Kobieta, która jest w ciaży
Adobe Stock, LIGHTFIELD STUDIOS
Prawdziwe historie

„Wszyscy myśleli, że Amelka jest z wpadki, a ja to zaplanowałam. Chciałam, żeby ktoś zrobił mi dziecko, bo byłam samotna”

„Rzuciłam się w wir romansów. Przyjaciółki myślały, że u przypadkowych partnerów szukałam miłości czy ciepła. A ja chciałam tylko jednego. Pragnęłam, by jeden z nich dał mi dziecko, które byłoby moje i tylko moje. Niech mnie zapłodni, a potem sobie zniknie”.
Czułam się samotna, tak potwornie samotna. Chciałam wreszcie mieć kogoś do kochania. Moi rodzice wyjechali za granicę, kiedy miałam zaledwie osiem lat, zostawiając mnie pod opieką babci. To ona dawała mi poczucie bezpieczeństwa i zaoferowała bliskość.
 
Mama i tata tylko przysyłali prezenty i pieniądze na moje utrzymanie. Babcia zmarła na wylew krótko po moich dwudziestych pierwszych urodzinach. Świat mi się wtedy zawalił. Rodzice zaproponowali, żebym przeprowadziła się do nich do Niemiec, ale stanowczo odmówiłam. Za późno! Powinni mnie do siebie zabrać, kiedy byłam jeszcze mała. Jako dorosła kobieta, nawet tak młoda, nie potrzebowałam już od nich niczego oprócz pieniędzy. Na przykład na studia, kursy czy szkolenia.
 
Nie zamierzałam odnawiać ani tym bardziej zacieśniać relacji z rodzicami, ale chciałam mieć kogoś bliskiego. Dlatego rzuciłam się w wir romansów. Przyjaciółki myślały, że u przypadkowych partnerów szukałam miłości, intymności czy ciepła. A ja chciałam tylko jednego. Pragnęłam, by jeden z nich dał mi dziecko, które byłoby moje i tylko moje. Niech mnie zapłodni, a potem sobie zniknie.
 
Specjalnie tak to załatwiałam, żeby się nie wiązać, nie robić im żadnych nadziei. Kiedy wreszcie test ciążowy pokazał dwie kreski, skakałam pod sufit z radości. One pokazały mi, że mam dla kogo żyć i teraz wszystko nabierze sensu. Dlaczego uznałam, że najlepszym lekiem na samotność będzie macierzyństwo, a nie związek z mężczyzną? Nie mam pojęcia. Po prostu tak czułam. Pragnęłam trzymać w ramionach swojego synka albo córeczkę, a nie swojego mężczyznę. Może to wina tego, że nie miałam w dzieciństwie odpowiednich wzorców? Jako mała dziewczynka nie mogłam obserwować mamy i taty, w roli kochającej się pary, i uczyć się przez przykład.
 
Miałam obok siebie tylko kochającą babcię. Być może dlatego właśnie uznałam, że rodzina to dziecko i opiekun. Miłość to odpowiedzialność i pragnienie dobra ukochanej osoby. Tylko tyle i aż tyle. Ja kocham Amelkę zawsze, nawet wtedy, kiedy jest niegrzeczna, kiedy doprowadza mnie do wściekłości, szaleństwa lub płaczu. Przysparza mi mnóstwo radości, ale jest też źródłem nieustannych lęków.
 
– Jak ją utrzymam, na kogo wyrośnie, czy sobie poradzi w życiu... – zamartwiam się po kilka razy dziennie.
 
Miłość to gotowość do poświęceń. Mogę z powodu dziecka zrezygnować ze studiów, stracić okazję na zdobycie satysfakcjonującej pracy, odpuścić sobie facetów. Byle tylko moja córka dostała ode mnie maksimum czasu i uwagi, i była szczęśliwa. Zdaję sobie sprawę, że to błędne myślenie. Specjaliści twierdzą, że spełniona mama to automatycznie lepsza mama. No i niby dziecko nie jest przeszkodą w samorealizacji.

Niby tak, ale… czasem naprawdę ciężko mi ciągnąć studia. Z jednej strony, zajęcia na uczelni stanowią fajną odskocznię od pieluszkowo-kaszkowego maratonu. Z drugiej, czy to wykład, czy ćwiczenia, tęsknię za Amelcią i w kółko się zastanawiam, co teraz robi, jak się czuje i czy wszystko z nią okej. Z kolei nauka w domu to czysta farsa. Teoretycznie możliwa, kiedy mała śpi, ale na Boga, nie jestem robotem, więc jak tylko trafi mi się chwila luzu, wykorzystuję ją na sen, relaksującą kąpiel albo czytanie i to bynajmniej nie naukowych dzieł.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Życie samotnej matki to zapieprz od rana do nocy

Muszę wziąć chłodny prysznic, a potem wypić podwójną kawę, zanim padnę na twarz. Byłam z Amelią w galerii handlowej bite dwie godziny. Okropne miejsce – gorąco, duchota i komercja. Dostaję tam mdłości i zawrotów głowy. No ale mała się uparła. Chciała, żeby jej kupić supermodne buciki z kotkiem. Kapryśnica.
 
Po kim ona jest taka modnisia? Ja tam noszę ciuchy z lumpeksu i wyglądam w nich fajnie. Nie zawracam sobie głowy głupimi metkami. Uległam jednak prośbom i groźbom córki. Gdyby nie dostała wymarzonych adidasków, gotowa była chodzić boso albo kazałaby się nosić na rękach. Tylko teraz naprawdę nie wiem, co będziemy jeść do końca miesiąca. 
 
Kiedy w galerii przechodziłyśmy obok fontanny, Amelka zatrzymała się i aż rozdziawiła buzię z zachwytu.
 
– Mama, pacz! – zawołała. – Plac zabaw dla wody! Popacz!
 
Śmieszne to moje dziecko. Każdego dnia potrafi mnie zaskoczyć, rozśmieszyć, wzruszyć albo zezłościć. Każdego wieczoru, kiedy zasypiam, dziękuję Bogu za to, że ją urodziłam i jest ze mną. Wczoraj budowała kolorową wieżę z klocków ponad godzinę! Skupiona, cichutka, mój mądry aniołek.

Kim jest jej ojciec? Nie wiem

Kiedy już postanowiłam, że muszę mieć dziecko, zrealizowanie tego zamiaru wcale nie było łatwe. Znam te wszystkie historie nieplanowanych ciąż. Podstępnie pękające gumki, przeterminowane tabletki antykoncepcyjne sprzedane przez diaboliczną aptekarkę albo wymioty, które zakłóciły cykl, kalendarzyk małżeński, w którym poprzestawiały się dni… Wypadki i wpadki chodzą po ludziach.

Ja tymczasem musiałam się porządnie napracować, żeby zajść w ciążę. Nie zawracałam sobie głowy obliczaniem dni płodnych. Postawiłam na liczbę stosunków, przekonana, że im więcej prób, tym większe prawdopodobieństwo zapłodnienia. Wiem, że to brzmi niefajnie, technicznie i puszczalsko zarazem. Ale taka prawda. Prawda rzadko bywa ładna. Gdzie znajdowałam kandydatów na samców rozpłodowych? Różnie. No forach internetowych, na dyskotekach. Jak skłaniałam ich do stosunku bez zabezpieczenia? Też różnie. Czasem ściemniałam, że jestem dziewicą. Tę wersję sprzedałam sześciu facetom: sześć razy traciłam cnotę, to chyba rekord!

Czasem mówiłam, że byłam tylko z jednym chłopakiem, który właśnie mnie zostawił i muszę odreagować. Przekonywałam, że mam uczulenie na prezerwatywy albo biorę tabletki. Bla, bla, bla… Większość chętnie to łykała, widać popęd był u nich silniejszy niż rozsądek.
 
Trwało to pół roku. I umówmy się, nie było specjalnie przykre, w końcu ich wybierałam, a nie brałam z łapanki, zanim w końcu osiągnęłam swój cel. Owszem, ryzykowałam. Niby pytałam, czy są zdrowi, ale mogli kłamać. Po wszystkim się przebadałam się i na szczęście niczym się nie zaraziłam. Grałam o najwyższą stawkę, o kogoś do kochania, byłam gotowa poświęcić wiele, nawet zdrowie. I życie. Ktoś powie, że brak mi moralności i rozumu. W porządku, jego prawo. Jednak kiedy patrzę na kudłaty łepek córki, na jej drobne rączki, zmrużone niebieskie oczka… Wiem, że było warto i że zrobiłabym to raz jeszcze.

Co z nami dalej będzie? Na razie radzimy sobie dobrze. Studiuję, starzy przysyłają kasę. Może tak zostać. A jednak nie. Wygląda na to, że nadchodzi czas zmian, choć wcale ich nie oczekiwałam, nie pragnęłam… Przed chwilą dzwoniła mama. Namawiała, żebym do nich przyjechała, obiecywała, że mi załatwią pracę, pomogą przy Amelce i z nauką.
 
Mówiła, że rodzina powinna być razem. Jaka rodzina, k…? Co mnie łączy z tymi ludźmi? Nazwisko? DNA? Moja rodzina to Amelka i przyjaciółki.
 
Ale skąd moja matka miałaby o tym wiedzieć? W ogóle mnie nie zna. To była ich decyzja, nie moja. Chyba po raz pierwszy porozmawiałam z nią szczerze do bólu. Wykrzyczałam, że mnie opuścili i że są dla mnie obcy. Do tej pory panowała między nami fałszywie pogodna uprzejmość.
 
– Co u ciebie? Jak na studiach? Czy pieniądze doszły? – pytała mama.
 
– Dziękuję, doszły. Wszystko okej.
 
Sztywno, oficjalnie, bezpiecznie. Ale tym razem coś we mnie pękło. Przestałam udawać i wykrzyczałam, co myślę.
 
– Przecież ty nawet nie widziałaś Amelki! Nie byłaś dla mnie matką i nie jesteś dla niej babcią!
 
– Widziałam ją… – zaprotestowała bez przekonania.
 
– Na zdjęciach i filmikach. To się nie liczy!
 
– Zapraszałam was do nas! Nie chciałaś przyjechać...
 
– Zapraszałaś, ale sama nigdy nie przyjechałaś. Ani tata. Nigdy! Dlaczego?
 
– Bo… bo było mi wstyd. Bo się bałam! – jęknęła.
 
– Niby czego?
 
– Spojrzeć ci w twarz. Wyczytać w twoich oczach: nienawidzę cię i nigdy ci nie wybaczę. Wiem, że cię porzuciliśmy!
 
– Dlaczego? Powiedz mi wreszcie: dlaczego? Chyba tyle jesteś mi winna.
 
– Bo nie chcieliśmy być rodzicami. Nie byłaś planowanym dzieckiem. Przepraszam, Beatko. Po prostu nas to przerosło i wykorzystaliśmy pierwszą okazję, by uciec od odpowiedzialności. Ja potem żałowałam, bardzo żałowałam, ale… im więcej czasu mijało, tym trudniej było mi się przełamać i zrobić krok w twoją stronę. Teraz jest już za późno, prawda?
 
Chciałam odpowiedzieć: tak, jest już za późno, chciałam matkę ukarać, sprawić, by cierpiała, ale w ostatniej chwili ugryzłam się w język. W chwili olśnienia zrozumiałam, że muszę spróbować naprawić z nią stosunki. Może z tatą też. Muszę to zrobić, nie dla nich, ani nawet nie dla siebie, ale dla mojej Amelki. Muszę uporać się z traumami i problemami po to, by zyskać siłę i wychować córkę na szczęśliwą kobietę.
 
Wzięłam głęboki oddech.
 
– Nie jest za późno, mamo – powiedziałam. – Nigdy nie jest za późno, by odnaleźć drogę do drugiego człowieka. Zwłaszcza jeśli ten drugi człowiek jest twoim dzieckiem. Przyjedź, pogadamy, poznamy się.
 
Mama zjawi się u nas jutro. Boję się tego spotkania jak cholera. Jakbym znalazła się na życiowym zakręcie. Nie mam pojęcia, co mnie za nim czeka. 

Beata, 26 lat


Czytaj także:
Starsza córka zazdrosna o siostrę
Adobe Stock, Анна Волгина
Prawdziwe historie
„Starsza córka krzyczała, że nie chce młodszej siostry. Zastałam ją, jak wynosi niemowlaka na balkon!”
Moja 5-latka nie była gotowa na narodziny młodszej siostry. Myślała, że przestaliśmy ją kochać i stale zabiegała o uwagę.

Do niedawna Ola była pępkiem świata, wszystko kręciło się wokół niej, rodziców miała na wyłączność. Narodziny Amelki wszystko zmieniły. Nic dziwnego, że jest jej trudno... Na wieść o mojej drugiej ciąży cała rodzina zareagowała entuzjastycznie. No, może prawie cała, bo nasza pięcioletnia Olka wcale się nie ucieszyła. Powiedzieliśmy jej dopiero, gdy byłam w piątym miesiącu. Wolałam się nie spieszyć, bo zanim urodziłam Olę, poroniłam. Dlatego wcześniej nie przygotowywałam córki na to, że będzie miała rodzeństwo Bardzo się bałam komplikacji, chociaż mój lekarz był dobrej myśli i zapewniał mnie, że tym razem powinno się obejść bez niespodzianek. Na początku szóstego miesiąca ciąży zaczęłam urządzać pokoik dla maleństwa, które przyjdzie na świat, starając się zaangażować w to Olkę. – Im bardziej będzie się czuła potrzebna, tym lepiej przyjmie pojawienie się siostrzyczki – powiedziała mi koleżanka, która jest dziecięcym psychologiem. – Zabieraj ją do sklepów, pozwól jej wybierać śpioszki, zabawki. Niech się czuje ważna, będzie w końcu starszą siostrą. Robiłam, jak radziła mi Renia. Angażowałam Olkę w przygotowania, czytałam jej bajeczki poruszające tematykę ciąży i pojawienia się nowego domownika, dużo z nią rozmawiałam. Byłam pewna, że jest gotowa – jednak jak się okazało, wcale nie była. Kiedy przywieźliśmy ze szpitala Amelkę, Olka zachwyciła się co prawda siostrzyczką, jednak nie trwało to długo. Mała często płakała, co drażniło starszą córkę. – Cicho, głupia bekso! – krzyknęła Ola dwa tygodnie później i z całej siły kopnęła w łóżeczko. Tak się zdenerwowałam, że dałam jej klapsa i to był mój błąd – córka wpadła w histerię i ledwo ją uspokoiłam. – Nie chcę siostrzyczki! Nie chcę jej, nie chcę! Zabierzcie...

Kobieta, która nie chce mieć dzieci
Adobe Stock, Anatoliy
Prawdziwe historie
„Grzegorz zmuszał mnie do 3. ciąży, a ja miałam dość macierzyństwa. Nie dam ponownie wpakować się w pieluchy”
„Decyzję o ciąży kobiety powinny podejmować w zgodzie z samą sobą, nie ulegając naciskom innych. Nie można urodzić dziecka dla kogoś. Na myśl o kolejnej ciąży dostaję dreszczy”.

Od kilku tygodni kompletnie nie mogłam dogadać się z Nataszą. Myślałam, że od kiedy skończyła gimnazjum, najgorszy okres miałyśmy już za sobą, ale nie. Tak naprawdę czas największych konfliktów, awantur i walki dosłownie o wszystko zaczął się, kiedy moja córka skończyła siedemnaście lat.   – I co? Zadzwonisz na policję, jak wyjdę z domu? – wrzeszczała do mnie na przykład, kiedy mówiłam, że nigdzie nie pójdzie o dwudziestej trzeciej i mam w nosie to, że jej przyjaciółki czekają pod klatką. – Bo wyobraź sobie, że nie zamierzam siedzieć tutaj i gapić się w telewizor, jak ty w moim wieku! To, że ty zmarnowałaś sobie życie, nie znaczy, że ja też muszę!   „Żeby chociaż dodała na końcu: mamo" – pojawiła się absurdalna myśl w mojej głowie. „Żeby przynajmniej tym jednym słowem okazała, że chociaż trochę mnie szanuje, jest mi choć minimalnie wdzięczna…". Ale Natasza od dawna nie mówiła już do mnie „mamo”, zwracała się tak jakoś bezosobowo, właściwie zawsze krzycząc albo warcząc. Miałam wrażenie, że mną gardzi, może nawet mnie nienawidzi. Ciągle wypominała mi to, że jej nie rozumiem, bo w jej wieku nigdzie nie wychodziłam, nie miałam znajomych i „właściwie nigdy nie byłam młoda”, jak to zgrabnie ujęła.   Muszę przyznać jej rację. Urodziłam ją, kiedy miałam siedemnaście lat. Naprawdę więc siedziałam w domu i zajmowałam się noworodkiem, zamiast imprezować i łazić z koleżankami po osiedlu. Ale za każdym razem, kiedy krzyczała mi w twarz, że zmarnowałam sobie życie, gryzłam się w język, by nie odpowiedzieć: „to twój ojciec mi je zmarnował, i w zasadzie trochę ty!”. Nie miałam do tej pory szczęścia do facetów… Z Kubusiem też nie było mi łatwo. Oczywiście czterolatek to co innego niż pełna pretensji siedemnastolatka, ale...

Bliźniaki rozdzielone w szpitalu
Adobe Stock, Rock and Wasp
Prawdziwe historie
„Matka porzuciła mnie w szpitalu i rozdzieliła z siostrą bliźniaczką. Odnalazłam ją, chciała wyciągnąć ode mnie alimenty”
„Od początku była niezadowolona, że nas urodziła. Narzekała, że podwójne nieszczęście, że nie ma czasu i pieniędzy na dwójkę bachorów. Ja byłam słabsza od mojej siostry bliźniaczki. Dlatego postanowiła mnie zostawić w szpitalu”.

O tym, że jestem adoptowana, wiedziałam od zawsze. Rodzice nigdy nie ukrywali przede mną tego faktu. W sumie nawet nie wiem, jak i kiedy mi o tym powiedzieli. Chyba jakoś tak naturalnie od zawsze swobodnie o tym rozmawiali, bo nie pamiętam konkretnego momentu.   Choć nie są moimi biologicznymi rodzicami, kochałam ich całym sercem i nie czułam potrzeby, by dociekać prawdy o moich genach. Wiedziałam, że zostałam porzucona w szpitalu i trafiłam do mojego obecnego domu, kiedy miałam zaledwie jedenaście tygodni. Ta wiedza mi wystarczyła. Czasem tylko pytałam mamę i tatę, dlaczego nie mam rodzeństwa.   – Kochanie, dobrze wiesz, że nie mogliśmy z tatą mieć dzieci. Długo się staraliśmy, ale kiedy lekarze ostatecznie odebrali nam nadzieję, pomyśleliśmy o adopcji. Te wszystkie procedury, papierologia i cała ta przepychanka były okropne! Niby tyle dzieci czeka w domach dziecka na rodziców, a jak przychodzi co do czego, to robią mnóstwo trudności. Ja wiem, że tak musi być, dla bezpieczeństwa, ale zniechęciło nas to strasznie. I kiedy wreszcie dostaliśmy ciebie, nie chcieliśmy się już użerać z urzędami, tylko w pełni cieszyć tobą… – wyjaśniła mi mama.   Kiedy byłam mała, brak rodzeństwa aż tak bardzo mi nie doskwierał. W przedszkolu i podstawówce czasem robiło mi się przykro – że koleżanki zawsze mają z kim się pobawić, a ja nie. W gimnazjum i liceum odczuwałam brak starszego rodzeństwa – starszy brat oznaczał możliwość poznania jego kolegów i przeżycia pierwszej miłości; starszej siostrze z kolei można było podbierać kosmetyki czy ciuchy. A ja byłam zawsze sama.   Na szczęście miałam bratnią duszę. Basia była moją przyjaciółką już od podstawówki. To właśnie ona kiedyś powiedziała:   – A skąd ty właściwie wiesz, że nie masz starszego brata? Albo siostry? Młodszej? Może ta twoja...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj