Prawdziwe historie: gdy żona była w szpitalu, zrozumiałem, jak wielkie mam szczęście
Adobe Stock
Prawdziwe historie

„Żona leżała w szpitalu, mogła stracić ciążę. Ja zostałem w domu z córką. Gdy zadzwonił telefon, zrozumiałem, jak wielkie mam szczęście”

Dla takich dni, jak ten, warto żyć. Trzeba też do nich wracać we wspomnieniach, by nie zagubić w szarej codzienności tego, co najważniejsze.

– Tato, tato, idziemy tam? – popatrzyłem na pięcioletnią Krysię, która z poważną miną niosła przez przedpokój swoje nowe lakierki.

Ostatnio niewiele miałem okazji do uśmiechu, ale wystarczyło jedno spojrzenie na tę zdecydowaną osóbkę, a kąciki ust same unosiły się ku górze.

– Dzisiaj mamusia ma operację, pamiętasz, rozmawialiśmy o tym – wziąłem Kicię, jak sama na siebie mówiła, na kolana, a ona w zaciśniętych piąstkach ciągle trzymała błyszczące sprzączki swoich czerwonych bucików.

– No przecież wiem, ale muszę się jej pokazać w nowej sukience, bo w przedszkolu jutro będzie ten pan, co robi zdjęcia dzieciom do alumów.

– Chyba albumów – poprawiłem ją odruchowo.

– No, no, do alumów. I będzie zabawa i wszystko, wszystko, a ty nie umiesz zapleść mi warkocza – zakończyła niemal z płaczem.

– Ja nie umiem zapleść warkocza? – podniosłem ją do góry.

– Nie – zachichotała. – No i ciągniesz mnie za włosy, jak mi je...

Podrzuciłem ją wysoko i słowa zginęły w głośnym pisku radości. Potem były nasze rytualne łaskotki i seria powietrznych piruetów.

– Wystarczy? – wysapałem, ze zdziwieniem stwierdzając, że podczas tych hołubców Krysia ani na chwilę nie wypuściła butów z dłoni.

– Jeszcze tylko dwa latawce i pięć kół, i już!

Gdy oboje mieliśmy już dosyć, mała pobiegła do kuchni napić się soku, a ja opadłem na kanapę, intensywnie myśląc, co mam jej powiedzieć, gdy przypomni sobie o wizycie u Marysi, a że sobie przypomni, to było pewne.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Bałem się o żonę, bo nie mogłem jej pomóc…

Marysia już drugi tydzień leżała na sali przedporodowej. Wystąpiły komplikacje związane z zaburzeniami w produkcji hormonów tarczycy, ale jak zapewniał opiekujący się nią profesor, choć wskazana jest wyjątkowa ostrożność, wszystko powinno skończyć się dobrze. Wierzyliśmy, że nasz syn Karol przyjdzie na świat zdrowy.

Nie było dnia, byśmy z Krysią nie wpadali do Marysi na pogaduchy. Mała opowiadała, co tam w przedszkolu, że dzisiaj na obiad były kluski na parze, że Piotrek napluł Izie na nową sukienkę, że Krzysiek i Konrad cały dzień chodzili po przedszkolu i obstukiwali ściany w poszukiwaniu tajnego wyjścia i jakiegoś tam Doktorka, który podobno grasował między ścianami, i o innych ważnych rzeczach. Ja, ponieważ nie należę do ludzi wylewnych, dukałem coś o pracy, domu, znajomych i dziadkach, ale gdyby nie tysiąc pytań pomocniczych mojej żony, pewnie w pięć minut zrelacjonowałbym cały dzień. Na szczęście była Krysia, która niby małe tornado z każdą chwilą nabierała prędkości, zasypując nas swoimi „niezwykle ważnymi sprawami”.

Jaka matka, taka córka

Na dzisiaj lekarze wyznaczyli termin i wybierałem się do szpitala. Marysia uparła się, że mam przyjechać już po porodzie, bo jak ją zobaczę w takim stanie, to stwierdzę, jak każdy mężczyzna, że wnętrze ma mniej atrakcyjne niż kobiecą powierzchowność. Tłumaczyłem, że w swojej pracy widziałem niejedno, ale równie dobrze mógłbym namawiać kamień na pustyni, by oddał mi trochę swojej wody. Poza tym miałem przyjść sam, Krysię zostawiając u babci. Gdy jej to zakomunikowałem dwa dni temu, nie miała nic przeciwko, ale wtedy było to coś odległego.

Nie minęło kilka chwil, a moja kobietka weszła do pokoju, stękając pod ciężarem kilku wieszaków z sukienkami, różnobarwnego kłębka rajstop i tych swoich czerwonych lakierek. Westchnęła głęboko i rzuciła mi to wszystko pod nogi.

– No bo, tatuś – mówiła zasapana – jak mamusia już zaplecie ten warkocz, to musi mi jeszcze wybrać sukienkę. Ty się na tym nie znasz – ucięła krótko moje nieśmiałe próby protestów.

Ale nie poddawałem się.

– Znam się, Krysiu, ja ci pomogę.

– Tak? – popatrzyła na mnie z diabelskim błyskiem w oczach. – To jakiego koloru są rajstopy, które kupiłyśmy niedawno z mamusią?

Nie miałem głowy do takich rzeczy, ale zaryzykowałem:

– Białe.

Tyle pogardy i litości, ile zobaczyłem w spojrzeniu własnego dziecka, nie zobaczy skazaniec wpatrujący się niemo w tłum pod szafotem.

– Kororowe. No i sam widzisz.

Popatrzyłem na stosik ubrań i gruchnąłem takim śmiechem, że mała trochę się wystraszyła i stała przez chwilę w milczeniu, przestępując z nogi na nogę. Ale nie miałem co się oszukiwać, ten stan nie będzie trwać wiecznie. Krysia, gdy czegoś chciała, parła do celu niczym rozpędzona lokomotywa. Marysia była taka sama.

Nie ma drugiej takiej kobiety jak Marysia

Poznaliśmy się podczas dwunastomiesięcznego stażu w szpitalu wojewódzkim w Płocku. Oboje byliśmy wtedy tuż po studiach, ja miałem zostać anestezjologiem, a Marysia pediatrą. Od razu wpadła mi w oko i jakoś tak niby przypadkiem zawsze znalazłem pretekst, by zajrzeć na oddział pediatryczny. Nie jestem i nie byłem nadmiernie nieśmiały, ale przy niej wcześniej ułożone dowcipne i błyskotliwe zaproszenie na randkę lub do kina zmieniało się w czysto zawodowe pierdoły. Jakoś samo tak wychodziło.

Po dwóch miesiącach tego godowego tańca, przynajmniej z mojej strony, osiągnąłem sukces i zaprosiłem ją na obiad. Marysia w odpowiedzi błysnęła uśmiechem i wręczyła mi… klucze.

– Zjemy u ciebie? – zapytałem wtedy naiwnie, połykając końcówki słów z emocji, ale wtedy jeszcze nie znałem mojej przyszłej żony zbyt dobrze.

– Możemy, misiu, ale nie u mnie, tylko u nas. Wczoraj wynajęłam ładne mieszkanie na starówce, dwadzieścia minut dziewiętnastką do szpitala, w sam raz dla takiej pary felczerów na dorobku jak my.

– Ale… – bąknąłem zaskoczony i jak ten idiota palnąłem: – Ja zapłaciłem za swój pokój za trzy miesiące z góry!

Złapała mnie za kołnierz lekarskiej bluzy i przyciągnęła do siebie tak, że jej usta znalazły się przy moim uchu.

– To przez trzy miechy będzie stał pusty – wysyczała i śmiejąc się, ruszyła korytarzem.

Jeszcze w trakcie tego dyżuru wpadł do mnie nasz wspólny kolega z kopertą od Marysi, w której był adres mojego nowego domu. Zawsze dopinała swego, ale myliłby się ten, kto by widział we mnie nieszczęśliwego pantoflarza – właśnie taką ją kochałem.

Teraz mieszkamy w Warszawie i pracujemy w różnych placówkach, ale to wcale nie znaczy, że mogę robić, co mi się żywnie podoba. To znaczy mogę, do momentu, gdy moje plany nie kolidują z planami mojej małżonki. Jak w filmie „Czterej pancerni i pies”, gdy Gustlik mówi: „Moja ręka, twoja ręka, nasza ręka”, ale ta „nasza” zawsze ma szczupłe długie palce i nienagannie pomalowane paznokcie.

W tym momencie zadzwonił telefon.

– Tu Szpital Praski. Profesor prosił, bym poinformowała pana, że przyśpiesza poród pańskiej żony w obawie o dziecko i za piętnaście minut zabiera ją na blok operacyjny.

– Cesarskie? – rzuciłem krótko.

– Tak, do widzenia – ciągły sygnał był oznaką, że miła pani zakończyła rozmowę.

Nie miałem czasu wieźć małej do babci, więc szybko się ubraliśmy i pomimo głośnych protestów, bez torby z sukienkami, po dwudziestu minutach dojechaliśmy do szpitala.

Wiedziałem, że czasem, mimo starań lekarzy, coś szło nie tak…

To była niełatwa dla mnie godzina – choć przecież zawodowo asystowałem codziennie przy zabiegach i operacjach. A może właśnie dlatego, że wiedziałem, iż niekiedy, pomimo starań lekarzy, świetnego sprzętu i całego morza dobrych chęci, coś szło nie tak, jak powinno.

Martwiłem się o Marysię, w sumie niepotrzebnie, ale gdy ktoś znajdzie w życiu swoją drugą połowę, boi się na zapas. Gdyby nie Krysia, moja mała iskierka, wpadłbym chyba osobiście na salę operacyjną, bo nie ma nic gorszego niż niepewność.

Wszystko odbyło się zgodnie z procedurami, tak jak powinno, i zobaczyłem swojego synka niedługo potem. Patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami, a źrenice miał tak szerokie, jakby był pod wpływem narkotyków. Zresztą z medycznego punktu widzenia był. W takich chwilach człowiek uświadamia sobie wartość swojej rodziny. Szkoda, że zapomina o tym w ferworze codziennych spraw. Marysia, obolała, ale uśmiechnięta, gdy mnie zobaczyła, pokazała, że jest wszystko okej i opadła na mokrą od potu poduszkę.

Tak właśnie wygląda prawdziwe szczęście!

Gdy wyszliśmy ze szpitala, padający cały dzień śnieg przykrył nową warstwą wszystkie ślady. W świetle latarni biegaliśmy z Krysią jak szaleni, robiąc tropy konia, niedźwiedzia, jakiegoś tylko jej znanego potwora z bajek, a na końcu orła. Mała szczególnie upodobała sobie tego orła i zmuszała mnie wielokrotnie do rzucania się w śnieg, więc nim dotarliśmy do domu, byłem cały przemoczony.

„Czy można nazwać szczęście albo je wyrazić?”, myślałem, podnosząc wysoko, tuż przed wejściem na klatkę schodową, moją małą iskierkę. Potrząsnąłem nią delikatnie, by przynajmniej część śniegu zostawić przed progiem, a mała królewna w nagrodę pochyliła się szybko i dała mi ufnego buziaka.

– Tatuś, spać – usłyszałem jej senny głos.

Wróciliśmy z Krysią do pustego domu i z naszej dwójki tylko ja zdawałem sobie sprawę, że to są ostatnie ciche i spokojne noce...

Rafał, lat 36

Zobacz także:

Wielodzietna rodzina
Adobe Stock, JenkoAtaman
Prawdziwe historie
„Chcieliśmy stworzyć szczęśliwą (patchworkową) rodzinę, ale była Marcina ciągle robiła nam pod górkę”
„Taka patchworkowa rodzina nie jest może najprostsza w obsłudze, ale przecież w życiu nie zawsze musi być z górki, prawda? Dla Marcina i dla mnie najważniejsze jest, że możemy bez przeszkód spędzać czas razem z naszymi dziećmi. A kiedy ktoś pyta, ile mamy dzieci, zgodnie odpowiadamy, że troje”.

Kiedyś miałam powodzenie... Hmm, to byłby niezły początek autobiografii, gdybym ją pisała. To znaczy, gdybym była kimś sławnym i ludzi obchodziłoby, co mam do opowiedzenia na temat swojej młodości. No więc, naprawdę podobałam się mężczyznom. Byłam zawsze uśmiechnięta, otwarta i z perspektywy czasu widzę, że również bardzo naiwna. Tak bardzo, że uwierzyłam Sergiuszowi, że jest rozwiedziony i naprawdę mnie kocha. Kiedy okazało się, że jestem w ciąży, przyznał się, że ten rozwód był raczej w sferze jego fantazji. Ciągle miał żonę i nie mógł się z nią rozwieść, bo z jej rodziną łączyły go bardzo intratne interesy.   – Ale przysięgam ci, że ona nic dla mnie nie znaczy – zapewniał przerażony moimi łzami. – To tylko biznes, rozumiesz? Gdybym się z nią rozwiódł, zostałbym z niczym, po prostu z niczym! A tak będę mógł utrzymywać dziecko. Tylko musimy zawrzeć układ…   – Układ? – powtórzyłam machinalnie. Myślałam, że się przesłyszałam.   – Kwestia alimentów pozostaje wyłącznie między nami – tłumaczył. – Magda nie może się nigdy dowiedzieć, że mam dziecko. Rozumiesz, jakie to ważne? Nigdy! Będę mógł ci dawać pieniądze, jeśli ciągle będę pracował w firmie jej ojca! Rozumiesz? No, powiedz, że rozumiesz! Sergiusz nie uznał Kai, ale przysyłał na nią pieniądze Rozumiałam. Także to, że to absolutny koniec naszego związku, czy może raczej romansu, bo on przecież był żonaty. Miałam trzymać się z daleka od niego i jego idealnej rodziny, a w zamian dostawałam alimenty.   Pozwalały mi one – to trzeba Sergiuszowi przyznać – skupić się na wychowaniu Kai, bo wynosiły tyle, ile wcześniej zarabiałam na cały etat. Taki to był ten układ – chyba uczciwy, kiedy się dobrze zastanowić. No bo przecież mogłam zażądać, żeby mi pokazał...

Zmęczony chłopiec
Adobe Stock, Irina Schmidt
Prawdziwe historie
„Żona zmusza naszego wrażliwego syna do brutalnego sportu, bo to >>kształtuje charakter<<. Przez nią Adaś jest nieszczęśliwy”
„Moja żona jest nienormalna! Robi ogromną krzywdę naszemu dziecku i nie docierają do niej żadne argumenty. Nie rozumie, że Adaś wcale nie chce chodzić na basen, piłkę nożną, boks, judo i Bóg wie, co jeszcze. Przez nią syn jest nieszczęśliwy i przemęczony!”

Kiedy Adaś skończył 3 lata, podjęliśmy z Agatą decyzję, że ona zrezygnuje z pracy i zajmie się dzieckiem. Mieszkanie mieliśmy po moich dziadkach, żadnych kredytów, a ja całkiem przyzwoicie zarabiałem.   – Nie wiem, czy nie będzie mi czegoś brakować – Agata miała wątpliwości. – Lubiłam swoją pracę…   – Przecież powiedziałaś, że chcesz być przy Adasiu? – nie rozumiałem.   – Tak, ale zastanawiam się, czy to mi wystarczy. Czy nie będę się z tym źle czuła. Lubię pracować.   – No dobrze, ale przecież nie musisz rezygnować na zawsze – nie widziałem problemu. – Jeśli dojdziesz do wniosku, że to cię ogranicza, to znajdziemy jakąś opiekunkę.   Ale ostatecznie Agata doszła do wniosku, że będzie mamą na cały etat.   – To jednak bardzo absorbujące i rozwijające – tłumaczyła mi podekscytowana. – Jest tyle zajęć dla dzieci, które trzeba ogarnąć! Zapisałam już małego na angielski i na karate.   – Przecież on nie ma nawet 4 lat! – byłem trochę przerażony.   – No, to już najwyższy czas, żeby zaczął – tłumaczyła. – Wiem, co robię. Dużo czytam na ten temat, dyskutuję na forum, udzielam się w przedszkolu. Zaufaj mi. W końcu po to zostałam w domu, żeby zająć się naszym synem. Nie byłem przekonany, ale musiałem przyznać jej rację Ja nie miałem czasu, żeby zgłębiać książki i poradniki o wychowaniu dzieci. Ledwie znajdywałem codziennie chwilę, żeby pobawić się z synkiem! No i w końcu tak się umawialiśmy – to Agata miała się zająć wychowaniem, ja miałem tylko pomagać. Więc musiałem jej zaufać.   Adaś polubił angielski, ale karate mu się nie podobało. Żona znalazła więc gimnastykę ogólnorozwojową.   – Co prawda to nie to samo, ale przynajmniej...

Prawdziwe historie: gdy okazało się, że moje dziecko ma zespół Downa, mój świat się zawalił
Adobe Stock
Prawdziwe historie
„Żona odeszła, bo nie byłem w stanie zaakceptować syna z ZD. Urodził mi się jakiś potwór, a przecież uchodziłem za człowieka sukcesu!”
Myślę, że nie zasłużyłem na to, co mnie spotkało – przecież zawsze wszystko mi się udawało. Czemu tym razem wyszło inaczej?!

Chociaż kartkę byś mu przysłał z tych twoich zagranicznych wojaży – w telefonie słyszę głos byłej żony, a w głowie huczy mi tylko jedno: „Jak najszybciej zakończyć tę rozmowę. Jak najszybciej zakończyć i znaleźć się w swoim świecie, w tym, który znam najlepiej. Z dala od tych problemów i wyrzutów sumienia!”. Sposób, żeby przerwać tę niewygodną rozmowę, jest tylko jeden. I nie ma większego znaczenia fakt, że Gośka dawno świetnie rozszyfrowała takie uniki. – Przepraszam cię, Małgosiu, ale muszę kończyć. Sama rozumiesz, jestem w pracy. Odezwę się w przyszłym tygodniu. Po drugiej stronie słuchawki odpowiada mi martwa cisza. Gośka chyba straciła już cierpliwość do tych moich wymówek. Z drugiej strony – powinna postarać się mnie zrozumieć. Przecież należy mi się od życia coś więcej, może nie?! Inteligentny, przystojny, bogaty – dobra partia ze mnie! Zawsze słyszałem, że jestem wyjątkowy. Może to trochę głupio tak się przechwalać, ale sroce spod ogona nie wypadłem. W domu rodzinnym to zawsze ja byłem tym, który umiał wszystko załatwić. Jak trzeba było wyprosić coś w administracji – to mnie mama wysyłała. W sklepie przekonać ekspedientkę, że źle wydała bratu resztę – oczywiście kto szedł? Adrian! Miałem i, co tu dużo gadać, mam coś takiego, że ludzie do mnie lgną, szczególnie kobiety. Pewnie jakaś w tym zasługa tych moich blond loczków, z których kumple (pewnie trochę zazdrośni) od zawsze się podśmiewali, ale chyba więcej w tym zasługi tego, że – znowu nie chwaląc się – inteligentny ze mnie gość, który umie ustawić się w życiu. Po szkole średniej nie zawracałem sobie głowy jakimiś tam studiami. To dobre dla kujonów, wymoczków w okularach, a nie dla prawdziwych facetów. Zaczepiłem się w warsztacie u kumpla. Zawsze interesowałem się motorami, to była dla mnie...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach
Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19
Partner
częste oddawanie moczu u dziecka
Zakupy
Szukasz najlepszego nocnika dla dziecka? Sprawdź nasz ranking!
Partner
Kobieta czyta książkę
Zakupy
Tej książce ufają miliony rodziców! Czy masz ją na półce?
Partner
łojotokowe zapalenie skóry
Pielęgnacja
Test zakończony sukcesem! 99% osób poleca te kosmetyki
Partner
Polecamy
Porady
jak pobrać bon turystyczny
Prawo i finanse
Jak pobrać i aktywować bon turystyczny: instrukcja rejestracji na PUE ZUS (krok po kroku)
Milena Oszczepalińska
ukraińskie imiona
Imiona
Ukraińskie imiona: męskie i żeńskie + tłumaczenie imion ukraińskich
Joanna Biegaj
cytaty na urodziny
Cytaty i przysłowia
Mądre i piękne cytaty na urodziny –​ 22 sentencje urodzinowe
Joanna Biegaj
Ile dać na Chrzest?
Święta i uroczystości
Ile wypada dać na chrzciny w 2022 roku? – kwoty dla rodziny, chrzestnych i gości
Luiza Słuszniak
gdzie nad morze z dzieckiem
new badge ranking small
Niemowlę
Gdzie nad morze z dzieckiem? TOP 10 sprawdzonych miejsc dla rodzin z maluchami
Hanna Szczesiak
ospa u dziecka a wychodzenie na dwór
Zdrowie
Ospa u dziecka a wychodzenie na dwór: jak długo będziecie w domu? Czy podczas ospy można wychodzić?
Milena Oszczepalińska
5 dni opieki na dziecko
Prawo i finanse
5 dni opieki (urlop na dziecko) – wszystko, co trzeba wiedzieć o nowym urlopie
Joanna Biegaj
pesel po 2000
Prawo i finanse
PESEL po 2000 - zasady jego ustalania
Agnieszka Majchrzak
hiszpańskie imiona
Imiona
Najczęściej nadawane hiszpańskie imiona - ich znaczenie oraz polskie odpowiedniki
Joanna Biegaj
Bon turystyczny: jak wykorzystać w 2022?
Aktualności
Gdzie można wykorzystać bon turystyczny – lista podmiotów + zmiany przepisów
Ewa Janczak-Cwil
Urlop ojcowski
Prawo i finanse
Urlop ojcowski 2022: ile dni, ile płatny, wniosek, dokumenty
Magdalena Drab
przedmioty w 4 klasie
Aktualności
Przedmioty w 4 klasie szkoły podstawowej – jakie i ile?
Ewa Janczak-Cwil
300 plus
Prawo i finanse
300 plus 2022 – dla kogo, kiedy składać wniosek?
Małgorzata Wódz
na komary dla niemowląt
Zdrowie
Co na komary dla niemowląt: co wolno stosować, czego unikać?
Ewa Janczak-Cwil
urwany kleszcz
Zdrowie
Urwany kleszcz: czy usuwać główkę kleszcza, gdy dojdzie do jej oderwania?
Ewa Janczak-Cwil
Bon turystyczn atrakcje dla dzieci
Czas wolny
Bon turystyczny – atrakcje dla dzieci, za które można płacić bonem
Ewa Janczak-Cwil
300 plus dla zerówki 2021
Aktualności
300 plus dla zerówki w 2022 roku – czy Dobry Start obejmuje sześciolatki?
Joanna Biegaj
rekrutacja do liceum
Wychowanie
Jak wygląda rekrutacja do liceum 2022/2023? Jak dostać się do dobrego liceum?
Joanna Biegaj