Wypadek w przedszkolu
fot. AdobeStock

Wrocław: 3,5-latka poparzona przez opiekunkę w przedszkolu

Choć dziecko cierpiało, w żaden sposób nie zadbano o udzielnie pierwszej pomocy. Rodzice chcą sprawiedliwości.
Dominika Bielas
Wypadek w przedszkolu
fot. AdobeStock

Gdy oddajesz dziecko pod opiekę przedszkola oczekujesz, że opiekunowie nie tylko zadbają o właściwy rozwój twojego malucha, ale że także będą czuwać nad jego bezpieczeństwem. Każdy z nas ma nadzieję, że nic złego się nie wydarzy. Jednak jeśli doszłoby do wypadku, absolutnie każdy zdobiłby wszystko, by jak najszybciej udzielić pierwszej pomocy i ukoić cierpienie małego dziecka. Okazuje się, że nie dla wszystkich jest to takie oczywiste.

Nieszczęśliwy wypadek

W ubiegłym roku 3,5-letnia Madzia podczas leżakowania w przedszkolu została przypadkowo oblana wrzątkiem. Nauczycielka miała nieść w kubku wodę na herbatę, nagle straciła równowagę i wylała zawartość na śpiące dziecko. Zamiast udzielić pierwszej pomocy i wezwać pogodowe kobieta wzięła dziecko na kolana i puściła mu bajki. Do przedszkola zostali wezwani także rodzice dziewczynki. - Magda siedziała na kolanach pani nauczycielki, która ją oblała wrzątkiem. Miała puszczone bajki, to miało odwrócić jej uwagę. Tego widoku nie zapomnę. Magda krzyczała. Magda wyła. Magda płakała - mówi pani Małgorzata, mama dziewczynki. Dziecko nie zostało rozebrane z parzących ubranek, a rany nie zostały schłodzone pod bieżącą zimną wodą. Dopiero, gdy mama dziecka przybyła na miejsce zdarzenia rozcięła ubrana i zażądał wezwania pogotowia.

Zobacz także: Chojnice: dziecko w żłobku poważnie poparzone!
Redakcja poleca: Ukąszenia na egzotycznych wakacjach – co robić radzi pediatra [WIDEO]
W takiej sytuacji najlepiej jak najszybciej znaleźć się pod fachową opieką – radzi pediatra Łukasz Durajski. I w żadnym wypadku nie smarować miejsca ukąszenia maściami lub kremami.

Madzia przeszła piekło

Oparzeniu uległo około 16 proc. powierzchni ciała, głównie III stopnia, w tym skóra głowy, prawa część twarzy, szyja, ramię, bark, klatka piersiowa, a także palce u prawej ręki. Dziewczynka przeszła dwie operacje przeszczepu skóry, zdejmowanie szwów, wkłuwanie wenflonu - czasem kilka razy dziennie. Aby uśmierzyć ból, dostawała dożylnie morfinę. Kolejne operacje ma zaplanowane na kilka lat do przodu. Lekarze stwierdzili 70 proc. całkowitego uszczerbku na zdrowiu. W rękach i szyi dziewczynka ma przykurcze. Nie wszystkie rany dobrze się goją, ma rozległe blizny, a na głowie nie chcą rosnąć włosy. Cofnęła się w rozwoju, a na słońce może wyjść tylko w specjalnym ubraniu. Madzia już nigdy nie będzie w pełni sprawna. [content:8_457,,8_459,1_3759,8_463:ECVideo]
Rodzice chcą ulżyć dziecku. Stosują specjalne maści i plastry silikonowe, przeprowadzane są również zabiegi mające przywrócić elastyczność skóry. Do tego dochodzą codzienne masaże i rehabilitacja. Rodzice szacują, że wieloletnie leczenie Magdy pochłonie ponad milion złotych. Mają żal do pracowników placówki o to, że dziecku nie udzielono natychmiastowej pomocy, co mogłoby sprawić, że obrażenia mogłyby być mniejsze. Przedszkolanka dostała na ten moment jedynie upomnienie. Na prośbę rodziców kuratorium wysłało do przedszkoli informację o tym, że tam, gdzie są dzieci, nie może być wrzątku.

Rodzice także walczą o to, by miasto wzięło na siebie finansową odpowiedzialność za skutki wypadku. - Miasto wraz z prezydentem, jako organ odpowiedzialny za przedszkole, nie zainteresowało się losem Madzi. Dopiero po naszym mailu z sierpnia 2017 podjęło rozmowy - żalą się rodzice dziewczynki Gazecie Wrocławskiej. - Urzędnicy wolą skierować sprawę do sądu, niż pomóc naszej córce - dodają. Urząd miejski poinformował natomiast gazetę, że rodzice nie chcieli się zgodzić na opinie biegłych ws. kosztów leczenia. Ci twierdzą, że Madzia była już badana przez biegłych dwukrotnie, a kolejna wizyta byłaby dodatkowym cierpieniem. Po tym wszystkim dziecko panicznie boi się lekarzy i pielęgniarek. Rodzicie bardzo chcieliby uniknąć dodatkowych emocji związanych z sądowym procesem o odszkodowanie, jaki musieliby wytoczyć miastu.
 

Przypominamy najważniejsze zasad, co zrobić, gdy dziecko się oparzy:

  • Jak najszybciej trzeba schłodzić oparzone miejsce chłodną wodą (nie może być lodowata! Powinna mieć ok. 20 st. C.). Nie wahaj się wsadzić dziecka pod prysznic. Oparzenia I stopnia powinno się schładzać pod bieżącą wodą nawet przez 15 minut, oparzenia II stopnia około 30  minut. Przy ciężkich oparzeniach, schładzamy jedynie przez kilka minut, żeby nie wprowadzić dziecka w stan hipotermii.
  • Jeżeli oparzenie jest duże, nie ściągaj na siłę ubranka, można niestety w ten sposób bardzo uszkodzić skórę.
  • Wezwij pogotowie.
  • Można podać dziecku leki przeciwbólowe odpowiednie do jego wieku.
  • Absolutnie nie przebijaj pęcherzy jeżeli się pojawiły!
  • Nie smaruj też białkiem kurzym (nawet jeśli babcia zarzeka się, że to cudowny sposób!).

Przy oparzeniach I stopnia można użyć aerozolów chłodzących oparzenia, nie jest też wymagana wizyta w szpitalu. 
Oparzenia II i III stopnia wymagają wizyty u lekarza, który poleci najlepsze maści gojące. Warto o to zadbać, gdyż tego rodzaju oparzenia, mogą niestety pozostać na skórze w postaci blizny.

Źródło: Fakty TVN, rmf24.pl, gazetawroclawska.pl

Zobacz także:
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy