Samotny ojciec
Adobe Stock, LIGHTFIELD STUDIOS
Prawdziwe historie

„Wychowałem syna samotnie, bo jego matka od nas uciekła. Teraz po latach chce mi go odebrać... Po moim trupie”

„Nie pozwolę rozwalić życia synkowi. Zrobię wszystko, żeby sąd odebrał Gośce prawa do mojego syna. Bo on jest mój, nie jej. Kiedyś nie pozwoliłem go zabić ani oddać obcym ludziom, dzisiaj nie pozwolę go wywieźć za granicę. On ma tu rodzinę i tu jest szczęśliwy”.
– Nie zapominaj, że jestem jego matką! – Gośka nie zamierza odpuścić.
 
– Teraz sobie o tym przypomniałaś? Nie znasz go, nie masz nawet pojęcia, jak wygląda twój syn!
 
– Zrobiłam błąd, lecz teraz zamierzam to naprawić – odpowiada.
 
– Nie da się tego naprawić – warczę i podrywam się od kawiarnianego stolika.
 
Niepotrzebnie w ogóle tu przyszedłem. Po co w ogóle zgodziłem się na spotkanie z byłą dziewczyną?
 
– Nie chcemy mieć z tobą nic wspólnego! – rzucam i wychodzę.
 
– Będę o niego walczyć! – słyszę za sobą jeszcze głos Gośki.
 
Dziesięć lat temu byłem świeżo po maturze, zafascynowany starszą od mnie o cztery lata studentką. Zrobiłbym dla niej wszystko, zgodziłbym się na wszystko, o co by mnie poprosiła. Na wszystko tylko nie na to. Kiedy okazało się, że jest w ciąży, rzuciła się do mnie z pretensjami, jakby to była tylko moja wina.
 
– Usunę tę ciążę! – stwierdziła. – Musisz tylko załatwić pieniądze.
 
Nie miałem kasy, ale to nawet nie to było najgorsze. Może i dałoby się jakoś skombinować trochę grosza, ale ja nie chciałem, żeby zabiła moje dziecko. Pragnąłem, żeby się urodziło, żebyśmy je razem wychowywali, patrzyli, jak rośnie, uczy się chodzić, mówić, jak wyciąga do nas rączki i cieszy się na nasz widok.
 
– Głupi szczeniak jesteś – usłyszałem, kiedy jej o tym wszystkim powiedziałem. – Nie mamy pracy, mieszkania, pieniędzy, nic nie mamy, a tobie się rodzinka marzy. Gówniarz – podsumowała.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Nie mogłem pozwolić, żeby syn trafił do domu dziecka

Może i byłem gówniarzem, może i byłem naiwny, ale z całej siły chciałem, żeby moje dziecko żyło. Sam do końca nie wiem, dlaczego Gośka nie usunęła ciąży. Być może sama tego nie chciała albo tylko mnie straszyła. W każdym razie urodziła Franka wczesną wiosną, a miesiąc później oznajmiła mi, że wyjeżdża do Londynu, a małego odda do adopcji.
 
– Albo jak chcesz to możesz go sobie wychowywać – dodała.
 
Zatkało mnie, kiedy to usłyszałem.
 
– Jak możesz, przecież on potrzebuje matki. Jest jeszcze taki malutki!
 
Na wszelkie sposoby próbowałem ją przekonać, ale w ogóle nie chciała słuchać. Przecież nie mogłem pozwolić, żeby oddała mojego synka obcym ludziom. Nie wyobrażałem sobie, że mógłbym go więcej nie zobaczyć! Gdyby nie moi rodzice, a przede wszystkim mama, nie dałbym sobie rady.
 
– Jak ty to sobie wyobrażasz? – zapytali oboje, kiedy przywiozłem maleńkiego Franka do rodzinnego domu. – Masz pojęcie, jak wygląda opieka nad niemowlakiem?
 
– Dam sobie radę – zapewniłem, a po chwili dodałem już mniej pewnie: – Przecież nie mogłem pozwolić, żeby go oddała.

 

Rodzice byli zagniewani i to nawet bardzo, ale tylko na mnie. Nie przenieśli gniewu na Franka. Wnuka pokochali od pierwszej chwili. Nawet ojciec, który początkowo udawał twardego, rozczulał się na widok małego. Przez pierwszy rok najwięcej zajmowała się Frankiem moja mama. Załatwiła sobie nawet na pewien czas urlop bezpłatny, żeby się nim opiekować. Moje wymarzone studia informatyczne musiałem odłożyć.
 
Trochę pracowałem dorywczo w serwisie komputerowym, ale głównie zajmowałem się Frankiem. Nie twierdzę, że było łatwo, bo nie było, ale bardzo kochałem swojego małego synka. Cieszyłem się, że jest ze mną i nie pozwoliłem go oddać.
Gośka wyjechała i kompletnie znikła z naszego życia. Ani razu nie zadzwoniła, nie zapytała o dziecko, czy zdrowe, jak się rozwija, nic. To przy mnie Franek uczył się chodzić, mówić i korzystać z nocnika. Kiedy po raz pierwszy powiedział „tato” prawie się popłakałem. Kumple się ze mnie podśmiewali, drwili, że jestem „mamusia Franusia”. A ja też czasem bywałem wściekły, bo wolałbym iść z nimi na wódkę albo po prostu w miasto niż siedzieć w domu z synkiem.
 
– Mama i tak dużo zajmuje się małym – stwierdził twardo ojciec, kiedy któregoś razu próbowałem zorganizować sobie wieczorne wyjście. – Nie będzie opiekowała się twoim synem, kiedy ty będziesz włóczył się nie wiadomo gdzie.
 
Dotknęło mnie to. Odtąd, choć wiedziałem, że mama by się czasem zgodziła, nie chciałem więcej prosić o wychodne.
Kiedy Franek skończył dwa lata, zapisałem go do żłobka. Mogłem teraz więcej pracować i zacząć zarabiać. Nie chciałem być na utrzymaniu rodziców i tak bardzo dużo mi pomagali. Coraz częściej myślałem o wynajęciu jakiegoś małego mieszkania, choćby kawalerki. Była chyba najwyższa pora, żebyśmy zaczęli z moim synem samodzielne życie.
 
Trochę przeciągnęło się to w czasie. Wyprowadziliśmy się z Frankiem, kiedy mały miał już cztery lata. Był świetnym, bardzo samodzielnym i mądrym maluchem. Nie wyobrażałem sobie, że mogłoby go nie być w moim życiu. To on je wypełniał i on był dla mnie najważniejszy. Wtedy po raz pierwszy zapytał mnie, dlaczego mieszkamy tylko we dwóch.
 
– Przecież dotychczas mieszkaliśmy z dziadkami, ale najwyższy czas, żebyśmy mieli własne mieszkanko – próbowałem mu wyjaśnić, chociaż wiedziałem, że zupełnie nie o to mnie pyta.
 
– A gdzie jest moja mama? – usłyszałem pytanie, którego tak się bałem. – Wszystkie dzieci w przedszkolu mają mamy – ciągnął. – Witek i Jasiek nie mają taty, ale mamy mają wszyscy, tylko ja nie…

Nie byłem na to przygotowany, chociaż powinienem

Wiedziałem przecież, że Franek w końcu o to zapyta. I może dlatego, że nie przygotowałem sobie żadnej odpowiedzi, powiedziałem mu prawdę, może bez szczegółów, ale prawdę.
 
– Twoja mama wyjechała, jak byłeś bardzo malutki.
 
– A gdzie wyjechała?
 
– Daleko za granicę.
 
– A wróci?
 
– Nie wiem, synku.
 
– To może poszukaj mi jakiejś mamy – zaproponował mi syn.
 
Popatrzyłem na niego zaskoczony. Takiej propozycji się nie spodziewałem. Ale właściwie trudno się dziwić. Franek matki nie znał, więc za nią nie tęsknił, a chciał ją mieć, tak jak wszystkie inne dzieci w przedszkolu. Sądził, że mamy można sobie poszukać.
 
– Może kiedyś – roześmiałem się. – Źle ci ze mną? – zapytałem.
 
– Dobrze – przytulił się, obejmując mnie mocno. – Ale mamy smażą naleśniki i pieką ciasteczka do przedszkola.
 
– Ciasteczka upiecze nam babcia, a naleśniki umiem zrobić.
 
– Ale Wojtek powiedział, że gotować to muszą mamy – odparł Franek.
 
– E tam, pewnie jego tata nie umie.
 
– Tak – poważnie pokiwał głową. – Ja powiem, że mój tata umie.
 
Często prowadziliśmy sobie podobne rozmowy. Franek usiłował we wszystkim mi pomagać. Może był trochę zbyt poważny jak na swój wiek, ale na pewno bardzo mądry i bystry. Kiedy skończył pięć lat, zacząłem się zastanawiać nad podjęciem studiów. Przez te wszystkie zawirowania w moim życiu nie zaliczyłem nawet pierwszego roku, więc musiałbym zaczynać wszystko od początku, ale może jednak warto. Musiałbym jednak po raz kolejny prosić o pomoc rodziców. Zaoczne studia zabierały mi weekendy, kiedy Franek nie chodził do przedszkola. Długo trwało zanim zdecydowałem się zapytać mamy, czy pomogłaby mi z Frankiem, gdybym się zdecydował wrócić na uczelnię.
 
– Oczywiście – usłyszałem krótką i zdecydowaną odpowiedź.
 
Franek poszedł do zerówki, a ja na studia. Ja uczyłem się do zaliczenia, a Franek zaczynał pisać literki. Dobrze to robiło mojemu synkowi, bo nigdy nie miał kłopotów z rysowaniem szlaczków, literek ani jakichkolwiek innych lekcji. Tata uczył się ze swoich książek, a synek ze swoich.
 
Agatę poznałem przypadkiem w studenckiej stołówce, gdzie wpadłem coś przegryźć. To ona pierwsza przysiadła się do mojego stolika. Zaczęliśmy rozmawiać, a potem już samo poszło. Była na drugim roku psychologii, miała długie włosy i ogromne granatowe oczy. Była śliczna i słodka, ale jakoś tak nie mogłem się zdecydować, żeby ją gdzieś zaprosić. Przecież w moim życiu był Franek. Miałaby chcieć wiązać się z chłopakiem z dzieckiem, kiedy rodzona matka Franka wolała fruwać po świecie?
 
W końcu chyba zmęczona moją opieszałością Aga sama zaproponowała mi kino. Wybraliśmy się w sobotę wieczór, kiedy Franek został u dziadków. Cały czas zastanawiałem się jednak co dalej.
 
– Jesteś jakiś nieobecny – zauważyła Agata. I wtedy nagle się zdecydowałem.
 
– Zapraszam cię jutro do nas na obiad – powiedziałem.
 
– Do nas? – spojrzała zdziwiona. – To znaczy do kogo? – uśmiechnęła się.
 
– Chciałbym ci kogoś przedstawić.
 
– Kogo?
 
– To niespodzianka. Przyjdziesz?
 
– Przyjdę – zgodziła się. – Chociaż muszę przyznać, że mnie nieco zaniepokoiłeś. Nie jestem pewna, czy lubię tego typu niespodzianki…
 
Przyszła, chociaż do ostatniej chwili obawiałem się, że zadzwoni i powie, że coś jej wypadło. Stanęła w drzwiach i cały czas wpatrywała się w małego, który zaciekawiony wyglądał zza drzwi swojego pokoiku.
 
– Witaj. To jest Franek, mój syn… – przedstawiłem małego.
 
– Syn? – powtórzyła. – A żonę też masz? – rozejrzała się.
 
– Nie – pokręciłem głową. – Nigdy nie miałem, jesteśmy tylko we dwóch.
 
Zjedliśmy obiad, który osobiście ugotowałem, a potem poszliśmy wszyscy razem na lody i na spacer. Franek, mimo że jeszcze rok wcześniej kazał mi szukać dla siebie mamy, teraz podchodził do Agaty z rezerwą. Mało się odzywał i tylko przyglądał jej się podejrzliwie. Dopiero wieczorem, kiedy mały zasnął, opowiedziałem całą naszą historię.
 
– Nie mogę uwierzyć – stwierdziła.
 
– W co?
 
– Że można zostawić własne dziecko – odparła. – Zostawić i tak po prostu o nim zapomnieć…
 
– Jak widać, można.
 
– Jesteś wspaniałym facetem, Maciek – powiedziała cicho. – Podziwiam cię, że dałeś sobie radę. Naprawdę…
 
– Nic takiego nie zrobiłem – wzruszyłem ramionami.
 
Chciałem jeszcze powiedzieć, że teraz, kiedy już wszystko wie, może albo zrezygnować ze znajomości ze mną, albo zaakceptować Franka, ale czułem przez skórę, że mogłaby się obrazić na tak postawioną sprawę. Nie zaryzykowałem.
Agata zachowywała się tak, jakby facet samotnie wychowujący dziecko był czymś najzupełniej normalnym. Wpadała do nas coraz częściej, pomagała Frankowi w lekcjach, czasem szykowała dobrą kolację, a na noc wracała do akademika.
 
– Zostań na noc – prosiłem.
 
– A co powiesz rano Frankowi? – odpowiedziała pytaniem.
 
– Jak to co? – zdziwiłem się. – Prawdę, powiem, że bardzo cię kocham…

 Dopiero Franek załatwił za nas tę sprawę

– Tato, czy Agata będzie teraz moją mamą? – zapytał mnie któregoś razu.
 
– Nie wiem, synku – odpowiedziałem jakoś tak bezradnie.
 
– Mogłaby być – stwierdził mój synek.
 
– Fajna jest, nada się. Tylko mogłaby z nami mieszkać – dodał po chwili.
 
– Chciałbyś?
 
W odpowiedzi mocno pokiwał głową. Ale ja byłem głupi. Już dawno powinienem Agacie to zaproponować. Chyba nie miałem doświadczenia z dziewczynami. No cóż, kiedy koledzy chodzili na podryw, ja niańczyłem niemowlaka.
 
– Agatko… – postanowiłem załatwić sprawę zaraz następnego dnia. – Co byś powiedziała na zamieszkanie ze mną? To znaczy, z nami, ze mną i z Frankiem?
 
Twarz jej się rozświetliła. Jeszcze zanim się odezwała, wiedziałem, że trafiłem, że chce i się zgodzi.
 
– Już myślałam, że nigdy mi tego nie zaproponujesz – westchnęła. – Miałam wrażenie, że tak naprawdę nie chcesz nikogo dopuścić do waszego życia.
 
– Chcę, bardzo chcę – zapewniłem.
 
– Ja nie oddam swojego pokoju – zaznaczył zdecydowanie mój syn. – Musicie zmieścić się w dużym.
 
– Zmieścimy się – roześmiała się Aga.
 
Od tej pory żyliśmy jak rodzina. Franek bardzo szybko zaczął mówić na Agatę „mamo”, a ona nie protestowała.
Zajmowała się nim naprawdę jak matka. Niedawno kupiłem swojej dziewczynie pierścionek i miałem szczery zamiar się oświadczyć.

O Gośce zupełnie zapomniałem. Do czasu, kiedy tydzień temu zadzwoniła do mnie i poprosiła o spotkanie. Okazało się, że jest w Polsce, przyleciała na trochę. A teraz dowiedziałem się, że chce spotykać się z Frankiem i chciałaby go odzyskać, ponieważ bardzo za nim tęskni i nie może bez niego żyć.
 
Plotła takie głupoty, że nie miałem sił słuchać. Będzie mi wmawiać, że za nim tęskni? Przecież w ogóle go nie zna, nawet nie wie, jak mały wygląda. Nie ma pojęcia, co on lubi, czego się boi, jakie stopnie ma w szkole. Za nic nie oddam jej Franka. Niech się nawet do niego nie zbliża, niech nawet nie próbuje. To Agata jest matką dla Franka, nie Gośka.
 
Nie pozwolę rozwalić życia synkowi. Zrobię wszystko, żeby sąd odebrał Gośce prawa do mojego syna. Bo on jest mój, nie jej. Kiedyś nie pozwoliłem go zabić, ani oddać obcym ludziom, dzisiaj nie pozwolę go wywieźć za granicę. On ma tu rodzinę i tu jest szczęśliwy.

Maciek, 29 lat

Czytaj także:
Kobieta, która marzyła o dziecku
Adobe Stock, Syda Productions
Prawdziwe historie
„Dziecko było naszym nieosiągalnym marzeniem. Nie przypuszczałam, że >>mamusią<< zostanę mając aż 59 lat”
„Od początku wiedziałam, że jestem bezpłodna. To nie był zbyt duży problem, biorąc pod uwagę adopcję. Plany pokrzyżował wypadek męża. Straciliśmy wszelką nadzieje, a myśl, że nigdy nie zostanę mamą i babcią, spędzała mi sen z powiek”.

Po ślubie – pobraliśmy się z wielkiej miłości – nie od razu myśleliśmy o dzieciach. Daliśmy sobie trochę czasu na bycie tylko we dwoje. Wiedzieliśmy, że kiedy w naszym życiu pojawi się mały człowiek, wszystko będzie inaczej. Kilka lat później zrozumieliśmy, że to był błąd… Gdybyśmy zaczęli starać się o adopcję zaraz po ślubie, udałoby się nam zostać rodzicami…   – Na co wy właściwie czekacie? – pytała moja siostra, która, chociaż młodsza ode mnie o dziewięć lat, właśnie nosiła pod sercem swoje trzecie dziecko.   – Na właściwy moment. Chcemy być w stu procentach pewni, że jesteśmy gotowi zostać rodzicami – odpowiadaliśmy zgodnie, trzymając się swojej wersji.   Marta wzruszała tylko ramionami, bo jej zdaniem nigdy nie było „właściwego” momentu na dziecko. Twierdziła, że gdyby zaczęła się zastanawiać, kiedy warto zajść w ciążę, nigdy nie zostałaby matką. Pięć lat po ślubie zaczęliśmy kompletować dokumentację potrzebną do adopcji. Mieliśmy spore szanse: byliśmy zdrowi, w dobrej sytuacji materialnej i nie upieraliśmy się na niemowlę. Tuż przed tym, kiedy planowaliśmy złożyć papiery, Andrzej uległ wypadkowi. Ale los bywa okrutny i przewrotny… Lekarze na początku mówili, że uda się uratować jego nogę. Robili, co w ludzkiej mocy, żeby jakoś go poskładać. Ale okazało się, że po kilku skomplikowanych operacjach kości się nie zrastają, a tkanki ogarnia martwica.   – Amputacja jest koniecznością – usłyszeliśmy.   Andrzej po amputacji zamknął się w sobie, wpadł w depresję, nie chciał ze mną rozmawiać. Zapewniałam go, że to nic między nami nie zmieni, że ślubowałam mu miłość „dopóki nas śmierć nie rozłączy” i na pewno go nie zostawię z powodu tego, że stracił pełną sprawność.   – Ale...

Matka, która zaniedbała córkę
Adobe Stock, VadimGuzhva
Prawdziwe historie
„Budowa domu tak mnie pochłonęła, że zaniedbałam córkę. To moja mama ją wychowała, a ja byłam jak starsza siostra”
„Nie przy mnie zaczęła raczkować, siadać, mówić, chodzić, nie ja zaprowadziłam ją pierwszy raz do szkoły, nie ja ją odbierałam, pomagałam w lekcjach, nie ja ją kurowałam, gdy chorowała, nie ja pierwsza słuchałam jej zwierzeń. Poniosłam porażkę jako matka”.

Wszystkiego dorobiliśmy się z mężem sami ciężką pracą. Nie mieliśmy nawet miesiąca miodowego, bo od razu po ślubie wyjechaliśmy za chlebem do Holandii. Po roku wróciliśmy, żeby rozpocząć budowę wymarzonego domu. Ja znalazłam pracę w korporacji. Maciek otworzył warsztat wulkanizacyjny. Pieniądze zarobione za granicą szybko znikały. Już przy wylewaniu fundamentów z obawą myśleliśmy, co dalej. Ale nie poddaliśmy się. Aż pewnego dnia nasz świat zatrząsł się w posadach.   – To już ósmy tydzień – lekarka patrzyła na mnie zaskoczona, nie dowierzając, że o niczym nie miałam pojęcia.   Praca i budowa domu pochłonęły mnie do tego stopnia, że przestałam obserwować własny organizm. Wzięliśmy ślub kościelny, ponieważ oboje byliśmy ludźmi wierzącymi i chcieliśmy mieć dzieci. Nie spodziewałam się jednak, że to nastąpi tak szybko i w tak niesprzyjających okolicznościach.   – Jak mogłam tego nie zauważyć? – wypłakiwałam się mężowi na ramieniu.   – No i co by to zmieniło, gdybyś zauważyła? – odpowiedział spokojnie.   Fakt. W grę nie wchodziła żadna inna opcja oprócz tej, że urodzę dziecko.   – Zaciśniemy pasa i damy radę – uspokajał mnie Maciek. – Najwyżej dom stanie nieco później, niż planowaliśmy.   Moje łzy wsiąkały w jego koszulę, gdy przytulał mnie i tłumaczył, że ciąża to nie koniec świata, tylko błogosławieństwo. Znowu miał rację. Gdy pierwsza panika minęła, szybko oswoiłam się z nową sytuacją i cieszyłam się, że zostanę mamą. Paulina urodziła się duża, rumiana i zdrowa. Szczęście nas rozpierało. Ale gdy euforia opadła, uświadomiłam sobie, że mieszkamy z maleńkim dzieckiem kątem u mojej mamy. Postanowiłam działać. Kiedy Paulinka miała niespełna trzy miesiące, wróciłam do pracy, córeczkę zostawiając pod...

Moja żona usunęła ciążę za moimi plecami
Adobe Stock, drubig-photo
Prawdziwe historie
„Moja żona usunęła ciążę za moimi plecami. Marzyłem o dziecku, nie mogłem dłużej z nią być”
„Potwierdzam zabieg. Wtorek, godzina 9.00”. Zadzwoniłem pod numer, spod którego wysłano wiadomość. – Gabinet ginekologiczny doktora… – usłyszałem kobiecy głos. Rozłączyłem się, bo nic więcej już nie potrzebowałem wiedzieć.

– Karol, co ty tak ciągle przed tym komputerem siedzisz? – zdenerwowała się moja żona. – Przecież mówiłem ci, Marysiu, odpowiadam na służbowe maile. – O dwudziestej drugiej? – To bardzo ważne. Mówiłem prawdę. To było ważne, choć nie dotyczyło pracy Czekałem na maila od kogoś, kogo nigdy nie widziałem, z kim nigdy bezpośrednio nie rozmawiałem, ale wiedziałem o tej osobie bardzo dużo... Kiedyś myślałem, że takie historie zdarzają się tylko w komediach romantycznych. On i ona wchodzą na jakiś internetowy czat, zaczynają ze sobą rozmawiać. Potem przenoszą korespondencję na prywatne adresy, flirtując niewinnie. A później zaczynają czuć do siebie coś więcej i chcą się spotkać w „realu”, aby zweryfikować swoje marzenia z rzeczywistością. Ale to wszystko wydarzyło się w moim życiu naprawdę. Tylko happy endu, jak w komedii romantycznej, brakowało. Bo ona, kasiek81, po prostu przestała odpisywać na moje maile. Właśnie wtedy, kiedy dogrywaliśmy ostatnie szczegóły naszej randki w parku koło fontanny. Chociaż oficjalnie oboje tego tak nie nazywaliśmy. Ja byłem przecież żonaty, ona miała męża Ale czegoś nam w tych małżeństwach brakowało… Mąż kasiek81 robił karierę w międzynarodowej firmie. Bardzo dużo pracował, jeździł po całym świecie, właściwie nie było go w domu. A ona chciała mieć prawdziwą rodzinę, z co najmniej dwójką dzieci, wspólnie spędzanymi weekendami i wieczorami, w które będzie czytała dzieciom bajki na dobranoc. Marzyłem o tym samym. Za to moja żona odkładała myśli o dziecku na wieczne nigdy. Jak mówiła, chciała użyć najpierw trochę życia, zobaczyć kawałek świata. Dlatego tak dobrze nam się rozmawiało z kasiek81. Do czasu, aż korespondencja się urwała. Napisałem do niej kilkanaście maili, które pozostały bez odpowiedzi. Próbowałem szukać jej na...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj