szczepić dziecko czy nie

Szczepić dziecko czy nie – argumenty pediatry dla niezdecydowanych rodziców

Temat szczepienia dzieci nieustająco wywołuje burzliwe dyskusje w social mediach, które pogłębiają strach rodziców przed podaniem dziecku kolejnych szczepionek. Wiele powielanych opinii nie ma jednak nic wspólnego z prawdą, dlatego próbujemy rozwiać najpopularniejsze antyszczepionkowe mity. O to, dlaczego szczepienia są obowiązkowe, czym ryzykujemy, jeśli nie zaszczepimy dziecka, pytamy eksperta, lekarza pediatrę z warszawskiego szpitala dziecięcego, który w rozmowie z nami wyjaśnia również, jak szczepionki wpływają na układ odpornościowy. Oto duża porcja rzetelnej wiedzy dotyczącej skutecznej ochrony przed chorobami.
Małgorzata Wódz
szczepić dziecko czy nie
Czy zaszczepić dziecko, co się stanie, jeśli się na to nie zdecydujemy, kiedy pojawia się NOP, co można zrobić, żeby zmniejszyć jego ryzyko? Na pytania, które dręczą rodziców w związku ze szczepieniami dzieci (także te dotyczące mikroczipów w szczepionkach i wiecznie żywych obaw o pojawienie się autyzmu) odpowiada dr Aneta Górska-Kot, ordynator Oddziału Pediatrycznego Szpitala Dziecięcego im. prof. Jana Bogdanowicza przy ul. Niekłańskiej w Warszawie.

Dlaczego rodzice nie mogą sami decydować o tym, czy zaszczepić dziecko? 

– Szczepienia to nie tylko indywidualna kwestia dotycząca konkretnego dziecka i jego rodzica, ale także element zdrowia publicznego. Poddawanie się szczepieniom chroni przed określonymi chorobami dziecko, a także całą populację danego kraju. I to właśnie z powodu ochrony populacyjnej w większości krajów na świecie powstał kalendarz szczepień. To dokument sygnowany przez rząd danego państwa, zawierający szczepienia, które refunduje ono swoim dzieciom. Wynika z nich obowiązek szczepień, a właściwie przywilej, bo szczepienia są przywilejem – państwo daje nam bezpłatnie ochronę przed chorobami.

Dlaczego nieszczepione dzieci uważane są za zagrożenie epidemiologiczne, skoro większość ludzi się szczepi?

– Musimy pamiętać, że niektóre dzieci nie mogą być szczepione, np. maluchy z chorobami neurologicznymi, wrodzonymi czy nabytymi niedoborami odporności, dzieci po chorobach nowotworowych czy po chemioterapii. One są słabsze, mają obniżoną odporność i każda dodatkowa choroba może mieć dla nich poważne konsekwencje. Ale jeśli żyją w populacji dzieci zaszczepionych przeciwko określonej chorobie, to nigdy nie zetkną się z chorującą na nie osobą i unikną zachorowania. 

Co może się stać, jeśli coraz więcej rodziców nie będzie szczepić dzieci?

– Niezaszczepione dzieci nie tylko stanowią zagrożenie dla dzieci chorych, które nie mogą przyjąć szczepionek z powodu choroby przewlekłej, ale także zwiększają ryzyko rozprzestrzenienia się chorób zakaźnych. Stanowią tym samym zagrożenie dla świata. Jeśli nieszczepionych dzieci będzie przybywać, coraz więcej osób może chorować, co grozi powrotem chorób, z którymi zdążyliśmy się już prawie uporać dzięki powszechnym szczepieniom. Dobrym przykładem może być odra – choroba, o której właściwie zapomnieliśmy, a która poprzez działalność ruchów antyszczepionkowych wróciła w ostatnich latach z całym impetem. Tak jest w biologii, że im dłużej dana choroba istnieje na świecie, tym bardziej udoskonala się wywołujący ją wirus lub bakteria. W efekcie zachorowanie może przebiegać coraz ciężej. Jeśli mamy narzędzie w postaci szczepień, aby uchronić przed nim dzieci i świat, wydaje się logiczne, aby z niego korzystać. 

Przeciwnicy szczepień uważają, że lepsze od szczepień jest inwestowanie w odporność organizmu. Na ile zdrowy tryb życia i dobra dieta mogą chronić przed chorobami zakaźnymi?

– Odporność nigdy nie będzie stanowiła lepszej ochrony od szczepień. To inny rodzaj obrony przed chorobami. Oczywiście bezwzględnie należy zachęcać wszystkich do zdrowego trybu życia. Znaczenie ma zarówno zdrowa, dostosowana do wieku dziecka, zróżnicowana dieta, zawierająca pięć porcji warzyw i owoców dziennie oraz odpowiednia ilość wysiłku fizycznego i snu. To podstawowe wartości, o które jednak często trudno nam zadbać. Ludzie, którym się to udaje, mają szansę chorować mniej. Jak powszechnie wiadomo – w zdrowym ciele mieszka zdrowy duch. Zdrowy, wysportowany, ze sprawnie działającym układem odpornościowym chłopczyk czy dziewczynka raczej nie zachorują, ale należy pamiętać, że przy odpowiedniej zjadliwości wirusów czy bakterii, nawet silny, dobrze odżywiony organizm może nie wystarczyć. Często na sepsę zapadają dzieci wcześniej zupełnie zdrowe. Zawsze znajdzie się sposób, aby zdobyć nawet najlepiej obwarowane, doskonale przygotowane do ataku wroga miasto. Bardzo zjadliwe wirusy czy bakterie w odpowiednio dużej ilości, są w stanie pokonać nawet najlepiej przygotowany do obrony układ immunologiczny. Pamiętajmy, że mimo, wydawałoby się, fantastycznego rozwoju nauki i technologii wciąż jesteśmy pół kroku za tymi drobnoustrojami, wciąż nie możemy nadążyć za nimi w znajdowaniu nowych skutecznych leków.

Czy szczepionka może niekorzystnie zmieniać działanie układu odpornościowego? Taki argument często podnoszą antyszczepionkowcy.

– Szczepionki bezapelacyjnie wpływają na działanie układu immunologicznego. Gdyby tak nie było, szczepienia nie miałyby żadnego sensu. To jest istotą ich działania. Ale jest to wpływ korzystny – uczą nasz układ odpornościowy, jak walczyć z chorobami. Gdy spytałam kiedyś jedną z mam, czym jest szczepionka, odpowiedziała, że to taka mała choroba, która chroni przed dużą chorobą. Możemy zatem przyjąć, że szczepionka to choroba w pigułce, którą dajemy po to, aby układ immunologiczny nauczył się rozpoznawać jej antygeny i w przyszłości umiał się przed nią bronić, gdy przyjdzie w dużym natarciu. I tak, jak po dużej chorobie zdarzają się powikłania, tak i po „małej chorobie", czyli szczepionce, mogą zdarzyć się „małe powikłania" , czyli niepożądane odczyny poszczepienne.

Nie wszyscy jednakowo reagują na szczepionki...

– To prawda. Znakomita większość osób po podaniu szczepionki wytworzy komórki pamięci immunologicznej, które ochronią w przyszłości zaszczepionego przed chorobą. Bardzo niewielka liczba zaszczepionych nie wytworzy przeciwciał i nie uzyska ochrony. Będą też i takie osoby, których układ immunologiczny zareaguje prawidłowo – wytworzy przeciwciała pamięci immunologicznej, ale pojawią się działania niepożądane, czyli NOP-y. Nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć.

Dzięki długotrwałym i skrupulatnie prowadzonym badaniom nad daną szczepionką wiemy, że w wyniku jej działania około 95-99 proc. zaszczepionej populacji wytworzy przeciwciała ochronne. W ulotce dołączonej do każdej szczepionki producent zawsze informuje o mogących się zdarzyć działaniach niepożądanych. Warto pamiętać, że nie ma takiego leku, a szczepionka jest lekiem, który nie miałby żadnych efektów ubocznych. Nawet życiodajna woda podana w zbyt dużej dawce i za szybko może spowodować chorobę. Działania niepożądane po szczepieniu mogą się zdarzać, ale pojawiają się dużo rzadziej i są łagodniejsze niż powikłania po chorobie.

Wracając do wpływu szczepionek na odporność, czy szczepienia wzmacniają układ immunologiczny?

– Mówiąc najogólniej – szczepionki wzmacniają odporność. Są jedną z uznanych metod na jej podniesienie, tak jak dobre odżywianie, wysiłek fizyczny, wysypianie się czy karmienie dziecka piersią.

Jak organizm znosi podanie szczepionki skojarzonej – czy zaszczepienie przeciwko kilku chorobom jednoczenie nie obciąża za mocno układu odporności?

– Absolutnie nie. I to chciałabym powiedzieć z całym naciskiem. Układ immunologiczny dziecka rozwija się od pierwszych tygodni życia płodowego, ale w macicy mamy jest chroniony, nie styka się z żadnymi antygenami. Gdy dziecko się rodzi, od razu jest atakowane ogromną ilością antygenów. Nagle kolonizowane są jego drogi oddechowe, przewód pokarmowy, skóra. Warto zdawać sobie sprawę z tego, że liczba bakterii, które kolonizują organizm małego dziecka w ciągu pierwszych tygodni jego życia, znacznie przewyższa liczbę wszystkich komórek jego ciała. To naprawdę bardzo dużo. We krwi dziecka znajduje się tyle limfocytów B, czyli tych, które mogą produkować przeciwciała w wyniku kontaktu ze szczepionką, że moglibyśmy jednorazowo podać dziecku 10 tysięcy szczepionek i dopiero wtedy zaangażowalibyśmy je wszystkie. Każdego dnia w otaczającym nas świecie spotyka nas po kilka tysięcy antygenów, a szczepionka skojarzona to tylko dwadzieścia kilka antygenów.

Ile antygenów zawierają inne szczepionki?

– Najwięcej zawiera pełnokomórkowa szczepionka przeciwko krztuścowi – około 3 tysięcy antygenów. Dzięki nowoczesnym metodom obecnie produkuje się szczepionki o coraz mniejszej liczbie antygenów tak wyselekcjonowanych, aby dawały jak najlepszą i trwałą odpowiedź immunologiczną, przy jak najmniejszej ilości działań niepożądanych. Jedna szczepionka pięcio- czy sześcioskładnikowa ma 22 lub 23 antygeny. Szczepionka przeciwko rotawirusom to 12-16 antygenów. Jeżeli dziecko dostanie szczepionkę 5 w 1, szczepionkę przeciwko WZW b i polio to łącznie otrzyma 20 kilka antygenów. Rodzice powinni uświadomić sobie, że to nie jest dużo. Gdyby dziecko otrzymało w tym samym czasie 10 różnych szczepionek, każda po 100 antygenów, zużyłoby zaledwie 1/10 możliwości swojego układu immunologicznego. Wyobraźmy sobie, że w przebiegu sepsy organizm dziecka atakuje ogromna liczba bakterii, z ogromną ilością antygenów. Wtedy, mimo zaangażowania całego układu immunologicznego, dziecko często przegrywa. W przypadku szczepień mamy szansę na wygraną. Ryzykujemy jedynie NOP. Działanie niepożądane, niestety, zawsze może się zdarzyć. Szczepiąc się, wygrywamy wojnę, jeszcze przed jej rozpoczęciem, natomiast w przypadku sepsy praktycznie zawsze jesteśmy skazani na przegraną, bo czymże jest ta ciężka choroba sama w sobie, jak nie wielką przegraną walką człowieka z bakteriami. Nie mówiąc o trwałych powikłaniach choroby i ryzyku śmierci.  

Rodzice, którzy nie szczepią dzieci, boją się NOP. Skoro niepożądanych odczynów poszczepiennych nie można przewidzieć, czy można zrobić coś, by zmniejszyć ryzyko ich wystąpienia?

– Jedyne, co możemy zrobić, to zawsze badać dziecko przed szczepieniem, aby nie szczepić dziecka chorego. Jeśli zaszczepimy chore dziecko, układ immunologiczny nie wie, co robić – czy szybko uczyć się antygenów ze szczepionki, czy bronić dziecko przed wirusem, który właśnie je atakuje. Układ immunologiczny może temu nie sprostać i może zdarzyć się NOP. Nie szczepimy dzieci, które biorą leki obniżające lub upośledzające odporność, np. dzieci w trakcie przyjmowania sterydów, bo odpowiedź immunologiczna jest bardzo ograniczona. W przypadku dzieci z chorobami przewlekłymi, szczepimy je w okresie remisji choroby.

Czy warto zrobić dziecku dodatkowe badania przed szczepieniem?

– Niektórzy rodzice bardzo chcą robić dziecku w dniu szczepienia morfologię i CRP. Uważają, że jeśli wyniki będą prawidłowe, to można szczepić. To nie ma sensu, bo choroba może być w okresie wylęgania, który czasem trwa dobę, dwie, a nawet 40 dni, jak w przypadku mononukleozy. Okres wylęgania choroby jest niemy klinicznie, dziecko nie ma żadnych objawów, więc nie wiemy, że będzie chore. Jeśli jest to choroba wirusowa, to i CRP będzie prawidłowe, bo nawet przy zapaleniu mózgu może być niskie. Jeśli w tym momencie zaszczepimy dziecko, bo nie mamy żadnych przesłanek, że może być chore, to układ immunologiczny, który już mobilizuje siły do walki z chorobą, będzie musiał działać dwutorowo. Jeśli wiemy, że dziecko miało kontakt z kimś, kto chorował, np. na ospę, to w okresie ewentualnego wylęgania choroby, nie będziemy szczepić. Niestety, najczęściej nie wiemy, że dziecko jest właśnie w okresie wylęgania innych chorób wirusowych czy bakteryjnych, bo okres wylęgania, mimo wojny dziejącej się już w wewnątrz naszego organizmu, którą zaczyna toczyć nasz układ odpornościowy, jest niemy klinicznie.

Rodzice zauważają po szczepieniu opuchliznę na rączce, zieloną kupkę, niepokój dziecka. Którymi odczynami poszczepiennymi nie należy się martwić?  

– Obrzęk rączki, gorączka, trochę gorsze samopoczucie dziecka przez kilka godzin po szczepieniu to łagodne niepożądane odczyny poszczepienne. Rodzice zapomną o nich równie szybko, jak o przeziębieniu. Takie objawy występują zdecydowanie częściej niż tzw. ciężki NOP, jak np. wstrząs anafilaktyczny czy drgawki. Według danych PZH, który zbiera wszystkie informacje o działaniach niepożądanych szczepionek, w Polsce NOP-y występują z częstotliwością raz na 10 tys. podanych szczepionek. NOP-y ciężkie – raz na milion. Nawet jeśli nie wszystkie niepożądane odczyny poszczepienne są zgłaszane i przyjmiemy, że występują u jednego na tysiąc dzieci (a nie jednego na 10 tys.) to nadal 999 maluchów jest „bezpiecznych", tzn. nie rozwinie działań niepożądanych. Bilans korzyści i strat zawsze wypada na korzyść szczepionek.

Jak przekonuje Pani rodziców do szczepienia dziecka? Co słyszy od Pani niezdecydowana mama? 

– Kilka lat temu zrobiono badanie, z którego wynika, że ok. 80 proc. rodziców nie trzeba przekonywać do szczepień, ok. 15 proc. jest niezdecydowanych  i ok. 5 proc. to przeciwnicy szczepień. Z mojego doświadczenia wynika, że do tych ostatnich nic nie dociera. Z nimi po prostu nie ma dialogu. Gdy niezdecydowany rodzic pyta, szczepić czy nie szczepić, najczęściej pokazuję fakty – opowiadam o chorobie, powikłaniach, śmiertelności, o tym, że może wystąpić NOP i zostawiam rodzicowi wybór. Ale najbardziej przemawiają historie dzieci, które chorowały. Jeśli dziecko przeszło sepsę, to wszystkie koleżanki mamy takiego malucha, zaszczepią swoje dzieci na pneumokoki czy meningokoki.

Nigdy nie wywieram presji na rodziców, nie mówię: pani jest niemądra, bo nie szczepi pani dziecka. Rodzic musi mieć prawo wyboru, prawo do decydowania o swoim dziecku. Nawet jeśli mówimy, że szczepienie jest obowiązkowe, to w jakimś sensie jest dobrowolne. Dzieci nie są łapane na ulicy, nie zamyka się ich w szpitalu i na siłę nie szczepi. Nie ma takiej procedury w Polsce. Jeśli matka konsekwentnie nie będzie chciała zaszczepić dziecka, a jest dobrą matką, to nikt jej dziecka nie zabierze. Natomiast cenę za to, że nie szczepi, zapłaci ona sama i jej dziecko, kiedy nagle przyjdzie choroba „szczepionkowa”. To tak jak z obowiązkowym OC. Jeśli ktoś jeździ bez ubezpieczenia, wszystko będzie dobrze do czasu, gdy nie będzie miał wypadku. 

Jak odpiera Pani stare, ale ciągle żywe argumenty, że szczepienia powodują autyzm, albo nowe teorie, że szczepienia są po to, aby wszczepić nam do organizmu mikroczipy? 

– Mikroczipy to się wszczepia psom, żeby je znaleźć, jak się zgubią. To dla mnie zarzut absurdalny i prawdziwe fantasy. Słyszę też teraz, że COVID jest właśnie po to, aby wszczepiać mikroczipy. Myślę, że sami sobie je wszczepiamy, gdy jesteśmy aktywni w mediach społecznościowych. Nie trzeba się bardzo starać, żeby wiedzieć, kto co robi, gdzie jest i jak się zachowuje – wystarczy prześledzić posty aktywnego fejsbukowicza.

Co do autyzmu – badanie Wakefielda, które otworzyło puszkę Pandory z pomówieniami na temat szczepień, zostało wielokrotnie podważone. Teza, że szczepionka przeciwko odrze, śwince, różyczce wywołuje autyzm została obalona. Od czasu publikacji Wakefielda w 1998 roku przeprowadzono wiele badań klinicznych, w których brały udział tysiące dzieci i żadne z tych badań nie potwierdziło związku szczepionki z autyzmem. Dla przypomnienia warto dodać, że we wspomnianym badaniu dr Wakefielda brało udział tylko dwanaścioro dzieci. Kilka lat później sam Andrew Wakefield został pozbawiony prawa do wykonywania zawodu za nieprawidłowości w przeprowadzeniu opublikowanego badania. Opowiadałam tę historię wielokrotnie, także podczas warsztatów dla rodziców. I choć wydawało mi się, że wiedzą o tym prawie wszyscy, wciąż okazuje się, że tę historię znają tylko nieliczni.

I nadal zdarzają się rodzice, którzy potrafią wiązać gorszy rozwój dziecka z podaniem mu szczepionki.

– Problem kojarzenia gorszego rozwoju dziecka ze szczepieniami najczęściej dotyczy dzieci, które urodziły się piękne, zdrowe, miały 10 stopni w skali Apgar, a ostatecznie są dziećmi chorymi, z różnego rodzaju zaburzeniami neurologicznymi. Na świat przychodzi śliczny, zdrowy maluszek, a potem, nagle w kolejnych miesiącach mama orientuje się, że inne dzieci już trzymają główkę, a jej dziecko jeszcze nie, siedzą, a jej dziecko jeszcze nie i mama zaczyna szukać przyczyny. Rozpoczyna się kołowrotek diagnostyczny, jeden lekarz kieruje do kolejnego, upływają tygodnie, miesiące i ostatecznie okazuje się, że dziecko jest chore – rozwija się nieprawidłowo. W przypadku większości dzieci udaje się znaleźć przyczynę, nazwać chorobę, która powoduje zaburzenie rozwoju. Niestety, w przypadku nielicznych współczesna medycyna nie pozwala na zdiagnozowanie choroby, przyczyna pozostaje nieznana. Wówczas niektórzy rodzice kojarzą zaburzenie rozwoju dziecka ze szczepieniami.

Spotkałam takie mamy na swojej drodze. One wierząc, że to szczepionki spowodowały uszkodzenie rozwoju ich malucha, angażują się w działalność ruchów antyszczepionkowych. Czerpią z tej działalności siłę i energię, która pozwala im walczyć o lepszą przyszłość dla swojego dziecka. Zyskują siłę na  codzienne żmudne ćwiczenia rehabiltacyjne, cieszą się z każdego drobnego nawet postępu maluszka. Ta siła, którą matki zyskują do walki o poprawę zdrowia swojego dziecka, to jedyny plus ruchów antyszczepionkowych. Proszę zwrócić uwagę, że wśród aktywnych działaczy tych ruchów nie ma osób, których dziecko miałoby wstrząs anafilaktyczny po szczepieniu, ciężki NOP zagrażający życiu. Tam są głównie rodzice dzieci, które nie rozwijają się prawidłowo. Rodzice ci nie znają przyczyny zaburzeń rozwoju swoich maluchów i obwiniają za wszystko szczepienia.

Zobacz także: 
Redakcja poleca: Piniata – jak ją zrobić? Instrukcja krok po kroku (film)
Piniata to coraz popularniejszy element dziecięcych przyjęć. Przedstawiamy prosty sposób, jak samodzielnie zrobić efektowną piniatę. Choć nie jest to skomplikowane, warto zabrać się do pracy z odpowiednim wyprzedzeniem, aby piniata zdążyła wyschnąć.
Oceń artykuł

Ocena 3 na 2 głosy

Zobacz także

Popularne tematy