GRY

Ta matka uważa, że kiedyś rodzicom było łatwiej. Zgadzacie się?

Współcześni rodzice przesadzają, wpadają w paranoję i trzęsą się nad dzieckiem. Kiedyś było łatwiej i normalniej – tak przynajmniej uważa pewna blogerka. Przeczytajcie, dlaczego tak sądzi.
kiedyś było łatwiej być rodzicem
"Bycie współczesnym rodzicem jest okropne. Dałabym sobie usunąć rzepkę kolanową, żeby tylko móc być rodzicem w latach 70. lub 80., kiedy wszystko, co musiałaś robić, by uznano cię za dobrą matkę, to opuszczenie szyby, kiedy paliłaś w samochodzie" - tak przewrotnie rozpoczęła swój wpis na Facebooku  blogerka Bunmi Laditan, która uważa, że współczesna era informacji jest przytłaczająca dla rodziców.

Dalej kobieta opowiada o tym, jak przez przeszukiwała internet w poszukiwaniu odpowiednich witamin dla dziecka, po tym, jak dowiedziała się, że te, które jej dziecko zażywało do tej pory są "cukrowym śmieciem powodującym trąd i ADHD".

Laditan w swoim poście zwraca uwagę na coś, czemu muszą stawić czoła współcześni rodzice: nadmiar. Nadmiar wszystkiego. Produktów, absolutnie niezbędnych do życia rzeczy, opinii, kontropinii, potrzeb, podaży, popytu: "Przez 45 minut porównywałam dziecięce witaminy, czytałam opinie online i podżegające posty na blogach, niepoparte żadnymi dowodami naukowymi, których się jednocześnie boję i szanuję.

Sama mam 2 biustonosze, ale jestem gotowa wydać ponad 100 dolarów na dziecięce witaminy, probiotyki (które wyglądają jak sprasowana kokaina i są bez smaku, ale jeśli ich nie kupisz, twoje dziecko umrze) oraz suplementy".



W dalszej części postu Laditan przechodzi do opisu doświadczeń z witaminami z czasów jej dzieciństwa: "Wiecie, jakie witaminy zażywałam, kiedy byłam dzieckiem? Żadnych. Światło dnia było moją witaminą". Opowiada jak to czasami, raz do roku, mama kupowała jej jakieś witaminki, które łykała przez kilka dni, a potem wszyscy o tym zapominali.

Teraz potrzebujemy tranu, witamin, suplementów, wszystkiego. Wmawiają nam to reklamy, blogi, telewizja, inni rodzice. Tymczasem lekarze przestrzegają przed samowolnym suplementowaniem witamin u dzieci – o ile badania nie wykazują braku konkretnej witaminy lub pierwiastka, nie należy na własną rękę podawać ichdziecku. Wyjątkiem jest witamina D, którą zaleca się stosować przez cały okres jesienno-zimowy, gdyż populacyjne braki witaminy D zostały udowodnione w naszym kraju.

"Nic we współczesnym rodzicielstwie nie jest łatwe i to mnie irytuje. Widzę, jak niektórzy rodzice się na mnie patrzą, kiedy daję dziecku soczek w kartoniku. Przecież to jest sok, a nie Red Bull albo margerita" - pisze blogerka. "Więc teraz wydam równowartość rachunku za prąd na witaminy, bo w 2016 roku nie kochasz swojego dziecka, jeśli nie masz paranoi na punkcie jego zdrowia i nie chcesz wydać majątku na pastę do zębów bez barwników, która wytwarzana jest w lesie i ma smak dzikiego bzu i uprzywilejowania".

Zgadzacie się z obserwacjami Bunmi Laditan? Czy waszym zdaniem współcześni rodzice przesadzają? Kiedyś było łatwiej, a my wpadamy w paranoję? 

Zobacz też:
Redakcja poleca: Witamina D i kwasy omega: tego brakuje w diecie dzieci
Dzieci nie powinny łykać dodatkowych witamin ani suplementów diety. Ale są dwa wyjątki: witamina D i kwasy omega3. Skąd je brać? Wyjaśnia gastrolog, prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska, „Profesor Zdrówko” z programu „Wiem co jem” w TVN Style.
Doładuj
Przeładuj

Popularne tematy

To Cię zainteresuje

Narzędzia dla mam

Więcej

O tym się mówi

Przygotuj się do Świąt!