Chłopiec na obozie
Adobe Stock, Rawpixel.com
Prawdziwe historie

„Żona jest panikarą. Wystarczył jeden telefon z płaczem od syna, a ona już była w drodze, żeby zabierać go z obozu”

„Czy wszystkie matki tak panikują? Już pierwszego dnia obozu syn zadzwonił do nas z płaczem. Uznałem, że to normalne, a moja żona? Wpadła w histerię, od razu chciała wsiadać w samochód i jechać po swojego malutkiego bąbelka. Nic nie miałem do gadania”.
Był poniedziałkowy wieczór. Wracałem z pracy, marzyłem tylko o świętym spokoju. Miałem nadzieję, że zjem kolację, a potem posiedzę sobie przed telewizorem i pooglądam jakieś głupoty. Ledwie jednak otworzyłem drzwi mieszkania, dopadła mnie żona. 
 
– Pół godziny temu dzwonił Bartuś! – krzyknęła, cała w emocjach. 
 
– Tak? Co u niego? Dobrze się bawi? 
 
– Nie! Płakał! Chce wracać do domu!
 
– Ale dlaczego?
 
– Nie wiem. Tak głos mu się rwał, że trudno mi go było zrozumieć. Mówię ci, omal mi serce nie pękło.
 
– Rozmawiałaś z wychowawcą? 
 
– Oczywiście. Wiesz, co mi powiedział? Że nic złego się nie dzieje. Mały tęskni za nami i dlatego rozpacza. Ale zaraz mu przejdzie. I nie będzie nawet pamiętał, dlaczego płakał i dzwonił. 
 
– No widzisz, nie ma się czym martwić – uśmiechnąłem się. 
 
Spiorunowała mnie wzrokiem.
 
– Akurat! Od początku mówiłam, że nasze dziecko nie nadaje się na takie imprezy! Ale ty wszystko wiesz lepiej! 
 
Kiedy ośmioletni syn powiedział mi trzy miesiące temu, że chce wyjechać latem na obóz na Mazury, byłem zachwycony. Uważałem, że to świetna lekcja samodzielności dla dziecka. Chłopak okrzepnie, zmężnieje, pozna nowych kolegów. Sam jeździłem w dzieciństwie na kolonie i miałem z nich wspaniałe wspomnienia. Niestety, Kasia była odmiennego zdania. Twierdziła, że Bartek jest jeszcze za mały na takie samodzielne wyjazdy, że nie poradzi sobie w grupie zupełnie obcych rówieśników. Bo jest za delikatny, zbyt nieśmiały i takie tam głupoty. Faktycznie, może syn rzeczywiście do odważniejszych nie należy, ale wcale nie jest gapą. Tłumaczyłem to Kasi, jednak upierała się przy swoim. Dopiero jak teściowie i moi rodzice stanęli za mną i za Bartkiem murem, w końcu się zgodziła. Wczorajszego poranka odprowadziliśmy go na miejsce zbiórki.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Gdy wsiadał do autokaru, był taki szczęśliwy i podekscytowany

Cieszyłem się razem z nim. A Kaśka? Miała taką minę, jakby chciała go z tego autobusu wyciągnąć.
 
– Co zamierzasz teraz zrobić? – wyrwał mnie zmyślenia jej głos.
 
– W jakiej sprawie? 
 
– O Boże, ja chyba zwariuję! – spojrzała w górę. – A o kim rozmawiamy?! O Bartku! Przecież musimy go stamtąd natychmiast zabrać! 
 
– Nie przesadzasz? Przecież jest tam dopiero jeden dzień – zauważyłem. 
 
– I o jeden dzień za dużo! – huknęła. 
 
– Może jednak jeszcze poczekamy. Wychowawca powiedział…
 
– Nie obchodzi mnie, co powiedział wychowawca! – ucięła. – Co z ciebie za ojciec! Twój syn cierpi, płacze, a ty chcesz czekać! Jutro rano jedziemy po Bartka! I to oboje! Ty prowadzisz. Ja jestem tak zdenerwowana, że nie usiądę za kierownicą.

 

– Kasiu, ale jutro mam ważne zebranie… – jęknąłem. 
 
– Mam to gdzieś! Dzwoń czym prędzej do szefa i weź wolne. Szczęście i spokój dziecka są najważniejsze! – aż się gotowała. 
 
– W porządku, zadzwonię, tylko już przestań wrzeszczeć! – poddałem się.  
 
Szef nie był zachwycony wiadomością, że biorę urlop na żądanie. Prawdę mówiąc, wkurzył się okropnie. Ale gdy usłyszał, o co chodzi, złagodniał. 
 
– W porządku, jedź. Sam to kilka razy przerabiałem – usłyszałem. 
 
– Poważnie? 
 
