Babcia, która opiekuje się wnuczką
fot. Adobe Stock, Halfpoint

„Teściowa jest dobrą babcią, ale okropną nianią. Ciągle podważa mój autorytet, rozpuszcza córkę i robi jej mętlik w głowie”

„Czasami widzę na ulicy maluchy, które robią sceny przed sklepem z zabawkami. Rzucają się na ziemię, tupią, wrzeszczą wniebogłosy. Nie chciałam, żeby Agatka była taka sama. Niestety teściowa wszystko psuła...”.
Babcia, która opiekuje się wnuczką
fot. Adobe Stock, Halfpoint
Mam 34 lata. Dwa lata temu urodziłam swoje pierwsze dziecko. Córeczkę. Wymarzoną, ukochaną, wytęsknioną. Chciałam się nią opiekować jak najdłużej. Nie zamierzałam wracać za szybko do pracy. Kariera, stanowisko… To się już dla mnie nie liczyło. Ważna była tylko Agatka. 
 
Postanowiliśmy z mężem, że po urlopie macierzyńskim pójdę na wychowawczy. Maciek świetnie wtedy zarabiał i był w stanie nas utrzymać. Ale kilka miesięcy temu los spłatał nam figla. Firma męża zamknęła przedstawicielstwo w Polsce. Maciek znalazł się na bruku. Co prawda szybko znalazł nową pracę, ale gorzej płatną niż poprzednia. Stało się jasne, że będę musiała zmienić plany. Bo przecież samą miłością dziecka się nie nakarmi. Zwłaszcza jak ma się na głowie kredyt mieszkaniowy we frankach. 
 
Zaczęliśmy się zastanawiać, komu powierzyć opiekę nad naszą córeczką. Żłobek nie wchodził w grę, bo Agatka była jeszcze za mała. Zresztą nawet bym jej chyba tam nie oddała. Córeczka jest bardzo wrażliwa, a do tego dość chorowita – szybko łapie najróżniejsze infekcje. A wiadomo, jak to w żłobkach jest. Wystarczy że jedno dziecko jest zakatarzone, a następnego dnia chorują już wszystkie. W efekcie zamiast pracować, biegałabym z Agatką po lekarzach.

Do wyboru mieliśmy więc dwie opcje: niania lub babcia. 

Moja mama nie wchodzi w grę. Mieszka prawie sto kilometrów od nas, wciąż jeszcze pracuje. Do tego zajmuje się ciężko chorym dziadkiem. Pozostała więc niania lub teściowa. I w tym właśnie problem! Zacznę od tego, że mama mojego męża to naprawdę fantastyczna kobieta. Sympatyczna, wesoła, tolerancyjna. W niczym nie przypomina złośliwych i wścibskich teściowych z dowcipów. W wielu sprawach świetnie się rozumiemy i dogadujemy. Ale jest jeden problem. Niestety mamy zupełnie odmienne zdanie na temat wychowywania dzieci. 
 
Kiedy urodziła się Agatka, teściowa oszalała na jej punkcie. Wpadała do nas codziennie. Pomagała mi przewijać małą, kąpać, ubierać… Po kilku miesiącach byłam już zmęczona tymi jej wizytami, bo chciałam czasem pobyć z córeczką sama, ale nie protestowałam. Przecież nie mogłam mieć pretensji do teściowej o to, że jest pomocna. Zwłaszcza że, gdy chcieliśmy z Maćkiem wyjść wieczorem do znajomych lub do kina, nie musieliśmy się martwić o opiekę nad dzieckiem. Wystarczył jeden telefon i teściowa już stała w drzwiach. Byliśmy jej za to bardzo wdzięczni…
 
Sprawy zaczęły się komplikować, gdy Agatka trochę podrosła i zaczęła rozumieć, co się do niej mówi. Zauważyłam, że teściowa za bardzo ją rozpieszcza! Ja uważam, że dziecko musi nauczyć się samodzielności, zrozumieć, że nie jest pępkiem świata. Oczywiście przytulam córeczkę, bawię się z nią, rozmawiam, czytam jej bajki na dobranoc. Aga ma mnóstwo ślicznych zabawek, książeczek, ubranek… Ale mówię jej też, że nie może mieć wszystkiego, wyznaczam granice, odmawiam. Czasami widzę na ulicy maluchy, które robią sceny przed sklepem z zabawkami. Rzucają się na ziemię, tupią, wrzeszczą wniebogłosy. A przerażeni rodzice nie mają pojęcia, jak nad nimi zapanować. Nie chciałam, żeby Agatka była taka sama…

Niestety teściowa wszystko psuła

Wiem, że nie robiła tego specjalnie, że chciała dla wnusi jak najlepiej. Ale ta jej „dobroć” przynosiła więcej szkody niż pożytku. Pozwalała małej na wszystko, spełniała każdą jej zachciankę. Kiedy mówiłam na przykład, że Agatka musi iść spać po obiedzie, odpowiadała, że mała chce się teraz bawić… Gdy prosiłam, by nie dawała córeczce słodyczy przed obiadem i nie dokarmiała jej między posiłkami, po cichu wciskała jej do buzi czekoladki. Bo przecież wnusia tak je lubi… I tak dalej, i tak dalej… Nie wymądrzała się przy tym, nie mówiła, że ona wie lepiej. Po prostu robiła swoje. 
 
Oczywiście nieraz próbowałam z nią rozmawiać na ten temat. Prosiłam, by stosowała się do moich zasad, bo Agatka ma mętlik w główce. Nie rozumie, kogo ma słuchać. A jak się przyzwyczai do tej babcinej „dobroci”, to zamieni się w rozkapryszoną księżniczkę. Że już teraz, gdy czegoś chce, zaczyna płakać, złościć się. Bo nauczyła się, że wtedy babcia na wszystko się zgadza i wszystko jej daje…
 
Niestety do teściowej nic nie docierało. Uśmiechała się tylko i mówiła, że przesadzam, że Agatka to jeszcze małe dziecko, ma czas na nakazy i zakazy. I żebym nie skracała jej beztroskiego dzieciństwa. Bo to najpiękniejsze chwile w jej życiu… A zresztą ona jest babcią, a babcie są od rozpieszczania. Ręce mi opadały, bo czułam, że jej nie przekonam. Starałam się więc ograniczyć trochę jej wizyty w naszym domu, nie zostawiać z nią Agatki samej. Bo im córeczka była starsza, tym szybciej uczyła się złych zachowań. 
 
No a teraz wyszła sprawa z moim powrotem do pracy. Gdy teściowa się o tym dowiedziała, natychmiast zadeklarowała swoją pomoc. Przybiegła do nas rozradowana i stwierdziła, że świetnie się składa, bo ona akurat przechodzi na emeryturę i będzie miała mnóstwo wolnego czasu. I bardzo chętnie zajmie się wnusią. Przeraziłam się nie na żarty. Pomyślałam, że jak Agatka będzie spędzać z babcią całe dnie, to już wkrótce w ogóle nad nią nie zapanuję. Doskonale wiedziałam, że teściowa nie zmieni swojego postępowania, nie dostosuje się do moich zasad wychowawczych. Od razu podzieliłam się swoimi wątpliwościami z mężem. Szczęśliwie Maciek miał takie samo zdanie jak ja. Stwierdził, że jego mama jest dobrą i kochaną kobietą, ale na opiekunkę naszego dziecka się nie nadaje. Oboje ustaliliśmy, że poszukamy sprawdzonej niani… A mamie powiemy o tym, gdy taką znajdziemy.
 
Teściowa wydzwaniała do nas codziennie. Pytała, od kiedy ma zająć się wnusią, snuła plany. Zbywałam ją, twierdząc, że jeszcze nic nie jest postanowione, że Maciek ciągle szuka lepiej płatnej pracy. I że może jednak zostanę w domu. Wiedziałam jednak, że w końcu trzeba będzie powiedzieć jej prawdę. Zwłaszcza że znajomi polecili nam świetną opiekunkę, i postanowiliśmy ją zatrudnić. 
 
Chwila prawdy nadeszła tydzień temu. Teściowa przyszła do nas na obiad. No i oczywiście zaczęła się dopytywać, kiedy zaczyna u nas pracę, bo musi sobie wszystko poukładać i się przygotować. Maciek uznał chyba, że nie ma już na co czekać. W pewnej chwili wziął głęboki oddech i wypalił, że sprawa jest nieaktualna, bo znaleźliśmy świetną nianię. Bezrobotną pielęgniarkę z trójką dorosłych już dzieci. Sprawdzoną przez przyjaciół…
 
Przy stole zapanowała kompletna cisza. Teściowa przez chwilę przyglądała nam się z niedowierzaniem. Jakby do niej nie docierało to, co przed chwilą usłyszała. No a potem się zaczęło! Dostała histerii. Nigdy w życiu nie widziałam jej w takim stanie! Czułam, że to nie będzie łatwa rozmowa, ale nie spodziewałam się aż takiego wybuchu. Krzyczała, że nie rozumie naszej decyzji, że jesteśmy niewdzięczni, bez serca, bo wolimy oddać dziecko pod opiekę obcej babie. A ona przecież tak się stara! I kocha Agatkę nad życie!
 
Próbowaliśmy ją jakoś uspokoić. Na zmianę przekonywaliśmy, że bardzo cenimy sobie jej pomoc. A nianię chcemy zatrudnić dla jej dobra. Bo przecież codzienna dziesięciogodzinna opieka nad małym dzieckiem to nie lada wysiłek, ciężka praca. I chcieliśmy jej tego oszczędzić… Niestety nasze argumenty jej nie przekonywały. Stwierdziła, że jest silna, zdrowa i świetnie by sobie poradziła. Ale skoro uważamy ją za złą babcię, nie potrzebujemy jej pomocy, to ona nie będzie się narzucać. A potem wstała od stołu i wyszła. Pożegnała się tylko z Agatką. 
 
Od tamtej pory się do nas nie odzywa. Gdy do niej dzwonię, mówi, że nie ma czasu na pogawędki i odkłada słuchawkę. Z Maćkiem też nie chce rozmawiać! Tylko chłodno odpowiada na pytania. Jest obrażona. Mąż twierdzi, że szybko jej nie przejdzie. Bardzo nas to martwi. Kochamy ją i nie chcieliśmy jej skrzywdzić! Ale nie zamierzamy też zmienić swojej decyzji. Mam nadzieję, że to zrozumie. Jeśli nie jutro, pojutrze, to może w Wigilię? Przecież to noc cudów! Pojednania, wybaczania…

Marzena, 34 lata

Czytaj także:
Redakcja poleca: Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]
Na co dzień tak jak i Wy jesteśmy mamami. Z wszystkimi tego, radosnymi i nie tylko radosnymi, konsekwencjami. Posłuchaj, co jest najpiękniejsze w byciu mamą dla dziewczyn z Mamotoja.pl i... napisz nam swoją własną historię!
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy