Samotny ojciec
fot. Adobe Stock, LIGHTFIELD STUDIOS

„Wychowałem syna samotnie, bo jego matka od nas uciekła. Teraz po latach chce mi go odebrać... Po moim trupie”

„Nie pozwolę rozwalić życia synkowi. Zrobię wszystko, żeby sąd odebrał Gośce prawa do mojego syna. Bo on jest mój, nie jej. Kiedyś nie pozwoliłem go zabić ani oddać obcym ludziom, dzisiaj nie pozwolę go wywieźć za granicę. On ma tu rodzinę i tu jest szczęśliwy”.
Samotny ojciec
fot. Adobe Stock, LIGHTFIELD STUDIOS
– Nie zapominaj, że jestem jego matką! – Gośka nie zamierza odpuścić.
 
– Teraz sobie o tym przypomniałaś? Nie znasz go, nie masz nawet pojęcia, jak wygląda twój syn!
 
– Zrobiłam błąd, lecz teraz zamierzam to naprawić – odpowiada.
 
– Nie da się tego naprawić – warczę i podrywam się od kawiarnianego stolika.
 
Niepotrzebnie w ogóle tu przyszedłem. Po co w ogóle zgodziłem się na spotkanie z byłą dziewczyną?
 
– Nie chcemy mieć z tobą nic wspólnego! – rzucam i wychodzę.
 
– Będę o niego walczyć! – słyszę za sobą jeszcze głos Gośki.
 
Dziesięć lat temu byłem świeżo po maturze, zafascynowany starszą od mnie o cztery lata studentką. Zrobiłbym dla niej wszystko, zgodziłbym się na wszystko, o co by mnie poprosiła. Na wszystko tylko nie na to. Kiedy okazało się, że jest w ciąży, rzuciła się do mnie z pretensjami, jakby to była tylko moja wina.
 
– Usunę tę ciążę! – stwierdziła. – Musisz tylko załatwić pieniądze.
 
Nie miałem kasy, ale to nawet nie to było najgorsze. Może i dałoby się jakoś skombinować trochę grosza, ale ja nie chciałem, żeby zabiła moje dziecko. Pragnąłem, żeby się urodziło, żebyśmy je razem wychowywali, patrzyli, jak rośnie, uczy się chodzić, mówić, jak wyciąga do nas rączki i cieszy się na nasz widok.
 
– Głupi szczeniak jesteś – usłyszałem, kiedy jej o tym wszystkim powiedziałem. – Nie mamy pracy, mieszkania, pieniędzy, nic nie mamy, a tobie się rodzinka marzy. Gówniarz – podsumowała.

Nie mogłem pozwolić, żeby syn trafił do domu dziecka

Może i byłem gówniarzem, może i byłem naiwny, ale z całej siły chciałem, żeby moje dziecko żyło. Sam do końca nie wiem, dlaczego Gośka nie usunęła ciąży. Być może sama tego nie chciała albo tylko mnie straszyła. W każdym razie urodziła Franka wczesną wiosną, a miesiąc później oznajmiła mi, że wyjeżdża do Londynu, a małego odda do adopcji.
 
– Albo jak chcesz to możesz go sobie wychowywać – dodała.
 
Zatkało mnie, kiedy to usłyszałem.
 
– Jak możesz, przecież on potrzebuje matki. Jest jeszcze taki malutki!
 
Na wszelkie sposoby próbowałem ją przekonać, ale w ogóle nie chciała słuchać. Przecież nie mogłem pozwolić, żeby oddała mojego synka obcym ludziom. Nie wyobrażałem sobie, że mógłbym go więcej nie zobaczyć! Gdyby nie moi rodzice, a przede wszystkim mama, nie dałbym sobie rady.
 
– Jak ty to sobie wyobrażasz? – zapytali oboje, kiedy przywiozłem maleńkiego Franka do rodzinnego domu. – Masz pojęcie, jak wygląda opieka nad niemowlakiem?
 
– Dam sobie radę – zapewniłem, a po chwili dodałem już mniej pewnie: – Przecież nie mogłem pozwolić, żeby go oddała.
 
Rodzice byli zagniewani i to nawet bardzo, ale tylko na mnie. Nie przenieśli gniewu na Franka. Wnuka pokochali od pierwszej chwili. Nawet ojciec, który początkowo udawał twardego, rozczulał się na widok małego. Przez pierwszy rok najwięcej zajmowała się Frankiem moja mama. Załatwiła sobie nawet na pewien czas urlop bezpłatny, żeby się nim opiekować. Moje wymarzone studia informatyczne musiałem odłożyć.
 
Trochę pracowałem dorywczo w serwisie komputerowym, ale głównie zajmowałem się Frankiem. Nie twierdzę, że było łatwo, bo nie było, ale bardzo kochałem swojego małego synka. Cieszyłem się, że jest ze mną i nie pozwoliłem go oddać.
Gośka wyjechała i kompletnie znikła z naszego życia. Ani razu nie zadzwoniła, nie zapytała o dziecko, czy zdrowe, jak się rozwija, nic. To przy mnie Franek uczył się chodzić, mówić i korzystać z nocnika. Kiedy po raz pierwszy powiedział „tato” prawie się popłakałem. Kumple się ze mnie podśmiewali, drwili, że jestem „mamusia Franusia”. A ja też czasem bywałem wściekły, bo wolałbym iść z nimi na wódkę albo po prostu w miasto niż siedzieć w domu z synkiem.
 
– Mama i tak dużo zajmuje się małym – stwierdził twardo ojciec, kiedy któregoś razu próbowałem zorganizować sobie wieczorne wyjście. – Nie będzie opiekowała się twoim synem, kiedy ty będziesz włóczył się nie wiadomo gdzie.
 
Dotknęło mnie to. Odtąd, choć wiedziałem, że mama by się czasem zgodziła, nie chciałem więcej prosić o wychodne.
Kiedy Franek skończył dwa lata, zapisałem go do żłobka. Mogłem teraz więcej pracować i zacząć zarabiać. Nie chciałem być na utrzymaniu rodziców i tak bardzo dużo mi pomagali. Coraz częściej myślałem o wynajęciu jakiegoś małego mieszkania, choćby kawalerki. Była chyba najwyższa pora, żebyśmy zaczęli z moim synem samodzielne życie.
 
Trochę przeciągnęło się to w czasie. Wyprowadziliśmy się z Frankiem, kiedy mały miał już cztery lata. Był świetnym, bardzo samodzielnym i mądrym maluchem. Nie wyobrażałem sobie, że mogłoby go nie być w moim życiu. To on je wypełniał i on był dla mnie najważniejszy. Wtedy po raz pierwszy zapytał mnie, dlaczego mieszkamy tylko we dwóch.
 
– Przecież dotychczas mieszkaliśmy z dziadkami, ale najwyższy czas, żebyśmy mieli własne mieszkanko – próbowałem mu wyjaśnić, chociaż wiedziałem, że zupełnie nie o to mnie pyta.
 
– A gdzie jest moja mama? – usłyszałem pytanie, którego tak się bałem. – Wszystkie dzieci w przedszkolu mają mamy – ciągnął. – Witek i Jasiek nie mają taty, ale mamy mają wszyscy, tylko ja nie…

Nie byłem na to przygotowany, chociaż powinienem

Wiedziałem przecież, że Franek w końcu o to zapyta. I może dlatego, że nie przygotowałem sobie żadnej odpowiedzi, powiedziałem mu prawdę, może bez szczegółów, ale prawdę.
 
– Twoja mama wyjechała, jak byłeś bardzo malutki.
 
– A gdzie wyjechała?
 
– Daleko za granicę.
 
– A wróci?
 
– Nie wiem, synku.
 
– To może poszukaj mi jakiejś mamy – zaproponował mi syn.
 
Popatrzyłem na niego zaskoczony. Takiej propozycji się nie spodziewałem. Ale właściwie trudno się dziwić. Franek matki nie znał, więc za nią nie tęsknił, a chciał ją mieć, tak jak wszystkie inne dzieci w przedszkolu. Sądził, że mamy można sobie poszukać.
 
– Może kiedyś – roześmiałem się. – Źle ci ze mną? – zapytałem.
 
– Dobrze – przytulił się, obejmując mnie mocno. – Ale mamy smażą naleśniki i pieką ciasteczka do przedszkola.
 
– Ciasteczka upiecze nam babcia, a naleśniki umiem zrobić.
 
– Ale Wojtek powiedział, że gotować to muszą mamy – odparł Franek.
 
– E tam, pewnie jego tata nie umie.
 
– Tak – poważnie pokiwał głową. – Ja powiem, że mój tata umie.
 
Często prowadziliśmy sobie podobne rozmowy. Franek usiłował we wszystkim mi pomagać. Może był trochę zbyt poważny jak na swój wiek, ale na pewno bardzo mądry i bystry. Kiedy skończył pięć lat, zacząłem się zastanawiać nad podjęciem studiów. Przez te wszystkie zawirowania w moim życiu nie zaliczyłem nawet pierwszego roku, więc musiałbym zaczynać wszystko od początku, ale może jednak warto. Musiałbym jednak po raz kolejny prosić o pomoc rodziców. Zaoczne studia zabierały mi weekendy, kiedy Franek nie chodził do przedszkola. Długo trwało zanim zdecydowałem się zapytać mamy, czy pomogłaby mi z Frankiem, gdybym się zdecydował wrócić na uczelnię.
 
– Oczywiście – usłyszałem krótką i zdecydowaną odpowiedź.
 
Franek poszedł do zerówki, a ja na studia. Ja uczyłem się do zaliczenia, a Franek zaczynał pisać literki. Dobrze to robiło mojemu synkowi, bo nigdy nie miał kłopotów z rysowaniem szlaczków, literek ani jakichkolwiek innych lekcji. Tata uczył się ze swoich książek, a synek ze swoich.
 
Agatę poznałem przypadkiem w studenckiej stołówce, gdzie wpadłem coś przegryźć. To ona pierwsza przysiadła się do mojego stolika. Zaczęliśmy rozmawiać, a potem już samo poszło. Była na drugim roku psychologii, miała długie włosy i ogromne granatowe oczy. Była śliczna i słodka, ale jakoś tak nie mogłem się zdecydować, żeby ją gdzieś zaprosić. Przecież w moim życiu był Franek. Miałaby chcieć wiązać się z chłopakiem z dzieckiem, kiedy rodzona matka Franka wolała fruwać po świecie?
 
W końcu chyba zmęczona moją opieszałością Aga sama zaproponowała mi kino. Wybraliśmy się w sobotę wieczór, kiedy Franek został u dziadków. Cały czas zastanawiałem się jednak co dalej.
 
– Jesteś jakiś nieobecny – zauważyła Agata. I wtedy nagle się zdecydowałem.
 
– Zapraszam cię jutro do nas na obiad – powiedziałem.
 
– Do nas? – spojrzała zdziwiona. – To znaczy do kogo? – uśmiechnęła się.
 
– Chciałbym ci kogoś przedstawić.
 
– Kogo?
 
– To niespodzianka. Przyjdziesz?
 
– Przyjdę – zgodziła się. – Chociaż muszę przyznać, że mnie nieco zaniepokoiłeś. Nie jestem pewna, czy lubię tego typu niespodzianki…
 
Przyszła, chociaż do ostatniej chwili obawiałem się, że zadzwoni i powie, że coś jej wypadło. Stanęła w drzwiach i cały czas wpatrywała się w małego, który zaciekawiony wyglądał zza drzwi swojego pokoiku.
 
– Witaj. To jest Franek, mój syn… – przedstawiłem małego.
 
– Syn? – powtórzyła. – A żonę też masz? – rozejrzała się.
 
– Nie – pokręciłem głową. – Nigdy nie miałem, jesteśmy tylko we dwóch.
 
Zjedliśmy obiad, który osobiście ugotowałem, a potem poszliśmy wszyscy razem na lody i na spacer. Franek, mimo że jeszcze rok wcześniej kazał mi szukać dla siebie mamy, teraz podchodził do Agaty z rezerwą. Mało się odzywał i tylko przyglądał jej się podejrzliwie. Dopiero wieczorem, kiedy mały zasnął, opowiedziałem całą naszą historię.
 
– Nie mogę uwierzyć – stwierdziła.
 
– W co?
 
– Że można zostawić własne dziecko – odparła. – Zostawić i tak po prostu o nim zapomnieć…
 
– Jak widać, można.
 
– Jesteś wspaniałym facetem, Maciek – powiedziała cicho. – Podziwiam cię, że dałeś sobie radę. Naprawdę…
 
– Nic takiego nie zrobiłem – wzruszyłem ramionami.
 
Chciałem jeszcze powiedzieć, że teraz, kiedy już wszystko wie, może albo zrezygnować ze znajomości ze mną, albo zaakceptować Franka, ale czułem przez skórę, że mogłaby się obrazić na tak postawioną sprawę. Nie zaryzykowałem.
Agata zachowywała się tak, jakby facet samotnie wychowujący dziecko był czymś najzupełniej normalnym. Wpadała do nas coraz częściej, pomagała Frankowi w lekcjach, czasem szykowała dobrą kolację, a na noc wracała do akademika.
 
– Zostań na noc – prosiłem.
 
– A co powiesz rano Frankowi? – odpowiedziała pytaniem.
 
– Jak to co? – zdziwiłem się. – Prawdę, powiem, że bardzo cię kocham…

 Dopiero Franek załatwił za nas tę sprawę

– Tato, czy Agata będzie teraz moją mamą? – zapytał mnie któregoś razu.
 
– Nie wiem, synku – odpowiedziałem jakoś tak bezradnie.
 
– Mogłaby być – stwierdził mój synek.
 
– Fajna jest, nada się. Tylko mogłaby z nami mieszkać – dodał po chwili.
 
– Chciałbyś?
 
W odpowiedzi mocno pokiwał głową. Ale ja byłem głupi. Już dawno powinienem Agacie to zaproponować. Chyba nie miałem doświadczenia z dziewczynami. No cóż, kiedy koledzy chodzili na podryw, ja niańczyłem niemowlaka.
 
– Agatko… – postanowiłem załatwić sprawę zaraz następnego dnia. – Co byś powiedziała na zamieszkanie ze mną? To znaczy, z nami, ze mną i z Frankiem?
 
Twarz jej się rozświetliła. Jeszcze zanim się odezwała, wiedziałem, że trafiłem, że chce i się zgodzi.
 
– Już myślałam, że nigdy mi tego nie zaproponujesz – westchnęła. – Miałam wrażenie, że tak naprawdę nie chcesz nikogo dopuścić do waszego życia.
 
– Chcę, bardzo chcę – zapewniłem.
 
– Ja nie oddam swojego pokoju – zaznaczył zdecydowanie mój syn. – Musicie zmieścić się w dużym.
 
– Zmieścimy się – roześmiała się Aga.
 
Od tej pory żyliśmy jak rodzina. Franek bardzo szybko zaczął mówić na Agatę „mamo”, a ona nie protestowała.
Zajmowała się nim naprawdę jak matka. Niedawno kupiłem swojej dziewczynie pierścionek i miałem szczery zamiar się oświadczyć.

O Gośce zupełnie zapomniałem. Do czasu, kiedy tydzień temu zadzwoniła do mnie i poprosiła o spotkanie. Okazało się, że jest w Polsce, przyleciała na trochę. A teraz dowiedziałem się, że chce spotykać się z Frankiem i chciałaby go odzyskać, ponieważ bardzo za nim tęskni i nie może bez niego żyć.
 
Plotła takie głupoty, że nie miałem sił słuchać. Będzie mi wmawiać, że za nim tęskni? Przecież w ogóle go nie zna, nawet nie wie, jak mały wygląda. Nie ma pojęcia, co on lubi, czego się boi, jakie stopnie ma w szkole. Za nic nie oddam jej Franka. Niech się nawet do niego nie zbliża, niech nawet nie próbuje. To Agata jest matką dla Franka, nie Gośka.
 
Nie pozwolę rozwalić życia synkowi. Zrobię wszystko, żeby sąd odebrał Gośce prawa do mojego syna. Bo on jest mój, nie jej. Kiedyś nie pozwoliłem go zabić, ani oddać obcym ludziom, dzisiaj nie pozwolę go wywieźć za granicę. On ma tu rodzinę i tu jest szczęśliwy.

Maciek, 29 lat

Czytaj także:
Redakcja poleca: Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]
Na co dzień tak jak i Wy jesteśmy mamami. Z wszystkimi tego, radosnymi i nie tylko radosnymi, konsekwencjami. Posłuchaj, co jest najpiękniejsze w byciu mamą dla dziewczyn z Mamotoja.pl i... napisz nam swoją własną historię!
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy