Monika Dawidowicz blogerka
fot. mat. prasowe

Monika Dawidowicz, autorka bloga Mobloguje – wywiad z blogerką

Kiedy wchodzę na blog Moniki to zanurzam się w zupełnie inny świat: nasycony kolorami, nieśpieszny, blisko związany z naturą. Takie też jest jej macierzyństwo – oparte na intuicji i radości, a nie radach z poradników. Przeczytajcie rozmowę z nią!
Sylwia Niemczyk
Monika Dawidowicz blogerka
fot. mat. prasowe

Szerokie spodnie w kwiatki i aparat w ręku?– jeśli spotkacie na ulicy Wrocławia taką dziewczynę, to możecie być prawie pewni, że to Monika Dawidowicz, autorka bloga Mobloguje.pl. Jeśli jeszcze będzie miała w chuście słodkiego malucha, możecie już pozbyć się wszystkich wątpliwości – to na pewno ona.  

Kiedy wchodzę na jej bloga, wchodzę w zupełnie inny świat: dużo bardziej niż w realu nasycony kolorami i światłem. Monika sama o sobie pisze, że jest baczną obserwatorką i pasjonatką fotografii, nic więc dziwnego, że dużo miejsca na blogu zajmują zdjęcia: synka, krajobrazu (gdzie ona znajduje takie miejsca?!) i samej Moniki. Choć uwielbia kulturę miejską – na bloga warto zaglądać m.in. po to, by dowiedzieć się, co warto zobaczyć i jaką książkę przeczytać – to na zdjęciach wyraźnie widać, że ciągnie ją do natury.

Natura to też słowo-klucz, jeśli chodzi o jej bloga. Jego dużą część (kto wie, czy nie największą) zajmują wpisy o życiu blisko natury i w szacunku do środowiska. Monika od kilku lat jest wegetarianką, co dla niej oznacza nie tylko styl jedzenia, ale też wybory zakupowe: ekologiczne kosmetyki i ubrania. Naturalne jest też dla niej macierzyństwo: którego podstawą jest intuicja i radość z bycia mamą.

Odwiedźcie ją na jej blogu: Mobloguje.pl – polecam!

Zaczęłaś pisać blog rok temu, kiedy byłaś w połowie ciąży – czemu właśnie wtedy? Ciąża nastraja do pisania?

Pisałam od zawsze – opowiadania, artykuły, teksty użytkowe do pracy. O sprawach osobistych i emocjach pisałam w pamiętnikach. Blog jednak powstał trochę z… nadmiaru czasu. Pod koniec ciąży wylądowałam na zwolnieniu lekarskim i nagle moja doba bardzo się wydłużyła. Któregoś dnia usiadłam więc i napisałam pierwszą notkę. Nie miałam większego planu, pisałam na zasadzie: „zobaczę, co z tego wyjdzie”. Nie wiedziałam, czy się wciągnę, czy będzie mi chciało pisać regularnie.

Nie piszesz codziennie, bywa, że robisz przerwy nawet tygodniowe.

Na początku miałam ciśnienie, żeby pisać codziennie, a nawet kilka razy dziennie. Wpadłam wtedy w taką blogerską pułapkę, kiedy piszesz i co chwilę sprawdzasz, czy już ktoś przeczytał, skomentował. Na szczęście szybko się z niej wydostałam. Zaczęłam się zastanawiać, w imię czego piszę tego bloga. Skończyłam wtedy z postami-zapchajdziurami, a po kilku miesiącach w ogóle zrobiłam czystkę na blogu i pousuwałam te wpisy, które według mnie były bez żadnej wartości.

Często oprócz wpisu zamieszczasz kilka zdjęć, dlaczego?

Bo do mnie obraz często przemawia silniej niż tekst – i myślę, że tak ma wiele ludzi, bo moje wpisy zdjęciowe są często komentowane.  Uwielbiam robić zdjęcia, przeglądać je, układać w historie. To nie są dla mnie tylko ładne obrazki, zawsze staram się nimi coś powiedzieć.

Twój blog nie jest wyłącznie blogiem macierzyńskim, prawda?

Na pewno nie. Oczywiście piszę o macierzyństwie, bo jestem mamą, więc wiele rzeczy postrzegam przez pryzmat macierzyństwa, ale staram się, żeby pisać „ja i moje dziecko” a nie: „moje dziecko i ja”. Niby prawie to samo, ale dla mnie różnica jest znacząca. Chociaż moje dziecko jest jeszcze bardzo malutkie, to nie czuję się upoważniona, żeby eksploatować jego temat: co zjadło, ile razy zrobiło kupkę, co zrobiło zabawnego. Wolę pisać raczej o swoich doświadczeniach, inspirować inne mamy, by nie zatraciły się wyłącznie w byciu mamą.

Czytaj felieton Moniki Dawidowicz: Macierzyństwo, które nakręca do działania – specjalnie dla Babyonline!
Redakcja poleca: Piniata – jak ją zrobić? Instrukcja krok po kroku (film)
Piniata to coraz popularniejszy element dziecięcych przyjęć. Przedstawiamy prosty sposób, jak samodzielnie zrobić efektowną piniatę. Choć nie jest to skomplikowane, warto zabrać się do pracy z odpowiednim wyprzedzeniem, aby piniata zdążyła wyschnąć.
Oceń artykuł

Ocena 6 na 2 głosy

Zobacz także

Popularne tematy