Wigilia na porodówce
fot. AdobeStock

Wigilia na porodówce – przeczytaj historię Ani, mamy Igora

Święta w szpitalu nie są tym, o czym się marzy w bezsenne noce. Jednak i one mogą być piękne, zwłaszcza gdy ma się przy sobie maleństwo, a wokół bliskich ludzi. Przeczytajcie opowieść Ani, mamy Igora.
Beata Turska
Wigilia na porodówce
fot. AdobeStock
Igor, synek Ani, przyszedł na świat 22 grudnia, więc od początku było jasne, że swoją pierwszą Wigilię spędzi z mamą wśród szpitalnych łóżek i stojaków na kroplówki. Było po prostu za wcześnie na wypis do domu.

Polecamy także: Pierwsze święta z dzieckiem

Bez niespodzianki

– Spodziewałam się tego. Pewnie dlatego kilka dni przed porodem najadłam się na zapas: pochłonęłam ogromną ilość ryby po grecku, choć tak naprawdę wcale za nią nie przepadam – śmieje się Anna.
Zanim trafiła na porodówkę, dokończyła jeszcze drobne podarunki, ręcznie robione bombki ze wstążek i – no cóż – poszła rodzić. Nawet nie zdążyła ubrać choinki. Trafiła do szpitala 21 grudnia wieczorem. Sama, bo mąż nie zdążył wrócić z delegacji. – Zadzwoniłam do niego i poprosiłam, żeby wsiadał
w pierwszy pociąg, bo już leżę w sali porodowej – wspomina Ania.
Redakcja poleca: Dorota Czaja o pierwszych świętach z synkiem
Gwiazda zdradza, co najbardziej lubi jeść w Wigilię i co kupi dla synka Leosia.

Igor czekał na tatę

Choć skurcze były mocne i regularne, wszystko szło bardzo powoli. – Igor urodził się dopiero nazajutrz, przez cesarskie cięcie. Pewnie czekał na tatę, który zdołał dotrzeć do szpitala w chwili, gdy lekarze wyciągali go z mojego brzucha – żartuje Ania.
Chłopczyk ważył 3810 g, mierzył 60 cm i miał bujną, czarną czuprynkę. – Śliczności! – mówi Ania. Był zdrowy jak rydz, więc od razu trafił do sali, gdzie wraz z tatą czekał na mamę. Gdyby akurat nie spał, dwa dni później mógłby zobaczyć z jej okna pierwszą wigilijną gwiazdkę.

Świąteczna... zupa mleczna

Jak wygląda Wigilia w szpitalu? – Wszędzie słychać kolędy puszczane z płyt i telewizji, położne dzielą się opłatkiem, składają życzenia... – opowiada mama Igora. – Prawda jest jednak taka, że nie ma jakiejś szczególnej atmosfery, bo to w końcu szpital, a nie dom. Nie ma co liczyć także na frykasy, zwłaszcza jeśli jest się po cesarce, tak jak ja. Jednak nie było źle. Tego dnia dostałam pierwszy po zabiegu posiłek: zupę mleczną.

Goście, goście...

Dzięki gościom, którzy liczniej niż zwykle odwiedzali świeżo upieczone mamy, Wigilia w szpitalu nie jest jednak zwykłym dniem.
– Przyszła cała rodzina. Był mąż, mama, tata, brat, teściowa, teść, szwagier, szwagierka, babcia, ciocia... Choć nie wszyscy pojawili się naraz, nieduża sala i tak pękała w szwach, zwłaszcza że gości miała także dziewczyna leżąca na łóżku obok – wspomina Ania.
Nie było choinki i smakołyków, ale i tak było to cudowne Boże Narodzenie. – Moje dziecko było już ze mną. Mogłam je do siebie przytulić. Wokół mnie byli bliscy mi ludzie. Czego chcieć więcej? Nawet nie wiem, o czym wtedy rozmawialiśmy, bo najbardziej utkwił mi w pamięci taki obrazek: siedzimy sobie i patrzymy na Igora. Na nasz mały świąteczny cud.

A Igor spał

Trochę smutno zrobiło się około godziny 17, gdy szpital opustoszał, bo goście wrócili do domów i zasiedli przy świątecznych stołach. Godzinę, dwie później, znów zrobiło się tłoczno. Tylko Igorek nic nie zauważył: spał.
W Wigilię zdarzyło się coś jeszcze: Ania mogła wreszcie wstać. Po raz pierwszy po operacji. – Tego dnia zrobiłam tylko kilka kroków, ale już nazajutrz, choć szwy trochę ciągnęły, mogłam chodzić w miarę normalnie, a po wyjściu ze szpitala bardzo szybko doszłam do siebie – wspomina.

Wreszcie w domu!

Anię i jej synka wypisano ze szpitala drugiego dnia świąt. – Przyjechaliśmy do domu, a tam choinka, zastawiony stół, rodzina, zamieszanie. Wszystko tak, jak powinno być.

Przeczytaj: Wzór na Święta według Superniani
Oceń artykuł

Ocena 6 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy