Weronika Marczuk o porodzie chorego dziecka
fot. Instagram/weronika.olena

Weronika Marczuk zamieściła wstrząsający wpis o porodzie: „Trwał PIĘĆ DNI. To było ponad siły”

Weronika Marczuk zamieściła w sieci dramatyczny wpis. Opisuje w nim straszne przeżycia związane z ciążą, bardzo ciężkim porodem martwego dziecka, okrutnymi procedurami.
Joanna  Biegaj
Weronika Marczuk o porodzie chorego dziecka
fot. Instagram/weronika.olena
Weronika Marczuk niedawno została po raz pierwszy mamą. Teraz odniosła się do wyroku Trybunału Konstytucyjnego sprzed kilku dni. Weronika zamieściła na Instagramie fragment swojej książki – opowieść kobiety, która dowiedziała się, że jej dziecko ma bardzo poważną wadę genetyczną. Opisana historia rozrywa serce, a w jej kontekście decyzja Trybunału Konstytucyjnego wydaje się jeszcze bardziej niedorzeczna i nieludzka. 

Druzgocąca opowieść

Weronika przedstawia w instagramowym wpisie historię jednej z bohaterek swojej książki: 

„W czwartym miesiącu zrobili mi USG i okazało się, że dziecko ma poważną wadę genetyczną. Bardzo poważną, taką bardzo, bardzo poważną, którą medycyna określa jako: karzeł królewski (jednostka chorobowa to achondroplazja). Oznacza to, że kości długie, czyli kończyn, czaszki i żeber, nie rozwijają się prawidłowo, klatka piersiowa jest znacznie zmniejszona, a głowa nieproporcjonalnie duża. Usłyszałam, że mogę takie dziecko wychowywać, bo jego serce bije. Załamałam się...”.
Redakcja poleca: Czy warto zapisać się do szkoły rodzenia – film
Jeśli wciąż masz wątpliwości czy szkoła rodzenia jest ci potrzebna, ten film jest dla ciebie. O za i przeciw mówi nasz psycholog Adriana Klos.

Dziecko nie przeżyje...

W dalszej części Weronika opisuje: „Zrobiono mi mnóstwo badań. Okazało się, że dziecko nie przeżyje, bo nie będzie miało klatki piersiowej i nie wykształcą się płuca. Wystawiono mi dokument, dzięki któremu lekarze mieli wykonać wcześniejszą terminację. Konsultowałam mój przypadek z lekarzami z zagranicy, byłam w rozpaczy, ale przygotowałam się na to. Nie wyobrażałam sobie, że mam być w ciąży jeszcze kolejne cztery miesiące. Świadomość, że i tak urodzę martwe dziecko była nie do zniesienia”.

Poród trwał pięć dni

Dalej możemy przeczytać o nieludzkim podejściu, biurokracji, a także... pięciodniowym porodzie: 

„Koszmarem był również fakt, że diagnostyka trwała bardzo długo, zbierały się kolejne konsylia, komisje etyczne i zalecały ponownie te same badania, cały czas nie było wiadomo, co dalej. Dwukrotnie byłam proszona na posiedzenie takiej komisji etycznej w szpitalu. Musiałam opowiadać swoją historię i uzasadniać, dlaczego chcę dokonać terminacji. Radzono mi urodzić dziecko i zostawić w szpitalu. (…) Wywołano poród naturalny, który trwał... pięć dni. Tego nikt mi nie powiedział, nikt mnie nie uprzedził (..) Każdego dnia wszystko zaczynało się od nowa (…) Urodziłam... Procedury okazały się straszne. Za wszelką cenę trzeba ratować każde dziecko, więc moje również intubowano i jeszcze trzy doby utrzymywano go przy życiu. To było ponad siły”.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

W czwartym miesiącu zrobili mi USG i okazało się, że dziecko ma poważną wadę genetyczną. Bardzo poważną, taką bardzo, bardzo poważną, którą medycyna określa jako: karzeł królewski (jednostka chorobowa to achondroplazja). Oznacza to, że kości długie, czyli kończyn, czaszki i żeber, nie rozwijają się prawidłowo, klatka piersiowa jest znacznie zmniejszona, a głowa nieproporcjonalnie duża. Usłyszałam, że mogę takie dziecko wychowywać, bo jego serce bije. Załamałam się... Zrobiono mi mnóstwo badań. Okazało się, że dziecko nie przeżyje, bo nie będzie miało klatki piersiowej i nie wykształcą się płuca. Wystawiono mi dokument, dzięki któremu lekarze mieli wykonać wcześniejszą terminację. Konsultowałam mój przypadek z lekarzami z zagranicy, byłam w rozpaczy, ale przygotowałam się na to. Nie wyobrażałam sobie, że mam być w ciąży jeszcze kolejne cztery miesiące. Świadomość, że i tak urodzę martwe dziecko była nie do zniesienia. Koszmarem był również fakt, że diagnostyka trwała bardzo długo, zbierały się kolejne konsylia, komisje etyczne i zalecały ponownie te same badania, cały czas nie było wiadomo, co dalej. Dwukrotnie byłam proszona na posiedzenie takiej komisji etycznej w szpitalu. Musiałam opowiadać swoją historię i uzasadniać, dlaczego chcę dokonać terminacji. Radzono mi urodzić dziecko i zostawić w szpitalu.(…)Wywołano poród naturalny, który trwał... pięć dni. Tego nikt mi nie powiedział, nikt mnie nie uprzedził (..) Każdego dnia wszystko zaczynało się od nowa (…) Urodziłam... Procedury okazały się straszne. Za wszelką cenę trzeba ratować każde dziecko, więc moje również intubowano i jeszcze trzy doby utrzymywano go przy życiu. To było ponad siły. A po porodzie okazało się, że nie całe łożysko wyszło i trzeba było go usuwać w znieczuleniu ogólnym. Nieprzytomną wywieźli mnie z sali operacyjnej i tak zostawili na korytarzu pod moją separatką… FRAGMENT KSIĄŻKI W. Marczuk „Walka o Macierzyństwo” historia Grażyny str.149 Grafika Prof. ASP w Poznaniu Maja Wolna #powiedzcomyślisz

Post udostępniony przez Weronika O. Marczuk privat (@weronika.olena)

Komentarze pod postem

Pod postem pojawiło się wiele komentarzy kobiet, poruszonych historią opowiedzianą przez Weronikę:

„Wiem co Pani czuła... mnie również spotkało to coś czego nie życzy sobie żadna przyszła mama... podano zastrzyk i pozostawiono samej sobie na szpitalnym łóżku ... ból i rozpacz rozdzierała serce”

„To już jest ciemnogród i zacofanie. A to co się dzieje teraz jest rzeczywistą TRAGEDIĄ KOBIET RODZĄCYCH W POLSCE LUB NAWET BĘDĄCYCH W CIĄŻY”

„Kobiety które nigdy nie były w takiej sytuacji nie zrozumieją? to są tępe dzidy i tyle w tym całym temacie”

„Dokładnie, ten kto nie był nigdy w takiej sytuacji nie ma prawa mówić które rozwiązanie jest lepsze?”

[pisownia cytatów oryg. – przyp. red.]

Źródło: Instagram

Zobacz także
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy