GRY
 
 

Tygodniowy koszmar 3-letniego Borysa i jego mamy w jednym z poznańskich szpitali

Fatalne warunki sanitarne to nie jedyna tragedia, z jaką musieli się zmierzyć. Polska służba zdrowia naprawdę wygląda aż tak źle?!

3-letni Borys w szpitalu w Poznaniu
fot. Facebook/Monika EM
Maleńka izolatka, poduszka na podłodze jako miejsce dla mamy, brudne podłogi. Czy w takich warunkach powinny być leczone polskie dzieci? Absolutnie nie! Ale okazuje się, że wciąż są placówki, gdzie mali pacjenci i ich rodzice muszą godzić się na hospitalizację, która uwłacza godności. Historia, którą tu opisujemy, jest podwójnie oburzająca! Aż trudno uwierzyć, że toczy się właśnie w szpitalu w jednym z dużych polskich miast.

Wstydliwy przykład funkcjonowania polskiej służby zdrowia

3-letni Borys i jego mama przebywają w kilkumetrowej izolatce na oddziale zakaźnym w szpitalu przy ulicy Nowowiejskiego w Poznaniu, gdzie nie ma ani łóżka dla opiekuna, ani krzesła, ani w zasadzie nawet miejsca, gdzie można by je wstawić. Mama ma do dyspozycji jedynie poduszkę na podłodze, tuż pod łóżkiem chłopca. Dodajmy, że na podłodze, na której jest masa kurzu… Ale nie to jest najgorsze, bo jak mówi mama Borysa, najbardziej bulwersuje ją coś innego.

Zobacz, czy szpital może pobierać opłaty za pobyt rodzica z dzieckiem w szpitalu.

Redakcja poleca: Miejsca, które bardzo lubią dzieci i...zarazki [WIDEO]
Są bardziej brudne niż publiczne toalety. Chcesz chronić dziecko przed groźnymi bakteriami? Poznaj 11 miejsc i przedmiotów uwielbianych przez dzieci, na których czai się mnóstwo zarazków.

Lekarze w przychodni zbagatelizowali szalejącego wirusa grypy

Borys miał od 4 dni gorączkę, jego mama podejrzewała, że może to być spowodowane stresem związanym z nowym przedszkolem. Jednak 5 dnia miał już 41 stopni gorączki, do tego katar i ból głowy: "Dookoła pandemia grypy, trafiam do lekarza z dzieckiem z gorączką 41 stopni, katarem, bólem głowy... Płuca czyste... Lekarz stwierdza infekcje dróg oddechowych - antybiotyk, pytam, czy to nie wirus i słyszę: "tego się nie jesteśmy w stanie dowiedzieć, a coś trzeba robić" - opowiada Monika. W końcu sama wymusiła na lekarzu badanie CRP. Wyszło 2, więc nie podała antybiotyku i poszła do innego lekarza. Znowu zapytała, czy to nie wirusowa choroba, ale lekarz stwierdził, że skoro gorączka utrzymuje się przez kilka dni, to na pewno bakteria. Borys dostał 2 antybiotyk. W końcu, cztery dni później, chłopiec trafił do szpitala: "Misio gorączkował, płakał, że go bolą nóżki, było coraz gorzej".

Zobacz, jak odróżnić przeziębienie od grypy [INFOGRAFIKA].

Wielogodzinna gehenna w szpitalu

Ponieważ miesiąc temu rodzina wróciła z podróży do Azji, lekarze sugerowali cały pakiet chorób tropikalnych. Przez 3 godziny czekali w szpitalu klinicznym, żeby wykluczyć m.in. malarię. Gorączkujące dziecko odesłano do szpitala dziecięcego. Borys był już w  w takim stanie, że - jak mówi jego mama - przelewał się przez ręce. Tu kolejne badania... Rodzice na szpitalnym korytarzu przesiedzieli z synem 4,5 godziny, by w końcu dostać się do lekarza. Potem zaczęła się udręka z pobieraniem krwi, trzeba było wielokrotnie wkłuwać się, bo krew nie chciała lecieć, a trzeba było pobrać kilka próbek krwi. Chłopiec strasznie płakał. Pierwsze szybkie badanie wykluczyło grypę. Okazało się jednak, że maluch ma już zapalenie płuc.  Borys trafił na oddział około 22.00, dostał kolejny - już 3! - antybiotyk. Tym razie dożylnie. Do tego wenflon i kolejne 4 próbki krwi...

 

Kolejne badania, kolejne testy i dopiero po 24 godzinach pobytu w szpitalu, a w sumie po tygodniu od zachorowania w końcu zdiagnozowano, że to… grypa! Choć mama od początku podejrzewała wirusa, nikt nie wziął tego pod uwagę. Nareszcie jednak podano dziecku odpowiedni lek na grypę - po pierwszej dawce Borys przestał gorączkować, bo drugiej zupełnie odżył. "Rozpoznanie grypy, gdy wszędzie panuje, trwało tydzień. Wszystkiego dałoby się uniknąć. Zapalenia płuc, wielokrotnego kłucia, stresu, łez, wymęczenia, szpitala, spania na podłogach. Jeżeli oni tak diagnozują choroby to nie dziwię się, że w szpitalach brak miejsc" - stwierdza rozżalona matka. Chłopiec zażywał 3 antybiotyki w tak krótkim czasie. Niepotrzebnie! Lekarze powiedzieli też mamie, że szybkie testy na grypę mogą być niemiarodajne, stąd pierwsza pomyłka.
 


Ostatnio coraz częściej słyszymy o szokujących przykładach z polskich szpitali. Przypuszczamy, że przypadków podobnych do tego jest znacznie więcej, ale chcemy zrobić wszystko, żeby w końcu się to zmieniło, dlatego upubliczniamy i nagłaśniamy takie sprawy. Jeśli i wam zdarzyło się coś podobnego, piszcie w komentarzach!


Źródło: Facebook/Monika EM​

Zobacz też:

Spróbowałaś już szczęścia w naszych konkursach? Sprawdź, co aktualnie możesz wygrać:​
Doładuj
Przeładuj

Popularne tematy

Narzędzia dla mam

Więcej

Warto przeczytać

Sławne mamy i ich dzieci