Spanikowany chłopiec
Adobe Stock, Rawpixel.com
Prawdziwe historie

„Mój syn boi się własnego cienia i nie potrafi się adaptować. Już na drugi dzień obozu dzwonił do mnie z płaczem”

„Być może jestem nadopiekuńcza, ale ja chciałam pomóc. Od początku czułam, że ten obóz to nie jest najlepszy pomysł. Ten telefon wcale mnie nie zdziwił, bardziej byłam w szoku, gdy dotarłam na miejsce...”
Dochodziła szesnasta. Właśnie kończyłam przygotowywać sprawozdanie na jutrzejsze zebranie w firmie, gdy odezwała się komórka. Dzwonił mój ośmioletni synek – Kubuś.
 
– Mamo, nie chcę tu być. Tęsknię za tobą – usłyszałam dramatyczne błaganie. 
 
Zerwałam się z krzesła jak oparzona.
 
– Synku, spokojnie, bądź dzielny, mamusia jutro po ciebie przyjedzie – zaczęłam go uspokajać. 
 
Kubuś na szczęście szybko przestał płakać.
 
– Obiecujesz? – dopytywał na koniec.
 
– Słowo harcerza – odparłam. 
 
Błyskawicznie pozbierałam papiery z biurka i przekazałam koleżance.
 
– Na jutro biorę urlop na żądanie, muszę jechać po synka – powiedziałam i pośpiesznie wybiegłam z biura. 
 
Przez całą drogę do domu zastanawiałam się, dlaczego byłam taka głupia i pozwoliłam Kubusiowi wyjechać na te Mazury...
Kiedy mój synek po raz pierwszy powiedział o tym, że chce pojechać na obóz zuchowy, wcale się tym nie przejęłam. Myślałam, że to chwilowa zachcianka i szybko o niej zapomni. Ale on ciągle wracał do tego tematu.
 
– Mamo, mamo, na ten obóz pojadą chłopaki z innych szkół. Będziemy bawić się w podchody i szukać skarbów w lesie. Mówię ci, będzie super! – opowiadał podekscytowany. 

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Ale ja wcale nie byłam o tym przekonana

Dobrze jeszcze pamiętałam, jak trudno było Kubie odnaleźć się wśród kolegów w szkole. Wcześniej nie chodził do przedszkola, bo zajmowała się nim moja mama. Więc dopiero w zerówce zetknął się z większą grupą rówieśników. I zupełnie się nie potrafił w niej odnaleźć. Był zbyt spokojny, nieśmiały... Dzieci go popychały, wyśmiewały się z niego, a on nie potrafił się bronić.

Co gorsza, ja też nie bardzo wiedziałam, jak go tego nauczyć. Do dziś pamiętam jego smutną minę, gdy prowadziłam go do szkoły. To były bardzo trudne chwile. I dla niego, i dla mnie.
 
– Może zapisze go pani do zuchów? Druh Michał świetnie sobie radzi z dziećmi, potrafi zintegrować grupę – zachęcała mnie wychowawczyni Kubusia. 

Niechętnie, ale się zgodziłam. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę! 

Kubuś szybko zaprzyjaźnił się z kolegami. Okrzepł, nabrał pewności siebie, choć ciągle daleko mu było do wygadanych kolegów. Kiedy więc zaczął poważnie mówić o tym wyjeździe na obóz, byłam przerażona.
 
– Nie powinniśmy się zgadzać. Kuba nie poradzi sobie poza domem. Będzie tęsknił, płakał. No i ci chłopcy z całej Polski. Przecież on ich nawet nie zna! – mówiłam do męża. 
 
Ale on miał zupełnie inne zdanie.
 
– Niech jedzie! Nie możesz wiecznie trzymać go pod kloszem! Zmężnieje, nauczy się samodzielności, pozna nowych kolegów. Zobaczysz, że będzie się świetnie bawił. Sam jeździłem w dzieciństwie na kolonie i mam z nich wspaniałe wspomnienia – przekonywał mnie. 
 
Moja mama, o dziwo, też była po jego stronie.
 
– Krzysztof ma rację – powiedziała, gdy zwierzyłam się jej ze swoich obaw. – Spójrz na ptaki. Wypychają swoje pisklęta z gniazda nie dlatego, że są złymi rodzicami, ale dlatego, że są mądre i wiedzą, że ich dzieci muszą nauczyć się żyć samodzielnie. Powinnaś zaryzykować i pozwolić Kubie samemu wyjechać. Zwłaszcza że on tak bardzo tego pragnie.
 
Zgodziłam się. Sama zaprowadziłam go wczorajszego poranka na miejsce zbiórki i wsadziłam do plecaka telefon komórkowy, żeby mógł zadzwonić, gdyby działa mu się jakaś krzywda. Gdy podekscytowany wsiadał do autokaru z gromadką innych dzieci, znowu dopadły mnie wątpliwości. Miałam ochotę wyciągnąć go z tego autobusu. Ale się powstrzymałam. A teraz bardzo tego żałowałam. Okazało się, że to ja miałam rację. Minął zaledwie jeden dzień, a Kubuś już chciał, żeby go zabrać z obozu.
 
Po przyjeździe do domu od razu opowiedziałam mężowi o telefonie od naszego Kuby. I o tym, że następnego dnia, bladym świtem, zamierzam po niego jechać.
 
– Spokojnie, na pewno nic złego się nie dzieje. Gdyby były jakieś problemy, druh Michał na pewno by do nas zadzwonił. Zobaczysz, Kubuś popłacze, popłacze i mu przejdzie. I nawet nie będzie pamiętał, dlaczego było mu źle i do ciebie dzwonił – powiedział.
 
Te jego słowa kompletnie wyprowadziły mnie z równowagi.
 
– Co z ciebie za ojciec! Twój syn cierpi, tęskni, a ty to lekceważysz! Drugi raz nie dam się już nabrać na te opowieści o nauce samodzielności. Jutro po niego jadę, czy ci się to podoba czy nie – zeźliłam się. 
 
Mąż spojrzał na mnie zrezygnowany.
 
– Rób, jak chcesz. Ale moim zdaniem wrócisz do domu sama – odparł.
 
Następnego dnia rano ruszyłam na Mazury. Jadąc, złamałam chyba wszystkie przepisy drogowe. Chciałam jak najszybciej wyratować synka z opresji. Gdy dotarłam na miejsce, w ośrodku panowała zaskakująca cisza. Na placu nie było ani jednego dziecka. Kręcił się tylko jakiś dorosły, jak się po chwili okazało, był to kierownik obozu.
 
– Przyjechałam zabrać syna do domu – powiedziałam, rozglądając się bezradnie wokoło.
 
– Dzieci są teraz w lesie. Uczą się rozpoznawać drzewa i tropy zwierząt. Wrócą za dwie godziny, na obiad – wyjaśnił mi szybko. – A dlaczego chce pani zabrać syna. Czy coś się stało? – zapytał.
 
– Stało się! Kubuś wczoraj zadzwonił z płaczem, że chce wracać. Od początku wiedziałam, że wysłanie go na ten obóz to był zły pomysł – odparłam.
 
– Proszę się nie denerwować, takie telefony to normalka. W ciągu pierwszych dni wiele dzieci ma problemy z adaptacją w nowym miejscu, tęsknią za rodzicami... – zaczął mi tłumaczyć, ale natychmiast mu przerwałam.
 
– Już postanowiłam – powiedziałam.
 
Dwie godziny ciągnęły mi się niemiłosiernie. Wreszcie przy bramie pojawiły się dzieci. Wśród nich, mój syn. Był radosny, roześmiany. Nawet mnie nie zauważył.
 
– Kubuś, Kubuś! – zawołałam. 
 
Gdy mnie zobaczył, stanął jak wryty. Podbiegłam do niego.
 
– Przyjechałam po ciebie! Tak jak obiecałam! – krzyknęłam i przytuliłam go. 
 
Rozejrzał się, czy nikt nas nie widzi.
 
– Przestań, bo będą się ze mnie śmiać. Nie jestem maluchem! – powiedział z poważną miną. – Nigdzie nie jadę. Jutro będzie ognisko, a pojutrze podchody – opowiadał.
 
– No ale przecież wczoraj chciałeś wracać – próbowałam mu przypomnieć.
 
– Tak? – zamyślił się. – Ojej, wczoraj pokłóciłem się z Markiem. Ale już się pogodziliśmy i jesteśmy kumplami – odparł.
 
– No to nie chcesz jechać do domu? – dopytywałam się.
 
– Nie, i muszę już lecieć, bo spóźnię się na obiad. A jeszcze muszę umyć ręce – odparł i popędził w stronę łazienki. 
 
Co było robić, wróciłam do domu. Drzwi otworzył mi mąż.
 
– Sama? – zapytał z niewinną minką.
 
– Sama – odparłam zawstydzona.
 
– No to miałaś piękną wycieczkę na Mazury – uśmiechnął się. 
 
Wiedziałam, że w myślach dopowiedział jeszcze: „A nie mówiłem?”.

Krystyna, 34 lata

Czytaj także:
Dziewczynka, która oczekuje rodzeństwa
Adobe Stock, NDABCREATIVITY
Prawdziwe historie
„Córka zapragnęła mieć rodzeństwo, bo wszystkie jej koleżanki miały. To ona nas zmusiła, żebyśmy mieli drugie dziecko”
„Myśleliśmy, że Zosia chwilę nas pomęczy i przestanie, ale ona nie odpuszczała. Wybrała imię i wypaliła przy naszych znajomych, że żona jest w ciąży. Nie było już odwrotu”.

Mamusiu, a kiedy ty będziesz w ciąży? – zapytała niewinnie Zosia, nasza sześcioletnia córeczka.   – No… nie wiem – odpowiedziała lekko zdziwiona pytaniem moja Gabriela. – A kiedy będziesz wiedzieć? – dopytywała się nasza córka. – Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek będę w ciąży. – To skąd ja wezmę braciszka ?! – bezbrzeżnie zdziwiona Zosia przyglądała się raz mnie, raz matce. – A po co ci braciszek? – zapytałem. – No bo Kasia ma. I Antosia ma. I nawet ta wstrętna Ewa też będzie zaraz miała. To ja też chcę mieć. – Ale po co ci? Taki malec będzie płakał nocami, marudził – próbowała ją zniechęcić Gabrysia. – I nie będziemy mogli ci już poświęcać tak dużo czasu, bo będziemy musieli zająć się twoim braciszkiem. – Trudno – oświadczyła mężnie Zosia, i z niewzruszoną pewnością siebie dodała. – Zresztą, nie będziecie musieli się nim tak zajmować, bo ja mogę wychodzić z nim na spacery i dużo się bawić. – Ale będziesz mu musiała oddać swój pokój – sięgnąłem po najcięższy kaliber argumentów.   Własny pokój dla Zosi był czymś absolutnie wyjątkowym. Zdobyła go ledwie pół roku wcześniej, kiedy przeprowadziliśmy się do nowego, większego mieszkania. Dlatego gdy wspomniałem o konieczności jego oddania, zawahała się. Ale tylko na chwilę.   – Poświęcę się. Chcę mieć braciszka. To co, mamusiu, kiedy będziesz w ciąży?   Rozmowy z takimi małymi, rezolutnymi damami, jak Zosia, nigdy nie należą do łatwych. A jeszcze trudniej jest, gdy sobie wbiją coś do głowy. Jedyną metodą jest liczenie na to, że temat się wkrótce zdezaktualizuje i głowę dziecka zajmie jakaś zupełnie inna zachcianka.   Taką i my mieliśmy nadzieję, bo po uporze Zosi widzieliśmy, że żadne tłumaczenia jej nie...

Dziewczynki, które się kłócą
Adobe Stock, Photographee.eu
Prawdziwe historie
„Myślałam, że siostra odebrała mi mamę i całe życie byłam o nią zazdrosna. Tak naprawdę ona uratowała mi życie”
„Podarowałaś mi życie, siostrzyczko, a na pewno szansę na nie. Chciałabym powiedzieć ci głośno, jak bardzo jestem ci wdzięczna, jak bardzo cię kocham, ale jeszcze nie potrafię. Wstydzę się tego, jaka byłam. Przepraszam cię za to. Na razie w myślach, ale jak tylko się pozbieram, powiem ci to, Marysiu”.

Miałam siedem lat, kiedy Marysia przyszła na świat. Nie znosiłam jej od momentu, kiedy dowiedziałam się, że Beata jest w ciąży. Byłam zazdrosna. Uważałam, że zabiera mi uwagę taty, że rodzice troszczą się o nią bardziej niż o mnie, że poświęcają jej za dużo czasu. Byłam wściekła, że Beata jest jej prawdziwą mamą, a nie moją.   Mama umarła, kiedy miałam trzy lata, prawie jej nie pamiętałam. Najwięcej zajmowała się mną babcia Kasia, mama taty. Jednak wszystkie święta, niedziele, urlopy spędzałam z tatą. Był tylko mój i tylko dla mnie. Koleżanki w przedszkolu opowiadały o swoich mamach, a ja miałam tylko tatę i dziadków. Czułam wtedy zazdrość, ale nie chciałam się do tego przyznawać.    Beata pojawiła się w naszym życiu nagle. Początkowo podchodziłam do niej nieufnie, ale ona nie była macochą z bajki o Kopciuszku. Była młoda i śliczna, miała kręcone, rude włosy i ogromne, zielone oczy. Bardzo się z moim tatą kochali, już wtedy widziałam to w ich spojrzeniach. Spędzała u nas coraz więcej czasu, czytała mi książki, razem rysowałyśmy lub oglądałyśmy bajki. Aż w końcu tak jakoś naturalnie wyszło, że u nas zamieszkała. Raz przyszła po mnie do przedszkola. Koleżanka powiedziała mi wtedy:   – Ale masz śliczną mamę.   Jeszcze tego samego dnia zapytałam Beatę, kiedy kładła mnie spać:   – Czy mogę mówić do ciebie mamo?   Przytuliła mnie mocno:   – Oczywiście, kochanie, jesteś przecież moją małą córeczką. Bardzo cię kocham.   – Ja ciebie też, mamusiu.   Od tej chwili Beata została moją mamą, mimo że ślub rodzice wzięli dopiero pół roku później. Rodzice mojej prawdziwej mamy chyba nie byli z tego zadowoleni. Słyszałam raz, jak babcia kłóciła się z tatą.   – Ona już miała matkę – mówiła babcia. –...

Moje córki nie chcą rodzić wnuków
Adobe Stock, Prostock-studio
Prawdziwe historie
„Dlaczego moje córki nie chcą mi dać wnuków? Wychowałam nieodpowiedzialne egoistki!”
„Dookoła sąsiadki cieszą się wnukami, a ja mam cztery córki i zbieram same upokorzenia”.

Czy ja wymagam od moich dzieci zbyt wiele? Chcę tylko na stare lata móc cieszyć się z wnuków, czytać im bajki, zabierać na spacery... Dlaczego one nie chcą mi tego dać? Z parku wróciłam w fatalnym nastroju, ale nie mogło być inaczej, skoro znów spotkałam sąsiadkę. Siedziałam na ławce, rozkoszując się wiosennym słońcem, kiedy Zofia podeszła i zapytała, czy może się przysiąść. „Ależ mi ta kobieta na nerwy działa” – skrzywiłam się. Nie miałam jednak odwagi, żeby jej odmówić, więc zaraz się usadowiła i jak nie zacznie gadać… – O, widzi pani, pani Bożenko, tu drugie urodziny mojej najmłodszej wnusi – wyjęła z torebki plik zdjęć i jedno po drugim podsuwała mi pod nos. – Śliczną mam wnusię, prawda? – gadała jak nakręcona, zaraz potem pokazując mi dla odmiany zdjęcia swojego sześcioletniego wnuczka, Antka. – Taki zdolny chłopczyk, nawet sobie pani nie wyobraża! – chwaliła się bez skrępowania chyba z dziesięć minut, wychwalając dzieciaka pod niebiosa. – No, geniusz się najwyraźniej państwu trafił w rodzinie – powiedziałam z przekąsem, ale nawet nie wyczuła, że ironizuję. – Żeby pani wiedziała, pani Bożenko, żeby pani wiedziała! – potakiwała z entuzjazmem, chowając zdjęcia do torebki. – A co u pani słychać? Jakieś wnuki w drodze? Bo już chyba czas najwyższy, żeby pani babcią została – nawijała Zofia, wpatrując się we mnie tymi swoimi irytująco przenikliwymi, małymi oczkami. – Na razie cisza, jakoś żadna z moich dziewczynek się do macierzyństwa nie pali – wzruszyłam ramionami, dodając, że ja tam w intymne sprawy swoich córek z butami nie włażę. – Szkoda, szkoda – pokiwała głową Zofia i z troską zauważyła, że dużo tracę. „Jakbym nie wiedziała” – pomyślałam Jasne, że...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj