mama, tata, rodzice, brzuszek, ciąża

Tata na porodówce

Odkąd polskie szpitale otworzyły podwoje dla mężczyzn, niemal każda para zastanawia się, czy rodzić razem. Przed podjęciem decyzji warto przeczytać opinie innych ojców.
Joanna Karwat
mama, tata, rodzice, brzuszek, ciąża
Specjaliści na całym świecie podkreślają, że do spokojnego i sprawnie przebiegającego porodu kobieta potrzebuje przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa. Jeśli partner potrafi być w takiej chwili wsparciem – to wspaniale. Bywa jednak i tak, że mimo szczerych chęci nie sprawdza się w roli porodowego asysty lub po prostu nie chce uczestniczyć w narodzinach dziecka. Inna sprawa, że niektóre pary czują, że wspólny poród nie musi być dobry dla ich związku. Dlatego nie kierujcie się modą na wspólne rodzenie. Ważne jest to, co czujecie. No i chyba nie warto poznać zdania ojców, którzy mają to już za sobą.

Paweł Podwysocki, tata Emilki i Olka jestem za porodem rodzinnym
Poród to niecodzienne przeżycie, zwłaszcza dla mężczyzny. To także okazja do pokazania, że my, faceci, naprawdę jesteśmy oparciem w trudnych chwilach. Niełatwo opisać emocje towarzyszące narodzinom dziecka... To ja pierwszy spojrzałem w oczy synka i córki, ja pierwszy brałem ich na ręce i podawałem żonie. To połączenie miłości, wzruszenia, radości i wdzięczności, ale jednocześnie poczucie odpowiedzialności za życie, które daliśmy. Wiem, że żaden mężczyzna nie wytrzymałby porodu, ale mam prawo mówić, że urodziliśmy nasze dzieci razem. Bo przyginałem głowę mojej żonie, bo oddychałem razem z nią i liczyłem oddechy pomiędzy skurczami, bo bujałem się na piłce, bo parłem, zaciskając zęby i oczy. Byłem zaangażowany w stu procentach i wiem, że moja żona tego ode mnie oczekiwała. Czułem się potrzebny.

Marcin Klimkowski, tata Jagody i Kacpra jestem za porodem rodzinnym
Kiedy rodził się Kacper, czekałem za drzwiami. Chciałem być tradycyjnym ojcem, jak mój tata, dziadek i pradziadek, tym, co czeka, a nie uczestniczy – nie dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że tak było zawsze. Wszedłem na porodówkę dopiero, gdy syn już był na świecie, widziałem tę małą istotkę na kilka minut po porodzie. Kiedy rodziła się Jagoda, postanowiłem, że będę przy żonie od początku do końca. I zobaczyłem cud. Żadnych drastycznych scen nie było, nic takiego nie pamiętam. Za to przeciąłem pępowinę, byłem przy naszej maleńkiej córeczce od początku jej życia i czułem się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Tylko potem żałowałem, że wcześniej nie podjąłem takiej decyzji. Dwoje dzieci, dwa moje wybory, więc mam porównanie. Ten drugi, żeby być z żoną, zdecydowanie lepszy!

Piotr Machajski, tata Igi i Maćka jestem za porodem rodzinnym
Dlaczego warto być przy porodzie? Po pierwsze po to, aby wspierać swoją partnerkę. Po drugie, by od samego początku być ze swoim dzieckiem. Po trzecie, żeby przeżyć najpiękniejszą chwilę w życiu. Po tym, jak zobaczyłem narodziny mojej córki, a potem syna, nie wyobrażam sobie, by cokolwiek w życiu mogło mi dostarczyć większych emocji.

Korneliusz Żegunia, tata Mateusza i Szymka jestem za porodem rodzinnym
By poród był rodzinny, muszą tego chcieć i mama, i tata. Nigdy nie miałem wątpliwości, że chcę być w czasie narodzin naszego dziecka. I jestem dumny, że to ja pierwszy mogłem zobaczyć Mateusza. Widziałem, jak jego małe ciałko nabiera koloru, jak łapie pierwszy oddech. To było coś pięknego! Przy narodzinach drugiego syna musiałem czekać pod salą, bo żona miała cesarskie cięcie. O jego narodzinach dowiedziałem się po godzinie. Bo nikt nie miał czasu ze mną porozmawiać. Siedziałem jak ten idiota z rzeczami żony w torbie i czekałem, czekałem...

Tomasz Kaźmierczyk, tata Kamili jestem za porodem rodzinnym
Przed porodem szukałem w Internecie jakichś filmów, by zobaczyć, jak się rodzi człowiek, ale nie obejrzałem ich do końca. Wolałem nie wiedzieć wszystkiego. Kiedy na porodówce żona krzyczała, nie wiedziałem, co robić: bić lekarza, uciekać? I tak przez siedem godzin... Niby nic nie widziałem, bo siedziałem blisko twarzy Moniki, ale dokładnie pamiętam ten moment... Moja córeczka dosłownie wyskoczyła prosto w ręce lekarza, jak mały delfinek. Dobrze, że ją złapał... To było mistrzowskie! Ale przecinania pępowiny się bałem, nadrobię to przy drugim dziecku.

Marcin Steć, tata Filipa i Dagmary jestem za porodem rodzinnym
W moim odczuciu szpitale, zwłaszcza te publiczne, przypominają fabryki, gdzie rodząca kobieta jest tylko kolejnym elementem na taśmie produkcyjnej. Głównie dlatego chciałem być przy obu porodach – żeby dbać o komfort i spokój mojej żony. Brałem też na siebie część jej przekleństw, choć nie było tego tak dużo, jak się spodziewałem. Mam nadzieję, że się przy-dałem, choć wykonywałem tylko proste polecenia: „podaj”, „potrzymaj”, „pobiegnij po pielęgniarkę”. Nie da się ukryć, że byłem na porodówce także troszkę z ciekawości. Chciałem jako jeden z pierwszych zobaczyć dziecko. Jak teraz o tym myślę... Rety, ja bym przecież nie wysiedział wtedy w domu ani nawet w poczekalni!

Christian Moscarda, tata Melissy jestem za porodem rodzinnym
Żona jest Polką, ja Włochem, a rodziliśmy w... Anglii. Wtedy akurat tam mieszkaliśmy. Wyznaję zasadę: razem poczęliśmy – razem rodzimy. Dla mnie to było oczywiste i naturalne, że będę przy narodzinach córki. Nie potrafię nawet opisać, co poczułem, gdy usłyszałem pierwszy płacz maleńkiej Melissy. Moja żona Iza źle znosiła ciążę, poród był bardzo ciężki, ale udało się! Było dla mnie ważne, że przeszliśmy przez to wszystko razem. W takiej chwili mężczyzna czuje wdzięczność i wielki szacunek do kobiety.

Michał Zarzycki, tata Mirandy i Miłosza jestem przeciwny porodom rodzinnym
Nie popieram mody na wspólne rodzenie, bo ono nie jest wspólne i tyle. To kobiety rodzą dzieci, a mężczyźni mogą ewentualnie być przy tym lub nie. Moja żona Agata rodziła sama. To była wspólna decyzja. Nie wiedziała, jak się zachowa w obliczu bólu, nie miała pojęcia, jak zareaguje jej ciało w czasie takiego wysiłku i stresu. Dokładnie pamiętam, co wtedy robiłem, gdy rodziła się Miranda – wyszedłem na długi spacer, kiedy zaczął się poród Miłka – dosłownie wprosiłem się do przyjaciół, bo nie chciałem być w takiej chwili sam.

Leszek Lewandowski, tata Zuzi i Gabrysi jestem za porodem rodzinnym, ale
Jestem ginekologiem i uważam, że obecność mężów przy porodzie jest bardzo istotna, ale wielu z nich jest do tego totalnie nieprzygotowanych, przez co czasami są uciążliwi. Nie wiedzą, jak mają pomóc żonie, co mogą robić, a czego nie, czasami są nadaktywni. Uważam, że kobiety nie powinny zmuszać mężów do wspólnego porodu tylko dlatego, że jest taki standard. Moje córeczki przyszły na świat przez cesarskie cięcie. Byłem przy tym, ale nie ja trzymałem skalpel. To były zbyt silne emocje. Zresztą jest taka zasada, że rodziny się nie operuje. Zaufałem koleżance po fachu i stałem obok.


mtj_dopisek.gif

 
Redakcja poleca: Poród z partnerem – film
Każda kobieta obawia się porodu. Czy warto przeżyć to wydarzenie razem z partnerem? Odpowiada nasz psycholog Adriana Klos.
Oceń artykuł

Ocena 6 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy