Nie mogłem znieść, że mój syn zamieszka z obcym facetem
Adobe Stock, altanaka
Prawdziwe historie

„Żona z dnia na dzień zostawiła mnie dla innego. Nie mogłem znieść myśli, że mój syn będzie mieszkał z obcym facetem”

Ze łzami w oczach zacząłem wkładać do walizki jego rzeczy. Piżama w lokomotywy, sweterki, dżinsy, ulubiony miś... Grażyna czekała w przedpokoju, szeptem wymieniając jakieś uwagi ze swoim kochankiem.

Mój syn ma zamieszkać w domu jakiegoś obcego faceta? Dlaczego? Bo moja żona tak chce! Długo nie mogłem się z tym faktem pogodzić. Aż pewnego dnia...

Rozwód był dla mnie szokiem – po ośmiu całkiem udanych latach moja żona Grażyna oświadczyła mi, że kogoś ma.

– Przenoszę się do Jerzego i zabieram ze sobą Michałka – usłyszałem.
Wynieść się możesz, choćby dzisiaj, ale dziecka nie weźmiesz! – krzyknąłem, kompletnie wytrącony z równowagi.

Nie taka zwykła woda – jak Oliwka z AZS odzyskała radość życia dzięki pobytowi w Avène [WIDEO REPORTAŻ]

Siedzieliśmy przy kuchennym stole

Parę minut wcześniej zacząłem dyskusję o spłatach kredytu i wtedy Grażyna wyjechała z tym rozwodem. Najbardziej wkurzał mnie fakt, że niczego nie zauważyłem – wychodziło na to, że żona od miesięcy przyprawiała mi rogi, a ja o niczym nie miałem pojęcia! Wstałem, gwałtownie odsuwając krzesło. Grażyna chyba się przestraszyła. I dobrze.

– Olek, przecież i tak sąd przyzna opiekę nad Michałem mnie! – powiedziała po chwili.
– To się jeszcze okaże! – krzyknąłem.
Chyba nie zamierzasz walczyć ze mną o dziecko? Przecież ty całymi dniami pracujesz, nie byłbyś w stanie się nim zająć – wyrzuciła mi Grażyna.

Odpowiedziałem, że nie pozwolę, żeby mój syn zamieszkał z jakimś obcym facetem, ale żona nie zamierzała ustępować.

– Wyprowadzam się, Olek. Nie możesz mi tego zabronić. A Michałek przenosi się ze mną.

Zacisnąłem ręce w pięści, z ponurą miną przyglądając się krzątaninie żony. Kręciła się po mieszkaniu pakując drobiazgi naszego sześcioletniego syna i zdałem sobie sprawę, że wygląda na wyjątkowo rozpromienioną.

– Co to za facet?! – zapytałem, kiedy wyjmowała z szafy podróżną torbę.
– Jerzy. Poznaliśmy się w pracy. Olek, nie planowałam tego, nie chciałam. Po prostu się zakochałam – rozpłakała się Grażyna.
– Wzruszające! Tylko czemu zabierasz mi syna?
– Będziesz go przecież widywał, zawsze możesz...
– Nie pozwolę ci zabrać Michałka! – wszedłem jej w słowo. – Sama możesz się wynieść choćby zaraz, ale dziecko zostaje! Zajmie się nim moja mama. Chcesz naszego syna? Poczekaj chociaż do rozwodu!
– Dobrze – ku mojemu zaskoczeniu Grażyna zgodziła się ze mną i jeszcze tego samego wieczoru wyprowadziła się do kochanka.

Sama.

Zostałem z synem – przeniosła się do nas moja mama i jakoś sobie radziliśmy

Młody tęsknił za Grażyną, jednak chyba cieszyły go te nasze nowe, męskie obyczaje. Lody na śniadanie, chrupanie chipsów w łóżku, wypady na ryby – żona nigdy nie dawała młodemu zbyt wiele swobody, więc obecnie żył jak w raju.

Niestety – minęło kilka miesięcy i dostaliśmy rozwód, a Grażyna przyjechała z tym swoim fagasem po mojego syna.

– Olek, nie rób scen. Będziesz mógł go widywać, nie zamierzam robić ci trudności – szepnęła Grażyna.
– Aha, nie zamierzasz robić mi trudności? To szalenie miło z twojej strony – ironizowałem.
– Po prostu go spakuj – powiedziała.

Co było robić? Ze łzami w oczach, ciesząc się, że młody jest u mojej mamy, zacząłem wkładać do walizki jego rzeczy. Piżama w lokomotywy, sweterki, dżinsy, ulubiony miś... Grażyna czekała w przedpokoju, szeptem wymieniając jakieś uwagi ze swoim kochankiem.

Miałem ochotę podejść i dać mu w zęby, wiedziałem jednak, że takim zachowaniem sam bym sobie zaszkodził – w końcu niestabilny emocjonalnie ojciec, to żaden wzór dla sześciolatka. A skoro mogło się skończyć nawet walką o dziecko w sądzie...

Wziąłem głęboki wdech i postawiłem w przedpokoju walizkę

– Słuchaj, wiem, że to niezręczna sytuacja, ale skoro już się widzimy... Jestem Jerzy – powiedział nagle on i wyciągnął do mnie rękę.
– Aleksander – mruknąłem i kompletnie zignorowałem jego wyciągniętą dłoń.

Chrząknął wyraźnie speszony, schował rękę do kieszeni i zapatrzył się w czubki swoich butów.

„Dupek i mięczak” – pomyślałem z nienawiścią. Chwilę później, wyjmując z szafy kurteczki syna, przyjrzałem mu się uważniej. Wyglądał na porządnego faceta – szczupły, krótko obcięty szatyn w okularach.

„Ale kto go tam wie?” – skrzywiłem się.

– Nie musisz się fatygować. Odbierzemy Michałka prosto od twojej mamy – powiedziała Grażyna, gdy wychodzili.
– Chciałbym się z nim pożegnać – zaprotestowałem.
– Po co? Przecież widzicie się w sobotę! Nie zamieniaj tego wszystkiego w jakiś łzawy dramat, Olek! – krzyknęła Grażyna.

Nie odpowiedziałem, bo dosłownie się we mnie gotowało

– Cześć – powiedziała tymczasem moja była żona i zamknęła za sobą drzwi kluczem, którego wciąż mi nie oddała.

Z czystej złośliwości, dwa dni później zmieniłem zamki, jednak fakty wciąż były niezmienne – mój ukochany, sześcioletni syn zamieszkał pod dachem praktycznie obcego faceta! Pierwszy samotny wieczór był koszmarny – wypiłem cztery piwa i zasnąłem na fotelu, w pokoju syna. Obudziłem się w środku nocy, w pierwszej chwili myśląc, że mały jest chory, a ja czuwam przy jego łóżku.

I dopiero jakąś minutę później dotarło do mnie, że Michałek śpi w nowym mieszkaniu, a mnie już zawsze będą musiały wystarczać te nasze krótkie, weekendowe spotkania...

Dzień później, parę minut po dwudziestej drugiej, pojechałem do centrum.

Wiedziałem już, że cały ten cholerny Jerzy pracuje z moją żoną

Grażyna była menedżerem w jednej z drogich, modnych restauracji. Zaparkowałem samochód w pobliżu niewielkiego parku i pieszo ruszyłem w stronę wąskiego, brukowanego zaułka. Restauracja była pełna – wiedziałem, że w piątkowy wieczór na stolik bez wcześniejszej rezerwacji czekało się ponad pół godziny.

Przeszedłem się pod oknami, zajrzałem do środka. Nigdzie ani śladu Jerzego. Czego właściwie od niego chciałem? Nie wiem... Może pogadać? A może po prostu w końcu dać mu w mordę? Zasłużył sobie! Przecież musiał wiedzieć, że Grażyna jest mężatką, że ma małe dziecko...

„Zakochali się w sobie, też mi usprawiedliwienie!” – piekliłem się w duchu.

Przed dwudziestą trzecią lokal zaczął pustoszeć. Obszedłem restaurację i zaczaiłem się na jej tyłach – w ciasnym, wąskim podwórzu. Liczyłem na to, że Jerzy wymknie się na papierosa.

Wiedziałem, że pali i mogłem tylko mieć nadzieję, że nigdy nie robi tego przy moim dziecku. Oparłem się o spiętrzone drewniane skrzynki i zapatrzyłem się w ciężkie, metalowe drzwi od kuchni lokalu, kiedy w wąskim przejściu na podwórze pojawiło się trzech rosłych, zakapturzonych mężczyzn.

– Ty, gościu, patrz jaki jeleń nam się napatoczył! – zarechotał jeden z nich.

Zanim w ogóle zorientowałem się, co jest grane, wszyscy trzej ruszyli w moją stronę

– Dawaj portfel, tatuśku – warknął najwyższy z nich i pchnął mnie na beton.

Rozwaliłem sobie łokieć, ale wściekłość na Jerzego urosła teraz do czystej furii. Chwyciłem za leżącą na ziemi deskę i rozkwasiłem gościowi nos.

– Oż ty, gnoju jeden! – krzyknął, ruszając na mnie z pięściami.

Nie wiem, ile czasu się z nimi biłem i co właściwie by się ze mną stało, gdyby nagle nie otworzyły się drzwi od zaplecza restauracji i ktoś nie przyszedł mi z pomocą. Dobrze się bił – od razu zwalił tego z grubym karkiem i zabrał się za okładającego mnie pięściami dresa. Parę minut później gnojki, które mnie napadły czmychnęły z podkulonymi ogonami, a ja zorientowałem się, że z pomocą nie ruszył mi żaden z młodych kucharzy, ale... Jerzy.

On też dopiero teraz mnie poznał.

– Aleksander? Co tu robisz? – zdziwił się, nieporadnie usiłując zatamować lejącą się z nosa krew.
– Sam nie wiem... Chyba chciałem dać ci w mordę.
– Już dostałem – zażartował. – Chodź, wypijemy jakieś piwo. Jasne, że wciąż jesteś na mnie zły, ale chodzi o Michałka. Nie powinniśmy skakać sobie do gardeł za każdym razem, kiedy się spotkamy – powiedział nowy facet Grażyny.

Zawahałem się, ale nie ustąpił

– No chodź, Grażyny dzisiaj nie ma w pracy. Napijemy się, pogadamy jak facet z facetem. Tylko z tym mordobiciem poczekaj na inną okazję, co? Dzisiaj solidnie już oberwałem.
– Czemu właściwie mi pomogłeś? – zdziwiłem się. – Po pierwsze, nie miałem pojęcia, że to twój tyłek ratuję z opresji. Strasznie tu ciemno. A po drugie, mieliśmy już w ostatnich tygodniach kilka napadów w okolicach restauracji i zrobiliśmy się czujni. W naszym interesie jest wygonienie stąd tych bandziorów, bo obrabiają nam klientów – wzruszył ramionami.

Usiedliśmy przy piwie. Ku mojemu zdumieniu rozmowa nawet nam się kleiła. On opowiedział mi, jak poznał Grażynę i przez ile czasu się wahał, żeby w ogóle coś z nią zaczynać. Ja zwierzyłem mu się ze swoich obaw odnośnie mojego syna.

Nienawidzę myśli, że Michałek mieszka z obcym facetem – powiedziałem.
– Wyobrażam sobie, stary. Z mojej strony mogę ci jednak obiecać, że nie stanie mu się żadna krzywda. To świetny dzieciak, naprawdę go lubię. To co? Rozejm? – zaproponował i wyciągnął do mnie rękę.

Tym razem ją uścisnąłem. Jasne – to jeszcze nie przyjaźń, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że tamtego wieczoru narodziła się między nami jakaś nić porozumienia. Na początek dobre i to. Najważniejsze, że z Jerzego całkiem porządny gość. Nie taki znowu dupek, jak wcześniej myślałem.

Aleksander, lat 34

Czytaj także:

Byłem przyszywanym ojcem
Adobe Stock, kieferpix
Prawdziwe historie
„Maluch twierdził, że dokuczają mu, bo nie ma ojca i nikt go nie broni. Zostałem więc jego przyszywanym tatą”
Sam nie wiem, dlaczego zgodziłem się na ten głupi pomysł Mikołaja. Po prostu zrobiło mi się żal chłopaka i chciałem mu jakoś pomóc. Liczyłem przy tym na to, że to nie będzie miało żadnych konsekwencji.

Od początku miałem jakieś złe przeczucia związane z tym chłopakiem. Na ramię miał zarzucony plecak, kręcił się koło mojego skupu złomu i coś kombinował. To podchodził, to odchodził, wciąż zerkając, czy go obserwuję. Byłem prawie pewien, że chce mi coś ukraść, żeby sprzedać na innym skupie. Dlatego kiedy zobaczyłem go po raz kolejny koło bramy, huknąłem na niego: – A co ty się tutaj tak kręcisz jak smród po gaciach?! – Co, nie mogę? – odparł bezczelnie. – Nie. Ja już widzę, co ci z oczu patrzy. – No co?! Złomu chcę trochę sprzedać. – Sprzedać? – uśmiechnąłem się kpiąco. – Akurat chcesz coś sprzedać... – Pewnie, że chcę – sięgnął do plecaka i wyciągnął stamtąd stary czajnik. – O, to. Zaskoczył mnie tym czajnikiem i trochę mi było głupio, że go posądziłem – A ile ty masz lat? – zapytałem. – Prawie osiem. – Czyli siedem. Ale chyba zrozumiesz, jak ci powiem, że nie ma takiej opcji, żebym coś od ciebie kupił. Za mały jesteś. A jak chcesz sprzedać czajnik, to przyjdź z ojcem. – Ja nie mam ojca – wbił spojrzenie w ziemię, a mnie zrobiło się go żal. – Aha... No to przyjdź z mamą, bo od ciebie nie mogę kupić. Takie prawo. – Nawet głupiego czajnika pan nie może? Nie powinienem się uginać. Może gdybym tego nie zrobił, to ten malec więcej by się tu nie pojawił. Ale on spojrzał na mnie jakoś tak błagalnie, że kupiłem ten czajnik. W dodatku dałem mu za niego trzy złote, choć faktycznie był wart najwyżej dwa. Strasznie był zadowolony z tego zarobku. Następnego dnia pojawił się z... kołem samochodowym. – Weźmie pan? – kopnął nogą dętkę. – Nie. Ten czajnik to był wyjątek. A tak w ogóle to cię nie znam... – Mikołaj jestem – wyciągnął rękę. – Posłuchaj, Mikołaj. Jak nie wiem,...

Kobieta, którą opuściły dzieci
Adobe Stock, Africa Studio
Prawdziwe historie
„Marzyłam o gromadce dzieci, bo myślałam, że wtedy nigdy nie będę sama. Myliłam się, porzuciły mnie, jedno po drugim"
„Liczyłam na to, że gdy je odchowam, będę miała liczną rodzinę. Że będą mnie odwiedzać, pomagać, zapraszać na święta, na dzień babci. Ale żadne tego nie robi. Wszystkie miały do nas pretensje, że je musztrowaliśmy, że narzucaliśmy im, co mają robić”.

Wróciłam do pustego domu i postawiłam zakupy na podłodze. Nikogo nie było, a do tego nie byłam przyzwyczajona. W moim domu zawsze było mnóstwo ludzi, a przede wszystkim dzieci. W sumie sześcioro. I żadne moje prawdziwe…   Miałam niewiele ponad 20 lat, kiedy wyszłam za mąż. Studiowałam wtedy ekonomię, podobnie jak mój mąż. Wiedzieliśmy, że się kochamy i po prostu nie chcieliśmy czekać ze ślubem. Po co? Mogliśmy ze sobą być legalnie, bez problemów, cały czas, a o to nam chodziło. Dzieci nie mieliśmy na razie w planie, chcieliśmy najpierw skończyć studia. I zrealizowaliśmy ten plan.    Potem ja dostałam pracę, a mąż rozpoczął własną działalność. Nie mówię, że od razu zaczęliśmy się starać o potomstwo, ale też nie robiliśmy nic, żeby się zabezpieczyć. Jednak mijały miesiące, rok, potem drugi, a nasza rodzina się nie powiększała. Zaczęłam się tym martwić, zresztą, Romek też. Nasze działania nie przynosiły skutku. Wreszcie zrobiłam badania – wynik nie pozostawiał żadnych nadziei. To ja byłam bezpłodna. Lekarz od razu mi powiedział – żadne leczenie nic nie da, musiałam się z tym pogodzić. Byłam załamana. Właściwie życie straciło dla mnie sens Bez dzieci go sobie nie wyobrażałam. A wiedziałam, że i dla Romana było to ważne. Pełna rodzina to rodzina z dziećmi i koniec. Byłam na tyle załamana, że zaproponowałam mu wtedy rozwód. Po co mu w końcu taka baba jak ja – bezużyteczna, która nigdy mamą nie zostanie? Ale on się na mnie tylko zezłościł i powiedział, że kocha mnie i już.   Jednak nie przestaliśmy myśleć o dzieciach. Wiadomo, że w naszym wypadku wchodziły w grę tylko dwa rozwiązania – adopcja lub rodzina zastępcza. Zaczęliśmy z Romkiem rozważać te dwie możliwości. Ja wolałam adoptować dziecko, ale Romek upierał się przy rodzinie zastępczej. Postanowiliśmy...

Dziewczynki, które się przyjaźnią
Adobe Stock, Angelov
Prawdziwe historie
„Matka przyjaciółki mojej córki zrobiła ze mnie darmową niańkę. Miałam karmić, uczyć i odbierać jej dziecko z przedszkola”
„Daj komuś palec, sięgnie po całą rękę. Robiłam dużo dla przyjaciółki mojej córki, ale jej matce chyba odbiło. Zdałam sobie sprawę, że faktycznie ostatnio Weronika bywa u nas już codziennie! Je obiad i odrabia lekcje, a potem w dodatku często odwożę ją do domu!”.

Moja Marta była zawsze bardzo cichym i raczej nieśmiałym dzieckiem, więc w przedszkolu z trudem sobie zdobywała przyjaciół. Dlatego kiedy poszła do szkoły i poznała Weronikę, z którą stały się papużkami nierozłączkami, byłam w siódmym niebie!   Dziewczynki świata poza sobą nie widziały i najchętniej bawiłyby się razem przez całe popołudnia. Nie miałam nic przeciwko temu, bo w pierwszej klasie nie ma tak dużo nauki, a zabawa z przyjaciółką też może być rozwijająca. Godziłam się więc na to, że Weronika przychodziła do nas do domu tuż po szkole. Niby miała chodzić do świetlicy, ale moja Marta tam nie chciała siedzieć, twierdząc, że inne dzieci im dokuczają i przeszkadzają w zabawie. No cóż, i tak miałam zatrudnioną opiekunkę, więc w sumie dziewczynki mogły bawić się u nas. Pani Jola twierdziła, że lepsze nawet całe hordy dzieciaków w domu niż tylko jedna moja znudzona córeczka, która wtedy staje się strasznie marudna i absorbująca. Skoro więc opiekunka nie zgłaszała pretensji, to i ja nie miałam nic przeciwko wizytom Weroniki.    Jej obecność z czasem nawet przestała być dla mnie zauważalna. Niepostrzeżenie więc Weronika spędzała u nas coraz więcej czasu, zostając nawet na kolację i odrabiając z Martusią zadania domowe. Często im zresztą w tym pomagałam, bo dziewczynki nie zawsze sobie radziły, zwłaszcza z nauką piosenek czy wierszyków po angielsku. Trochę mnie tylko denerwowało, że p rzyjaciółka córki jest mniej bystra , więc miałam wrażenie, jakby obniżała poziom naszych domowych „lekcji”. Stwierdziłam jednak, że jeśli trochę się na niej skupię, to powinna nadgonić materiał i dorównać Marcie. Wiadomo, że lepiej jest się uczyć z kimś niż samemu.    Wiele razy także odwoziłam Weronikę do domu po rozmaitych kinderbalach czy wyprawach do kina. Albo kiedy się u nas zasiedziała, a jej mama...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj