Chłopiec, który bije inne dzieci
fot. Adobe Stock, nellas

„W domu mój syn był energicznym aniołkiem, a w szkole zmieniał się w diabła. Gry komputerowe zrobiły z niego agresora”

„Nie mogłam w to uwierzyć! Spojrzałam przerażona na nauczycielkę. Gdybym miała je napisać, musiałabym użyć samych kropek! W dodatku obrażał tego chłopca. Gdzie on się tego nauczył?”
Chłopiec, który bije inne dzieci
fot. Adobe Stock, nellas
Podobno nigdy do końca nie zna się własnych dzieci. I szczerze mówiąc, do niedawna uważałam, że dotyczy to tylko tych rodziców, którzy dla swoich pociech nie mają czasu. Ja Stasiowi poświęcam każdą wolną chwilę, interesuję się tym, co robi w szkole, co lubi, a czego nie. Kontroluję, w co gra na komputerze i wożę go na zajęcia. Jestem oddaną matką. Okazało się jednak, że żyłam złudzeniami.
 
Staś skończył teraz trzecią klasę. Nie do końca jestem zadowolona ze szkoły rejonowej i nawet zastanawiam się, czy go gdzieś nie przenieść. No, bo oczekiwałam, że nauczyciele będą doceniać indywidualność, a tymczasem oni chyba chcą sprowadzić wszystkie dzieci do jednego poziomu. Nie widzą tego, że Staś jest wyjątkowy.
 
Owszem, trochę buńczuczny i bardzo ruchliwy, ale nie uważam tego za wadę! Tyle się teraz słyszy, że dzieci żyją tylko w wirtualnym świecie, że nie mają własnego zdania. Zatem to chyba dobrze, że mój syn wie, czego chce i potrafi się o to upomnieć?
 
Niestety, zamiast docenić to i odpowiednio go ukierunkować, nauczyciele mają do niego pretensje i wpisują mu uwagi. Ciągle słyszę, że zachowuje się nieodpowiednio i komuś napyskował. Moje tłumaczenia, że po prostu zna swoją wartość, nikogo nie przekonują.
 
A w to, że mój syn pyskuje, do niedawna nigdy bym nie uwierzyła! Przecież dobrze go znałam i wiedziałam, jak się odnosi do starszych. Na pewno nie przeklinał i nie był chamski! Dlatego postanowiłam, że gdy nowi nauczyciele, w czwartej klasie, nadal nie będą odpowiednio oceniać mojego syna, poszukam mu nowej szkoły. A na razie, ponieważ są wakacje, zapisałam go na półkolonie do jednej z upatrzonych przeze mnie podstawówek. Niech pozna tam dzieci, nauczycieli, i jak się okaże, że mu wszystko pasuje, to właśnie tam go zapiszę!

Staś wracał z zajęć zadowolony

Z entuzjazmem opowiadał o zawodach sportowych, o grach, wycieczkach. Cieszyłam się z tego i postanowiłam jak najszybciej porozmawiać z dyrektorem o możliwości złożenia papierów. Jednak chciałam się jeszcze upewnić, jacy są tam nauczyciele, więc w piątek wyszłam wcześniej z pracy, żeby z nimi porozmawiać, zanim zabiorę mojego synka do domu.
 
– Jak to dobrze, że panią widzę! – zawołała na mój widok jedna z opiekunek. – Miałam właśnie do pani dzwonić, bo jakoś nie miałyśmy okazji się spotkać. Ja kończę zmianę wcześniej.
 
– A ja sobie pomyślałam, że przyjdę, żeby porozmawiać – uśmiechnęłam się. – Jak tam Staś się sprawuje?
 
– No właśnie o tym chciałam porozmawiać – westchnęła nauczycielka i w tym momencie się zaniepokoiłam. 
 
Jak to? Nastawiłam się na pochwały i zachwyty, czemu ona tak wzdycha? 
 
– Widzi pani, zachowanie Stasia budzi nasz poważny niepokój. I, szczerze mówiąc, nie bardzo wiemy, jak sobie z tym poradzić…
 
– Ale o co konkretnie chodzi? – zapytałam zdziwiona. – Wiem, że on jest bardzo ruchliwy i nieco zbuntowany, ale czyżby to był aż taki problem?
 
– Jego ruchliwość nam nie przeszkadza – nauczycielka pokręciła głową. – Mamy w planie dużo zajęć sportowych, w których Staś chętnie bierze udział, może się wyszaleć. Martwi mnie raczej jego stosunek do opiekunów i dzieci. Widzi pani, on jest po prostu… agresywny. A jego słownictwo pozostawia wiele do życzenia.
 
– Słucham?! – nie wierzyłam własnym uszom. – Jakie słownictwo?
 
– Wie pani, Staś po prostu przeklina – nauczycielka jednym tchem wyrzuciła to, co miała do powiedzenia. – Na boisku, gdy gra czy bawi się z dziećmi, to prawdę mówiąc, prawie nie używa innych słów. A zdarza mu się, że coś wymsknie mu się także w rozmowie z nami. Poza tym jest agresywny. W sytuacji konfliktowej od razu zabiera się do bicia. No i jest despotyczny! Nie interesuje go zdanie innych, musi być tak, jak on chce. Ignoruje nasze polecenia, lekceważy zasady gry.
 
– Ależ to musi być jakaś pomyłka! – jęknęłam zszokowana. – Może pani pomyliła dzieci? Przecież to nie może być mój Staś! On jest grzeczny!
 
– Ja rozumiem, że to może być dla pani zaskoczenie – kobieta pokiwała głową. – Często się zdarza, że dzieci inaczej zachowują się w domu, a inaczej w gronie rówieśników. O pomyłce, niestety, nie ma mowy. I niestety, zaczynamy się zastanawiać, czy nie wypisać Stasia z zajęć. Wie pani, pomijając, że sprawia kłopoty, to jeszcze inne mamy skarżą się, że ich pociechy są bite i przejęły nieodpowiednie słownictwo. A my musimy brać pod uwagę dobro wszystkich dzieci.
 
Chciałam zaprotestować, zażądać konfrontacji, bo nie wierzyłam, że ona mówi o moim synu. Ale w tym momencie otworzyły się drzwi i na boisko wybiegły dzieci, krzycząc i śmiejąc się. Wśród nich był i Staś. Nie widział mnie, za to ja jego tak.

A przede wszystkim wyraźnie słyszałam!

Biegł obok dwóch chłopców. Jednego z nich walił ręką po plecach, krzycząc, żeby się pospieszył. Ale słowa, jakich używał… Gdybym miała je napisać, musiałabym użyć samych kropek! W dodatku obrażał tego chłopca, wołając na niego „gruba dupa”. W pewnym momencie ten drugi coś mu powiedział, a Staś zatrzymał się i z całej siły go popchnął. Do akcji musiał wkroczyć wychowawca.
 
Nie mogłam w to uwierzyć! Spojrzałam przerażona na nauczycielkę.
 
– Rozumiem, że to dla pani szok – powiedziała ze współczuciem w głosie. – No cóż, radzę przyjrzeć się dzieciom, z którymi syn na co dzień się zadaje. Zastanowić się, jak wyglądają relacje w domu. A przede wszystkim zweryfikować to, co Staś ogląda, i w co gra na komputerze. I niech pani nie zwiedzie grafika – czasem bardzo brutalne i nasycone przekleństwami gry wydawane są w wersji animowanej.
 
– Ale przecież my w domu tak nie rozmawiamy – wymamrotałam.
 
– Można też poprosić o pomoc psychologa – nauczycielka rozłożyła ręce. – W każdym razie, coś z tym trzeba zrobić. To nie chodzi o naszą placówkę, ale jeżeli on nie zmieni swojego zachowania, to będzie miał wszędzie podobne problemy. Szkoda dzieciaka. Bo jest naprawdę inteligentny.
 
Staś był zdziwiony, gdy zobaczył mnie tak wcześnie w szkole. Chciał nawet zostać, ale chyba zorientował się po mojej minie, że coś jest nie tak.
 
– Synu, dlaczego przeklinasz? – zapytałam bez wstępów.
 
– Ja nie przeklinam, – zaperzył się, a mnie się zrobiło przykro.
 
Na dodatek kłamie!
 
– Stasiu, stałam koło boiska, słyszałam – powiedziałam. – Klniesz, bardzie nieładnie wyrażasz się o kolegach, obrażasz ich. I w dodatku bijesz, a przecież wiesz, że tak nie powinno się zachowywać.
 
– Bo on jest głupi – zawołał mój syn. – Jak gramy w piłkę, to psuje podania.
 
– Ale to nie jest powód, żeby go wyzywać – tłumaczyłam. – Ty też nie umiesz przecież wszystkiego! Byłoby ci miło, gdyby ktoś ci wytykał, że na przykład źle grasz na cymbałkach?
 
– Tylko głupki lubią cymbałki, piłka to co innego! – zawołał.
 
Nagle zrozumiałam, że to, co brałam za indywidualizm jest zwyczajnym egocentryzmem! Staś ma swoje zdanie i potrafi go bronić, ale zupełnie nie interesuje się tym, co sądzą inni.
 
Po powrocie do domu musiałam ochłonąć i zastanowić się. Syn na pewno nie miał złego przykładu w domu. A na podwórku? Wychodził już sam, nie prowadzałam go za rączkę na plac zabaw. Może więc tam miał nieodpowiednie towarzystwo? No i komputer! Niby go kontroluję, ale nie stoję nad nim cały czas. Gdy pytam o jego gry, on mówi, że to są przygodówki. Ale czy to prawda? Jest inteligentny, więc wie, na co bym się nie zgodziła!
 
Gdy Staś poszedł spać, z pomocą męża przejrzałam historię komputera. I włosy stanęły nam dęba! 
 
Stasiek wchodził na strony dozwolone od 16 lat! Na szczęście, nie interesowała go pornografia, nie wchodził na żadne podejrzane fora. Ale gry, które sobie sam ściągnął, były przerażające! Obejrzeliśmy jedną – krew, bicie, przekleństwa…
 
No tak, gdy patrzyłam co robi, to mój syn grał w grzeczne gry dla dzieci, a kiedy zostawał sam, szukał mocnych wrażeń!
Na razie odcięliśmy mu internet. Powiedziałam mu, dlaczego – nawet specjalnie się nie tłumaczył i nie bronił, wiedział, że zrobił źle. Rozmawiałam z nim, tłumaczyłam, że jeśli będzie się tak zachowywał, dzieci przestaną go lubić. Nie wiem, czy zrozumiał, o co mi chodzi, chyba nie za bardzo, ale jeszcze będę drążyć temat.
 
Postanowiłam ukrócić też jego wyjścia na dwór. Na razie wywiozłam go na wieś, do swoich teściów, by tu spędził resztę wakacji. Wiem, że go przypilnują, a że tam w ogóle nie ma komputera, więc nie musimy się martwić, w co gra. Towarzystwo też na pewno wybiorą mu odpowiednie, zresztą, mój teść będzie zabierał go codziennie do lasu albo nad wodę.
 
Zaczęłam szukać zajęć sportowych, by wypełnić mu czas po lekcjach. Nie chcę, by wychodził na podwórko. Rozumiem, że musi się ruszać, więc proszę bardzo, na początek spróbujemy karate. Koleżanka poleciła mi klub, w którym pilnują dyscypliny. Zastanawiam się też nad harcerstwem. Skoro Stasiek lubi być przywódcą, to może tu znajdzie możliwość działania?
 
Po wakacjach pójdę z nim do psychologa. No i oczywiście, na razie nie ma mowy o zmianie szkoły! Najpierw musi się zmienić mój syn. A swoją drogą, ja muszę chyba zmienić nastawienie do nauczycieli, bo to, co o nim mówili, to jednak prawda. Nie doceniałam ich, nie chciałam słuchać. Chyba będę musiała z nimi porozmawiać. Ale to dopiero we wrześniu…

Bernadetta, 36 lat
 
Redakcja poleca: Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]
Na co dzień tak jak i Wy jesteśmy mamami. Z wszystkimi tego, radosnymi i nie tylko radosnymi, konsekwencjami. Posłuchaj, co jest najpiękniejsze w byciu mamą dla dziewczyn z Mamotoja.pl i... napisz nam swoją własną historię!
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy