dr Preeti Agrawal
fot. Sebastian Borowski

Narodziny mamy - wywiad z dr n. med. Preeti Agrawal

„Rodząc dziecko, rodzisz siebie. Nawet jeżeli coś w twoim życiu było nie tak, teraz urodzisz siebie jako nową istotę” – o ciąży, porodzie i byciu mamą mówi dr n.med. Preeti Agrawal.
Beata Turska
dr Preeti Agrawal
fot. Sebastian Borowski

Przedstawiamy wam niezwykłą lekarkę, do której przyjeżdżają kobiety z całej Polski. Pochodzi z Indii, ale mieszka i pracuje we Wrocławiu. Uważa, że „zdrowie to bardziej podróż niż stacja przeznaczenia”. W swojej praktyce łączy medycynę naturalną z medycyną konwencjonalną. Zobaczcie, co dr n. med. Preeti Agrawal, ginekolog położnik, mówi o ciąży, porodzie i byciu mamą.

Co poradziłaby Pani mamie, która właśnie urodziła dziecko?

dr n. med. Preeti Agrawal: By pozwoliła sobie pomóc. W tradycji hinduskiej świeżo upieczonej mamie pomagają inne kobiety: teściowa, siostry i ciocie gotują, sprzątają. Takie „matkowanie matce” to piękna tradycja. Dzięki niej mama może zająć się tylko dzieckiem i  sobą, nabrać sił, zadbać o dietę, odpocząć… To działa: depresja poporodowa występuje tam rzadko i jest mniej problemów z karmieniem piersią, bo ilość i jakość pokarmu zależą od kondycji psychicznej i fizycznej mamy.

O czym jeszcze warto pamiętać tuż po porodzie?

– Że poświęcanie się to nie jest zdrowa forma macierzyństwa. Żaden człowiek (młoda mama też!) nie powinien być więźniem, kimś, kto nie ma prawa zająć się sobą, zaspakajać swoich potrzeb. Jak mówi stara mądrość: nie da się czerpać wody z pustej studni. Żeby opiekować się kimś, trzeba mieć siłę, a żeby ją mieć, trzeba najpierw zaopiekować się sobą.

A czego potrzebuje dziecko?

– Naszej miłości, bliskości, dotyku, ciepła. Dla jego rozwoju kluczowe jest to, jak się do niego odnosimy, a nie ilość gadżetów, którymi je otoczymy. Nie potrzebuje np. baterii kosmetyków. Jego skóra jest jak gąbka: chłonie wszystko, co na nią nakładamy. Trzeba stosować tylko to, co naturalne i niezbędne, np. naturalne oleje jadalne, bogate w witaminy A i E (np. rzepakowy, migdałowy).

Cofnijmy się do porodu. Jak to jest, że choć nigdy nie był tak bezpieczny jak teraz, kobiety bardzo się go boją, co widać np. po liczbie cesarek na życzenie?

– To dlatego, że dysponując wiedzą i technologią, zapomnieliśmy o tym, co najważniejsze: ludzkość dotrwała do dziś nie dzięki cesarskiemu cięciu, aparatom do KTG i zastrzykom oksytocyny, ale dlatego że istnieje doskonały mechanizm, który służy temu, co biologicznie dla nas najważniejsze: przekazywaniu życia. Nauka powoli zaczyna „odkrywać” to, o czym dawne kultury i medycyna Wschodu wiedziały od zawsze: nasze ciała, tak jak ciała zwierząt, wiedzą, jak rodzić. Problem w tym, że im nie wierzymy, bo wolimy ufać technologii. Efekt? Poród nie jest prowadzony naturalnie, tak jak przewidziała to natura. Kobietom każe się rodzić w niefizjologicznej pozycji: na wznak. To go spowalnia, więc podaje się oksytocynę, która sprawia, że skurcze stają się boleśniejsze i potrzebne są środki przeciwbólowe. Jedna interwencja prowadzi do kolejnej. Rodząca staje się obiektem działań położnej i lekarza, a nie najważniejszym uczestnikiem porodu.

Dlaczego nie ufamy naturze?

– Lekarzy uczy się, że poród trzeba monitorować, by wychwycić zagrożenia i w porę interweniować. To dobrze, ale nie uczy się ich, że gdy dojdzie już do pełnego rozwarcia, następuje przerwa, której organizm rodzącej potrzebuje, aby zmobilizować siły do wypchnięcia dziecka. Dlatego najczęściej podają oksytocynę. Czują, że muszą pomóc natychmiast. Myślę, że to podejście zaczęło dominować, gdy za przyjmowanie porodów wzięli się mężczyźni ze swoją potrzebą pełnej kontroli, nastawieniem, by wszystko szło szybko i sprawnie. A poród wymaga cierpliwości... W Polsce dużo się ostatnio pod tym względem zmieniło, ale tzw. poród naturalny nadal trudno nazwać w pełni naturalnym.

Czy można dziś rodzić w pozycji innej niż leżąca?

– To zależy od szpitala i tego, czy są w nim odpowiednio przeszkolone położne. Ale i tak, gdy tylko pojawia się lekarz, rodząca zwykle musi położyć się na plecach.

Może lepiej rodzić w domu? Czy to opcja dla każdego?

– Absolutnie nie. Natura i podążanie za nią jest ważne, ale ważne jest także poczucie bezpieczeństwa, które daje współczesna medycyna. Póki co nie mamy wsparcia od strony systemu. To nie jest Anglia, gdzie można liczyć na karetkę, która czeka na sygnał w pełnej gotowości. Uważam, że na poród w domu powinny się decydować jedynie zupełnie zdrowe, świetnie przygotowane kobiety, które mogą liczyć na profesjonalną pomoc w razie jakichkolwiek komplikacji.

Co w takim razie „skazana” na szpital przyszła mama może zrobić, aby być bliżej natury, bardziej sobie zaufać?

– To, co zależy od niej: może dbać o siebie i pracować nad swoim nastawieniem. Jeśli kobieta jest dobrze przygotowana do porodu, poradzi sobie także w szpitalu. Od kilku lat przyszłe mamy mogą przygotowywać plan porodu. To fajna sprawa – dzięki niemu wiadomo, czego oczekują, czego nie chcą. Są świadome, znają swoje prawa i mogą je egzekwować.


Kiedy warto zacząć przygotowania do porodu?

– Najlepiej na etapie planowania ciąży. Zdrowie rodziców, zwłaszcza matki, ma ogromny wpływ na zdrowie dziecka, które ma być poczęte. Chodzi nie tylko o ich stan fizyczny, ale i emocjonalny, relacje między nimi oraz to, czy oboje są gotowi na powiększenie rodziny. W dawnych kulturach wiedziano o tym dobrze: aby gleba wydała zdrowy plon, sama musi być zdrowa. Dziś kobietom wydaje się, że wystarczy brać kwas foliowy.

Nie wystarczy?

– Nie. Warto przyjrzeć się swojemu życiu, zadać sobie kilka pytań. Czy jestem zdrowa, pełna energii, radosna? Czy się wysypiam? Czy ruszam się na świeżym powietrzu? A może jestem ciągle zmęczona, często się przeziębiam, całymi dniami tkwię przed komputerem? Czy zdrowo jem? Może sięgam głównie po fast food i przetworzone jedzenie? To nie są banalne sprawy. Nie bez powodu tak wiele dzieci ma teraz alergie, problemy ze zdrowiem, zachowaniem. Jak mają ich nie mieć, jeśli np. mama pracuje dwanaście godzin na dobę albo ma depresję, tata za dużo pije, oboje jedzą byle co, między nimi się nie układa, a do tego dochodzą nierozwiązane traumy z dzieciństwa? W takich warunkach samo poczęcie czasem graniczy z cudem…

Wtedy kobieta trafia do lekarza...

– …i on poznaje jej jajniki, jajowody, macicę. A co z nią, z jej emocjami? Macica nie jest oderwana od człowieka i tego, co on czuje. Stres może spowodować zatrzymanie miesiączek lub sprawić, że będą nieregularne. Może uniemożliwić poczęcie, bo przecież nasz organizm nie wie, czy bierze się on z?kłopotów w pracy, z niemożności zajścia w ciążę, z problemów w związku czy z tego, że jest wojna. Stres to kortyzol i adrenalina, biochemiczny sygnał zagrożenia. A skoro jest zagrożenie, to lepiej nie sprowadzać na świat dziecka.

To dlatego kobiety, które decydują się na adopcję, często ni stąd ni zowąd zachodzą w ciążę?

– Tak, bo ich stres ustaje, a ciało dostaje sygnał: zagrożenie minęło. Kiedyś ludzie wiedzieli to wszystko bez badań naukowych. Rozumieli, że jeśli ma być dużo dzieci, rodzice muszą być zdrowi i spokojni. Wszystkim na tym zależało, więc otaczali ich troską, pozytywnymi rytuałami.

W książce „Odkrywam macierzyństwo” pisze Pani, że kobiety powinny trafiać do szkół rodzenia już na początku ciąży.

– Tak, bo byłoby im łatwiej właściwie odczytywać sygnały, które wysyła ich ciało, np. ból. Gdy kobietę we wczesnej ciąży zaczyna boleć brzuch, wpada w panikę, boi się, że poroni. Nie myśli, że siedziała dziesięć godzin przed komputerem w pozycji, która uniemożliwia prawidłowe krążenie. Nie wierzy, że ból to sygnał: nie rób tak, odpocznij! Pędzi do lekarza, dostaje leki. Nie zawsze potrzebnie. Każda przyszła mama powinna wiedzieć, że ciąża to dla organizmu czas wielkiej zmiany, że narządy od początku przygotowują się do cięższej niż zwykle pracy, że w związku z tym będzie senna, zmęczona, będzie potrzebowała odpoczynku. To jest normalne. Zawsze mówię swoim pacjentkom: „Nie walcz z ciałem, zrób to, czego ono chce. Zwolnij tempo, odpocznij, prześpij się. Właśnie tego ci trzeba. Nie tabletek”.

A co na ciążowe dolegliwości?

– Można sobie radzić wieloma domowymi sposobami, np. na mdłości dobry jest imbir, cytryna, zioła, lekkostrawna dieta bogata w witaminę B6. Co ciekawe, zdrowe, przygotowane do ciąży, dbające o siebie kobiety mają mniej kłopotów. I odwrotnie. Bywa, że np. silne wymioty mają podłoże emocjonalne. Lekarze rzadko o tym myślą. Przepisują leki.

Zobacz także: Domowe sposoby na ciążowe dolegliwości

Co jeszcze możemy dla siebie zrobić w czasie ciąży?

– Nie wolno karmić swoich lęków czytaniem o wszystkich możliwych komplikacjach. Niektóre przyszłe mamy boją się przez to tak bardzo, że chętnie nie wychodziłyby od lekarza. Dziecko rozwija się prawidłowo, ale one wciąż chcą się upewniać, że wszystko jest w porządku. Nie warto tak się zadręczać. Lepiej otoczyć się tym, co pozytywne, oglądać piękne filmy, czytać piękne książki.

W jaki sposób stres mamy wpływa na dziecko?

– Bezpośrednio. Jeśli mama jest w stresie, to w jej krwi rośnie poziom kortyzolu. A jeśli rośnie u niej, rośnie też u dziecka. To źle, bo dzieci mam, które były w ciąży ciągle zestresowane, mogą być w przyszłości bardziej narażone na różne problemy: nerwicę, kłopoty z koncentracją, może nawet autyzm. Ludzie wiedzieli to już przed tysiącami lat i dlatego chronili kobiety w ciąży przed wszystkim, co złe, otaczali je opieką.

A co z lękiem przed porodem? Trudno się go nie bać...

– Warto, bo poród to doświadczenie budujące poczucie własnej wartości. Mówię kobietom: „Rodząc dziecko, rodzisz siebie. Nawet jeżeli coś w twoim życiu było nie tak, teraz urodzisz siebie jako nową istotę. Doświadczysz olbrzymich emocji: skrajnego bólu, ale i ogromnej, wynagradzającej ten ból, niespotykanej w żadnym innym momencie życia radości. To zostanie w tobie na zawsze – pokonałaś trudności, wygrałaś. Jesteś silna”. Często radzę też ciężarnym, aby tańczyły, bo to rozluźnia miednicę, produkuje endorfiny. Lęk przed porodem można także pokonać np. przez wizualizacje.

Zobacz także: Niesamowity taniec kobiety w 40 tygodniu ciąży - film

W czym ona pomaga?

– W zmianie „oprogramowania”. Kobieta, która ciągle słyszy, że poród to koszmar i cierpienie, koduje te informacje i na to się nastawia. Zaczyna rodzić i jest okropnie. A jak ma być inaczej, skoro jest przerażona? Wizualizacje mogą zmienić ten „program”, przekonać ją, że jej ciało jest stworzone do rodzenia. Że sobie poradzi.

Jaką ma Pani radę dla jadącej rodzić przerażonej kobiety?

– Trudno udzielać rad, jeśli nie widzi się osoby i nie można wyczuć, na czym polega jej problem. Powiedziałabym: „Dotrwaliśmy do dziś dzięki wszystkim kobietom, które rodziły przez tysiące lat. Ty też dasz radę. Słuchaj swojego ciała i rób, co ci mówi. Robisz to dla dziecka, a?ono nigdy nie będzie potrzebowało cię bardziej niż teraz. Potrafisz. Nie poddasz się. Zniesiesz ból. A gdy będzie już po wszystkim, będziesz najszczęśliwszym człowiekiem na świecie”.

Zobacz także: Jak oddychać w czasie ciąży i porodu radzi dr n. med. Preeti Agrawal

dr n. med. Preeti Agrawal, ginekolog położnik, pochodzi z Indii, ale od ponad 20 lat prowadzi praktykę w Polsce, łączy wiedzę medycyny konwencjonalnej z medycyną naturalną, psychosomatyczną i tradycyjną medycyną Wschodu. Założyła Szkołę Świadomego Macierzyństwa i klinikę Integrative Medical Center we Wrocławiu.
Redakcja poleca: Czy warto zapisać się do szkoły rodzenia – film
Jeśli wciąż masz wątpliwości czy szkoła rodzenia jest ci potrzebna, ten film jest dla ciebie. O za i przeciw mówi nasz psycholog Adriana Klos.
Oceń artykuł

Ocena 6 na 4 głosy

Zobacz także

Popularne tematy