mama, dziecko, chłopiec, rozmowa, lato

Kotlet daje porządność, czyli wychowanie oczami dorosłych i dzieci

Znacie to: z wychowaniem dzieci jest jak z regałem z Ikei – składasz go z wielu kawałków, a potem modlisz się, żeby się nie rozleciał. Myślisz, że bywa trudniej? Zatem koniecznie przeczytaj ten tekst.
Magda Klimkowska
Konsultacja: Beata Chrzanowska-Pietraszak, pedagog specjalny, psycholog, terapeuta rodzinny
mama, dziecko, chłopiec, rozmowa, lato

Mam w domu regały z Ikei, stoją kilka lat i nie wyglądają, jakby się miały rozpaść. Mam nadzieję, że podobnie uda mi się z dziećmi. Choć nie jest łatwo. Na razie często mam poczucie, że działam na oślep albo że przesadzam z wymaganiami, by po chwili ganić się za rozpuszczanie. Na szczęście dzieci mnie nie biją, nie plują na babcie, słuchają (zazwyczaj) tego, co do nich mówimy. Ale dzieci, które oglądam w telewizji, czasem mnie przerażają (bo przeklinają, kopią, plują, nigdy nie słuchają). Chodzi o dzieci z rodzin, które szukają pomocy u różnych telewizyjnych niań. Zresztą ja też nieraz szukałam pomocy (na szczęście wystarczyło kilka telefonów do zaprzyjaźnionych psychologów). Co się dzieje? Czy nie potrafimy dobrze i spokojnie wychowywać dzieci? Postanowiłam o tym porozmawiać z Beatą Chrzanowską Pietraszak, mamą dwóch chłopców, która na co dzień pracuje z dziećmi i rodzicami oraz od lat odpowiada na listy na łamach „Mamo, to ja”.

Oglądałaś „Supernianię”?

Tak, oglądałam. Nagrałam nawet wszystkie odcinki!

Chciałabyś być taką supernianią?

Dokładnie taką jak polska superniania? Chyba nie. Choć sama brałam udział w castingu do tego programu, ale szybko odpadłam. Teraz, oglądając go, mam czasami mieszane uczucia. Chociaż – zacznę od tego – uważam, że to dobry pomysł, by pokazywać ludziom, że można wychowywać dzieci bez przemocy i konsekwentnie. To na pewno, ale... Po pierwsze, nie wierzę, że rodzinę, tzn. zachowania dzieci i dorosłych, można zmienić tak szybko, jak to pokazuje się w programie. Druga moja wątpliwość dotyczy sposobu traktowania rodziców przez supernianię.

Zobacz też: Tego nigdy nie rób - 5 rzeczy niszczących samoocenę dziecka

Wytyka im błędy. To chyba dobrze?

Czasami robi to dość brutalnie. Bywa, że żal mi tych rodziców. Choć może akurat ci konkretni tego potrzebują? Szkoda, że na ekranie telewizora to nie zawsze fajnie wygląda. A może w telewizji nie da się tego inaczej pokazać? Nasza niania mówi do rodziców: macie robić tak i tak. Bo tak jest dobrze, a wy robicie źle. I już. Moim zdaniem to nie zawsze wystarczy! Nie wierzę, że są na świecie rodzice, którzy chcą zrobić dziecku krzywdę (poza jakimiś patologiami, ale o nich nie mówimy). Wielu rodziców wie, czego nie powinno robić, ale czasami nie potrafi od razu tak postępować.
Kiedy przychodzi do mnie mama niejadka, wiem, że najlepszym sposobem na takiego smyka jest jego „przegłodzenie”, czyli zrezygnowanie z przekąsek między posiłkami. Pierwsze i drugie śniadanie, obiad, podwieczorek i kolację trzeba przygotować, ale jeśli maluch nie zje posiłku, to należy schować jedzenie i nie pitrasić już niczego nowego, tylko poczekać do kolejnego. Wiem jednak, że nie każda mama jest na to gotowa. Są takie, które zrobią to na siłę, „przez rozum”. Ale cały czas będą tym tak zestresowane, że dziecko to wyczuje. I wtedy całe to „głodzenie” zdaje się psu na budę!

Zobacz też: Jak sprawić, by dziecko Cię słuchało - 4 sposoby

Czyli najpierw trzeba popracować z mamą, by ją przekonać do jakiegoś rozwiązania? Może to my, rodzice, częściej potrzebujemy pomocy, a nie dzieci?

Tak jest! A poza tym przecież dzieci są takie, jakimi pozwalamy im być. Tak, wiem, rodzice powiedzą, że nie pozwalają dzieciom, by były niegrzeczne. Może nie wprost. Ale dają im na tę niegrzeczność przyzwolenie, np. przez brak konsekwencji czy reakcji na dziwne zachowania malucha. Poza tym one uczą się, obserwując. Są jak lustro...

A „Pogotowie niań”? Na razie jest tylko zachodnia edycja. Polega to na tym, że kilka niań ogląda film nadesłany przez rodzinę i wybiera spośród siebie jedną nianię, która pomoże najlepiej.

Tak, znam ten program. I podoba mi się pomysł, że jest wiele niań, a nie jedna. Wydaje mi się, że na tym nie koniec, że takich programów, w których ktoś pomaga rodzicom naprawić błędy wychowawcze, będzie jeszcze więcej. Bo jest na nie spore zapotrzebowanie.

No właśnie, skąd ich popularność?

Myślę, że wiele rodzin, które się zgłaszają do tego typu programów, to są naprawdę zdesperowani ludzie, którzy bardzo potrzebują pomocy. I jest im już wszystko jedno, czy ich domowe kłopoty zobaczą miliony ludzi przed telewizorem. Ale myślę też, iż pewna grupa ludzi próbuje w ten sposób... pójść na łatwiznę. Wierzą, że przyjdzie jakaś niania, poprzykręca różne śrubki i wszystko szybko się poprawi. Kilka razy rodzice prosili mnie o to w przychodni. Prosili, żebym przyszła do domu, popatrzyła, jak się zachowuje ich dziecko, i pomogła. Mówili, żebym szybko „naprawiła im dzieciaka”.

Zgodziłaś się?

Nie. Bo zachowania dziecka nie da się zmienić ot tak. Zresztą uważam, że przywożenie malucha na spotkania z psychologiem to jest pewien – tak to nazywam – wysiłek terapeutyczny. Jeśli złe zachowanie dziecka wynika z tego, że chce zwrócić na siebie uwagę, to te godziny spędzone z nim na dojazdach bardzo dużo mu dają. Sama to przeżyłam, kiedy urodził się mój młodszy syn. Wtedy starszy nagle zaczął często chorować. Po wielu poszukiwaniach trafiliśmy do „czarodzieja”, który leczył metodami niekonwencjonalnymi. Wiadomo, że zdesperowana mama chorującego dziecka naprawdę zrobi wiele i w różne rzeczy uwierzy... Na te terapie trzeba było jeździć dwa razy w tygodniu i to przez kilka miesięcy. Synka zawoził mój mąż, bo ja opiekowałam się młodszym. W tym czasie rozmawiał z nim, wymyślał różne historie, żeby małemu się nie nudziło. Spędzili ze sobą wiele godzin – w gabinecie, w poczekalni, w drodze do domu. I co? Choroby zniknęły! Do dzisiaj nie wiem, co tak naprawdę mu pomogło.

Zobacz też: 5 zdań, których nienawidzi dziecko

Ty też uważasz, że wszystkie kłopoty biorą się z naszego zapracowania, zabiegania? Tylko czy to się da zatrzymać, szczególnie teraz? Kto może sobie na to pozwolić?

Nie, spokojnie. Ja uważam, że poważny kryzys rodziny trwa, od kiedy bardzo popularny stał się tzw. model rodziny małej, dwupokoleniowej. Mama, tata i dziecko. Młodzi ludzie wyprowadzają się do dużych miast (lub zmieniają miasta, szukając pracy – tak, jak od lat się to dzieje w Ameryce) i tam są samotni. Daleko od babć, cioć, kuzynów. Kiedyś było inaczej. Dziecko zaczynało być niegrzeczne, mama się martwiła, ale mogła pogadać z kuzynkami, siostrami, ciotkami. Albo szła do jednej z nich i widziała, że u niej synek nie jest takim łobuzem. Słuchała, jak ciotka mówi do małego, przyglądała się, mogła naśladować. A dziś? Mamom trudniej jest podpatrywać inne kobiety z rodziny.

Ale, proszę, poradź coś takiej mamie! Co ona, biedna, ma zrobić? Może rzeczywiście tylko telewizja jej została?

Po pierwsze, inne mamy można spotkać w piaskownicy. I porozmawiać z nimi o ich sposobach np. na niejadka czy złośnika. Po drugie, jest internet i chociażby takie pismo jak „Mamo, to ja”. A poza tym, oglądając programy, w których nianie pomagają dzieciom i rodzicom, też można wiele się nauczyć!

Czego można się nauczyć?

Na przykład tego, że warto się bawić z dziećmi (i jak to robić). Że warto razem jeść. Że metoda „time out” z karnym jeżykiem często działa. Można się dowiedzieć, jak nagradzać za dobre zachowanie.

Ale czy to nie jest trochę jak płacenie za dobre oceny?

A co w tym złego?!

Ja byłam tak wychowywana, że to nie jest fajne. Że mam się uczyć dla siebie, a nie dla pieniędzy.

No, właśnie, tak nas wychowywano. Nie ma nic złego w płaceniu drobnych sum za dobre stopnie. „Dla siebie” dzieci są w stanie uczyć się, gdy mają 18 lat. Wcześniej uczą się dla nauczycielki, dla rodziców. Nagradzanie za dobre uczynki nie jest niczym złym. Miodem się muchy bierze!

Czyli dawać słoneczka za dobre zachowanie?

Oczywiście, że dawać, a potem za te słoneczka przyznawać nagrody. A kiedy zdarzy się zły dzień (złamanie zasad przez dziecko), nie zabierajmy przyznanych wcześniej słoneczek! Raczej odbierzmy jakiś przywilej (nie oglądasz dziś dobranocki). Dajmy odczuć dziecku konsekwencje swego zachowania (jeśli smyk chce wyjść na spacer, ale nie zgadza się założyć bucików, to ze spaceru nici).

Co na to dzieci?

Wpisałam w Google hasło „wychowanie”. Pierwszy link – wikipedyczna definicja, drugi – piosenka T.LOVE „Dziękuję mamie i tacie za opiekę, za ciepło rodzinne i kłótnie przy kolacji...”. Pamiętacie? Piękna rzecz. A Muniek Staszczyk na teledysku taki młody... Polecam! Trzeci link był strzałem w dziesiątkę! Maluchy mówią o wychowaniu (to prawdopodobnie fragment audycji Kasi Stoparczyk z radiowej Trójki). Oto kilka cytatów (zachowaliśmy dziecięcą wymowę):
- Jak wychować dziecko, żeby wyrosło na porządnego człowieka? Zeby duzo jadło. Jedzenia. Kotlet daje poządność, a sulówka jest zdlowa na ocy. Tseba dziecku duzo zabraniać, bo mu się po plostu psewlóci w głowie. Ale dziecko tseba psytulać. Poządnie psytulać. Dlaczego porządnie? Zeby było dzielne, umiało sobie podciągnąć spodnie.
- Jak wygląda taka osoba, która jest bardzo dobrze wychowana? Ma duzo piniędzy! I dobze wychowany cłowiek jest piękny!
- A kiedy dobre wychowanie może przydać się najbardziej? Psyda się, jak się idzie z dziewcyną na randkę, ale nie mozna jej bić. A co można robić? Na psykład pocałowywać, psytulać, puscać oko. I tseba płacić za jej desel.
- A czy dobre wychowanie może w czymś przeszkadzać? Tak, w nolmalnym zyciu!

Zobacz też: 4 zdania zakazane podczas wychowania dziecka

Tylko dla dorosłych!
Beata Chrzanowska apeluje, by programów, w których nianie rozwiązują rodzinne problemy, nigdy nie oglądać z dziećmi. Dlaczego?
1. Pokazują złe wzorce. Z pięciolatkiem nikt nie będzie rozmawiał o tym, że nie trzeba wcale się natrudzić, by brać narkotyki – wystarczy na osiedlu poszukać dilera. Bo jest ryzyko, że gdyby maluch miał szansę, poszedłby szukać dilera, skoro „mama mówiła, że on tam jest”. Jeśli dziecko zobaczy, że jego rówieśnik w telewizji bije bliskich, najpierw może powiedzieć, że to brzydkie. Ale co, jeśli w stresującym momencie (mama nie chce kupić batonika) przypomni mu się to i sam tego spróbuje?
2. Odkrywają karty. Dzieci zapamiętują taktyki podpowiadane przez nianie i kiedy rodzice próbują je stosować w domu, nie robią one na malcach dużego wrażenia. Nie działają już tak, jak powinny.
3. Straszą. Dorota Zawadzka wielokrotnie przyznawała, że denerwuje ją straszenie dzieci supernianią. Ona kocha maluchy i chce im pomagać. Wychowywanie oparte na strachu nie jest dobrą strategią.
Redakcja poleca: Jak reagować na histerię dziecka [WIDEO]
Wielu rodziców, których dziecko robi sceny w miejscach publicznych, zastanawia się, jak reagować na histerię dziecka. W takiej sytuacji nie warto zwracać uwagi na reakcję i krytyczne uwagi otoczenia. Najważniejsze jest zapewnienie maluchowi bezpieczeństwa. Na rozmowę przyjdzie czas, gdy dziecko się uspokoi.
Beata Chrzanowska-Pietraszak
Konsultacja: Beata Chrzanowska-Pietraszak, pedagog specjalny, psycholog, terapeuta rodzinny

Pracuje w poradni Uniwersytet dla Rodziców oraz w Gabinecie Psychologicznym Filtrowa w Warszawie.

Oceń artykuł

Ocena 6 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy