Noworodek śpi w szpitalu z mamą
fot. Fotolia

"Płakałam i krzyczałam z bólu i bezsilności". Blogerka, Joanna Pachla o porodzie

"Robienie cesarki w tym momencie to byłaby już głupota!" – powiedziała lekarka ciężarnej ze wskazaniami do cesarskiego cięcia. Przeczytaj jej wstrząsającą historię!
Hanna Szczesiak
Noworodek śpi w szpitalu z mamą
fot. Fotolia
Fundacja Rodzić po Ludzku od ponad 20 lat walczy o godne traktowanie ciężarnych i młodych mam. O tym, że polskie szpitale dalekie są od ludzkiego traktowania rodzących, przekonała się Joanna Pachla, autorka bloga Wyrwane z kontekstu. W poruszającym wpisie na blogu opisała, jak została potraktowana przez personel jednego z warszawskich szpitali. Takich historii jest o wiele więcej, jednak nikt o nich głośno nie mówi!

"Już ja Wam opowiem, jak się rodzi w Polsce..."

"Już ja Wam opowiem, jak się rodzi w Polsce po ludzku" – napisała autorka bloga Wyrwane z kontekstu. Jej historia to kolejny w głos w dyskusji o prawach kobiet na porodówce i walce o zachowanie obecnych standardów okołoporodowych, które w wielu szpitalach i tak nie są przestrzegane.

Pięć lat temu u pani Joanny zdiagnozowano mięśniaka macicy. Jak sama przyznała, decyzja o dziecku zapadła "świadomie, ale i pod presją czasu" – jedynym skutecznym sposobem usunięcia tego typu guza jest usunięcie go wraz z macicą. Mięśniak był jednoznacznym wskazaniem do cesarskiego cięcia. Już od początku ciąży pani Joanna i lekarz prowadzący wiedzieli, że cesarka jest najbezpieczniejszym rozwiązaniem, a poród naturalny mógłby zagrażać jej zdrowiu oraz zdrowiu dziecka. Dodatkowym wskazaniem do cesarki był paniczny lęk przed porodem naturalnym potwierdzony zaświadczeniem od psychiatry.
Redakcja poleca: Ortopedyczne wskazania do cesarskiego cięcia
Kiedy ortopeda może zalecić poród przez cesarskie cięcie?

"Na zmianę płakałam i jęczałam"

Pierwsze skurcze pojawiły się 31 marca, kilka dni przed datą planowanej cesarki. Gdy pani Joanna trafiła do szpitala, położono ją na sali porodowej. Musiała się upewniać, że na pewno zostanie przeprowadzone cesarskie cięcie. "Około dwudziestej wyłam już z bólu. Skurcze były coraz częstsze, miałam wrażenie, że coś od środka miażdży mi kości. Bolało wszystko – nawet każdy krok Pawła wokół łóżka. Kiedy przychodził kolejny skurcz, krzyczałam, że ma się nie ruszać. Na zmianę płakałam i jęczałam. Paweł kilkukrotnie wychodził po pomoc. Czy ją znalazł? A gdzie tam. Kiedy przyszła lekarka, przyciągnęła ze sobą stado studentów, chociaż nikt mnie o zgodę nie pytał" – opisuje na blogu. Podczas USG lekarka nie mogła znaleźć mięśniaka. "Do akcji wkroczyła druga lekarka. Po kolejnych dziesięciu minutach orzekła, że to chyba jest to – u góry, po lewej stronie. Nie pomogły zapewnienia, że przecież tyle lat był u dołu, po prawej. Usłyszałam, że mięśniaki mogą się w ciąży przemieszczać" – pisze. W związku z domniemanym przemieszczeniem mięśniaka lekarka oznajmiła, że w tej sytuacji najprawdopodobniej nie ma przeszkód, by rodzić naturalnie. Gdy pani Joanna się nie zgodziła, lekarka kazała jej czekać. Odmówiła również poluzowania taśmy do KTG, która była zawiązana tak mocno, że pani Joanna miała wrażenie, że "przebije mi się przez skórę prosto do kręgosłupa". Zamiast pomóc rodzącej wyszła z sali. Dopiero studenci pomogli ją poluzować.

"Robienie cesarki byłoby głupotą!"

Planowany termin operacji minął, ból i bezsilność były coraz większe. Minęło już pięć godzin czekania na wolną salę. Gdy wróciła lekarka, oznajmiła, że "robienie cesarki w tym momencie byłoby głupotą", a rozwarcie wynosi już 6 cm. Pani Joanna poprosiła wtedy o znieczulenie. Chociaż zazwyczaj podaje się je przy 3 lub 4 cm rozwarcia, nie przy 6 cm, lekarka stwierdziła, że niedługo może je podać. Gdy pani Joanna poprosiła o odpięcie pasów od KTG i możliwość skorzystania z toalety, usłyszała, że to niemożliwe, bo jeszcze urodzi do muszli. Wtedy interweniował jej partner. "W końcu uratował mnie Paweł. Ja byłam tak przerażona i obolała, że zgodziłabym się urodzić im nawet mamuta. To on stanowczo zażądał cesarki. Powołał się na wskazania i odmówił zgody na poród naturalny. Nie wyobrażacie sobie, jak bardzo ta lekarka była wtedy wściekła. Od razu zawieziono mnie na salę operacyjną, która o dziwo okazała się wolna. Kazano mi przenieść się z łóżka na łóżko w chwili, kiedy trwał kolejny skurcz. Błagałam, żeby zaczekali tych kilkadziesiąt sekund, że ja już z bólu nie mogę. Wtedy jedna z kobiet przerzuciła mnie siłą, a ja usłyszałam, że gdyby miała same takie pacjentki jak ja, to już dawno nabawiłaby się urazów kręgosłupa. Zanim pozwoliły mi się położyć, miałam coś jeszcze podpisać. Nie wiem, co, ale podpisałabym wtedy wszystko. Przyszedł kolejny skurcz, więc z bólu nie byłam w stanie utrzymać długopisu" – opisuje na blogu. Gdy podczas mierzenia ciśnienia dostała silnych dreszczy, których doświadcza wiele rodzących, usłyszała, że powinna przestać się "telepać".

W czasie operacji okazało się, że mięśniak nie przemieścił się i to nie jego lekarka widziała na USG. Chociaż lekarka nakłaniała panią Joannę do porodu naturalnego, mięśniak stanowił realne zagrożenie dla zdrowia jej i jej dziecka. Zanim lekarka zszyła brzuch, dzwoniła do ordynatora, by zapytać, co zrobić z mięśniakiem. Zapytała o zdanie pani Joanny, która oznajmiła, że nie wie, bo nie jest lekarzem. Usłyszała wtedy, że "to jej macica, więc kto inny ma za nią decydować".

Całą historię pani Joanny przeczytacie na blogu Wyrwane z kontekstu.

Rodzące traktowane gorzej niż zwierzęta?

Od 2012 r. w Polsce obowiązuje Rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie standardów postępowania medycznego przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych z zakresu opieki okołoporodowej sprawowanej nad kobietą w okresie fizjologicznej ciąży, fizjologicznego porodu, połogu oraz opieki nad noworodkiem – czyli dobrze znane standardy okołoporodowe. Teoretycznie, ciężarna ma prawo głosu w czasie porodu – może prosić o znieczulenie, pić, może jej towarzyszyć partner lub bliska osoba, ma prawo zadecydować o pozycji, w której chce rodzić. Historia pani Joanny pokazuje, że teoria ma niewiele wspólnego z praktyką. Jeśli mimo wyraźnych wskazań do cesarki kobieta jest zmuszana do porodu naturalnego, a przy tym jest traktowana przez personel bez szacunku, jak będą traktowane ciężarne po zmianie ustawy i wycofaniu obowiązujących standardów? Zgodnie z nowelizacją ustawy, od 1 stycznia 2019 roku opieka, jaką otrzyma kobieta podczas porodu, będzie zależała od lekarza i zwyczajów panujących w szpitalu. Chamstwo i brak szacunku dla ciężarnej mogą stać się codziennością – o ile już nią nie są.

Jeśli chcecie opowiedzieć swoje historie, piszcie na adres hszczesiak@edipresse.pl.

Zobacz także: Zmiany w opiece okołoporodowej od 1 stycznia 2019 roku!

Źródło: Joanna Pachla/Wyrwane z kontekstu
Oceń artykuł

Ocena 5 na 6 głosy

Zobacz także

Popularne tematy