– Jasne! Przy synu i przy córce. Moja żona wpadała w panikę po pierwszym dramatycznym telefonie z obozu, pędziliśmy jak wariaci, a na miejscu okazywało się, że to fałszywy alarm. I wracaliśmy sami. Coś mi się wydaje, że u was też tak będzie.

 

– Pewnie, że tak. Przecież znam Bartka i wiem, że sobie poradzi. Ale do Kaśki nie trafiają żadne argumenty… 
 
Żona zerwała mnie z łóżka bladym świtem, nawet śniadania nie zdążyłem zjeść. Łyknąłem w biegu trzy łyki kawy i ruszyliśmy na Mazury. Po drodze oczywiście cały czas gderała. O rany, czegóż to ja nie usłyszałem. Że jestem nieodpowiedzialny, nieczuły, że własne dziecko mnie nie obchodzi. I że ona od początku wiedziała, że ten obóz to był poroniony pomysł. 
Ale wszyscy byli przeciwko niej. 
 
– I zapamiętaj sobie jedno. Jeśli na miejscu okaże się, że coś stało się Bartkowi, to nie ręczę za siebie – zagroziła. 

 

– Dobrze, możesz mnie nawet zabić. Ale na razie daj mi spokojnie prowadzić, bo inaczej nigdy nie dojedziemy – uciąłem te durne dyskusje. 
 
Do końca podróży żona nie odezwała się już nawet słowem, ale siedziała z taką miną, jakbym jej krzywdę zrobił. 
Na miejsce dotarliśmy po dziesiątej. W ośrodku panowała zaskakująca cisza. Na placu nie było ani jednego dziecka. Kręcił się tylko jakiś mężczyzna w średnim wieku. Jak się po chwili okazało, był to kierownik obozu. Kasia od razu poinformowała go co i jak.
 
– Ale nigdzie nie widzę naszego synka – rozejrzała się wokół bezradnie.
 
– Wszystkie dzieci są teraz na wycieczce w lesie. Uczą się rozpoznawać gatunki drzew i tropy zwierząt. Wrócą na obiad – wyjaśnił kierownik.
 
– Dopiero? – jęknęła Kaśka. 
 
– A dlaczego państwo chcą zabrać dziecko? Czy coś się stało? 
 
– Nic takiego. Bartuś wczoraj zadzwonił z płaczem, że chce wracać do domu i żona jest przekonana, że dzieje mu się jakaś krzywda – wyjaśniłem. 
 
Kierownik tylko się uśmiechnął. 
 
– Proszę pani, nie ma powodów do zdenerwowania. Wiele dzieci ma na początku problemy z adaptacją w nowym miejscu. Tęsknią za rodzicami, za domem… No i wydzwaniają i…
 
Kaśka mu przerwała: 
 
– Niech pan sobie daruje ten wykład. Już to słyszałam. Od wychowawcy!
 
– No i?
 
– Jakoś mnie nie przekonał. Zabieramy syna po obiedzie – tupnęła nogą.
 
Kierownik spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, ale tylko rozłożyłem ręce. No bo co miałem mu powiedzieć? Że moja żona to panikara? Dzieci wróciły do ośrodka po dwóch godzinach. Roześmiane, zadowolone. Od razu dostrzegłem wśród nich synka. Był tak zagadany z jakimś chłopcem, że gdyby Kaśka go nie zawołała, toby nas minął obojętnie. 
 
– Mama? tata? A co wy tu robicie? – zapytał bezbrzeżnie zdumiony. 
 
– Przyjechaliśmy po ciebie, cieszysz się, kochanie? – zaszemrała żona.
 
Potem objęła synka mocno, ale on szybciutko wyśliznął się jej z ramion. 
 
– Chcecie zabrać mnie do domu?!– wybałuszył oczy. 
 
– Tak, pokaż, gdzie są twoje ubranka, to zaraz je spakuję – odparła.
 
– Ale ja nie chcę! 
 
– Jak to? Przecież wczoraj po kolacji mówiłeś, że masz dość tego obozu.
 
– Naprawdę? – zamyślił się – A… Już wiem… Wczoraj pokłóciłem się z Kamilem. I byłem na niego trochę zły. Ale już się pogodziliśmy! 
 
– To znaczy, że ci się tu podoba? – Kaśka patrzyła na niego zdumiona. 
 
– Pewnie, że tak. Jutro będzie ognisko, pojutrze pojedziemy do parku linowego a w sobotę na rejs statkiem – opowiadał z wypiekami na twarzy. 
 
Podszedłem do niego. 
 
– To znaczy, że możemy cię spokojnie zostawić na obozie i nie martwić się, że sobie nie poradzisz? 
 
– No jasne, tato. Przecież nie jestem maluchem – oparł z poważną miną.
 
– Słyszałaś? – odwróciłem się do żony. 
 
– Ale…
 
– Żadnego ale! Wracamy do domu. 
 
– Tak, tak, jedźcie już, bo nie mam czasu z wami gadać. Zaraz będzie obiad. A muszę jeszcze umyć ręce – rzucił Bartek i popędził w stronę budynku. 

Nawet się nie obejrzał

– No i co, kochanie? Zrobiliśmy sobie piękną wycieczkę. Zadowolona jesteś? – zapytałem z przekąsem.

Kaśka się zaczerwieniła się. 
 
– No dobra, może przesadziłam. Ale lepiej było sprawdzić. Strzeżonego pan Bóg strzeże – odparła i podreptała w stronę parkingu. 
 
Przy samochodzie czekał na nas kierownik ośrodka. 
 
– Zabieracie państwo syna? – zapytał. – Bo jeśli tak, to musimy załatwić pewne formalności.
 
– Nie, nie, Bartek zostaje – odparłem. Uśmiechnął się pod nosem. 
 
– Pięć kilometrów stąd, pod lasem jest świetna smażalnia i wędzarnia ryb. Radzę zajrzeć, pokosztować, kupić. Przynajmniej nie wrócicie państwo z pustymi rękami – mrugnął do mnie.
 
Krystian, 34 lata

Czytaj także:
Mężczyzna, który zajmuje się dzieckiem
Adobe Stock, JenkoAtaman
Prawdziwe historie
„Żona wróciła do pracy, a ja zostałem z synem. Dopóki nie zamknęła za sobą drzwi, myślałem, że to nic trudnego”
„Gdy tylko kroki mamy ucichły, mały się rozryczał. Zanosił się takim szlochem, jakby ktoś go przypalał żywym ogniem. Nie pomagało noszenia na barana, podrzucanie ani gilgotanie. Przestało mi się to podobać...”.

Olga jest ekonomistką. Dlatego przy podejmowaniu tej decyzji kierowała się nie emocjami, a zimną kalkulacją. Liczyła, liczyła i wyszło jej, że w naszym przypadku opłaca się, żebym to ja został z Kubusiem w domu.   – Że coo? – wyjąkałem.   – No cóż, kochanie. Albo to, albo sprzedajemy twój samochód, bo z twojej urzędniczej pensji na pewno na utrzymanie tego smoka nie starczy.   Żona trafiła w czuły punkt. Uwielbiam mojego land rovera. I wyprawy nim na ryby z kolegami… Każda z opcji godziła w moją męską dumę. Bo zawsze wierzyłem, że jestem samcem alfa. Głową rodziny. Żywicielem i obrońcą. Olga pozwalała mi w to wierzyć. Dopóki robiłem wszystko, co chciała.   – Misiu. Te śmieci tyle ważą. Wyniesiesz? – pytała na przykład. – Misiu. Bolą mnie plecy, odkurzysz?   W nagrodę pozwalała mi na te męskie wypady na ryby… Gdyby nasze żony słyszały nasze wieczorne opowieści.    – No i mówię jej, podaj piwko i idź do kuchni, bo meczyk sam się nie obejrzy – przechwala się na przykład Michał. Rechoczemy zgodnie, choć doskonale wiemy, że gdyby kiedykolwiek powiedział tak do swojej Kasi, to trzy minuty później zbierałby graty z chodnika. Prawda jest taka, że wszyscy mamy fajne, inteligentne i absolutnie samowystarczalne żony, którym nie jesteśmy niezbędni. I że musimy się starać, żeby nie pokazały nam drzwi. Oczywiście wybrałem samochód – Ale masz dwa miesiące macierzyńskiego, przecież nie musimy podejmować tej decyzji dziś. Kto wie, czy będziesz umiała tak zostawić Kubusia.   Olga spojrzała na mnie jak nauczycielka na niesfornego ucznia.    – Wracam do pracy za tydzień. Zaczynamy ważny projekt i jestem potrzebna. Tu masz dokumenty, zanieś je do kadr u siebie. Jak nie wiesz, gdzie są, to poproś panią Bożenkę....

Dziewczynka, która bawi się z siostrą
Adobe Stock, pololia
Prawdziwe historie
„Starsza córka buntowała się na wieść o siostrze. Bałam się, że przez zazdrość nigdy nie zaakceptuje rodzeństwa”
„Bardzo chciałam oswoić Julkę z nową sytuacją, ale życie potoczyło się inaczej. Nie mogliśmy rozmawiać z małą o dziecku, które miało tak nikłe szanse na życie. Jednak kiedy przywieźliśmy ją ze szpitala, Julia nie odstępowała siostry na krok. I tak zostało odo teraz”.

Zaniepokoiła mnie dziwna w naszym domu cisza. Jeszcze przed chwilą słyszałam, jak moje dziewczynki przekomarzają się, rozstawiając lalczyny serwis do herbaty, a teraz zamilkły. Przestraszyłam się. Czy coś się stało? Wciąż jeszcze nie mogłam pozbyć się niepokoju o Natalkę, chociaż lekarze zapewniali, że jej serduszko pracuje normalnie. Rzuciłam obieranie jarzyn i wstrzymując oddech, zajrzałam do pokoju dzieci. Leżały na podłodze głowami do siebie, zawzięcie coś rysując, każda na swojej kartce. Nie zauważyły mnie. Spod ręki starszej, Julki, wychodziły całkiem udane figurki ludzików, młodsza naśladowała ją, wysuwając pracowicie język. Od kiedy nauczyła się chodzić, robiła wszystko to, co siostra. Przedtem… Niechętnie wróciłam myślą do tamtego najtrudniejszego roku w naszym życiu. Podczas gdy Jarek i ja wciąż zastanawialiśmy się, jak przygotować naszą jedynaczkę Julię na przybycie nowego członka rodziny, babcia załatwiła to jednym zdaniem:   – Będziesz miała siostrzyczkę, cieszysz się? Dobrze jest mieć rodzeństwo, prawda? – dopytywała malutką.   – Nie! – Julka spojrzała spode łba i na dodatek tupnęła nogą.   – Dlaczego? – zdumiała się babcia.   – Ja nie ciem! – w oczach Julki natychmiast ukazały się łezki.    Była jeszcze bardzo malutka, ale szybko uczyła się, jak owinąć sobie rodzinę dookoła palca. Teraz też chciała postawić na swoim…   – Będą kłopoty – mruknął pod nosem Jarek. – Dużo czytałem o zazdrości między rodzeństwem, mam wrażenie, że nasza Julia nie odda łatwo palmy pierwszeństwa.   – Musimy jej pomóc zaakceptować siostrzyczkę, oswoić z sytuacją – zniżyłam głos, żeby Julia nie usłyszała. Po porodzie nie mogłam jej nawet przytulić!  Mieliśmy najlepsze chęci, ale...

Chłopiec, który uczy się pisać
Adobe Stock, Irina Schmidt
Prawdziwe historie
„Nie mogłam zmusić syna do nauki czytania i pisania. Znalazłam na niego sposób i jestem z siebie dumna”
„Basia i Bartek byli jak papużki nierozłączki. Niestety dziewczynka poszła do innej szkoły, ale syn dzielnie to znosił. Problemem był jednak jego brak zapału do czytania i pisania. Szerokim łukiem omijał książki i wszelkie czytadła. Dopiero list od ukochanej Basi go zmotywował”.

Pierwszą miłość pamięta się przez całe życie. Przydarza nam się ona zazwyczaj w okresie dojrzewania i zapada w pamięć na zawsze. Mało kto jednak przypomina sobie pierwsze, dziecięce zadurzenie. A i ono potrafi być na tyle silnym uczuciem, by połączyć dwójkę zapatrzonych w siebie dzieci na dłuższy czas, nawet na wiele lat…   Kiedy mój syn szedł do przedszkola, bardzo się bałam. Nie byłam pewna, czy sobie poradzi, czy odnajdzie się wśród innych dzieci. Szybko się okazało, że martwiłam się na wyrost. Znalazł sobie tam kolegów. I koleżanki… Wśród dziewczynek, z którymi najchętniej się bawił, była Basia.    Najwyższa w grupie blondynka z długimi, kręconymi włosami. Na początku nic nie wiedzieliśmy o szczególnej nici sympatii, która ich połączyła. Ale wraz z kolejnymi opowieściami przedszkolnymi, które Bartek przynosił do domu, dowiadywaliśmy się o niej coraz więcej. Zdaliśmy sobie sprawę, że to ważna osoba w jego życiu. Niestety, nie będą chodzić do tej samej szkoły „A Basia dzisiaj pomogła mi malować tygrysa”, „A dzisiaj na podwórku huśtałem się z Basią”, „Basia ma w domu stajnie z klocków”, „Basia nie lubi mleka i ja za nią wypijam”, „Dzisiaj się wywróciłem i Basia mnie przytuliła”. Takich relacji z codziennego życia Bartka było coraz więcej, więc przy każdej kolejnej zaczęliśmy się z mężem skrycie uśmiechać. Wymienialiśmy porozumiewawcze spojrzenia, przekonani, że Bartek nie rozumie, co nas tak bawi. Nie doceniliśmy naszego dziecka.   – Śmiejcie się, śmiejcie, a Basia to moja dziewczyna. Ja się z nią ożenię! – powiedział któregoś razu.   – Ale nie wyprowadzisz się z domu, syneczku? – żartowałam.   – Oczywiście, że się wyprowadzę. Już niedługo, zobaczysz.   – Synku,...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj