szczepić dziecko czy nie

Szczepić dziecko, czy nie szczepić – argumenty pediatry dla niezdecydowanych rodziców

Temat szczepienia dzieci często wywołuje burzliwe dyskusje nie tylko w komentarzach na Facebooku, czym pogłębia strach rodziców przed podaniem dziecku kolejnych szczepionek. Ale wiele powtarzanych opinii ma niewiele wspólnego z prawdą. O to, dlaczego szczepienia są obowiązkowe, czym ryzykujemy, jeśli nie szczepimy dziecka, pytamy eksperta, lekarza pediatrę z warszawskiego szpitala dziecięcego, który w rozmowie z nami wyjaśnia m.in. jak szczepionki wpływają na układ odpornościowy. Oto spora porcja rzetelnej wiedzy dotyczącej skutecznej ochrony przed chorobami.
Małgorzata Wódz
szczepić dziecko czy nie
Czy zaszczepić dziecko, co się stanie, jeśli się na to nie zdecydujemy, kiedy pojawia się NOP, co można zrobić, żeby zmniejszyć jego ryzyko. Na pytania, które dręczą rodziców w związku ze szczepieniami dzieci (także te dotyczące mikroczipów w szczepionkach i wiecznie żywych obaw o pojawienie się autyzmu) odpowiada dr Aneta Górska-Kot, ordynator Oddziału Pediatrycznego Szpitala Dziecięcego im. prof. Jana Bogdanowicza przy ul. Niekłańskiej w Warszawie.

Dlaczego rodzice nie mogą sami decydować o tym, czy szczepić dziecko? 

– Szczepienia dziecka są nie tylko indywidualną sprawą dotyczącą danego dziecka i jego rodzica, ale także elementem zdrowia publicznego. Poddawanie się szczepieniom chroni przed określonymi chorobami konkretne dziecko, ale także całą populację danego kraju. I to właśnie z tego powodu – ochrony populacyjnej – w większości krajów na świecie powstały dokumenty nazywane kalendarzem szczepień. To dokument sygnowany przez rząd danego kraju, zawierający  szczepienia, które dane państwo refunduje swoim dzieciom. Stąd obowiązek szczepień, a właściwie przywilej, bo szczepienia są przywilejem – państwo daje nam bezpłatnie ochronę przed chorobami.

Dlaczego nieszczepione dzieci są uważane za zagrożenie epidemiologiczne, skoro większość ludzi się szczepi?

– Musimy pamiętać, że niektóre dzieci nie mogą być szczepione, np. maluchy z chorobami neurologicznymi, z niedoborami odporności – wrodzonymi czy nabytymi, dzieci po chorobach nowotworowych, po chemioterapii. One są słabsze, mają obniżoną odporność i każda dodatkowa choroba może mieć dla nich poważne konsekwencje. Ale jeśli żyją w populacji dzieci zaszczepionych przeciwko danej chorobie, to nigdy nie zetkną się z osobą chorą i nie zachorują. 

Co się może stać, jeśli coraz więcej rodziców nie będzie szczepić dzieci?

– Nieszczepione dzieci nie tylko stanowią zagrożenie dla dzieci chorych, które nie mogą być szczepione z powodu choroby przewlekłej, ale także zwiększają ryzyko rozprzestrzenienia się choroby zakaźnej. Stanowią tym samym zagrożenie dla świata, bo jeśli nieszczepionych dzieci będzie coraz więcej, coraz więcej osób będzie chorować i wrócą choroby, z którymi dzięki szczepieniom już zdążyliśmy się prawie uporać. Dobrym przykładem może tu być odra – choroba, o której właściwie zapomnieliśmy, a która dzięki, a właściwie przez działalność ruchów antyszczepionkowych, wróciła w ostatnich latach z całym impetem. Tak jest w biologii, że im dłużej dana choroba istnieje na świecie, tym bardziej udoskonala się wirus lub bakteria ją wywołujący. W efekcie choroby te mogą przebiegać coraz ciężej. Jeśli mamy narzędzie w postaci szczepień, by uchronić dzieci i świat przed daną chorobą, wydaje się logiczne, by z niego korzystać. 

Przeciwnicy szczepień uważają, że zamiast się szczepić, lepiej inwestować w odporność organizmu. Czy zdrowy tryb życia, dobra dieta rzeczywiście może uchronić przed chorobami zakaźnymi?

– Odporność nigdy nie będzie stanowiła lepszej ochrony niż szczepienia. To inny rodzaj obrony przed chorobami. Oczywiście bezwzględnie należy zachęcać wszystkich do zdrowego trybu życia. Znaczenie ma zarówno zdrowa, dostosowana do wieku dziecka, zróżnicowana dieta, zawierająca 5 porcji warzyw i owoców dziennie, jak i odpowiednia ilość wysiłku fizycznego i snu. To podstawowe wartości, o które jednak często trudno nam zadbać. Ludzie, którym się to udaje, mają szansę chorować mniej. Jak powszechnie wiadomo – w zdrowym ciele mieszka zdrowy duch. Zdrowy, wysportowany, ze sprawnie działającym układem odpornościowym chłopczyk czy dziewczynka raczej nie zachorują, ale należy pamiętać, że przy odpowiedniej zjadliwości wirusów czy bakterii, nawet silny, dobrze odżywiony organizm może nie wystarczyć. Często na sepsę zapadają dzieci wcześniej zupełnie zdrowe. Nawet na najlepiej obwarowane miasto, doskonale przygotowane do ataku wroga, zawsze znajdzie się sposób, by je zdobyć. Bardzo zjadliwe wirusy czy bakterie w odpowiednio dużej ilości, są w stanie pokonać nawet najlepiej do tego przygotowany układ immunologiczny. Pamiętajmy, że mimo. wydawałoby się. fantastycznego rozwoju nauki i technologii wciąż jesteśmy pół kroku za tymi drobnoustrojami, wciąż nie możemy nadążyć za nimi w znajdowaniu nowych skutecznych leków.

Czy szczepionka może niekorzystnie zmieniać działanie układu odpornościowego? Taki argument podnoszą często antyszczepionkowcy.

– Bezapelacyjnie szczepionki wpływają na działanie układu immunologicznego, gdyby tak nie było, szczepienia nie miałyby żadnego sensu. To jest istota ich działania. Ale wpływają korzystnie – uczą nasz układ odpornościowy, jak walczyć z chorobami. Gdy spytałam kiedyś jedną z mam, czym jest szczepionka, odpowiedziała: to taka mała choroba, która chroni przed dużą chorobą. Możemy zatem przyjąć, że szczepionka to taka choroba w pigułce, którą dajemy po to, by układ immunologiczny nauczył się rozpoznawać jej antygeny i w przyszłości umiał się przed nią chronić, gdy przyjdzie w dużym natarciu. I tak, jak po dużej chorobie zdarzają się powikłania, tak i po „małej chorobie", czyli szczepionce, mogą się zdarzyć „małe powikłania" , czyli niepożądane odczyny poszczepienne.

Ale nie wszyscy jednakowo reagują na szczepionki...

– To prawda. Znakomita większość osób po podaniu szczepionki tworzy komórki pamięci immunologicznej, które ochronią zaszczepionego w przyszłości przed chorobą. Bardzo niewielka liczba zaszczepionych nie wytworzy przeciwciał i nie uzyska ochrony. A będą też i takie osoby, których układ immunologiczny zareaguje prawidłowo – wytworzy przeciwciała pamięci immunologicznej, ale pojawią się też działania niepożądane, czyli NOP-y. Nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć. W wyniku długotrwale i skrupulatnie prowadzonych badań nad daną szczepionką wiemy, że w wyniku działania danej szczepionki około 95-99 proc. zaszczepionej populacji wytworzy przeciwciała ochronne. Zawsze w ulotce dołączonej do każdej szczepionki producent informuje o mogących się zdarzyć działaniach niepożądanych. Warto pamiętać, że nie ma takiego leku, a szczepionka jest lekiem, który nie miałby żadnych efektów ubocznych. Nawet życiodajna woda podana w zbyt dużej dawce i za szybko może spowodować chorobę. Działania niepożądane po szczepieniu mogą się zdarzać, ale pojawiają się dużo rzadziej i są łagodniejsze niż powikłania po chorobie.

Wracając do wpływu szczepionek na odporność, czy szczepienia ją wzmacniają?

– Mówiąc najogólniej – szczepionki wzmacniają odporność. Są jedną z uznanych metod na jej podniesienie, tak jak dobre odżywianie, wysiłek fizyczny, wysypianie się czy karmienie dziecka piersią.

Jak organizm znosi podanie szczepionki skojarzonej – czy zaszczepienie przeciwko kilku chorobom jednoczenie nie obciąża za mocno układu odporności?

– Absolutnie nie. I to chciałabym powiedzieć z całym naciskiem. Układ immunologiczny dziecka rozwija się od pierwszych tygodni życia płodowego, ale w macicy mamy jest chroniony, nie styka się z żadnymi antygenami. Gdy dziecko się rodzi, od razu jest atakowane ogromną ilością antygenów. Nagle kolonizowane są jego drogi oddechowe, przewód pokarmowy, skóra. Warto zdawać sobie sprawę z tego, że liczba bakterii, które kolonizują organizm małego dziecka w ciągu pierwszych tygodni jego życia, znacznie przewyższa liczbę wszystkich komórek jego ciała. To naprawdę bardzo dużo. We krwi dziecka znajduje się tyle limfocytów B, czyli tych, które mogą produkować przeciwciała w wyniku kontaktu z szczepionką, że moglibyśmy jednorazowo podać dziecku 10 tysięcy szczepionek i dopiero wtedy zaangażowalibyśmy je wszystkie. Każdego dnia spotyka nas po kilka tysięcy antygenów w świecie nas otaczającym. A szczepionka skojarzona to tylko dwadzieścia kilka antygenów.

Ile antygenów zawierają inne szczepionki?

– Najwięcej zawiera pełnokomórkowa szczepionka przeciwko krztuścowi – około 3 tysięcy antygenów. Dzięki nowoczesnym metodom obecnie produkuje się szczepionki o coraz mniejszej liczbie antygenów tak wyselekcjonowanych, aby dawały jak najlepszą i trwałą odpowiedź immunologiczną, przy jak najmniejszej ilości działań niepożądanych. Jedna szczepionka pięcio- czy sześcioskładnikowa ma 22 lub 23 antygeny. Szczepionka przeciwko rotawirusom to 12-16 antygenów. Jeżeli dostanie dziecko szczepionkę 5 w 1 i do tego szczepionkę przeciwko WZW b i polio to dostanie łącznie 20 kilka antygenów. Rodzice powinni sobie uświadomić, że to nie jest dużo. Gdyby dziecko otrzymało w tym samym czasie 10 różnych szczepionek, każda po 100 antygenów, zużyłoby zaledwie 1/10 możliwości swojego układu immunologicznego. Wyobraźmy sobie, że organizm dziecka atakuje ogromna liczba bakterii, z ogromną ilością antygenów w przebiegu sepsy. Wtedy mimo zaangażowania całego układu immunologicznego, dziecko często przegrywa. W przypadku szczepień mamy szansę na wygraną. Ryzykujemy jedynie NOP. Działanie niepożądane niestety zawsze może się zdarzyć. Szczepiąc się, wygrywamy wojnę, jeszcze przed jej rozpoczęciem, natomiast w przypadku sepsy praktycznie zawsze jesteśmy skazani na przegraną, bo czymże jest ta ciężka choroba sama w sobie, jak nie wielką przegraną walką człowieka z bakteriami. Nie mówiąc o trwałych powikłaniach choroby i ryzyku śmierci.  

Rodzice, którzy nie szczepią dzieci, boją się NOP. Mówiła Pani, że niepożądanych odczynów poszczepiennych nie można przewidzieć, ale czy można zrobić coś, aby zmniejszyć ryzyko ich wystąpienia?

– Jedyne, co możemy zrobić, to zawsze zbadać dziecko przed szczepieniem, aby nie zaszczepić dziecka chorego. Jeśli zaszczepimy chore dziecko, układ immunologiczny nie wie, co robić, czy ma szybko się uczyć antygenów ze szczepionki, czy bronić dziecko przed wirusem, który go właśnie atakuje. Układ immunologiczny może temu nie sprostać i może zdarzyć się NOP.  Nie szczepimy dzieci, które biorą leki obniżające lub upośledzające odporność, np. dzieci w trakcie przyjmowania sterydów, bo odpowiedź immunologiczna jest bardzo ograniczona. W przypadku dzieci z chorobami przewlekłymi, szczepimy je w okresie remisji choroby.

Czy warto robić dziecku dodatkowe badania przed szczepieniem?

– Niektórzy rodzice bardzo chcą robić dziecku w dniu szczepienia morfologię i CRP. Uważają, że jeśli wyniki będą prawidłowe, to można szczepić. To nie ma sensu, bo choroba może być w okresie wylęgania, który czasem trwa dobę, czasem dwie, a nawet 40, jak w przypadku mononukleozy. Okres wylęgania choroby jest niemy klinicznie, dziecko nie ma żadnych objawów, więc nie wiemy, że będzie chore. Jeśli jest to choroba wirusowa, to i CRP będzie prawidłowe, bo nawet przy zapaleniu mózgu mamy niskie CRP. Jeśli w tym momencie zaszczepimy dziecko, bo nie mamy żadnych przesłanek, że może być chore, to układ immunologiczny który już mobilizuje siły do walki z chorobą, będzie musiał działać dwutorowo. Jeśli wiemy, że dziecko miało kontakt z kimś, kto chorował, np. na ospę, to w okresie ewentualnego wylęgania ospy u malucha, nie zaszczepimy go. Niestety najczęściej nie wiemy, że dziecko jest właśnie w okresie wylęgania innych chorób wirusowych czy bakteryjnych, bo okres wylęgania jest niemy klinicznie, mimo wojny dziejącej się w wewnątrz naszego organizmu, którą już zaczyna toczyć nasz układ odpornościowy.

Rodzice zauważają po szczepieniu opuchliznę na rączce, zieloną kupkę, niepokój dziecka, którymi odczynami poszczepiennymi nie należy się martwić?  

– Obrzęk rączki, gorączka, trochę gorsze samopoczucie dziecka przez kilka godzin po szczepieniu to łagodne NOP-y. Rodzice zapomną o nich równie szybko, jak o przeziębieniu. Takie objawy występują zdecydowanie częściej niż tzw. ciężki NOP, jak np. wstrząs anafilaktyczny czy drgawki. Według danych PZH, które zbiera wszystkie informacje o działaniach niepożądanych szczepionek, w Polsce NOP-y występują z częstotliwością raz na 10 tys. podanych szczepionek. NOP-y ciężkie – raz na milion. Nawet jeśli nie wszystkie NOP-y są zgłaszane i przyjmiemy, że NOP może wystąpić u jednego na tysiąc dzieci (a nie jednego na 10 tys.) to nadal 999 maluchów jest „bezpiecznych", tzn. nie rozwinie działań niepożądanych. Bilans korzyści i strat wypada zawsze na korzyść szczepionek.

Jak przekonuje Pani rodziców do szczepienia dziecka? Co słyszy od Pani niezdecydowana mama? 

Kilka lat temu zrobiono badanie, z którego wynika, że ok. 80 proc. rodziców nie trzeba przekonywać do szczepień, ok. 15 proc. jest niezdecydowanych  i ok. 5 proc. to przeciwnicy szczepień. Z mojego doświadczenia wynika, że do tych ostatnich nic nie dociera. Z nimi po prostu nie ma dialogu. Gdy niezdecydowany rodzic pyta, szczepić czy nie szczepić, najczęściej pokazuję fakty – opowiadam o chorobie, powikłaniach, śmiertelności oraz o tym, że może wystąpić NOP i zostawiam rodzicowi wybór. Ale najbardziej przemawiają historie dzieci, które chorowały. Jeśli dziecko przeszło sepsę, to wszystkie koleżanki mamy takiego malucha, zaszczepią swoje dzieci na pneumokoki czy menigokoki.

Nigdy nie wywieram presji na rodziców, nie mówię: pani jest niemądra, że nie szczepi pani dziecka. Rodzic musi mieć prawo wyboru, prawo do decydowania o swoim dziecku. Nawet jeśli mówimy, że szczepienie jest obowiązkowe, to w jakimś sensie jest dobrowolne. Dzieci nie są łapane na ulicy, nie zamyka się ich w szpitalu,i na siłę nie szczepi. Nie ma takiej procedury w Polsce. Jeśli matka konsekwentnie nie będzie chciała zaszczepić dziecka, a jest dobrą matką, to nikt jej dziecka nie zabierze. Natomiast cenę za to, że nie szczepi, zapłaci ona sama i jej dziecko, kiedy nagle przyjdzie choroba „szczepionkowa”. To tak jak z obowiązkowym OC. Jeśli ktoś jeździ bez ubezpieczenia, wszystko będzie dobrze do czasu, gdy nie będzie miał wypadku. 

Jak odpiera Pani stare, ale ciągle żywe argumenty, że szczepienia powodują autyzm, albo nowe teorie, że szczepienia są po to, aby wszczepić nam do organizmu mikroczipy? 

Mikroczipy to się wszczepia psom, żeby je znaleźć jak się zgubią. To dla mnie zarzut absurdalny i prawdziwe fantasy. Słyszę też teraz, że COVID jest właśnie po to, aby wszczepiać te mikroczipy. Myślę, że sami sobie je wszczepiamy, gdy jesteśmy aktywni w mediach społecznościowych. Nie trzeba się bardzo starać, żeby wiedzieć, kto co robi, gdzie jest i jak się zachowuje - wystarczy prześledzić posty aktywnego fejsbukowicza.

Co do autyzmu – badanie Wakefielda, które otworzyło puszkę Pandory z pomówieniami na temat szczepień, zostało wielokrotnie podważone. Teza, że szczepionka przeciwko odrze, śwince, różyczce wywołuje autyzm została obalona. Od czasu publikacji Wakefielda  w 1998 roku, przeprowadzono wiele badań klinicznych, w których brało udział tysiące dzieci i żadne z nich nie potwierdziło związku szczepionki z autyzmem. Dla przypomnienia warto dodać, że we wspomnianym badaniu dr Wakefielda brało udział dwanaścioro dzieci. Kilka lat później sam Andrew Wakefield został pozbawiony prawa do wykonywania zawodu za nieprawidłowości w przeprowadzeniu opublikowanego badania. Opowiadałam tę historię wielokrotnie, także podczas warsztatów dla rodziców. I choć wydawało mi się, że wiedzą o tym prawie wszyscy, wciąż okazuje się, że tę historię znają tylko nieliczni.

I nadal zdarzają się rodzice, którzy potrafią wiązać gorszy rozwój dziecka z podaniem mu szczepionki...

– Problem kojarzenia gorszego rozwoju dziecka ze szczepieniami najczęściej dotyczy dzieci, które urodziły się, piękne, zdrowe, miały 10 stopni w skali Apgar, a ostatecznie są dziećmi chorymi – z różnego rodzaju zaburzeniami neurologicznymi. Najczęściej to jest tak, że przychodzi na świat śliczny, zdrowy maluszek, a potem, nagle w kolejnych miesiącach mama orientuje się, że inne dzieci już trzymają główkę, a jej dziecko jeszcze nie, inne siedzą, a jej dziecko jeszcze nie i zaczyna szukać przyczyny. Zaczyna się kołowrotek diagnostyczny, jeden lekarz kieruje do kolejnego, upływają kolejne tygodnie, miesiące i ostatecznie okazuje się, że dziecko jest chore – rozwija się nieprawidłowo. W przypadku większości takich dzieci udaje się znaleźć przyczynę, nazwać chorobę, która powoduje zaburzenie rozwoju. Niestety, w przypadku nielicznych współczesna medycyna nie pozwala na zdiagnozowanie konkretnej choroby, przyczyna pozostaje nieznana. Wówczas niektórzy rodzice kojarzą zaburzenie rozwoju ich dziecka ze szczepieniami.

Spotkałam takie mamy na swojej drodze. One wierząc w to, że to szczepionki spowodowały uszkodzenie rozwoju ich malucha, angażują się w działalność ruchów antyszczepionkowych. Czerpią z tej działalności siłę i energię, która pozwala im walczyć o lepszą przyszłość dla swojego dziecka. Zyskują siłę na  codzienne żmudne ćwiczenia rehabiltacyjne, cieszą się z każdego drobnego nawet postępu maluszka. Ta siła, którą matki zyskują do walki o poprawę zdrowia swojego dziecka to jedyny plus ruchów antyszczepionkowych. Proszę zwrócić uwagę, że wśród aktywnych działaczy tych ruchów nie ma osób, których dziecko miałoby wstrząs anafilaktyczny po szczepieniu, ciężki NOP zagrażający życiu. Tam są głównie rodzice dzieci, które nie rozwijają się prawidłowo. Rodzice ci nie znają przyczyny zaburzeń rozwoju swoich maluchów i obwiniają za wszystko szczepienia.

Zobacz także: 


 
Redakcja poleca: Jak zrobić ducha na Halloween? [WIDEO]
Zrobienie ducha na Halloween z naszą instrukcją i filmikiem pokazowym jest banalnie proste. Potrzebne są 4 talerzyki papierowe, markery, sznurek, taśma dwustronna, stare reklamówki i kilka minut, by połączyć je tak, by powstał dekoracyjny duszek.
Oceń artykuł

Ocena 3 na 2 głosy

Zobacz także

Popularne tematy