GRY

Magiczna moc pomagania [WYWIAD]

To oczywiste! Fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zbiera pieniądze na ratowanie zdrowia i życia dzieci. Ale robi jeszcze coś więcej, o czym czasem się nie pamięta – wyzwala w nas dobroć i zaszczepia chęć pomagania. I właśnie o fenomenie pomagania rozmawiam z Krzysztofem Dobiesem, rzecznikiem prasowym Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.

WOŚP, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy
fot. Fotolia
Tego roku już po raz trzeci zostałam członkinią sztabu WOŚP, który działa w naszym wydawnictwie z inicjatywy redaktor naczelnej Polki.pl, Magdy Klimkowskiej. I nie wyobrażam sobie, żeby mogło mnie w nim zabraknąć w następnym roku, za dwa lata, dziesięć... Dlaczego tak się dzieje? Co przyciąga wolontariuszy WOŚP do pomagania? Skąd się bierze fenomen Orkiestry? Próbuję znaleźć odpowiedź w rozmowie z Krzysztofem Dobiesem, rzecznikiem prasowym Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.
 
Uwaga! Weź udział w aukcji charytatywnej na rzecz WOŚP i wygraj dla swojego dziecka sesję okładkową do czerwcowego numeru „Mamo, To Ja”! Kliknij w obrazek poniżej i zalicytuj!

Dowiedz się więcej o naszej aukcji na rzecz WOŚP

Czym jest dla ciebie pomaganie?

– Każdy człowiek, dosłownie każdy – niezależnie od tego, kim jest, jak funkcjonuje, co robi w życiu – chce się czuć potrzebny. Ktoś mnie potrzebuje, a więc jestem ważny, wartościowy. Kiedy spotykamy kogoś, kto potrzebuje pomocy, zawsze odzywa się w nas chęć niesienia jej. Czasami ją blokujemy, bywa, że z całkiem racjonalnych powodów, innym razem z tych mniej oczywistych, ale ostatecznie zawsze ten odruch w nas jest. Bo pomaganie to zaspokajanie naszych wewnętrznych potrzeb, które wiążą się z empatią, miłością, szacunkiem do drugiego człowieka. 

Czasami jest jednak inaczej! Ksiądz Adam Boniecki w wywiadzie, który można przeczytać w grudniowym numerze "Urody Życia", mówi: "[...] może zdarzyć się tak, że nasze serce pokryje się tłuszczem w takim stopniu, że nie zdołamy już nikogo i niczego dostrzec. Oczywiście wszystkim nie da się pomóc, ale często pod hasłem: wszystkim nie pomogę, kryje się efekt: nie pomagam nikomu". 

– Ksiądz Adam Boniecki ma stuprocentową rację. Potrzeba pomagania jest naszym DNA – jest w naszej filozofii, w naszej duszy. Ale przecież po drodze wpływają na nas rodzice, otoczenie, ludzie, których w swoim życiu spotykamy, zdobywamy różne, czasem bardzo przykre, doświadczenia. A wówczas nasze zachowania zmieniają się pod wpływem tego wszystkiego, co przeżyliśmy, z czym mieliśmy styczność. I wtedy rzeczywiście możemy zacząć szukać wytłumaczenia, dlaczego nie pomóc. 
Czasami są to powody rozsądne, bo w tym momencie nie jesteśmy w stanie udzielić pomocy, bo wiemy, że ktoś tę pomoc źle wykorzysta. Za każdym razem musimy zmierzyć się z pytaniem, czy ta pomoc ma sens, a potem podjąć decyzję, czasami niełatwą, bo przecież gdy np. ktoś wyciąga do nas na ulicy rękę po datek, to tak naprawdę nie wiemy, jak go spożytkuje. 
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy za każdym razem bardzo jasno komunikuje, na jaki cel zbiera pieniądze. A potem z zebranych kwot jest rozliczana. Jej działalność jest niezwykle przejrzysta, wiarygodna. Wrzucając do puszki datek na rzecz Orkiestry, wiesz, jak zostanie on spożytkowany.     

A jednak nie wszyscy zgadzają się z taką formą pomocy.

– Tak. I mają do tego prawo, by się nie zgadzać, i mogą mieć swoje powody i argumenty. Często na przykład pada zarzut, że sprzęt medyczny na leczenie dzieci powinno kupować państwo. Można tak uważać, a my możemy dyskutować z podnoszonymi argumentami. Na przykład pokazując, że w najbogatszych krajach na świecie najprężniej działają organizacje społeczne, które to bogate państwo wspierają. I dzięki temu standard życia jest jeszcze wyższy. Na końcu każdy sam podejmuje decyzję.
Choć powiem ci, że jak już zaczynasz pomagać, to się tym zarażasz, łapiesz bakcyla i tak ci zostaje. Jak zrobisz pierwszy krok, to okazuje się, że przynosi ci to taką satysfakcję, taką wewnętrzną radość z zaspokojenia tej swojej potrzeby bycia potrzebnym, że nie chcesz już przestać. Co więcej, chcesz zrobić krok następny i następny, zaczynasz szukać, jak jeszcze możesz pomóc. Tylko trzeba zrobić ten pierwszy krok.

A nie wydaje ci się, że to, czy go zrobisz, zależy w dużej mierze od twojego dzieciństwa, dojrzewania? Od tego, jakie wartości ci wpojono na początku życia? Kiedyś Jurek Owsiak opowiadał mi, że w jego domu rodzinnym jedną z fundamentalnych wartości było pomaganie. Było naturalne, spontaniczne. Czy ty także wyniosłeś z domu takie zasady?

– Tak, zdecydowanie tak! Przecież kształtujemy się właśnie w dzieciństwie i w okresie dojrzewania, kiedy wielu rzeczy próbujemy. Mądrość rodziców polega na tym, by dziecku pokazać wartości, tak nim pokierować, by te wartości stały się także ich wartościami. I aby uchronić je przed kiepskimi wyborami, choć pewnie nie zawsze się to udaje. 
I tu pojawia się kwestia miłości. To w dzieciństwie uczymy się miłością dzielić, dawać ją i ją przyjmować. To z tej miłości właśnie mamy do dziecka szacunek, więc dajemy mu uwagę i czas. 
Dzisiaj są mikołajki, więc poranek w moim domu był specjalny. Tak to wszystko z żoną poukładałem, żeby moi synowie mogli dostać rano prezenty i razem z nami mieli jeszcze chwilę, by się tym nacieszyć. Proste rzeczy, czasem zupełnie błahe, ale budują nasze postawy, uczą też kochać drugiego człowieka. 

Zobacz też: Czego powinniśmy uczyć nasze dzieci. Trudna rozmowa z Jurkiem Owsiakiem

A twoje początki? Kiedy Krzysiek Dobies zaczął swoją przygodę z Orkiestrą?

– Wszystko zaczęło się od rock’n’rolla, a dokładniej – od kolegi słuchającego muzyki punkowej, którą ja też się fascynowałem. Ów kolega powiedział mi kiedyś, że jest program w telewizji, w którym taką muzę grają. To był program "Róbta, co chceta", prowadził go Jurek Owsiak. Szybko zacząłem też słuchać audycji radiowej Jurka, z której dowiedziałem się o Orkiestrze, o tym, że można zostać jej wolontariuszem, wysyłając swoje zgłoszenie do radia. Dość impulsywnie zgłoszenie wysłałem i... szybko o tym zapomniałem. Ale kilka tygodni później otrzymałem ankietę wolontariusza trzeciego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. 
Pierwszy raz był najtrudniejszy. Trochę się bałem, więc poprosiłem swoich trzech kolegów, by pomogli mi kwestować. Tak im się spodobało, że za rok oni również zostali wolontariuszami. Pomaganie wciąga, więc dwa lata później założyliśmy już sztab w Ostródzie. Zostałem jego szefem. Następnie pojawił się Pokojowy Patrol – chciałem, żeby rodzice pozwolili mi jechać na Woodstock, a udział w Pokojowym Patrolu to był bardzo dobry argument. Rok po roku moje zaangażowanie w Orkiestrę rosło. Na tej fali dostałem propozycję od Fundacji: pracuj z nami. Podjąłem wyzwanie, zrezygnowałem ze swojej dotychczasowej pracy, przyszedłem do Fundacji i jestem tutaj do dziś.  

To rzeczywiście złapałeś bakcyla!

– Mówiłem, że to jest jak fala. I łatwo przenosi się na innych! Ignacy i Kostek, moi synowie, są wolontariuszami i nie wyobrażają sobie już Finału bez skarbonki. Zaczynali podobnie do mnie 
– z paczką kumpli. Kolejnego roku ich koledzy z paczki także zostali wolontariuszami i co roku jest ich więcej. Bakcyl zaraża dalej. 

Zobacz też: Ile nasz redakcyjny sztab WOŚP zebrał w zeszłym roku

Fakt! Moje córki też zbierają od kilku lat. W zeszłym roku zabrały ze sobą do towarzystwa swoje siostrzenice. I one też złapały bakcyla, w tym roku zostały wolontariuszkami. To taki prosty sposób, by uczyć dzieci pomagania.

– Tak, tylko tu obowiązuje zasada: nic na siłę. Dziecko musi chcieć, można mu na początek pokazać, jak to wygląda, ale potem spokojnie poczekać, a nie nakazywać, że teraz ma być wolontariuszem. Dziecko musi mieć prawo wyboru. Gdy zrobi ten pierwszy krok, połknie bakcyla. Powie ci to każdy wolontariusz.

A kim są wolontariusze Orkiestry?

– Trudno odpowiedzieć jednym zdaniem, bo to bardzo różni ludzie. Łączy ich to, że bliska jest im idea Wielkiej Orkiestry. Poza tym mają swoje różne, indywidualne motywacje. Czasem są to dzieci, które zostały uratowane dzięki sprzętowi zakupionemu przez WOŚP. A także dorośli, którzy, będąc dziećmi, korzystali z tego sprzętu. I nawet już ich dzieci. Oni wszyscy są bardzo wdzięczni za swoje zdrowie, życie i czują, że wolontariatem mogą pomóc kolejnym dzieciom. Taki dług wdzięczności... Ale to jeden z wielu powodów zaangażowania w Finał WOŚP.
Niedawno zadzwonił do mnie ojciec dziewczyny, która wielokrotnie korzystała ze sprzętu zakupionego przez Orkiestrę. Byli bardzo zaangażowanymi wolontariuszami. Ojciec zadzwonił, żeby poinformować nas, że niestety jego córka zmarła w oczekiwaniu na przeszczep nerki. Jednocześnie zapewnił, że rodzina dalej będzie kontynuować dzieło córki, bo ona zostawiła kawałek swojej duszy w serduszku WOŚP. 

To smutne. Jak sobie radzicie z takimi informacjami?

– Wiesz, każdemu czasem jest trudno. Jesteśmy bardzo rozpoznawalną organizacją i mamy przez to styczność z wieloma ludzkimi dramatami, gdzie często dla kogoś jesteśmy ostatnią deską ratunku. Na szczęście mamy też mnóstwo wspaniałych chwil, kiedy czerpiemy energię z zaangażowania ludzi wokół nas. Albo kiedy słyszymy historie osób uratowanych w dzieciństwie dzięki Orkiestrze. Poza tym jest tyle spraw do załatwienia, ostatnio choćby kwestia rodziców dzieci będących w szpitalu, którzy często są zmuszeni do nocowania na podłodze i przebywania na oddziale w niegodnych wręcz warunkach. Już kupiliśmy rozkładane fotele, dzięki którym poprawi się ich komfort. Ale pracy mamy dużo, przede wszystkim nad zmianą myślenia i podejścia.
Prawda jest taka, że Orkiestra nigdy nie stoi w miejscu, ciągle ma coś do zrobienia. I właśnie to nas nakręca.     

Zobacz też:
Mia dzięki licytacji WOŚP na okładce „Mamo, to Ja” – relacja z sesji
Tak się pomaga! Odwiedziliśmy siedzibę WOŚP przed Finałem
Grajmy dla małych wojowników! Zachęca dr Riad Haidar, neonatolog
Redakcja poleca: Dlaczego nasza redakcja angażuje się w Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy?
Nie tylko wrzucamy pieniądze do puszek, ale same z tymi puszkami chodzimy. Czasem my, a czasem nasze dzieci. Poznaj powody, dla których redakcja mamotoja.pl wspiera WOŚP.
Doładuj
Przeładuj

Popularne tematy

To Cię zainteresuje

Narzędzia dla mam

Więcej

Rozwiąż Quiz

Witajcie, wakacje!