GRY
 
 

Trzech tenorów

Kiedy półroczni Grześ, Karol i Adaś nauczą się już mówić, będą mogli śmiało przedstawiać się cytatem: takich dwóch, jak nas trzech, nie ma ani jednego!

fot. Marek Jaśkiewicz
Chociaż w warszawskim szpitalu położniczym przy ul. Karowej trojaczki nie są rzadkością (tutaj kierowane są kobiety z ciążami mnogimi), to Grzesia, Karola i Adasia przychodził oglądać cały personel. Poczęcie akurat takich trojaczków: jednojajowych, z identycznym zestawem genów, zdarza się raz na dwieście milionów (dla porównania trafienie szóstki w Lotto to prawdopodobieństwo „tylko” 1 do 14 milionów). W dodatku cała trójka była zdrowa i silna: każdy ważył ok. 2,5 kg, miał 10 pkt w skali Apgar i książkowy apetyt.

Trzy zarodki
Ania Łuniewska, dwudziestosześcioletnia mama Grzesia, Adasia i Karola, śmieje się, że trójka identycznych maluchów to skutek tego, że Piotr, ich tata, przez ostatnie lata pracował... w punkcie ksero. Kopiowanie weszło mu po prostu w krew :)
– W szóstym tygodniu ciąży strasznie zaczął boleć mnie brzuch, poszłam więc do lekarki, aby upewnić się, że wszystko jest w porządku. Kiedy zobaczyłam na ekranie USG trzy kropeczki, przez chwilę nie mogłam oddychać. To była dawka skrajnych emocji: od radości – ogromnej! – do przerażenia. Do lęku o to, jak sobie poradzimy z trójką noworodków, doszedł też strach o zdrowie naszych dzieci – mówi Ania. – Lekarka uprzedziła nas, że ciąża trojacza często przebiega z komplikacjami, zwłaszcza taka ciąża jak moja: z trójką zarodków podpiętych do tylko jednego łożyska. Ostrzegała nas, że mogę urodzić bardzo wcześnie albo że może przytrafić się tzw. zespół podkradania krwi, wskutek której jeden albo dwóch z naszych synków urodziłby się o wiele mniejszy niż powinien. Na szczęście nic takiego nie zaszło: a nasi chłopcy urodzili się w 36. tygodniu, dzień przed Prima Aprilis.

Każdy inny
Chociaż maluchy są dla zwykłego przechodnia nie do odróżnienia, to ich mama każdego dnia przekonuje się na nowo, że każdy z nich ma swoją, wyjątkową osobowość.
– Nigdy nie ubieram ich tak samo. Od początku też mieli swoje własne łóżeczka – mówi.
Tuż po narodzinach chłopcy nosili opaski na rękach, ale teraz ani Ania, ani Piotr nie potrzebują ich, by w mgnieniu oka odróżnić, który to Grześ, a który Adaś albo Karol.
– Zdarza się, że w nocy Ania szturcha mnie łokciem: „Idź do nich, bo Adaś się kręci” albo „Wstań, bo Grześ marudzi”. Zawsze kiedy wstaję, okazuje się, że miała rację. Nie mam pojęcia, jak ona ich poznaje, w środku nocy i tylko po sposobie mruczenia – mówi Piotr.
– Każdy jest inny – przekonuje Ania. – Grześ jest najbardziej charakterny: ma nerwy tuż pod skórą. Adaś jest najspokojniejszy. Ostatnio zasnął na pralce, kiedy Piotrek chciał go rozbierać do kąpieli. Karol to nasz profesor ciekawski.
Redakcja poleca: Co się dzieje w 40. tygodniu ciąży? [WIDEO]
Masz ochotę krzyczeć jak Rachel w serialu "Przyjaciele": Wyciągnijcie je ze mnie! Czy jesteś zupełnie spokojna i raczej wolałabyś odsunąć poród w czasie? Najważniejsze jest teraz dziecko. Maluch jest wielkości dużej dyni i już właściwie szykuje się, by Cię poznać! Czy wiesz jak rozpoznać początek akcji porodowej?

Ocena (2 oceny)

6.0
Doładuj
Przeładuj

Popularne tematy

To Cię zainteresuje

Narzędzia dla mam

Więcej

Jak leczyć się w ciąży

Przygotowania do porodu