GRY
 
 

Wózkowa hołmofis: rodzisz czy poroniłaś?

„Kobieta, która straciła dziecko, nie powinna przebywać w sali razem z innymi ciężarnymi lub kobietami, które urodziły zdrowe dzieci” – głosi jeden z zapisów nowych standardów opieki okołoporodowej. Dlaczego dopiero teraz? Dlaczego matka utraconego dziecka musiała leżeć z matkami kwilących niemowląt?

wózkowa hołmofis, retro biuro
fot. Fotolia.com

Co jakiś czas wprowadzane są w Polsce nowe standardy w opiece okołoporodowej. Zmiany, jak to zmiany w naszej służbie zdrowia, raz są znaczące, innym razem – symboliczne. Moją uwagę jednak zwróciła poprawka mówiąca o tym, że zakazane będzie kładzenie na jednej sali porodowej kobiet po stracie dziecka z tymi, które właśnie urodziły lub czekają na poród.

Od razu przeczesałam swoją pamięć. Nigdy, w mojej trzydzieckowej karierze położnicy, z taką sytuacją się nie spotkałam. Jakie to musi być straszliwe uczucie, słuchać dziewczyn siłą rzeczy rozprawiających o swoich brzuchach i dzieciach... Słuchać kilka razy dziennie robionych im KTG... Serce boli, kiedy wyobrażamy sobie taką sytuację, a przeżywać to?

Nigdy nie spotkałam takiej sytuacji?

I wtedy przypomniałam sobie swój pobyt na patologii ciąży. W pewnym warszawskim szpitalu, jednym z najlepszych w kraju, jeśli chodzi o radzenie sobie z komplikacjami ciąży. Pobyt na sali pięcioosobowej, z dziewczynami, które leżały na podtrzymaniu. Jedne wręcz plackiem, bo nawet jadły na leżąco, inne mogły raz dziennie wstać do toalety. Wszystkie niepewne, zdenerwowane, ale z ufnością i nadzieją patrzące na swoje rosnące brzuchy. Bały się, ale wierzyły, że za jakiś czas przywitają na świecie swoje zdrowe dzieci.  
Ale przypomniałam sobie i ją – dziewczynę z łóżka na środku sali. Jakby na ironię nie mającą swojego kąta, w którym mogłaby zniknąć, zaszyć się, nie rzucać w oczy, czego bardzo pragnęła. Zawsze milczącą, patrzącą w okno lub kolorową gazetę. No tak, nie miałyśmy na sali dziewczyny po stracie. Ale matkę noszącą w łonie nieuleczalnie chore, zdeformowane dziecko. Jedyną z takim problemem. Sama nam o tym nie powiedziała, nie chciała z nikim rozmawiać. Ale takie rzeczy w niewielkim światku oddziału szpitalnego bardzo szybko się roznoszą.
Owszem, starałyśmy się nie mówić za dużo o swoich ciążach. Wtedy, kiedy o tym sobie przypominałyśmy. Ale wiadomo, że ten temat, najważniejszy dla nas, powracał.

Chyba dopiero dzisiaj uzmysłowiłam sobie (jeśli to w ogóle możliwe), co czuła ta śliczna dziewczyna z Mazur, leżąc z nami na jednej sali. Kochana, bardzo cię przepraszam. Ta zmiana w opiece okołoporodowej powinna być w mocy od zawsze. Dla dziewczyn po stracie i takich jak Ty.   

 
Redakcja poleca: Joanna Pietrusiewicz z Rodzić po Ludzku: „Cały czas musimy walczyć”
Poród ciągle dla wielu kobiet jest traumą. Na polskich porodówkach wciąż łamane są prawa kobiet, ciągle rodzące spotykają się z upokorzeniem – mówi szefowa Fundacji Rodzić po Ludzku
Doładuj
Przeładuj