawirusa i Lilka nie chciała go narażać. Tak się przyzwyczaiłam do obecności małego, że straciłam czujność. Nawet więc nie pamiętam dokładnie, kiedy to było, ale kojarzę, że rozmawiałam przez telefon z Ryśkiem, a Adaś rysował coś w kuchni. Wydawało mi się, że mówię „szyfrem”, co było konieczne, bo rozmawialiśmy o nowej „zabawce”, czyli gadżecie z sex-shopu, który mieliśmy ochotę sobie sprawić. Musiałam wtedy powiedzieć o dwa słowa za dużo, chociaż przysięgłabym, że bardzo uważałam. Wydawało mi się także, że Adaś jest całkowicie skupiony na swoich rysunkach, a do tego zerka na bajkę w telewizji i kompletnie nie słucha, co babcia mówi do telefonu.
 
O tym, jak bardzo byłam w błędzie, przekonałam się kilka dni później.
 
– Dzięki, że się nim zajęliście! – Lila użyła liczby mnogiej, bo tamtego wieczoru Rysiek też był w domu, kiedy opiekowałam się wnukiem. – Adasiu, idź włóż swoje zabawki do pudła w babci pokoju, bo zaraz wychodzimy!
 
Córka dopijała właśnie herbatę, Rysiek stukał w kolanko zlewu, zastanawiając się, skąd cieknie woda, a ja składałam pranie. Dopiero po kilkunastu minutach zorientowaliśmy się, że „nie ma dziecka”. A każdy rodzic wie, że jeśli dziecko za długo jest cicho, to na bank zwiastuje to kłopoty!
 
– Adasiu, co tam tak długo robisz? – zawołała jeszcze niczego nie podejrzewająca Lilka.
 
– Bawię się zabawkami babci! – doszła nas odpowiedź.
 
– To kończ, bo zaraz idziemy!

Na szczęście zręcznie wybrnął z sytuacji

Wszyscy w tamtym momencie byliśmy pewni, że chodzi o klocki i dinozaury w pudle. Dopiero, kiedy Adaś wparował do pokoju z zafrasowaną miną i pytaniem: „Babciu, a co to jest?”, zamarzyłam, żeby ziemia się pode mną rozstąpiła i pochłonęła mnie, mojego mężczyznę oraz ów srebrny przedmiot w rączce Adasia.
 
– To jest… yyy… – Lilkę zamurowało. – Adasiu, skąd to wziąłeś?!
 
– No z zabawek babci – chłopczyk wzruszył ramionami. – Są pod łóżkiem. Słyszałem, jak mówiła, że ma zabawki w walizce, to zajrzałem. No to co to jest? Rakieta kosmiczna?
 
– Tak, to jest model rakiety kosmicznej – odezwał się nagle całkowicie opanowanym głosem Ryszard, wyjmując chłopcu z ręki mój wibrator. – Ona startuje, dlatego tak się trzęsie. Babcia ma pod łóżkiem dużo części do rakiet i innych narzędzi, ale na razie jesteś za mały, żeby się nimi bawić. Daj, odłożę to na miejsce, a ty potrzymaj moje obcęgi, dobra? Musisz mi koniecznie pomóc z tym zlewem. To zadanie dla dwóch mężczyzn!
 
Tym sposobem Rysiek odwrócił uwagę mojego wnuka od seks-gadżetu, ale niestety nie zdołał sprawić, że ziemia się rozstąpiła, bym mogłam skoczyć w kuszącą otchłań. Potwornie zażenowana podniosłam wzrok na córkę, przygotowując się do przeprosin i tłumaczeń. Nie zdążyłam jednak nic powiedzieć, bo w oczach Lilki zobaczyłam łzy od powstrzymywanego śmiechu. Córka dosłownie podskakiwała na krześle, tłumiąc chichot. Wstałam więc i zajęłam się zmywaniem naczyń, nie wiedząc, co z tym zrobić, aż ona i mały wyszli.
 
Zadzwoniła do mnie wieczorem.
 
– Mamo, nie przejmuj się – zaczęła. – Ryszard świetnie to załatwił, mały o niczym teraz nie mówi, jak tylko o tym, że naprawił babci zlew, bo to robota dla prawdziwego mężczyzny. Wszystko inne wyleciało mu z głowy.
 
– Wiesz, Lila, bo ja… my… no to jest… – zaczęłam się jąkać.
 
– Mamo, nie musisz się tłumaczyć! – przerwała mi. – Masz prawo trzymać w swoim domu to, co chcesz, i robić to, na co masz ochotę. Normalna sprawa. I wiesz co? Cieszę się, że dobrze ci się układa z Ryszardem. To świetny facet. A tą sytuacją się nie przejmuj, naprawdę!
 
Przyznam, że nie liczyłam na tak wiele zrozumienia, więc poczułam ogromną ulgę. Już się bałam, że wnuk doznał jakiejś traumy! Na szczęście tak się nie stało. Mimo wszystko, nim Adaś przyszedł do mnie ponownie, kupiłam jeszcze jeden malutki, ale ważny gadżecik: srebrną kłódkę do walizek na zamek szyfrowy!

Grażyna, 56 lat

Czytaj także:
Mąż traktował mnie jak towar wybrakowany
Adobe Stock, phpetrunina14
Prawdziwe historie
„Mąż co miesiąc pytał ją, czy jest już w ciąży. Traktował jak wybrakowany towar. To było upokarzające i bolesne”
Na jednej z wizyt ginekolog poradził jej, żeby przyszła z mężem, bo to może on jest bezpłodny. – Dobrze, pójdę, żeby ci udowodnić, że to ty jesteś do niczego – usłyszała, chociaż spodziewała się odmowy.

Znamy się z Michaśką od dziesięciu lat. Byłyśmy razem na kursie księgowych w stolicy i przez dwa tygodnie mieszkałyśmy w jednym pokoju hotelowym. Sporo młodsza ode mnie, ładna, zgrabna i bardzo wesoła, od razu ją polubiłam. Mieszkała wtedy pod Łodzią. Była bezdzietna, ale miała dobrą pracę, męża z własnym warsztatem samochodowym i ogólnie była zadowolona z życia. Tak mi się przynajmniej wtedy wydawało... Zaprosiłam ją któregoś lata do siebie na parę dni. Od tamtej pory dość często mnie odwiedzała, bo jak twierdziła, zauroczyły ją góry, cisza i spokój. W czasie jej pobytów dużo rozmawiałyśmy, ale nigdy się na nic nie skarżyła. Zawsze dobrze mówiła o mężu. Jednak ja wyczuwałam coś, co mnie niepokoiło. Kilka razy zapraszałam ich razem, ale przyjeżdżała tylko ona. – Michasiu, dlaczego twój mąż nie chce z tobą przyjechać? – pytałam. – Przecież tyle razy was zapraszałam. Mieszkam sama, dom mam duży, jest gdzie spać. Na pewno bylibyście zadowoleni, a i mnie byłoby weselej w liczniejszym gronie. – Jest zapracowany, poza tym nie może zostawić bez opieki swojego warsztatu – tłumaczyła się. Nie miałam powodu, by jej nie wierzyć, bo wiadomo, biznesu trzeba pilnować, ale nie byłam do końca przekonana. Z czasem przyjeżdżała coraz rzadziej, a w rozmowach telefonicznych niewiele opowiadała o sobie. Moje pytania zbywała ogólnikami, a po paru miesiącach w ogóle przestała odbierać ode mnie telefony. Pomyślałam, że może się o coś obraziła, ale nie miałam pojęcia, czym mogłam ją urazić. Było mi trochę przykro, bo zżyłam się z nią, polubiłam i wydawało mi się, że z wzajemnością. Nie chciałam być namolna, więc przestałam dzwonić I nagle, po dwóch latach przyjechała, bez zapowiedzi. Na jej widok doznałam szoku. Przede mną stała zupełnie inna kobieta – chuda, zaniedbana, w niczym nie...

Przerażona dziewczynka
Adobe Stock, Artsiom Kuchynski
Prawdziwe historie
„Moje dziecko zaginęło na obozie i przez cały dzień nikt tego nie zauważył. Policja znalazła ją w przydrożnym toi toiu”
„Wychowawczyni aż do wieczora nie zauważyła, że brakuje jej jednej obozowiczki. Mojej córki nie było podczas kolacji, a ona nadal nie zareagowała. Gdyby nie mój telefon, to moje biedne dziecko spędziłoby noc w przydrożnej toalecie”.

Pozmywam jeszcze tylko naczynia i zadzwonię do Ewy – pomyślałam, widząc, że zbliża się szósta po południu.    O tej i tylko o tej godzinie wychowawczyni na obozie pozwalała dzieciom dzwonić do domu. Taki był regulamin, o czym my, rodzice, zostaliśmy zawczasu poinformowani.   – Dzieci powinny odpocząć, także od urządzeń mobilnych – powiedziała nam kierowniczka już na samym początku. – Będą grały w gry zespołowe na świeżym powietrzu, chodziły na spacery i uprawiały sport. Nie przewidujemy siedzenia w internecie. Dlatego wychowawcy zostali poinstruowani, żeby zabierać komórki i tablety na cały dzień i oddawać je tylko na godzinę dziennie, między szóstą a siódmą, tuż przed kolacją. Wtedy dzieci będą miały czas wolny i będą mogły robić, co chcą: grać, dzwonić do rodziców, surfować w sieci – zaznaczyła.   Te reguły wydały mi się bardzo rozsądne. Wprawdzie Ewa nie była tak bardzo uzależniona od komputera jak jej starszy brat i jego koledzy, ale uznałam, że mojej dziesięciolatce przyda się abstynencja od telefonu. Może pozna kogoś nowego, zamiast cały czas dzwonić do koleżanek.    Odstawiłam ostatni talerz na ociekacz i spojrzałam na zegarek. Było pięć po szóstej. Wybrałam numer córki, ale nikt nie odebrał telefonu. Przez kwadrans próbowałam jeszcze kilka razy, z identycznym skutkiem. Trochę mnie to zaniepokoiło, bo zwykle córka odbierała po pierwszym sygnale. Uznałam jednak, że może dobrze się bawi i zapomniała spojrzeć na zegarek. Kiedy jednak dochodziła siódma, a ona się nie odzywała, poczułam niepokój. Dlaczego milczy? „Może dzisiaj nie ma ochoty ze mną rozmawiać” – pomyślałam, ale przecież sama w to nie wierzyłam. Gdyby Ewa weszła już w okres dojrzewania, pewnie miałaby muchy w nosie. Ale ona była jeszcze w wieku, kiedy mama jest najlepszą...

Szczęśliwa rodzina
Adobe Stock, Drobot Dean
Prawdziwe historie
„Rodzice nazywają mnie wyrodną matką, bo chodzę na imprezy. A ja godzę życie towarzyskie z macierzyństwem” 
„Ciąża była wpadką, ale nie oznaczała dla nas końca świata. Prawie nie odczuwaliśmy, że mamy córkę, że coś nam umyka, że już nie możemy się bawić, że obowiązki nas przytłaczają. Dziecko to nie kula u nogi i wieczne siedzenie w domu”.

Marcysia niedługo skończy półtora roku i jest naszym oczkiem w głowie. Chociaż nie była planowana i wyczekiwana, wręcz przeciwnie, to owoc klasycznej wpadki. Spotykałam się z Rafałem co prawda już dwa lata, ale oboje dopiero skończyliśmy szkoły i zaczęliśmy pracę. Chcieliśmy się nacieszyć dorosłością i niezależnością… Jednak nie wpadliśmy w rozpacz, nie było rwania włosów z głowy. Pewnie, że byliśmy źli, że tak się stało, bo chcieliśmy się najpierw wyszaleć. Ale stało się, jak się stało. Od razu podjęliśmy decyzję, że w takim razie się pobieramy.   Odnowiliśmy mieszkanko brata Rafała, który od kilku lat siedział w Anglii i nie zamierzał wracać. Na razie mogliśmy tam spokojnie mieszkać. Rodzice oczywiście też nie byli zachwyceni faktem, że zaraz zostaną dziadkami, ale po krótkim załamaniu ogarnęli się i zaczęli nam pomagać. Jak tylko Marcysia pojawiła się na świecie, wszyscy oszaleli na jej punkcie. Rafał uznał, że dla córki musi być kimś i… poszedł na studia!  Ja byłam na macierzyńskim, potem chciałam wracać do pracy, lecz rodzice – zarówno moi jak i Rafała – zakrzyczeli mnie. Obiecali, że dołożą się nam do życia, pomogą, bylebym zajmowała się córeczką. Nikt nie chciał słyszeć o tym, że miałabym do maleństwa sprowadzić jakąś obcą nianię, a wśród znajomych i rodziny nie było osób wolnych.    No więc stało się tak, że Rafał pracował i się uczył, ja zaś siedziałam w domu i zajmowałam się córką. Nie powiem, na początku byłam zachwycona. Ja też z przerażeniem myślałam, że moją córką miałaby się zajmować obca osoba. Poza tym – to ja chciałam być przy niej podczas wszystkich ważnych momentów jej życia. Gdy zaczynała siadać, jeść samodzielnie, chodzić, mówić… No więc na początku układało się super. Poprzednie lato było upalne i suche,...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj