GRY

Setki dzieci nie poszły do swoich przedszkoli, bo... placówki były niegotowe

W wielu przypadkach pierwsze tygodnie, a nawet miesiące nie będą takie, jak wyobrażali sobie rodzice i maluszki.

mama żegna córeczkę przed pójściem do przedszkola
fot. AdobeStock
Każdy chce dla swojej pociechy jak najlepiej, jednak od jakiegoś czasu można mieć wrażenie, że korzystając z państwowych placówek, rodzice mają niewielki wpływ na to, co się dzieje dzieckiem. Już w ubiegłym roku było nieciekawie. Problemy organizacyjne tłumaczono zmianami. Od dnia 1 września 2017 r. wszystkie chętne dzieci 3-letnie mają zapewnione miejsce realizacji wychowania przedszkolnego, w ubiegłym roku także cofnięto obowiązek szkolny dla 6-latków. Zbyt dużo dzieci, byt mało przestrzeni, chaos gotowy. I choć w tym roku miało być lepiej, to wyszło, jak zwykle...

Najpierw wyścig podczas rekrutacji, zbieranie punktów i kombinowanie, by dostać się do najbliższego przedszkola. Niby jest z gwarancją, że dziecko się gdzieś dostaje, ale to "gdzieś" niejednokrotnie rozczarowuje, np. córka koleżanki dostała się do placówki oddalonej o 5 kilometrów od domu. Ponieważ ma dwójkę małych dzieci, w zasadzie tylko samochód wchodzi w grę, bo dojazdu bezpośredniego komunikacją miejską nie ma.  
Gdyby tego było mało, to w tym roku tysiące rodziców usłyszało, że ich pociechy trafią do szkół, bo nie ma wystarczającej ilości miejsc w przedszkolach. Przedszkola zazwyczaj są mniejsze, niższe i bardzo przytulne, a układ budynku nie przytłacza. Szkoły to zazwyczaj ogromne gmachy. Rodzice obawiają się przede wszystkim, czy placówki te zostaną odpowiednio przystosowane, a także czy ich maluszki będą oddzielone od starszych dzieci. Wszystkie gminy zapewniały, że szkoły i przedszkola zostaną przygotowane pod najmniejsze dzieci na czas. Teraz okazuje się, że te miejsca jednak nie są gotowe.
 

Remonty trwają 

Obiekty miał być gotowe na przyjęcie najmłodszych wraz z początkiem nowego roku szkolnego. Tak się jednak nie stało. W niektórych placówkach rozpoczęcie roku jest przesunięte zaledwie o kilka-kilkanaście dni, ale są miejsca, gdzie remonty potrwają nawet kilka miesięcy. Co z dziećmi? Przedszkolaki na czas remontu zostały przeniesione do placówek zastępczych. Tak jest w przedszkolu mojej córki. Dzieci zajęły salę gimnastyczną, a z toalety korzystają w innych salach. Do docelowego miejsca trafią w listopadzie. Nie jest to odosobniony przypadek. Podobnie jest w Pabianicach, Słupsku, Zambrowie czy Rudnikach. Dzieci zostały umieszczone w pobliskich podstawówkach, zostały "upchnięte" na szerokich korytarzach przedszkoli, a nawet trafiły do liceów. I choć wszyscy zapewniają, że mają na względzie dobro dzieci, to właśnie chyba o tych maluchach zapomniano. 
Redakcja poleca: Mam prawo do humorów [WYRAŻANIE EMOCJI]
Jak uczyć dziecko wyrażać emocje? Dlaczego nie warto ich tłumić? Zobacz, co na ten temat mówi Dorota Zawadzka. Poznaj też ćwiczenia, dzięki którym nauczysz dziecko dopasowywać emocje do danych sytuacji.

Czy ktoś pomyślał o dzieciach?

Wiele z dzieci, które dziś poszły do przedszkola, bardzo ciężko przejdzie okres adaptacji. Rozłąka z mamą i nowe miejsce, a także samodzielność to dużo wyzwań. Gdy już wiele z tych maluchów przyzwyczai się do kolegów, pani i nowego budynku, to za kilka tygodni czekają ich zmiany i nowy stres. Wygląda na to, że dorośli podejmujący beztrosko takie decyzje zapomnieli, że dla tych delikatnych istot i ich psychiki to ogromna zmiana. Dzieci nie można tak sobie"przerzucać"! Pozostaje tylko liczyć, że dorośli - zarówno rodzice, jak i wychowawcy, przygotują dzieci na nadchodzące zmiany, by byłą to ciekawą przygodą, a nie traumatycznym przeżyciem. A jak jest w waszych miejscowościach? Czy wasze dzieci trafiły już do ostatecznych placówek? Jesteście zadowolone? Koniecznie napiszcie w komentarzach.

Zobacz także:
Doładuj
Przeładuj

Popularne tematy

To Cię zainteresuje

Narzędzia dla mam

Więcej

O tym się mówi

Rozwiąż quiz!