Rodziny rozdzielone przez zamknięcie granic. Wzruszające spotkanie 2-latka z ojcem
fot. facebook Damiana Kowalczyka

Rodziny rozdzielone przez zamknięcie granic. Wzruszające spotkanie 2-latka z ojcem
 

Zamknięcie granic, spowodowane przez pandemię koronawirusa, przyczyniło się do trudnych chwil dla wielu rodzin. Do jednej z nich należy rodzina Damiana Kowalczyka, który utknął w Niemczech i został rozdzielony ze swoim dwuletnim synem, Igorem.
Katarzyna Gałązkiewicz
Rodziny rozdzielone przez zamknięcie granic. Wzruszające spotkanie 2-latka z ojcem
fot. facebook Damiana Kowalczyka
Damian Kowalczyk od momentu zamknięcia granic komunikował się z żoną za pośrednictwem internetu, ponieważ pandemia koronawirusa uniemożliwiła mu powrót z Niemiec do domu. Bliscy czterdziestolatka zostali w Polsce. Cała trójka spotkała się podczas protestu w Zgorzelcu (woj. dolnośląskie). Pan Damian nie krył wzruszenia, kiedy choć
przez chwilę mógł być blisko synka i przez ogrodzenie dotknąć jego rączki. 

Bolesne chwile rozdzielonej rodziny 

Damian Kowalczyk jest operatorem maszyn, który codziennie dojeżdża do pracy ze Zgorzelca do Goerlitz. Przez koronawirusa utknął w Niemczech. Jego żona Joanna z synkiem Igorem została po polskiej stronie. Mężczyzna obawia się, że gdyby wrócił do domu, czekałaby go 14-dniowa kwarantanna, a przez to mógłby stracić pracę. Teraz rodzina Kowalczyków ze Zgorzelca komunikuje się przez Messengera, a także WhatsAppa. Damian Kowalczyk nie ukrywa, że bardzo tęskni za żoną i synkiem. Jak powiedział „Gazecie Wyborczej”:

„Igor, choć ma dopiero 2 latka, co chwilę łapie za telefon i mówi: "mama dzwonić tatusia!". Co się przebudzi w nocy, to mówi: „nie ma tatusia...”. Ciężko mi o tym nawet mówić” – skomentował zrozpaczony ojciec. 
Redakcja poleca: Jak bezpiecznie przewozić dziecko na rowerze? [WIDEO]
O czym musisz pamiętać, zanim zabierzesz malucha na wycieczkę rowerową w foteliku lub przyczepce? Porady znanego fizjoterapeuty Pawła Zawitkowskiego.

Protest w Zgorzelcu

Mieszkańcy przygranicznych miejscowości napisali petycję do rządu. Piszą w niej m.in.: „Regiony przygraniczne ucierpią podwójnie z uwagi na zatrudnienie w Czechach i Niemczech swoich mieszkańców. Apelujemy, by rząd nie zajmował się wyborami w czasie pandemii, tylko realną pomocą dla rodaków”.

Jak informuje „GW” Ewa Kocemba, burmistrz przygranicznej Lubawki, poparła apel. Zdaniem Kocemby rząd nie wziął pod uwagę sytuacji osób, które utrzymują się z pracy po drugiej stronie granicy. Pomocy dla nich nie ma także w proponowanych przez rząd „tarczach”. Mateusz Morawiecki poinformował we wtorek, że przepis o kwarantannie dla przyjeżdżających zza granicy zostanie utrzymany, dlatego też pracownicy transgraniczni i ich bliscy wyszli na ulice, by protestować, wzdłuż całej granicy polsko-niemieckiej i polsko-czeskiej.

Spotkanie w trudnych okolicznościach

Protest umożliwił spotkanie rodzinie Damiana Kowalczyka. Jego syn, który wraz z mamą przebywał po drugiej stronie siatki, gdy tylko zobaczył ojca, podbiegł do niego, aby się przywitać: „po kilku sekundach policja kazała, żeby odszedł” – powiedział wyborczej wzruszony ojciec: „Ale po paru minutach znowu przebiegł i znowu chwilę postał ze mną” – dodał.

Damian Kowalczyk zaznacza, że czas rozłąki z żoną i synem jest dla niego niezwykle trudny, dlatego prosi polski rząd, aby otwarto  granice osobom pracującym na co dzień poza Polską, ponieważ to umożliwiłoby im powrót do rodzin. 

Źródło: wrocław.wyborcza.pl
Zobacz także:
Oceń artykuł

Ocena 6 na 2 głosy

Zobacz także

Popularne tematy