kiedyś było łatwiej być rodzicem

Ta matka uważa, że kiedyś rodzicom było łatwiej. Zgadzacie się?

Współcześni rodzice przesadzają, wpadają w paranoję i trzęsą się nad dzieckiem. Kiedyś było łatwiej i normalniej – tak przynajmniej uważa pewna blogerka. Przeczytajcie, dlaczego tak sądzi.
Karolina Stępniewska
kiedyś było łatwiej być rodzicem
"Bycie współczesnym rodzicem jest okropne. Dałabym sobie usunąć rzepkę kolanową, żeby tylko móc być rodzicem w latach 70. lub 80., kiedy wszystko, co musiałaś robić, by uznano cię za dobrą matkę, to opuszczenie szyby, kiedy paliłaś w samochodzie" - tak przewrotnie rozpoczęła swój wpis na Facebooku  blogerka Bunmi Laditan, która uważa, że współczesna era informacji jest przytłaczająca dla rodziców.

Dalej kobieta opowiada o tym, jak przez przeszukiwała internet w poszukiwaniu odpowiednich witamin dla dziecka, po tym, jak dowiedziała się, że te, które jej dziecko zażywało do tej pory są "cukrowym śmieciem powodującym trąd i ADHD".

Laditan w swoim poście zwraca uwagę na coś, czemu muszą stawić czoła współcześni rodzice: nadmiar. Nadmiar wszystkiego. Produktów, absolutnie niezbędnych do życia rzeczy, opinii, kontropinii, potrzeb, podaży, popytu: "Przez 45 minut porównywałam dziecięce witaminy, czytałam opinie online i podżegające posty na blogach, niepoparte żadnymi dowodami naukowymi, których się jednocześnie boję i szanuję.

Sama mam 2 biustonosze, ale jestem gotowa wydać ponad 100 dolarów na dziecięce witaminy, probiotyki (które wyglądają jak sprasowana kokaina i są bez smaku, ale jeśli ich nie kupisz, twoje dziecko umrze) oraz suplementy".



W dalszej części postu Laditan przechodzi do opisu doświadczeń z witaminami z czasów jej dzieciństwa: "Wiecie, jakie witaminy zażywałam, kiedy byłam dzieckiem? Żadnych. Światło dnia było moją witaminą". Opowiada jak to czasami, raz do roku, mama kupowała jej jakieś witaminki, które łykała przez kilka dni, a potem wszyscy o tym zapominali.

Teraz potrzebujemy tranu, witamin, suplementów, wszystkiego. Wmawiają nam to reklamy, blogi, telewizja, inni rodzice. Tymczasem lekarze przestrzegają przed samowolnym suplementowaniem witamin u dzieci – o ile badania nie wykazują braku konkretnej witaminy lub pierwiastka, nie należy na własną rękę podawać ichdziecku. Wyjątkiem jest witamina D, którą zaleca się stosować przez cały okres jesienno-zimowy, gdyż populacyjne braki witaminy D zostały udowodnione w naszym kraju.

"Nic we współczesnym rodzicielstwie nie jest łatwe i to mnie irytuje. Widzę, jak niektórzy rodzice się na mnie patrzą, kiedy daję dziecku soczek w kartoniku. Przecież to jest sok, a nie Red Bull albo margerita" - pisze blogerka. "Więc teraz wydam równowartość rachunku za prąd na witaminy, bo w 2016 roku nie kochasz swojego dziecka, jeśli nie masz paranoi na punkcie jego zdrowia i nie chcesz wydać majątku na pastę do zębów bez barwników, która wytwarzana jest w lesie i ma smak dzikiego bzu i uprzywilejowania".

Zgadzacie się z obserwacjami Bunmi Laditan? Czy waszym zdaniem współcześni rodzice przesadzają? Kiedyś było łatwiej, a my wpadamy w paranoję? 

Zobacz też:
Redakcja poleca: Witamina D i kwasy omega: tego brakuje w diecie dzieci
Dzieci nie powinny łykać dodatkowych witamin ani suplementów diety. Ale są dwa wyjątki: witamina D i kwasy omega3. Skąd je brać? Wyjaśnia gastrolog, prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska, „Profesor Zdrówko” z programu „Wiem co jem” w TVN Style.
Oceń artykuł

Ocena 6 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy