Nowonarodzone dziecko
Adobe Stock, haveseen
Prawdziwe historie

„Wnuczka miała umrzeć zaraz po porodzie. Córka nie usunęła ciąży, a Marysia przyszła na świat cała i zdrowa"

„Lekarze nie mieli wątpliwości. Dla całej rodziny oznaczało to wielką tragedię. Niektórzy sugerowali aborcję, ale Justyna nie chciała nawet o tym słyszeć. Nie mogłaby zabić swojego dziecka. To było wykluczone".
Justynka, moja najstarsza córka, późno wyszła za mąż. Ada i Bartek mieli już spore pociechy, kiedy ona brała ślub. Ale za to trafiła wspaniale! Darek jest bardzo dobrym mężem, kocha moją córę nad życie i chętnie jej we wszystkim pomaga.
 
Justynka i Darek marzyli o dziecku, starali się i nic. Dlatego, kiedy po kilku latach oznajmili, że spodziewają się maluszka, cała rodzina ogromnie się ucieszyła. Justynka porobiła badania. Wszystko było w porządku. Oczekiwaliśmy zdrowego dzidziusia. Darek dosłownie nosił moją córkę na rękach.
 
Tamtego pamiętnego dnia Justynka i Darek poszli na kolejne usg. To miało być rutynowe badanie, bo dziecko rozwijało się dobrze. Po badaniu obiecali wpaść do mnie. Przyszły też moje młodsze dzieci. Czekaliśmy na nich, żartując i śmiejąc się, kiedy zadzwonił dzwonek.
 
– Justynka! – ucieszyłam się.
 
To była ona z mężem, ale na ich widok słowa wesołego powitania zamarły mi na ustach. Darek patrzył ponuro, a moja córka była szara na twarzy i dłońmi osłaniała zaokrąglony brzuszek. Małżonkowie usiedli, milcząc. Wystraszyłam się. Zapytałam niepewnym głosem:
 
– Jak tam po usg?
 
Wtedy moja córka rozpłakała się. Nie mogłam znieść tego widoku. Już wiedziałam, że stało się coś złego. Objęłam mocno córkę, ucałowałam ją i zwróciłam się do Darka:
 
– Co się stało? Niech ktoś nam wreszcie powie, co jest grane!
 
– Nic z tego nie rozumiem... – westchnął mój zięć. – Przecież wszystko było dobrze! Lekarz zapewniał, że maleństwo jest zdrowe!
 
– Na miłość boską! Co z dzieckiem?! – krzyknęłam.
 
Podobno usg wykazało, że… dzieciątko prawie nie ma czaszki!
 
– Po narodzinach skazane jest na śmierć – wyjaśnił nam Darek.
 
– Lekarz chciał je zabić! – jęknęła Justynka. – Chyba zwariował! Jak mogłabym zabić własne dziecko?! Ale on mówi, że maleńka i tak nie przeżyje, a ja mogę mieć inne zdrowe dzieci. On nic nie rozumie...
 
Ta tragiczna wieść kompletnie nas sparaliżowała. Ledwie zrozumieliśmy, że dzieciątko Justynki to dziewczynka. Byliśmy załamani diagnozą. Pierwsza ocknęła się Ada.
 
– Musisz iść do innego lekarza! Może ten się myli albo aparat był zepsuty – zwróciła się do siostry.
 
Uczepiliśmy się gorączkowo tej myśli. Justynka wędrowała od specjalisty do specjalisty. Niestety, szczegółowe badania potwierdziły wcześniejszą diagnozę. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam straszne, będące wyrokiem śmierci słowo: anencefalia. Dowiedziałam się, że główka dzieciątka Justysi przestała rosnąć na wysokości brwi i maleństwo pozbawione jest części mózgu.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Z dalekiego Głogowa przyjechali do nas także rodzice Darka

– Jakie są rokowania dla dziecka? – dopytywali. – Co się dzieje?
 
Córka próbowała coś powiedzieć, ale nie mogła. Darek ją przytulił.
 
– Ja wam to spróbuję wytłumaczyć… – powiedział cicho.
 
Moja wnusia była skazana na śmierć. Wprawdzie reszta jej organizmu rozwijała się prawidłowo, ale brak części czaszki i mózgu oznaczał, że nawet jeśli urodzi się żywa, to umrze w ciągu kilku godzin. Ta świadomość była najgorsza.
 
– Naprawdę nic nie można zrobić? – załkała mama Darka.
 
– Nic! To wada rozwojowa, letalna, czyli śmiertelna… Możliwe, że maleńka nie dożyje nawet końca ciąży – Darek mocniej przytulił Justynkę. – Jedni lekarze radzą donosić ciążę i urodzić, a potem… po prostu pochować nasze dziecko. A inni twierdzą, że lepiej…
 
– Nie zabiję mojego dziecka! – oznajmiła nagle mocnym głosem Justyna. – Nie dość, że i tak czeka je śmierć, to jeszcze miałabym ją przyspieszyć?! Ja, matka?! Nie wmówią mi, że aborcja będzie lepsza! To ja jestem matką, ja cierpię i wiem jedno! Nie pozwolę krzywdzić mojej córeczki! Nie pozwolę zadawać jej bólu, usuwać jej ciałka po kawałku ani truć, by umarła! Bez względu na wszystko jestem matką i moim obowiązkiem jest ją chronić! Ratować ją, jeżeli jest tylko taka możliwość i choć iskierka nadziei, a gdy jej nie ma, moim obowiązkiem jest być przy niej do końca, by nie czuła się samotna czy przestraszona. Musi wiedzieć, że jestem i zawsze będę obok, by ją chronić i kochać…
 
Justynka urwała, osłoniła brzuch ramionami i znowu się rozpłakała.
 
– Ale dziewczyno, jak ty sobie z tym dasz radę? – spytał Bartek.
 
Córka spojrzała na brata, jakby ją uderzył. Była zdenerwowana.
 
– Jestem dorosła, a przede wszystkim wierząca – powiedziała powoli i z naciskiem. – Ty też jesteś wierzący i chyba rozumiesz, o czym mówię. Dam sobie radę! Mam Darka, was, w ostateczności są psychologowie, psychiatrzy… To moje dziecko! Jeśli ja, matka, zdradziłabym, zawiodłabym swoje dziecko, to komu na tym świecie można zaufać?!

Byłam taka dumna ze swojej córeczki!

Ajednocześnie tak bardzo się o nią bałam… Ale Justynka podjęła decyzję, a Darek ją w tym wspierał. Postanowili przywitać swoje dziecko na świecie, ochrzcić je, jeśli tylko urodzi się żywe, a potem pożegnać z miłością i godnie pochować.
 
– Przynajmniej będę miała jej grób, na którym będę się mogła pomodlić – powiedziała córka, kiedy ją któregoś dnia odwiedziłam. – Nie zniosłabym myśli, że pokawałkowane ciałko mojego dzieciątka spłynęło do kanalizacji jak jakieś nieczystości! To byłoby barbarzyństwo.
 
Potem pokazała mi w internecie świadectwa rodziców, których dzieci dotknęła anencefalia, rady, jak przejść przez taką ciążę, jak sobie poradzić psychicznie, a także wzruszające opisy pożegnań. Podobno te biedne maleństwa czują, że są kochane, reagują na dotyk matki. Spłakałam się, ale już wiedziałam dokładnie, co czuje moja córeczka.
 
Czekaliśmy więc na narodziny maleńkiej. Wszyscy byli gotowi jechać do szpitala, by czekać, aż Justynka urodzi i potem, jeśli Bóg pozwoli, powitać i pożegnać naszą kruszynkę. Widziałam, że córka boi się tego dnia, a jednocześnie wyczekuje i po cichu żywi nadzieję, że stanie się cud. Dużo się modliła, była wyciszona i taka jakaś pogodna, mimo swojego cierpienia. 
Podziwiałam ją i modliłam się razem z nią, prosząc Boga o cud, wiedziałam bowiem, jak straszliwie cierpi. Sama też cierpiałam okrutnie.
 
Którejś niedzieli, czekając na mszę świętą, zauważyłam, że jakaś młoda kobieta rozkłada na kościelnych ławkach małe karteczki. Do mnie też podeszła i położyła kilka z nich na pulpicie. Wzięłam jedną do ręki. To była informacja o nowennie pompejańskiej, która pomaga wyprosić u Boga najróżniejsze łaski. Przeczytałam, że należy się modlić przez pięćdziesiąt cztery dni, codziennie odmawiając najmniej trzy części różańca.

Najpierw uznałam, że to nie dla mnie, a potem… pomyślałam o dziecku Justynki i schowałam do torebki karteczkę. W końcu w takiej sytuacji jak nasza, człowiek chwyta się każdej, najmniejszej nawet iskierki nadziei…
 
Następnego dnia pokazałam modlitwę Justynce.
 
– To jakiś znak, mamo! – zawołała, kiedy zapoznała się z treścią ulotki. – Do wyznaczonego przez lekarzy terminu porodu pozostało właśnie tyle dni. Mamo, daj mi tę kartkę. Ja się będę modliła o cud.
 
Dałam jej ulotkę i obiecałam, że także będę się modlić. Justynka zadzwoniła też do rodzeństwa i teściów, i na wszystkich wymogła odmawianie nowenny pompejańskiej. Z internetu ściągnęła informacje o tej nowennie, wydrukowała dla każdego harmonogram modlitw. 
 
Jeszcze tego samego dnia zaczęliśmy odmawiać nowennę pompejańską w intencji córeczki Justynki, żeby urodziła się zdrowa. Na początku męczyło mnie odmawianie różańca. W dodatku Justynka prosiła, by odmawiać wszystkie cztery części. Potem jednak wciągnęłam się i nie wyobrażałam już sobie dnia bez modlitwy. 
 
Uchwyciłam się tego jak ostatniej deski ratunku, i czułam, że spływa na mnie spokój. Kiedy znajomy ksiądz dowiedział się, że odmawiamy nowennę pompejańską za córeczkę Justynki, powiedział, że ta modlitwa to skuteczny szturm do nieba.
Zaczęłam więc odmawiać ją z jeszcze większą żarliwością.
 
W końcu nadszedł wyznaczony dzień porodu i Justyna pojechała do szpitala. Zgromadziliśmy się w nim wszyscy, przyjechali też rodzice Darka, żeby pierwszy i zapewne ostatni raz spojrzeć na wnuczkę. Czekaliśmy w napięciu, ale tego dnia córka nie urodziła.
 
– Jedźcie do domu!– powiedziała, kiedy wyszła do nas na chwilę. 
 
– Na pewno urodzę jutro!
 
Pojechaliśmy więc. Następnego dnia wczesnym rankiem na nogi postawił nas telefon od Darka, że Justynka zaczęła rodzić. Kto mógł, popędził więc do szpitala.  Wkrótce byliśmy tam razem z rodzicami Darka, natomiast Bartek, Ada i Angelika dołączyli do nas, kiedy tylko udało im się znaleźć kogoś do opieki nad dziećmi.
 
Te kilka godzin, które tam spędziliśmy, było najcięższymi godzinami w naszym życiu. Wszyscy siedzieli jak na szpilkach, bojąc się tego, co mogło się zdarzyć. Nie wiem, jak reszta, ale ja cały czas modliłam się o zdrowie dla wnuczki.
Wreszcie usłyszeliśmy krzyk dziecka, a chwilę potem wyszedł do nas Darek. Był roztrzęsiony i zapłakany.

Serce we mnie zamarło

Bez słowa wskazał drzwi sali, za którymi leżała Justyna. Weszliśmy cicho, przerażeni myślą, jaki widok nas czeka. Spojrzałam na córkę i dziecko, i nagle poczułam, że świat wiruje wokół mnie, a grunt usuwa mi się spod nóg. Zaraz jednak pozbierałam się i podbiegłam do Justynki, która zmęczona i rozpromieniona trzymała w ramionach… śliczną zdrową dziewczynkę.
 
– To jest Marysia – powiedziała, połykając łzy szczęścia. – Powitajcie na świecie nasz mały cud.
 
Patrzyliśmy i nie wierzyliśmy własnym oczom. Spodziewaliśmy się zniekształconej czaszki, makabrycznego widoku odsłoniętego mózgu, cichej agonii maleństwa, a tymczasem naszym oczom ukazała się zdrowa, pulchniutka dziewczyneczka o ciemnych, nieprawdopodobnie bujnych loczkach, okrywających kształtną okrągłą główkę. Maleństwo raźnie wywijało nóżkami i rączkami, cichutko kwiląc, gdy uszczęśliwiona matka tuliła je i całowała. Obok stali lekarz i położne – wszyscy niebotycznie zdumieni.
 
– Niemożliwe! – pokręcił głową lekarz. – Przecież sam widziałem usg! Ledwie tydzień temu to dziecko nie miało połowy mózgu i czaszki! Doprawdy, nie potrafię tego wyjaśnić racjonalnie…
 
– Ależ nikt tego od pana doktora nie oczekuje – roześmiała się zmęczona, ale rozpromieniona Justynka. – Cudu nie da się wytłumaczyć racjonalnie. To przecież zjawisko nadnaturalne, prawda?
 
– Cud to cud – dodał Darek, patrząc ze łzami w oczach na swoje dwie ukochane kobietki.
 
Chyba dopiero teraz dotarło do nas, co się tak naprawdę wydarzyło. Zaczęliśmy szlochać, śmiać się, ściskać nawzajem i powtarzać:
 
– Bogu niech będą dzięki!
 
W końcu położna, sama wzruszona i spłakana, wyprosiła nas z sali, aby Justynka i jej córeczka mogły odpocząć po porodzie.
 
W ciągu następnych dni dzieciątko przeszło wszelkie możliwe badania, które potwierdziły, że jest zdrowe, prawidłowo rozwinięte i wcale nie ma ochoty na umieranie. Dziewczynka dostała aż dziesięć punktów w skali Apgar. 
Wszyscy z niedowierzaniem patrzyli na wyniki badań usg, wykonywanych, gdy Justynka była jeszcze w ciąży, i ze zdumienia przecierali oczy. Po zniekształceniu czaszki i mózgu nie było najmniejszego śladu, jakiejkolwiek blizny, szramy, czegokolwiek, co mogłoby przypominać o kłopotach z rozwojem. 
 
Marysia rosła, przybierała na wadze, miała wspaniały apetyt, i to najwyraźniej nie tylko na mleko mamy, ale po prostu na życie. Po ukończeniu przez nią dwóch tygodni wypisano ją ze szpitala. Wkrótce potem moja cudownie uzdrowiona wnuczka została ochrzczona imieniem Maria. Żadnego innego nie mogła nosić! Jest wszakże widomym znakiem cudu wymodlonego za przyczyną Maryi poprzez nowennę pompejańską.
 
Od tamtej pory minęło już kilka lat. Wkrótce po narodzinach Marysi okazało się, że Justynka nie będzie mogła mieć więcej dzieci.
 
Tym bardziej więc byliśmy uszczęśliwieni cudownymi narodzinami mojej wnusi. A Marysia rośnie, jest dumą i wielką miłością swoich rodziców, i całej rodziny. To prawdziwy promyczek, wesoła szczebiotka ciekawa świata, mała przylepka. Umie już czytać, choć ma dopiero cztery i pół roku, i wciąż domaga się nowych książeczek. Kto by pomyślał, że przez wiele miesięcy myśleliśmy, że umrze zaraz po narodzeniu!
 
Niedawno nauczyłam ją modlić się na różańcu. Odmawia na razie ze mną tylko dziesiątkę dziennie, ale gdy podrośnie, opowiem jej o nowennie pompejańskiej. Cała nasza rodzina stara się propagować tę niezwykłą modlitwę. Pragniemy w ten sposób wyrazić swoją wdzięczność wobec Boga za cud narodzin naszej małej Marysi.
 
Marta, 53 lata

Czytaj także:
Dziewczynka oddana do adopcji
Adobe Stock, Tomasz
Prawdziwe historie
„Moja żona zmarła przy porodzie. Nie mogłem nawet spojrzeć na nasze dziecko, podpisałem papiery adopcyjne i uciekłem”
Tyle że Ani już nie było, a bez niej nic nie miało sensu. Nawet… to dziecko. Wstałem z krzesła i odwróciłem się plecami do własnej córki, po czym szybko odszedłem.

Są takie sytuacje, których człowiek nie zapomni do końca życia i które zawsze będą go prześladować, choćby nie wiem co. Mnie coś takiego właśnie spotkało. Nigdy sobie nie wybaczyłem, chociaż na nowo próbuję budować swój świat. Ale to będzie ze mną zawsze i wszędzie. Kiedy poznałem moją żonę, byłem najszczęśliwszym facetem na świecie Motyle w brzuchu, te sprawy. To było dziwne, bo czasy szczenięce miałem już dawno za sobą. Ania miała dwadzieścia dziewięć lat i wydawała mi się najwspanialszą kobietą pod słońcem. Kiedy się śmiała, śmiał się każdy w jej otoczeniu. Potrafiła poprawić humor kilkoma słowami i jak nikt piekła sernik z ricotty. Nie chciałem długo czekać ze ślubem. Pobraliśmy się w moje trzydzieste szóste urodziny, niecały rok po naszej pierwszej randce. Idylla wcale nie zmieniła się w rutynę codzienności, gdy tylko nałożyliśmy sobie obrączki. To było niesamowite, ale z dnia na dzień czułem się szczęśliwszy. Kiedy znajomi podśmiewali się ze mnie, twierdząc, że w końcu miesiąc miodowy się skończy, wiedziałem swoje. Nigdy nie przestanę kochać Ani, zawsze będzie tą najważniejszą i jedyną. To Ania zaczęła mówić o dziecku Najpierw nieśmiało napomykała, potem toczyliśmy już poważne rozmowy na ten temat. W sumie nie było na co czekać. Mieliśmy mieszkanie, dobrą pracę, ona bardzo pragnęła zostać matką, a ja chciałem ją uszczęśliwiać. No i wzruszała mnie myśl o maleńkiej istocie, łączącej w sobie część mnie i część jej. Nie obyło się bez problemów, bo mimo usilnych starań Ania nie mogła zajść w ciążę. Robiliśmy mnóstwo badań i całe to płodzenie stawało się coraz bardziej męczące, ale czego się nie robi dla ukochanej kobiety. Wreszcie zaskoczyło. Dwie kreski na teście, radość nie z tej...

Moja córka mnie nie rozpoznaje
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Moja córka straciła pamięć. Nie wiedziała, że jestem jej mamą, kazała mi się wynosić”
„Miała taki pusty, zimny, a nawet zły wzrok. Zrozpaczona pobiegłam do lekarza. – Czy moja córka przypomni sobie, kim jestem? – łkałam. – Prawdopodobnie tak. Ale gwarancji nie ma – rozłożył bezradnie ręce”.

Czy wiecie, jak czuje się matka, której nie poznaje własne dziecko? Ja wiem. Moja trzynastoletnia córka Karina przez długi czas nie wiedziała nawet, jak mam na imię, kim jestem, co robię obok niej. Co gorsza, nie było gwarancji, że sobie kiedyś przypomni. Koszmar. Miała taki pusty, zimny wzrok Płakałam jak małe dziecko. Dokładnie pamiętam dzień, w którym zachorowała. Wróciła ze szkoły i zaczęła narzekać, że boli ją biodro. Planowałyśmy wielkie porządki w jej pokoju, dlatego myślałam, że to tylko wymówka. Karina nigdy nie lubiła sprzątać i zawsze wymyślała tysiące powodów, byle tylko się do tego nie zabrać. Pewnie i tym razem… Zamiast jej więc współczuć, ofuknęłam porządnie. I uprzedziłam, że jak wieczorem usłyszę, że nagle w cudowny sposób wyzdrowiała i chce iść do koleżanki, nie dość, że jej nie puszczę, to jeszcze każę posprzątać cały dom. Zwykle w takich wypadkach córka wzdychała i wywracała oczami, ale łapała za szczotę. Wtedy jednak położyła się bez słowa do łóżka. Ogarnął mnie dziwny niepokój. Pomyślałam, że jak do następnego dnia nadal będzie źle się czuła, to zawiozę ją do lekarza. Karina nie przespała w nocy nawet minuty. Narzekała, że ból coraz bardziej się nasila. Rankiem wsadziłam ja więc do samochodu i zawiozłam do przychodni. Diagnoza była błyskawiczna: zapalenie stawu biodrowego. Lekarz wypisał receptę na leki i zalecił odpoczynek – Ale to na pewno nic groźnego? Nic poważnego? – dopytywałam się. – Na pewno, spokojnie. Za kilka dni córka wydobrzeje – uspokoił mnie. Nie wydobrzała. Ani następnego dnia, ani kolejnego. Wręcz przeciwnie, czuła się coraz gorzej. W pewnym momencie ból stał się tak silny, że aż jej łzy po policzkach poleciały . Przerażona zadzwoniłam po pogotowie. Karina trafiła do szpitala...

Chciałam oddać dziecko do adopcji
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Tuż po porodzie chciałam oddać dziecko do adopcji. Miałam 19 lat i żadnego wsparcia. Rodzice się mnie wstydzili”
„Boże, to już? Już mi go zabierają? Niby podpisałam papiery, ale… – drżałam ze strachu przed tą chwilą. – Nie oddam go. Za nic w świecie. Słyszy pani? Zmieniłam zdanie. – wykrzyczałam, gdy tylko przestąpiła próg sali”.

Byłam o krok od popełnienia największego błędu w życiu. Ze strachu, z powodu braku wsparcia bliskich. W ostatniej chwili na mojej drodze stanął ktoś, kto pomógł mi zrozumieć, jak wielkim darem jest macierzyństwo. Dziś były występy w przedszkolu Najważniejsze, bo pierwsze. Mój Kubuś, wystrojony w kraciastą koszulę i śliczną błękitną marynareczkę, po raz pierwszy wystąpił przed publicznością. Płakałam jak bóbr. Tym bardziej że przedstawienie odbywało się z okazji Dnia Matki i Ojca. Gdy przypomnę sobie, co chciałam zrobić, ciarki przechodzą mi po plecach. Byłam w maturalnej klasie, kiedy zaczęłam spotykać się z Szymonem. Nie zaliczał się do przystojaników, ale miał w sobie „to coś”. Oboje planowaliśmy kontynuować naukę po maturze. Ja chciałam zdawać na filologię angielską, a on do szkoły strażackiej. Niestety, z moich planów nic nie wyszło, bo niedługo po studniówce zaszłam w ciążę . Kiedy zrobiłam test, nie mogłam uwierzyć, że jest pozytywny. Miałam dopiero dziewiętnaście lat! Tyle marzeń i planów… Matura była tuż, tuż, a ja z brzuchem Szymon, cóż, od razu się wycofał. Stwierdził, że nie dorósł do roli ojca, że ma plany. Zostałam sama. Zawiodłam rodziców, bo przecież tak na mnie liczyli. Myśleli, że coś w życiu osiągnę, skończę studia, znajdę dobrze płatną pracę, a tu… Panna z brzuchem, w dodatku samotna. Czułam, że się tego wstydzą. Mieszkamy w niewielkiej miejscowości, gdzie wszyscy wszystko o sobie wiedzą. Rodzice zadecydowali, że muszę wyprowadzić się do babci, bo nie chcieli być „na językach”. Koszmar! Dla nich zawsze najbardziej liczyło się, co ludzie powiedzą. Nie miałam wyjścia, musiałam przenieść się do babci, do Warszawy. Ja też nie chciałam tego dziecka, byłam za młoda na macierzyństwo. Marzyłam o studiach, a nie...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj