zabawa, niemowlę, mama

Zabawa to świetna sprawa

Zabawa, która ma przynieść maluszkowi korzyść musi być przyjemna – i dla niego, i dla ciebie. Nauka i rozwój to tylko „efekty uboczne” waszych wygłupów na dywanie!
Konsultacja: Beata Chrzanowska-Pietraszak, pedagog specjalny, psycholog, terapeuta rodzinny
zabawa, niemowlę, mama
Przewijanie? Przereklamowane, po kilku próbach mogłam to robić z zamkniętymi oczami. Karmienie? Trochę trudniejsze, ale też jakoś poszło. Najgorzej było z – jak to się mówi na koloniach – czasem wolnym. Maluszek przewinięty, nakarmiony, wyspany: tylko czekał, aby się z nim pobawić. A w mojej głowie była tylko pustka! Zabawa z niemowlęciem – myślałam – to bardzo odpowiedzialne zajęcie. Nie mogę tego zepsuć. Muszę wybrać dla mojej córeczki coś edukacyjnego. Z drugim dnem. Wpajającego zasady życia w społeczeństwie. Przekazującego właściwe wartości. Kształtującego postawę etyczną. Ratunku!!! Okazało się, że znajome mamy mają podobne dylematy, ale na szczęście udało mi się znaleźć trzy takie, którym zabawa z niemowlęciem nigdy nie sprawiała trudności. Marta miała wtedy ośmiomiesięcznego synka i pracę na cały etat. Joasia po urlopie macierzyńskim zdecydowała się zostać w domu razem ze swoją córeczką. Kinga – samotna mama bliźniąt. Wszystkie, choć zabiegane i żyjące w wiecznym niedoczasie, zawsze znalazły czas (i siłę!) na zabawę z dziećmi. Ich sekret? Zwyczajnie i po prostu – robiły to, co sprawiało im radość. Zamiast skupiać się na walorach edukacyjnych, po prostu obserwowały, czego potrzebują ich dzieci i cieszyły się z bycia razem. To było to, czego szukałam! Poprosiłam, aby zdradziły mi swoje zabawowe hity.

Patrz mi w oczy!
Śmieszne miny, naśladowanie zwierząt albo przedrzeźnianie maluszka to świetna rozrywka dla was obojga. A do tego jaka rozwijająca! Podczas zabawy „twarzą w twarz”, maluszek uczy się np. odczytywać twoje emocje. Przygląda się też ruchom twoich warg i języka a potem próbuje je powtórzyć. Efekt? Szybciej gaworzy i wymawia pierwsze słówka!

DOBRY POCZĄTEK DNIA
Kiedy smyk jest wyspany i najedzony, wtedy jest najlepsza pora na turlanie się po dywanie albo słuchanie skocznych rytmów. Podczas ruchowych zabaw malec (oprócz oczywiście tego, że ćwiczy koncentrację i równowagę) śmieje się od ucha do ucha!

JOASIA: kręgle
Kasia zawsze uwielbiała toczyć piłeczkę, ale szybko mi się znudziło zwykłe przetaczanie tam i z powrotem. Nauczyłam więc moje prawie roczne dziecko zabawy kręglami! :) Ustawiałyśmy trzy puste butelki po wodzie albo budowałyśmy wieżę z klocków i starałyśmy się w nie trafiać piłką. Ja robiłam to z końca pokoju, Kasia siadała dwa kroczki od kręgli, walka więc była jak najbardziej wyrównana!

KINGA: domowa impreza
Zawsze lubiłam tańczyć i udało mi się tym zarazić moje dzieci – wystarczy włączyć muzykę, by zaczęły podrygiwać. Kiedy były małe, tańczyłam z nimi, trzymając je w ramionach. Gdy nauczyły się chodzić, tańczyliśmy razem w kółeczku. Pokazywałam im też, jak tańczy się „kaczuchy” albo jak wróbelki trzepoczą skrzydełkami w tańcu. Nie wiem, kto się lepiej bawił: one czy ja...

MARTA: tor przeszkód
Kiedy Staś nauczył się pełzać, pokazałam mu, jak przeciskać się przez tunel zrobiony z tekturowego pudełka. Od razu pokochał tę zabawę! Pełzał tam i z powrotem – nawet kilkanaście razy. Im był starszy, tym nasz tor przeszkód bardziej się rozrastał: doszły poduchy z sofy, drugi tunel ze zwiniętej luźno karimaty, schodek ze starej encyklopedii. Czasem mały musiał nieźle się nagłowić, aby znaleźć drogę od jednej ściany do drugiej :)


NA ŚWIEŻYM POWIETRZU
Popuśćcie wodze fantazji! Co prawda maluch jeszcze nie będzie stawiał babek ani nie popędzi na hulajnodze, ale i tak będzie świetnie się bawił na spacerze.

JOASIA: błotne kąpiele
Kiedy Kasia miała siedem miesięcy, wyjechaliśmy na wakacje nad morze. Moja mama straszyła mnie, że z tak małym dzieckiem to tylko się wynudzimy, bo ani się kąpać, ani opalać... Było wprost przeciwnie! Moja mała uwielbiała plażę. Obsypywałam jej nóżki ciepłym piaskiem albo brałam w dłonie trochę piaskowego błota i obkładałam nim Kasię. Potem mojego brudaska brałam na ręce i delikatnie zanurzałam w ciepłej morskiej wodzie.

KINGA: gra w kolory
Kiedy moje maluchy były jeszcze za małe na piaskownicę albo samodzielne dreptanie, przypinałam do budki ich wózka kolorowe wstążeczki albo balony. Ich taniec na wietrze fascynował moje szkraby! W lecie dawałam im do rączek młode, pachnące listki: mogły je gnieść, wąchać, wkładać do buzi. Prosta zabawa, ale ja byłam dumna, patrząc, jak chłoną świat za pomocą wszystkich zmysłów.

MARTA: samoloty
To był przebój pierwszych wakacji mojego synka. Trzymając Stasia pod paszkami, delikatnie kołysałam go w lewo i w prawo. W tym czasie on unosił główkę i rozglądał się ciekawie po okolicy – przecież z góry widać o wiele więcej, niż kiedy się leży na płasko w wózku.

W KUCHNI
Nie ma chyba fajniejszego placu zabaw niż domowa kuchnia. Tu wszystko może być zabawką (i to jak najbardziej edukacyjną!), a na dodatek maluch może bawić się sam, kiedy ty jesteś zajęta gotowaniem.

JOASIA: polowanie na węże
Bardzo wcześnie zaczęłam uczyć Kasię samodzielnego jedzenia, a naszym hitem była zabawa makaronem. Gotowałam dosłownie kilka nitek spaghetti, studziłam je i rozkładałam na tacy przed małą. Makaron wyślizgiwał się z rączek, ale Kasia nie poddawała się łatwo. Chwytała, ściskała, ciągnęła, a także – co właśnie było moim celem – w końcu kilka kawałków lądowało w buzi.

KINGA: porządkowanie misek
Moje maluchy jeszcze zanim skończyły roczek, siadywały na podłodze i przyglądały się, jak gotuję. Aby im się nie nudziło, dawałam im kilka plastikowych misek różnej wielkości. Wkładały je jedna w drugą, budowały z nich wieżę, rozstawiały po całej kuchni, a ja mogłam spokojnie dokończyć gotowanie zupki.

MARTA: wielki dmuch
Teraz, zaraz, natychmiast – oto były (i są!) ulubione słowa Stasia! Gdy był głodny, od razu zaczynał się awanturować. No, chyba że miał coś ciekawszego na oku niż jedzenie ;) Sadzałam go więc w jego krzesełku, kładłam przed nim np. płatki kukurydziane, dmuchany ryż, dawałam do rączki plastikową rurkę i pokazywałam, jak może przez nią dmuchać. Jaki był dumny, gdy ryż czy płatki się poruszały!


KOŁYSAĆ SIĘ WŚRÓD FAL...
Woda wspaniale stymuluje zmysły dziecka. Kiedy tylko uda się przekonać maluszka, że kąpiel to nic strasznego, możecie bawić się w wannie na tysiąc sposobów.

JOASIA: deszczyk
Kasia i kąpiel? Oj, nie było łatwo. Mała długo nie mogła przekonać się do wody. Ale jedna rzecz zawsze ją uspokajała: delikatny, ciepły deszczyk z butelki. Na ten pomysł wpadłam, kiedy Kasia miała chyba trzy albo cztery miesiące. Nakłułam cyrklem dno plastikowej butelki w kilkunastu miejscach, nalałam ciepłej wody i delikatnie polewałam „prysznicem” brzuszek córeczki, tak aby woda lekko ją łaskotała. Dziś, kiedy Kasia ma cztery lata, nadal czasem bawimy się w tę zabawę.

KINGA: łowienie meduz
Tę zabawę uwielbiałam sama, kiedy byłam mała! Moja mama wrzucała do wody kilka kolorowych kawałków jadalnej galaretki (albo zamrożone kostki lodu) i zachęcała mnie, abym je wyławiała, zanim się całkowicie rozpuszczą. Moim maluchom też spodobało się łowienie meduz, choć gdy były malutkie, dziwiły się, że „meduzy” po jakimś czasie znikają. Patrzyły tymi swoimi okrągłymi oczkami i szukały choć jednej ocalałej galaretki, którą mogłyby złapać i przecisnąć przez paluszki.

MARTA: motorówka
Mój synek nigdy nie umiał usiedzieć spokojnie ani chwili – tak samo było w wodzie. Machał rączkami, wierzgał nogami – nieraz musiałam ratować go przed całkowitym zanurzeniem. Nigdy nie bał się wody – dlatego uwielbiał, kiedy w kąpieli odwracałam go na brzuszek, kładłam na swoim zanurzonym w wodzie przedramieniu i „woziłam” po wodzie, naśladując motorówkę. Sama nie mogłam się powstrzymać wtedy od śmiechu!

WIECZORNE WYCISZENIE
Nie masz sił na wygłupy, skoki i śpiew co sił? Na szczęście nie wszystkie zabawy wymagają tak głębokich pokładów energii.

JOASIA: Masażyki paluszkami
Gdy Staś był mały, brałam go do siebie do łóżka i bawiliśmy się w zabawy paluszkowe: „Sroczka kaszkę warzyła”, „Idzie kominiarz po drabinie”, „Przeszły słonie, przeszły konie...” Mój synek nigdy nie był pieszczochem i nie przepadał za przytulaniem, ale na takie rymowanki-masażyki chętnie się godził.

MARTA: Śpiący dzidziuś
Pierwsze miesiące po urlopie macierzyńskim były straszne. Wracałam do domu padnięta i marzyłam o chwili spokoju, ale Staś czekał gotowy do wygłupów. Był taki okres, że codziennie namawiałam go do zabawy w „usypianie dzidzi”. Kładłam się na podłodze z zamkniętymi oczami (czasem chrapałam dla lepszego efektu), a on mnie okrywał swoją pieluszką tetrową, układał mi koło głowy misie, albo kładł się mi na brzuchu i tak leżeliśmy przytuleni. Po kilkunastu minutach takiego relaksu znowu czułam, że żyję.

KINGA: Puszczanie baniek
Wystarczy trochę płynu do baniek (np. kupionego albo zrobionego według przepisu: 1 litr wody + 2 łyżki płynu do mycia naczyń + 1 łyżeczka gliceryny), rozcięta na końcu rurka i kubeczek. Nie zliczę godzin, spędzonych na puszczaniu baniek. Leżeliśmy na dywanie i obserwowaliśmy całą trójką, jak unoszą się w powietrze i pękają. Pamiętaj, jak Antoś i Nela miały chyba osiem miesięcy i wyciągały rączki, aby złapać mieniące się kule. To był piękny widok.

Baw się z malcem
Beata Chrzanowska, psycholog, podpowiada:
- Ucz się od dziecka. Rodzicielstwo to wspaniała okazja do osobistego rozwoju. Bawiąc się z malcem, uczymy się cierpliwości, uważnego patrzenia na potrzeby swoje i innych. Przezwyciężamy myślowe schematy, kreatywnie podchodzimy do problemów. Pod wpływem maluszka możemy też odkryć w sobie dziecko: tę część naszej osobowości, która odpowiada za radość, przyjemność i zabawę. 
- Nie bój się. Zamiast zastanawiać się, czy pełzając po dywanie się ośmieszasz (odpowiedź brzmi: nie!) albo co powiedzą inni, słysząc, jak gugasz nad wózkiem, spróbuj bez napinania się, bez poczucia, że „muszę”, po prostu bawić się z dzieckiem. Zabawa ma być przyjemnością, okazją do kontaktu. To olbrzymia korzyść!
- Poznaj siebie. Nie przepadasz za zabawami z malcem? Zastanów się, czy sama byłaś dzieckiem „bawiącym się”, czy raczej „uczącym się”? Wychowanie maluszka pozwala niejako nadrobić to, czego brakowało nam, kiedy byłyśmy małe. Teraz masz szansę poznać przyjemność zabawy!

Redakcja poleca: Jak wspierać rozwój dwulatka - film
Dzięki prostym, codziennym czynnościom możesz pomóc dziecku prawidłowo się rozwijać. Co warto robić? Wyjaśnia pediatra.
Beata Chrzanowska-Pietraszak
Konsultacja: Beata Chrzanowska-Pietraszak, pedagog specjalny, psycholog, terapeuta rodzinny

Pracuje w poradni Uniwersytet dla Rodziców oraz w Gabinecie Psychologicznym Filtrowa w Warszawie.

Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy