Zraniony mężczyzna
Adobe Stock, Serenkonata
Prawdziwe historie

„Żona pracowała, a ja byłem kurą domową. Zdradzała mnie na prawo i lewo, a teraz jeszcze chce odebrać mi dziecko”

„Gdy żona stwierdziła, że odchodzi i zabiera ze sobą syna, nie mogłem w to uwierzyć. Okazało się, że cały czas miała kogoś na boku, a ja byłem jej tylko potrzebny do zajmowania się domem i dzieckiem. Związałem się z modliszką! Zacząłem walczyć o Bartka, ale niestety miała asa w rękawie”.
Słucham?! – w tamto popołudnie z poirytowaniem podniosłem słuchawkę stacjonarnego telefonu. Byłem pewien, że znowu jakiś namolny telemarketer będzie mi wciskał „inteligentną kołdrę” albo „myślące garnki”. Najchętniej dawno zlikwidowałbym ten domowy telefon, ale nie mogłem! Ze względu na moich rodziców. Staruszkowie byli niereformowalni i do kontaktów telefonicznych uznawali wyłącznie stacjonarne urządzenie. Mieszkali wprawdzie kilka ulic ode mnie, ale byli schorowani, coraz słabsi, a ja byłem ich jedynym synem.
 
Tamtego dnia wiedziałem jednak, że to na pewno nie dzwonią oni – bowiem mama i tato akurat byli u mnie. Gawędziliśmy właśnie przy herbatce, kiedy zadzwonił tamten telefon.
 
– Słucham – warknąłem do słuchawki.
 
Jednak zamiast głosu namolnego sprzedawcy usłyszałem… westchnienie.
 
– Halo, jest tam kto?! – krzyknąłem.
 
– Jestem – głos, który mi odpowiedział był cichy, jakby przestraszony.
 
– Kto mówi?! – zdenerwowałem się.
 
– Tato… Tu Bartek.
 
Mało nie zemdlałem! Przez mój z trudem poukładany świat w sekundę przeszło tornado emocji!
 
– Kto dzwonił? – spytała mama, gdy już po rozmowie, na trzęsących się nogach, wróciłem do pokoju.
 
– Bartek… – wyszeptałem, ciągle zdumiony tym, co się przed chwilą stało.
 
– Matko Boska! – mama chwyciła się za serce. – I co?!
 
– Umówiliśmy się… Pozdrawia was. Pojadę do niego! – nagle dotarło do mnie, że to dzieje się naprawdę!
 
– Mamo, tato, to cud! – wykrzyczałem do oniemiałych rodziców. 
 
Mamie pociekły po policzkach łzy. Wiedziała, że czekałem na tę chwilę ponad dziesięć, długich lat!

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Gdy Basia zaszła w ciążę, oszalałem ze szczęścia

Dzień, w którym Bartek przyszedł na świat, na zawsze pozostał w mojej pamięci jako najszczęśliwszy w życiu.
 
– Synku, przysięgam, że zawsze będę cię kochał – klęczałem na szpitalnej podłodze przy kojcu tego szkraba i byłem najdumniejszym ojcem na świecie!
 
Zresztą to był w ogóle dobry czas w moim życiu, a narodziny synka tylko go ukoronowały. Z Basią, moją żoną, dobrze nam się układało. Od naszego ślubu minęło kilka lat i zdążyliśmy w tym czasie i się wyszaleć, i ustabilizować: pracowaliśmy, kupiliśmy mieszkanie. O dziecko jakoś szczególnie się nie staraliśmy, wciąż uważając, że mamy na to czas. Jednak okazało się, że los zadecydował za nas i Basia zaszła w ciążę. Oszalałem ze szczęścia!
 
– Będziemy rodzicami, ale super! – radość mnie wręcz rozpierała. 
 
Ale żona nie odwzajemniała mojego entuzjazmu – raczej sprawiała wrażenie przerażonej… Uznałem jednak, że to z powodu szalejących hormonów podczas jej ciąży. Dbałem o nią przez cały ten czas, roztaczałem piękne wizje dla naszej powiększającej się rodzinki. Basia jednak ciągle była nieswoja. Dopiero gdy spojrzała w oczka nowo narodzonego Bartusia – podobnego do niej jak dwie krople wody – coś w niej wreszcie pękło! Stała się dawną, kochaną Baśką.
 
Synuś rósł nam jak na drożdżach, śliczny jak aniołek. Gdy mijały trzy miesiące od jego narodzin, trzeba było zadecydować: co dalej? Basi kończył się urlop macierzyński, i przed podjęciem decyzji o urlopie wychowawczym chciała rozmówić się z dyrektorem, żeby wybadać, czy to nie zaszkodzi jej karierze.
 
– Podpytam go, jakie mają wobec mnie plany. I czy w ogóle mają… Bo nie wiem, czy wracać już do pracy, czy zostać jeszcze z malutkim w domu? – zastanawiała się. 
 
Rozumiałem jej dylematy: zawsze była ambitna, w firmie ją cenili, dobrze zarabiała. Narodziny Bartka zachwiały jej karierą, ale kochała synka, więc miała niełatwy orzech do zgryzienia.
 
– Jedź na tę rozmowę, ja wezmę dzień wolnego i zajmę się małym. Po rozmowie idź do fryzjera czy kosmetyczki, odetchnij trochę. My tu sobie z Bartusiem ze wszystkim poradzimy – obiecałem żonie.
 
– Kochany jesteś! – przytuliła mnie.
 
Kilka dni później pojechała na rozmowę, a ja zostałem z Bartkiem i… Boże, jaki to był cudowny dzień! Spacerowałem z synkiem po parku i nie mogłem uwierzyć, że w samo południe – zamiast stresować się w pracy – mogę cieszyć się świeżym powietrzem, słońcem i bawić się z dzieckiem. To właśnie wtedy poczułem, jak bardzo jestem zmęczony, wręcz wypalony zawodowo!
 
W domu podgrzałem małemu kaszkę, potem bawiłem się z nim, gilgotałem go po brzuszku, a on śmiał się w głos!
 
– Jesteś taki kochany! – patrzyłem w jego niebieskie oczka i przez myśl mi przebiegło, że zdecydowanie wolałbym zajmować się nim, niż chodzić do firmy…
 
Baśka wróciła wieczorem. 
 
– Tomek, nie wiem, co robić! – oznajmiła od progu. – Dyrektor obiecał mi awans i sporą podwyżkę, jeśli wrócę teraz do pracy! To świetna propozycja, może się nie powtórzyć! A z drugiej strony żal mi zostawiać Bartusia z jakąś opiekunką. 
 
Wtedy mnie olśniło!
 
– Wracaj, kochanie, do pracy, a ja zajmę się małym! Zwolnię się, i będę zarabiał zleceniami w domu. – poczułem, że podjąłem najlepszą decyzję.
 
– Ty… Żartujesz?! – Baśka wyglądała na zszokowaną.
 
– Nie! Po co ktoś obcy ma zajmować się naszym synem, skoro mogę ja! I wiesz… Bardzo tego chcę! Bartuś będzie pod dobrą opieką, ty będziesz się realizować zawodowo, a ja nie będę już musiał łazić do biura – wytłumaczyłem.
 
– Jesteś super! – żona rzuciła mi się na szyję. Po czym dodała, patrząc mi prosto w oczy:
 
– Dziękuję i… nigdy ci tego nie zapomnę! Obiecuję, że za jakiś czas to ja zrobię wszystko, abyś ty mógł realizować swoje ambicje. Zawsze chciałeś mieć własną firmę, może o tym pomyślimy?
 
Byłem wtedy bardzo szczęśliwym człowiekiem. Wkrótce żona wróciła do pracy, a dla mnie zaczął się może nie najłatwiejszy, ale za to piękny czas! Z przyjemnością zajmowałem się synkiem, pomagała mi mama. Lubiłem zwyczajne, codzienne obowiązki przy małym. I w ogóle nie tęskniłem za biurem. Czułem, że robię coś o wiele cenniejszego! Nie rozumiałem, jak mogłem spędzać tyle godzin dziennie bez mojego dziecka?! A i Bartuś świata poza mną nie widział. Wciąż szukał mnie wzrokiem, po swojemu wołał, gdy szedłem na chwilę do łazienki i uśmiechał się szeroko, gdy do niego podchodziłem. Owszem, jak to dziecko – czasem płakał i marudził, ale szybko nauczyłem się koić jego niepokoje. Dobrze nam ze sobą było! Tylko Basia źle znosiła codzienne rozłąki z małym.
 
– Jestem złą matką! – chlipała, gdy wracała z pracy, a synek już spał. – Niedługo Bartuś zapomni, jak wyglądam!
 
Musiałem ją wtedy pocieszać. Ale miesiące mijały i w końcu przywykła do nowej sytuacji. Sukcesy, które odnosiła w pracy, rekompensowały jej rozterki. Zarządzała zespołem ludzi, jeździła na biznesowe spotkania i szkolenia, także za granicę. I sam nie wiem kiedy, ta moja poczciwa Basia zmieniła się w prawdziwą bizneswoman! Elegancką, wystrojoną, wiecznie zajętą i… coraz bardziej mi obcą! Mój świat kręcił się wokół zupek i kupek, ona prowadziła światowe życie. W jakiś rok po tym, jak zacząłem zajmować się Bartkiem w domu, zauważyłem, że coraz trudniej dogaduję się z Basią.

Pani dyrektor zaczyna nowe życie...

Do pracy wróciłem dopiero, gdy Bartuś poszedł do przedszkola. Ale nadal to głównie ja go tam woziłem, odbierałem, zajmowałem się nim popołudniami. Basia zdążyła bowiem awansować. I stała się w domu gościem – wychodziła rano, wracała przed nocą. Wszystkie domowe obowiązki spoczywały na mnie i moich rodzicach. A nasze małżeńskie relacje były coraz gorsze! Miałem wrażenie, że żona traktuje mnie jak gosposię i opiekunkę do dziecka, a nie jak partnera! Próbowałem z nią o tym rozmawiać, ale zbywała mnie. 
 
Nie umiałem zdobyć się na stanowczość, a lata mijały. Żona żyła w swoim świecie, ja w swoim. Ciągle jednak naiwnie liczyłem, że się dogadamy. Dlatego, mimo wszystko, starałem się nie robić jej wyrzutów, że tak mało czasu poświęca dziecku i mnie. Rozumiałem, że to jest czas jej zawodowych żniw. No i mieliśmy przecież umowę! Liczyłem, że i ja zacznę się wkrótce realizować. Odejdę z biura, założę firmę. Miałem już nawet plan własnego biznesu, ale… 
 
– Tomek, nie mogę dłużej spokojnie patrzeć, jak ty poświęcasz się dla synka i domu, a Baśka ci w tym czasie rogi przyprawia! – Iza, koleżanka żony, poprosiła mnie któregoś dnia o spotkanie i wyłożyła kawę na ławę.
 
Przeżyłem szok! Jeszcze tego samego wieczora zapytałem żonę, czy to prawda,
 
– A, to już wiesz? – obojętnie wzruszyła ramionami. – Tak, zakochałam się w kimś. Przecież sam widzisz, że nasze małżeństwo to fikcja! Ja potrzebuję w życiu partnera, faceta, adrenaliny, a nie… gosposi domowej! – wypaliła.
 
Nie wierzyłem, że to powiedziała!
 
– Jak możesz?! – wściekłem się. – Już nie pamiętasz, dlaczego postanowiłem zająć się małym, domem i co ustaliliśmy?!

 

– Ciszej, obudzisz dziecko – syknęła.
 
– Teraz cię dziecko interesuje?! – wykrzyczałem. – Bartek ma pięć lat, z czego co najmniej cztery przegapiłaś!
 
– Nie drzyj się – Baśka wciąż była obojętna. – Chciałam cię poinformować, że składam pozew o rozwód, zabieram dziecko i wyprowadzam się do Warszawy!
 
Pociemniało mi w oczach. Ona wszystko, za moimi plecami, dawno uknuła! I chce mi zabrać dziecko?! 
 
– Słuchaj, kretynko! – straciłem nad sobą panowanie. – Puszczaj się, z kim chcesz! Ale dziecka ci nie oddam! Nigdy!
 
– Zobaczymy! – prychnęła.
 
Pozew rozwodowy otrzymałem pocztą kilka dni później. Żona domagała się… pozbawienia mnie praw rodzicielskich!

 

– Spokojnie stary, nie ma ku temu żadnych podstaw! – uspokajał mnie Mariusz, zaprzyjaźniony prawnik. – Przecież ona nawet nie wie, co wasze dziecko jada na obiady i jakie bajki lubi, bo to ty się zajmujesz synem, a ona wiecznie pracuje! Złożę do sądu wniosek, aby Bartka przebadali biegli psychologowie. Ich opinia pewnie wykaże, że mały jest bardziej związany z tobą niż z matką. I to będzie stanowiło solidną podstawę, abyś to ty walczył w sądzie o opiekę nad małym! Nie martw się! – poklepał mnie po plecach.
 
Trochę się uspokoiłem. Za to Baśka wpadła w szał, gdy dowiedziała się o moich planach.
 
– Albo oddasz dziecko po dobroci, albo pożałujesz! – z jej oczu biła nienawiść.
 
– A co? Napuścisz na mnie zbirów?  – ironizowałem. – Przecież Bartuś jest ze mną związany jak z nikim! Mnie możesz krzywdzić, ale czemu chcesz to zrobić jemu?! Obce miasto, obcy dom, obcy… tatuś! To będzie dla niego trauma! – próbowałem jej przemówić do rozumu.
 
– Spieprzaj z tymi mądrymi radami! – Baśka była purpurowa na twarzy.
 
Nie poznawałem jej… Do badań psychologicznych syna jednak doprowadziłem. Okazało się, że Bartek ma ze mną bardzo mocną więź! A z nią… taką sobie.
 
– No widzisz?! Wygramy! – Mariusz nie miał wątpliwości. 
 
Odetchnąłem. Jednak tego, co nastąpiło później, nie spodziewałbym się nawet w najgorszych koszmarach...
Dla dobra Bartka, musiałem zniknąć z jego życia
 
– Chciałam ci tego oszczędzić, ale widzę, że się nie da! Bartek… nie jest twoim synem! – Baśka nie patrzyła mi w oczy.

 

– Cooooooo?! – słabo mi się zrobiło.
 
– A to, że miałam przelotny romans i zaszłam w ciążę nie z tobą!
 
– Kłamiesz!
 
– Nie kłamię! Chciałam ci nawet powiedzieć, ale tak ześwirowałeś, gdy zaszłam w ciążę, że nie miałam odwagi…Na szczęście Bartuś jest podobny do mnie, więc nie miałeś podejrzeń. Ja nawet uwierzyłam, że będziemy żyli we trójkę długo i szczęśliwie, ale… Kurczę, ja tak nie potrafię! Nie kocham cię od dawna! Poznałam kogoś i chcę być jeszcze w życiu szczęśliwa! – krzyczała.
 
– Kto jest ojcem Bartka?! – to jedyne, co tłukło mi się po głowie.
 
– Nieważne… To była przelotna przygoda. Facet nawet nie wie, że ma syna – Baśka wzruszyła ramionami.
 
Zaniemówiłem. Związałem się z modliszką! Wybiegłem z domu i miałem ochotę rzucić się z mostu! Resztkami rozsądku skierowałem kroki do domu Mariusza. 
 
– Musisz zrobić testy na ojcostwo – poradził mi kumpel.
 
Kilka tygodni później ziścił się najgorszy scenariusz, jaki mogło napisać mi życie. Testy potwierdziły, że Bartek nie jest moim synem!
 
– W sądzie już raczej nic nie zdziałamy – Mariusz miał marsową minę.
 
– Niech pan odpuści – nawet pani psycholog, u której wylądowałem po załamaniu nerwowym, nie miała dla mnie pocieszenia. – Spotkała pana dramatyczna sytuacja, ale pan jest dorosły i jakoś sobie z nią poradzi. Natomiast chłopiec ma pięć lat i jedyne, co może pan zrobić, aby choć trochę uchronić go przed tym koszmarem, to… zniknąć z jego życia! Proszę zrozumieć: pan nie ma do niego praw, nie będzie pan już z nim mieszkał. Dla niego to bardzo trudna sytuacja i musi się do niej we względnym spokoju przyzwyczaić. Tymczasem, jeśli pan będzie go odwiedzał, a potem odjeżdżał, on będzie bardzo cierpiał, na nowo tęsknił! To może się nawet odbić na jego rozwoju! Dlatego, jeśli go pan kocha, musi pan poświęcić własne dobro dla jego dobra – tłumaczyła.
 
– Nie zostawię syna! – upierałem się.
 
I początkowo w każdy weekend jeździłem do Warszawy, dokąd po rozwodzie wywiozła małego Baśka. Na szczęście pozwalała mi się z nim widywać. Niestety… Szybko okazało się, że pani psycholog miała rację! Bartek tak strasznie przeżywał spotkania i rozstania ze mną, że w końcu zaczął się moczyć po nocach, dostawać ataków histerii! Nawet Baśka zmiękła z tego wszystkiego i zaczęła ze mną rozmawiać jak z człowiekiem.

A ja… Nienawidziłem jej! Miałem autentyczną chęć ją zabić! Jedyne, co mnie powstrzymywało to świadomość, że pójdę do więzienia i Bartuś zostanie bez rodziców… Podjąłem w końcu najtrudniejszą w życiu decyzję i przestałem odwiedzać syna. A potem… szkoda gadać. Przeszedłem i przez alkoholizm, i przez depresję… Nie chcę opisywać tych lat, które przyszło mi przeżyć bez Bartka. W każdym razie nie ułożyłem sobie drugi raz życia. I gdyby nie rodzice, pewnie by mnie już nie było. To dzięki ich wsparciu jakoś stanąłem na nogi, ale rozpaczliwa tęsknota za synem nigdy mnie nie opuściła. 

Ponad dziesięć długich lat tak trwałem. Aż zadzwonił tamten telefon

– Tęskniłem za tobą, tato. Nigdy o tobie nie zapomniałem! – powiedział mi wtedy do słuchawki Bartek. – Czy moglibyśmy się spotkać? – zapytał.
 
Pognałem do Warszawy jak na skrzydłach i gdy go zobaczyłem… Poleciały mi łzy! Chłopisko wielkie z niego wyrosło, przystojniak! Miał już prawie 16 lat, a wtulił się we mnie zachłannie jak dziecko i też pociągał nosem! Długo nam zeszło, nim głosy przestały nam się łamać ze wzruszenia. A gdy już wreszcie odzyskaliśmy mowę, nie mogliśmy się nagadać! Byłem nim zachwycony! Wyrósł na inteligentnego, błyskotliwego i rozsądnego chłopaka. A dołki w policzkach robiły mu się podczas uśmiechu takie same jak wtedy, gdy był malutki!
 
– Kocham cię, tato – wypalił w pewnej chwili.
 
– Ja ciebie też kocham, synku!
 
Chłopiec, który jest ofiarą szkolnych łobuzów
Adobe Stock, pololia
Prawdziwe historie
„Mój syn był ofiarą szkolnych bandziorów. Zabierali mu jedzenie, bili i grozili, że jeśli komuś powie, to zabiją jego matkę”
„Aż się we mnie gotowało ze złości. Moje dziecko jest ofiarą klasowych łobuzów, którzy okradają go z jedzenia?! Maciek jest nieśmiałym, wrażliwym dzieckiem. Wiedziałam, że nie potrafi poradzić sobie ze starszymi kolegami, ale liczyłam chociaz na wsparcie dyrekcji. Jak można być tak bezdusznym”.

