Wiewiórka Julia
fot. Materiały prasowe

Wiewiórka Julia i magiczny orzeszek

Wiewiórka Julia i magiczny orzeszek to zbiór dwunastu pełnych zwrotów akcji, wciągających historii ze szczyptą magii i detektywistycznego zacięcia. Każda z nich nie tylko bawi, lecz także pokazuje, jak ważna jest przyjaźń, lojalność i dobre serce.
Wiewiórka Julia
fot. Materiały prasowe
Dwójka sąsiadów, sześcioletnia Zosia i siedmioletni Franio mają niezwykłą przyjaciółkę – to ruda jak marchewka wiewiórka Julia, która obdarzona jest magicznymi mocami. Wystarczy zastukać trzy razy specjalnym orzeszkiem, a Julia w te pędy pojawia się w pokoju dziewczynki. Właśnie wtedy zaczynają się pasjonujące przygody...
Zosia, Franio i wiewiórka Julia odwiedzają tajemniczy świat widzimisiów, walczą z gangiem kun, stawiają czoła srogiemu dozorcy i jego przebiegłemu kotu Daktylowi. Tak. Zdecydowanie, tę trójkę przyjaciół śmiało można nazwać małymi detektywami. Na szlaku wyjątkowych zagadek nie są jednak sami. Czasem z pomocą przychodzi dobra czarownica Leokadia Masełko i jej szczurek Serek. Mali detektywi wchodzą do świata bajek, odnajdują tajemne portale, szukają moli książkowych, latają, przeżywając przy tym niezapomniane chwile. 

Jesteście ciekawi? Oto fragment tej wspaniałej książki:

– Mamuś – odezwała się Zosia, poprawiając rudy kucyk, z którego zsunęła się gumka. – To my idziemy do mojego pokoju poszukać ich pomiędzy książkami. Poproszę je, by się wyprowadziły.
– Bardzo dobry pomysł. Od razu poukładaj na półce wszystkie bajki.
Dzieci wrzuciły szybko puzzle do pudełka i pobiegły do pokoju Zosi. Franio zamknął za sobą dokładnie drzwi. A w tym czasie dziewczynka dała susa pod łóżko, spod którego wyjęła drewnianą skrzyneczkę. Odszukała w niej orzeszek i już pukała nim o parapet. Raz, dwa, trzy. I wtedy w drzewie rosnącym naprzeciwko okna coś poruszyło się w konarach. A zaraz pomiędzy liśćmi ukazał się rudy pyszczek Julii. Gryzoń nie skoczył jednak od razu na parapet okna. Najpierw uważnie się rozejrzał, czy w pobliżu nie czai się niebezpieczeństwo w postaci Daktyla i jego wąsatego pana.
– Co się dzieje? – spytała Julia, kiedy już znalazła się na łóżku Zosi i zrobiła kilka rundek wokół dzieci.
– Mamy problem – wyjaśniła Zosia, a Franio znów poprawił okulary, które uparcie zsuwały mu się z nosa. – Musimy wykryć gniazdo moli w książkach i poprosić je, żeby się wyprowadziły, bo jak mama je dorwie, to będzie ręka, noga, mózg na ścianie – dodała groźnie.
Julia znów obiegła łóżko wokoło. Wreszcie przysiadła obok dzieci i chwilę się zastanowiła. Mole były przecież malutkie, potrafiły się nieźle ukrywać.
– Mam pomysł – stwierdziła po chwili i kilka razy podskoczyła w miejscu. – Musimy się zmniejszyć i odnaleźć labirynty wydrążone przez te owady!
– Zmniejszyć? – zdziwiły się dzieci i zanim zastanowiły się, czy to w ogóle możliwe, Julka machnęła ogonkiem najpierw w nos Zosi, potem Frania, coś wymamrotała i kilka sekund później siedziało przed nią dwoje maleńkich ludzików.
– Co się dzieje? – pisnęła Zosia, widząc naprzeciwko siebie potężne włochate wzniesienie. Spojrzała w górę i dopiero wtedy zrozumiała, że Julia jest olbrzymem. Już chciała krzyknąć, że coś się wiewiórce pomyliło w czarowaniu, a tu nagle zwierzątko zaczęło się kurczyć, kurczyć i kurczyć, aż wreszcie stało się tak małe jak Zosia i Franio. Śmiesznie jest patrzeć na wiewiórkę swojego wzrostu, pomyślała Zosia i uśmiechnęła się szeroko do przyjaciółki. Zadziwiło ją też, że włos dywanu sięgał jej do pasa. Poczuła się jakby stała pośrodku łąki porośniętej wysoką trawą.
– Wow! – westchnął Franio. – Ale czary! Tylko jak my teraz wdrapiemy się na półkę z książkami? Toż to jak szczyt wielgachnej góry!
Zosia spojrzała w kierunku wskazanym przez chłopca. Faktycznie mieli do pokonania ogromną wysokość. 
To przypominało wspinanie się na najwyższą górę!
– Od czego macie mnie? – pisnęła Julka. – Zapomnieliście, że potrafię latać? Nie przepadam za tym, ale jak nie ma wyjścia, to nie ma. Na szczęście to nieduża odległość jak na lot. – Julka wyciągnęła łapki do dzieci. Złapała je bardzo mocno. Zosia poczuła na skórze jej pazurki, ale nie narzekała, wiedziała, że wiewiórka nie zrobi im krzywdy. Z nią na pewno byli bezpieczni.
Julka powoli uniosła się. Wyprężyła ogon, który pozwolił jej zachować równowagę. Lot z dziećmi po bokach nie był łatwy, ale wiedziała, że musi to zrobić, by dostali się na półkę z książkami. Inaczej nie znajdą kryjówki moli.
Dzieci spoglądały w dół. Zosia widziała oddalający się od nich dywan. Klocek leżący na podłodze wyglądał już jak okruszek.
Wiewiórka wylądowała na półce. Podróżnicy stanęli pomiędzy książkami, które wyglądały jak wysokie kolorowe ściany. Aż trudno było uwierzyć, że jeszcze wczoraj Zosia na dobranoc trzymała taką książkę w dłoni i z łatwością przewracała kartki. Dziś bajka przypominała ścianę wieżowca.
– I co teraz? – zastanowił się Franio i znów poprawił okulary. Podczas lotu mocno je trzymał, by nie spadły. – W którą stronę idziemy?
– Co to za książka? – zastanowiła się Zosia, a Julia przestępowała z nogi na nogę, bo takie siedzenie w miejscu i gadanie przychodziło jej z trudem. Musiała się ruszać. Cały czas!
– Na okładce jest dziewczynka w czerwonym ubranku! – krzyknęła Julia, podskakując, by dojrzeć dokładnie ilustrację. – A z drugiej strony koty! Tam, gdzie koty, nie idziemy!
Dzieci zachichotały. Wiedziały, że Julia nie przepada za kotami, kunami i jastrzębiami. Zdecydowały więc, że idą w kierunku książek stojących za baśniami. Może tam trafią na ślady moli.
Franio wyjął z kieszeni lupę. Nosił ją zawsze przy sobie jak prawdziwy detektyw. Zosia też miała swoją, więc teraz razem badali miejsce, w którym stali, a Julka biegała wokół nich, nie pozwalając się im skupić.
– Musimy przecisnąć się za książkami, bo jeżeli mole zrobiły sobie gdzieś tu labirynt, to wcześniej czy później na niego trafimy.
Julia ruszyła pierwsza, trzymając w dłoni koniec swojego ogona, by w razie niebezpieczeństwa go użyć. Dziewczynka i chłopiec skradali się za nią. Starali się zachowywać bardzo cicho, bo nie wiadomo było, kto mieszkał na półce. Żadne z nich nie wiedziało też, czy mole są groźne dla ludzi albo wiewiórek.
– Ciii... – szepnęła Julka. – Tu jest tunel. Musimy wejść do tej książki.
Dzieci schyliły się, bo wejście było dość niskie. Trzeba było uważać na głowę. Na szczęście po kilku krokach sufit w tunelu się podniósł i mogli swobodnie stanąć.
– Tam jest wyjście. – Zosia wskazała kierunek i wszyscy ruszyli tam, w stronę światła. Zdziwili się, kiedy zobaczyli wejście do lasu. – Znów jakiś portal?
Nikt jednak nie odpowiedział. W lesie pohukiwała sowa. Słychać też było kruki lub gawrony. Zosia poczuła, jak na rękach pojawia się jej gęsia skórka. Znów znajdowali się w lesie! Tak jak wtedy, gdy szukali złodzieja podwieczorku. I co dziwne, stali się nagle normalnego wzrostu, oczywiście w porównaniu z drzewami i krzewami. Tylko Julka wciąż była taka duża jak oni.
– Jest tu kto? – krzyknął Franio. – Halo?!
– Dlaczego krzyczysz?
– Może ktoś nam wskaże drogę do labiryntu moli?
– A jak one są groźne? – spytała Zosia. 
Chłopiec się zastanowił. Widział kiedyś mola latającego w kuchni, ale nie przypominał sobie, żeby w jakikolwiek sposób mógł być groźny. Nie bał się wtedy na pewno. Tylko że teraz sam był wielkości okruszka.
– Ktoś tu idzie – szepnęła Julka i pociągnęła dzieci za sobą. Schowali się za rozłożysty krzew. – Słyszycie?
Zosia kiwnęła głową. Wyraźnie słyszała kroki. Ktoś szedł chyba dość beztrosko, bo nie starał się zachowywać cicho. Pod jego stopami łamały się suche gałązki.
– Śpiewa?
Po chwili faktycznie usłyszeli śpiew jakiejś dziewczynki. A zaraz za głosem wyłoniła się zza drzewa jej sylwetka. Było ją widać bardzo dokładnie, bo ubrana była w czerwoną pelerynkę. W dłoni trzymała wiklinowy koszyczek. Machała nim, idąc i śpiewając wesołą piosenkę.
Julka powoli wychyliła się zza krzewu i wyszła na ścieżkę. Dzieci ciągle były w kryjówce.
– Ła! – krzyknęła nieznajoma, zobaczywszy tak dużą wiewiórkę. Kiedy jednak Julka wyszczerzyła do niej swoje ząbki w pięknym uśmiechu, uspokoiła się, choć ciągle zachowywała bezpieczną odległość.
– Ja chyba wiem, kto to jest – szepnęła Zosia. Franio zaraz dodał, że on też i dzieci powoli wyłoniły się zza krzewu. – Idziesz do swojej babci z lekarstwami? – spytała Zosia i wyciągnęła dłoń do nieznajomej. Przedstawiła siebie i przyjaciół. A potem wyjaśniła, że szukają gniazda moli, które mogą zniszczyć jej książki.
– Mówią na mnie Czerwony Kapturek – odpowiedziała dziewczynka, dygając lekko.
W tym momencie coś zaszeleściło w zaroślach. Wszyscy spojrzeli w kierunku źródła odgłosu, jednak niczego tam nie dostrzegli. Zosia miała wrażenie, że coś w ich pobliżu musi się czaić. Może ktoś ich obserwował? Julka też nerwowo poruszyła ogonkiem i po chwili stwierdziła, że powinni ruszać w dalszą drogę.
– Co to? – spytał Franio.
– Zwierzęta pewnie – odparła dziewczynka w czerwonej pelerynce. – Chodźcie ze mną. Moja babcia wie wszystko, więc wskaże wam drogę do tego labiryntu, którego szukacie.
– Idziemy – zdecydowała Julka i obiegła wkoło dzieci.
Franio i Zosia przez całą drogę do domku babci rozglądali się z niepokojem. Doskonale wiedzieli, kim jest dziewczynka spotkana w lesie i co jej groziło. Też bali się wilków i na pewno nie mieli ochoty na spotkanie z takim osobnikiem. Julka za to zachowywała się bardzo beztrosko. Podskakiwała, wybiegała naprzód i ciągle hałasowała, jakby nie zdawała sobie sprawy z tego, że jakimś cudem znaleźli się w środku historii o Czerwonym Kapturku.
– Co zrobimy, jak dojdziemy do domu babci? – szepnął Franio. – Boję się wilków.
– A ja... – zawahała się nowa znajoma. – Spotkałam takiego miłego wilka, któremu opowiedziałam, dokąd idę...
– Musimy się spieszyć! – jęknęła Zosia.
– O czym wy tam rozmawiacie? – zainteresowała się Julka. – Znajdziemy te paskudne mole i rach-ciach je pokonamy. Żaden wilk nam nie przeszkodzi!
Dzieci zachichotały. Świetnie znały swoją przyjaciółkę. Wszystko musiała robić szybko, czasami zbyt długo się nie zastanawiając.
– Musimy tam dotrzeć przed wilkiem – zdecydowała Zosia, a potem opowiedziała o wszystkim wiewiórce. Jedynym sposobem, by dotrzeć do domku jak najszybciej, był lot. Julka stęknęła, że nie wie, czy da radę unieść troje dzieci, ale obiecała, że spróbuje.
Czerwony Kapturek wystraszył się, bo jeszcze nigdy nie leciał u boku wiewiórki. Zresztą nie leciał nawet 
samolotem!
Julka złapała za rękę Zosię, Zosia Frania, Franio Kapturka, a Kapturek mocniej chwycił koszyczek. Wiewiórka stęknęła kilka razy, nabrała dużo powietrza w płuca i po chwili zaczęła się unosić. Robiła to bardzo powoli. Nie lubiła przecież latać, a z takim obciążeniem było to szczególnie trudne. Pocieszające było jedynie to, że dom babci nie znajdował się daleko. Należało do niego dotrzeć jak najszybciej, by wilk nie zdążył zjeść babci!
Unieśli się nad konarami drzew. O mało nie zderzyli się w powietrzu z jakimś grubiutkim gołębiem, który na ich widok krzyknął w panice i zwiał gdzie pieprz rośnie.
– O! Już widać dom!
Mali wędrowcy zbliżyli się do niewielkiego budynku krytego czerwoną dachówką. Julka powoli wylądowała w cieniu drzew. Zosia doskonale znała to miejsce. Przecież to dom z jej książeczki z baśniami. Jakimś cudem przenieśli się do bajkowego świata. Przemierzali książkę w poszukiwaniu gniazda moli. Przez chwilę próbowała sobie przypomnieć, jaka historia będzie się kryła na następnych stronach, ale Franio pociągnął ją za rękaw, bo zauważył, że drzwi były lekko uchylone. Wystraszył się, że przybyli za późno.
– Poczekajcie, musimy się naradzić – szepnął Franio i złapał Julkę za łapkę, by się zatrzymała. Schowali się za róg budynku i wtedy chłopiec wyjaśnił Julce i spotkanej w lesie dziewczynce, kogo mogą zastać wewnątrz. 
Czerwony Kapturek od razu się rozpłakał. Bo jeżeli to prawda i wilk pożarł już jej babcię, nie będzie wiedział, co zrobić. Przecież tak mocno kochała babcię! To dla niej szła przez ciemny las z lekarstwami.
Kapturek zapukał do drzwi, ale gdy nikt nie odpowiedział, pociągnął za klamkę. Jednak oczom dziewczynki ukazała się uśmiechnięta od ucha do ucha babcia. Czekała na wnusię i wcale nie wyglądała na chorą! Czerwony Kapturek rzucił się jej od razu na szyję i wyściskał. Nie miał wątpliwości, że to prawdziwa babcia! Nie miała ani za dużych oczu, ani za dużych zębów. Wszystko miała w sam raz, tak jak babcia powinna mieć.
Zosia szybko zamknęła drzwi na klucz. Julka oczywiście obiegła cały pokój. Była niezwykle podekscytowana, bo szykowała się prawdziwie niebezpieczna przygoda! Takie spotkanie z wilkiem nie zdarzało się często!
I nagle rozległo się pukanie do drzwi. Niby takie cichutkie i delikatne, ale było w nim coś natarczywego.
– Ciii – szepnął Franio. – Musimy zachować się bardzo cicho i pod żadnym pretekstem nie możemy otwierać drzwi.
– Kto tam? – spytała jednak babcia. Szybko złapała się za usta, ale było już za późno.
– To ja, babciu – pisnął ktoś. – Czerwony Kapturek.
Babcia zachichotała, bo nieznajomy naprawdę był bardzo zdolnym aktorem i zabrzmiał jak jej wnuczka, ale w trakcie silnego przeziębienia, kiedy dziewczynka chrypiała jak stare skrzypce.
Julka z Zosią zakradły się po cichu do okna, by spojrzeć na oszusta. I nagle wiewiórka naprężyła ogonek i znieruchomiała.
– Widzisz to? – szepnęła do Zosi. A zaraz przy oknie znalazł się Franio.
– To kuna! Jednooka kuna!
– Jakimś cudem weszła za nami do tej historii! Wie, że tu jesteśmy!
– A zobaczcie tam! – powiedziała Zosia, pokazując przed siebie palcem, bo tuż przy studni chowały się trzy inne kuny. Benka rozpoznały od razu, bo wystawał mu brzuszek.
– Trzeba dać im nauczkę! – stwierdziła Julka. – Bo będą szły za nami przez cały czas. Ta kuna nie spocznie, dopóki mnie nie dopadnie – westchnęła. – Nie może mi darować uszkodzonego oka.
– Słuchajcie – odezwała się wreszcie babcia. – Możecie uciekać drugim wyjściem, zanim kuny się połapią, będziecie daleko. A zaraz pewnie zjawi się tu wilk, po nim leśniczy, który i tak nas uratuje. Kun jest za dużo, by z nimi walczyć.
Redakcja poleca: Calineczka - bajka dla dzieci
Twoje dziecko lubi, gdy ktoś mu czyta bajki, ale zdarzają się momenty kiedy nie masz czasu mu poczytać? My nagraliśmy bajkę, którą możesz włączyć dziecku nasz film, w którym czytana jest Calineczka Andersena.

Zachęciliśmy was? 




Wiewiórka Julia i magiczny orzeszek 
Autor: Kiworkowa Emma, Sakowicz Anna
Wydawnictwo: Edipresse Książki


Przygody Wiewiórki Julii przypadną do gustu wszystkim dzieciom! Książka do kupienia w salonach Empik oraz na stronie internetowej sklepu.
Oceń artykuł

Ocena 6 na 2 głosy

Zobacz także

Popularne tematy