GRY

Tragedia w Koszalinie: przez zaniedbanie w szpitalu ta mama straciła jedno z bliźniąt

Była w bliźniaczej ciąży, bolał ją brzuch, ale nikt jej nie pomógł, chociaż była już w szpitalu. Kiedy w końcu po 2 dniach lekarzy tknęło, że może być źle, na ratunek było za późno. Jak to możliwe, że w szpitalu dochodzi do takiej tragedii? Jak to możliwe, że wszyscy byli głusi na to, co działo się z tą kobietą?

mama niemowlak
fot. fotolia
"Nadzór nad tą ciążą, w okresie prawie 48 godzin, był krytycznie niewłaściwy" – powiedział doktor Ryszard Frankowicz, specjalista położnictwa i ginekologii oraz ekspert prawa medycznego. Rzadko się zdarza, aby lekarz w ten sposób ocenił pracę swoich kolegów. Z reguły górę bierze solidarność zawodowa i w najlepszym przypadku mamy odmowę komentarza. Ale nie tym razem. - Donoszone dziecko, bez wad wrodzonych, zginęło w czasie, kiedy nad ciążą opiekę sprawował szpital – powiedział ekspert.

"Lekarzowi nie będzie się chciało robić cesarki" 

Dramat pani Angeliki zaczął się w piątkowy wieczór. Była już w 37 tygodniu bliźniaczej ciąży i wszystko zmierzało do szczęśliwego finału. Od dawna było ustalone, że urodzi przez cesarskie cięcie. W piątek rano stawiła się na izbie przyjęć koszalińskiego szpitala. Przeprowadzono badanie ginekologiczne oraz USG, które nie wykazały niczego niepokojącego.

Ale wieczorem, zaczęła skarżyć się na silne bóle brzucha. Lekarz polecił podać rozkurczowy zastrzyk.

- Jak przyszła położna, to powiedziała, że ten zastrzyk jest po to, bo lekarzowi w nocy nie będzie się chciało robić cesarki - opowiada.

Ale u kobiety pojawiły się objawy, których wcześniej nie znała. Bardzo niepokojące – brzuch na przemian twardniał i miękł. Trwało to 3 godziny. Bardzo bolało.

- Zaczął mi się brzuch napinać i robić bardzo twardy. Za chwilę robił się miękki. Działo się tak z trzy godziny. Bardzo mnie bolało - mówi, dodając, że zgłaszała to położnej i czekała na przyjście lekarza. - Było przed 12 w nocy. Czułam jeden mocny ruch po stronie, gdzie była Julia. Rano brzuch po prawej stronie miałam już twardy, a po lewej miękki. Tętno dzieci było identyczne – podkreśla.

W tym stanie przeleżała całą sobotę. Dopiero w niedzielę rano lekarz dyżurny zdecydował się na przeprowadzenie cięcia cesarskiego.

Synek urodził się żywy. Córeczka martwa. - Z badania pośmiertnego noworodka wynika jasno, że nie doznało jeszcze maceracji skóry. A to oznacza, że czas zgonu wystąpił na około 12 godzin wcześniej - skomentował doktor Frankowicz.
Redakcja poleca: Ortopedyczne wskazania do cesarskiego cięcia
Kiedy ortopeda może zalecić poród przez cesarskie cięcie?

"Brak zainteresowania losem rodzącej"

W wynikach sekcji zwłok dziewczynki zapisano, że "za bezpośrednią przyczynę śmierci należy uznać ostre niedotlenienie, do którego doszło z przyczyn niezależnych od stanu samego płodu".

Ekspert wylicza zaniedbania szpitala:
  • brak właściwego nadzoru nad ciążą podczas pobytu w szpitalu,
  • niezauważenie w odpowiednim czasie śmierci wewnątrzmacicznej dziecka,
  • nie wykonywanie badań.

- Całkowity brak zainteresowania się losem rodzącej – ocenia doktor Frankowicz.

Od śmierci córeczki pani Angeliki minęły cztery miesiące. Do tej pory rodzice nie doczekali się wyjaśnień ze strony koszalińskiego szpitala. Także dziennikarzom odmówiono informacji na ten temat. 

Sprawa trafiła do prokuratury.

W ostatnim czasie nie ma właściwie dnia, abyśmy nie musiały pisać o śmierci dziecka. Na ogół przyczyną jest patologia społeczna – alkohol. W tym przypadku bardzo trudno pogodzić się z tym, że maleństwo zostało uśmiercone przez lekarzy. To wbrew wszelkim regułom.

A wy co sądzicie na ten temat? Podzielcie się swoim zdaniem w komentarzach.

Źródło: tvn24.pl

Zobacz też:
Doładuj
Przeładuj

Popularne tematy

To Cię zainteresuje

Narzędzia dla mam

Więcej

Warto przeczytać

Sławne mamy i ich dzieci