Wszyscy mi mówili, że czwarta klasa to zupełnie inna bajka niż nauczanie początkowe. Maciek będzie miał kilkanaście przedmiotów i nauczycieli, a każdy z belfrów będzie przekonany, że jego przedmiot jest najważniejszy. Codziennie będzie wracał z toną pracy domowej, a ja będę musiała brać homeopatyczne tabletki na uspokojenie, bo podobno są najlepsze. Skończą się piątki i szóstki za ładny rysunek, a zaczną sypać jedynki z niezapowiedzianych kartkówek. Ci, którzy to przerabiali ze swoimi dziećmi, radzili, żebym nastroiła się psychicznie, zarezerwowała mnóstwo czasu na tłumaczenie potęg i ułamków oraz przywykła, że dziecko o jedenastej wieczorem przypomina sobie o zadaniu z techniki do wykonania.   – Za moich czasów zajęcia techniczne polegały głównie na szydełkowaniu albo robieniu kanapek, którymi potem częstowało się panią dyrektor – westchnęłam, kiedy Maciuś oznajmił, że musi przeczytać z techniki piętnaście stron w podręczniku, zrobić sześć zadań i przygotować się do testu. – Dobrze, że przynajmniej na plastyce sobie tylko zwyczajnie rysujecie i odpoczywacie – dodałam.   – O, właśnie! – syn złapał się za głowę, a na jego twarzy wymalowało się przerażenie. – Zapomniałem, że mam narysować cebulę ze światłocieniami! Mamo, gdzie mój podręcznik?! Tam jest napisane, co to jest światłocień! Muszę to zrobić, bo dostanę jedynkę! Prace domowe to wcale nie największy problem Uznałam, że przynajmniej jeśli chodzi o cebulę ze światłocieniem, to nie muszę dziecku niczego tłumaczyć i poszłam sprawdzić, czy wszystko zjadł w szkole.   – Smakowały ci kanapki z łososiem? – zawołałam, widząc puste pudełko.   – Tak! – odkrzyknął Maciek z pokoju. – Bardzo dobre! A możesz mi dawać więcej jedzenia?   Ucieszyłam się, że moje...

Kobieta, która odkryła zdradę męża
Adobe Stock, motortion
Prawdziwe historie
„Mąż podmienił badania, żebym uwierzyła, że ma nieślubną córkę. To była jego kochanka, przyłapałam ich w naszej sypialni”
„Trzeba być skończonym draniem, żeby wymyślić taką intrygę. A ja głupia byłam z niego dumna, że tak dba o swoją córkę. Gdybym miała czujnego anioła stróża, nie weszłabym do tego domu. W naszej sypialni, w moim małżeńskim łóżku leżał mój mąż. Obok jego >>córka<<”.

Była bardzo ładna. Miała niebieskie, wesołe oczy, kręcone blond włosy i mały, zadarty łobuzersko nos. Z żalem pomyślałam, że nasza córka pewnie nie wyrośnie na taką piękność. Nieco przaśną urodę Amelka odziedziczyła po tatusiu. Kobieta na zdjęciu musiała wdać się w swoją matkę.   Gdy Paweł powiedział mi o Idze, pomyślałam, że to jakiś żart. Po piętnastu latach małżeństwa wiedziałam o swoim mężu prawie wszystko. Jak mogłam przeoczyć fakt, że ma nieślubną córkę?   Widziałam dokument potwierdzający ojcostwo! – Sam o tym nie miałem pojęcia. Oczywiście wiedziałem, że Agata, dziewczyna, z którą chodziłem na studiach, była w ciąży, myśleliśmy nawet o ślubie, ale po kilku tygodniach poroniła. Tak mi przynajmniej powiedziała. Dlaczego miałem jej nie wierzyć? – Paweł zamilkł, jakby czekał, co odpowiem. Ale ja tylko wzruszyłam ramionami, więc opowiadał dalej: – Zaraz potem wyjechała z miasta i więcej się nie widzieliśmy. Dwa miesiące temu zadzwoniła do mnie do pracy. Numer podobno znalazła w internecie, nie było to trudne, sama wiesz… Paweł był szefem działu dużej firmy. Wystarczyło wpisać w wyszukiwarkę jego imię i nazwisko, by wyświetliła się wizytówka ze zdjęciem.    – Wyznała mi, że wtedy nie poroniła, powiedziała tak, bo czuła, że jej nie kocham i nie chciała, żebym się z nią ożenił tylko dlatego, że jest w ciąży. Wolała zostać sama, niż zniszczyć życie nas obojga.    – Dość pokręcona logika – wtrąciłam nie bez ironii.   – Wróciła do rodziców – mieszkali w małym miasteczku gdzieś pod wschodnią granicą. Tam urodziła córkę, której dała na imię Iga, i jakoś sobie żyły w miarę spokojnie i stabilnie, bo Agata pracowała w szkole. Teraz sytuacja się skomplikowała, bo tę pracę straciła, a nasza córka…...

Moja córka porzucała kolejne dzieci
Adobe Stock, Galina Barskaya
Prawdziwe historie
„Moja córka rodziła i oddawała dzieci bez skrupułów. Zachowywała się, jakby porzucała bezpańskie szczeniaki”
Pewnego dnia zadzwoniła do nas i zapytała, czy chcemy dziecko. Takim tonem, jakby miała na zbyciu niechciany mebel. – Oj, mamo! Jestem znowu w ciąży! – usłyszałam. – Urodzę smarkacza, ale nie dam rady wychować.

Źle wychowałam swoją córkę. Sądziłam, że daję jej dobry wzór, jak być matką. Okazało się, że to za mało.... Moja córeczka była wyczekanym dzieckiem. Przez kilka lat po ślubie nie mogłam zajść w ciążę i naprawdę nie zliczę, ile z mężem przeszliśmy badań, aby dowiedzieć się, dlaczego nie możemy mieć upragnionego maleństwa. Lekarze nie mogli jednak doszukać się przyczyny i kiedy już prawie zrezygnowaliśmy z naszego marzenia, godząc się powoli z losem, nagle zaczął spóźniać mi się okres. Sądziłam, że to ze stresu, bo miałam akurat kłopoty w pracy, a tutaj niespodziewanie okazało się, że… jestem w ciąży! Myślałam, że oszaleję z radości W jednej chwili wszelkie problemy stały się tak małe, że aż zupełnie nieważne. Przestałam martwić się pracą, wiedząc, że teraz przez najbliższe lata i tak będę siedziała w domu z maleństwem. Nie wyobrażałam sobie bowiem, że może być inaczej. Nie po to chciałam dziecka, aby oddawać je do żłobka czy przedszkola. Mój mąż zresztą także był zdania, że nasza córeczka, bo okazało się, że to będzie dziewczynka, powinna mieć szczęśliwe dzieciństwo. I jestem pewna, że zrobiliśmy z Konradem wszystko, aby młode lata Weroniki właśnie tak wyglądały . Nasza córeczka była dla nas niczym księżniczka, jej potrzeby zawsze były na pierwszym miejscu. Woleliśmy opłacić jej lekcje tańca, niż kupić nową pralkę, kiedy stara odmówiła posłuszeństwa. Przez kilka miesięcy prałam w rękach, byle tylko Weronika nie czuła się gorsza od swoich koleżanek, które miały zamożniejszych rodziców. Byłam pewna, że tak postępując, daję mojej córce lekcję miłości Sądziłam, że wychowuję przyszłą mamę, która także będzie potrafiła się poświecić dla swojego maleństwa. Przecież widziała, że ja tak robię, że tak właśnie trzeba. Może już wtedy patrzyłam na...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj