GRY
 
 

Mama na wyprzedaży

Miejsce akcji: popularna sieciówka. Osoby: mama. Cel: wyglądać olśniewająco. Efekt: cztery siaty ubrań...dla dzieci.

mama na wyprzedaży
fot. fotolia.com

Zakupoholiczka? Nie! Matka!

Sezonowa wyprzedaż to wspaniała okazja, żeby wreszcie wziąć się za siebie i za niewielkie pieniądze zamienić ten rozciągnięty dres na ładną sukienkę albo elegancki sweterek. Tyle teorii. W praktyce okazuje się, że zatłoczony dział damski omijam szerokim łukiem, za to dziecięcy przyciąga mnie jak magnes i po prostu nie potrafię mu się oprzeć! Nie, nie jestem zakupoholiczką. Jestem matką.
Redakcja poleca: Jak prać i prasować ubranka niemowlaka - film
Sprawdź, jak długo prasować ubranka małego dziecka i w czym najlepiej je prać.

Tylko jedna bluzka 

Miałam plan: wejdę do sklepu tylko na 10 minut, wybiorę sobie JEDNĄ bluzkę i wyjdę. Bez stresu, bez rujnowania domowego budżetu (przecież to z wyprzedaży) i w ten prosty sposób zachwycę męża i koleżanki w pracy. Cóż, bluzkę rzeczywiście wybrałam szybko, ale mój plan nie przewidywał, że tuż obok kasy jakiś sprytny marketingowiec umieścił dział dziecięcy. 

Dział dziecięcy

Moje dzieci nie chodzą gołe, ale przecież nic nie zaszkodzi trochę popatrzeć - tak pomyślałam. Godzinę później wciąż tam byłam. Nie mogłam się oprzeć maleńkim sukieneczkom, pastelowym sweterkom i chłopięcym bluzom, które nie miały nieusuwalnych plam ani pourywanych suwaków (w przeciwieństwie do ubrań mojego 6-letniego syna urwisa). Ceny - powiedzmy sobie szczerze-  były umiarkowanie atrakcyjne, za to wzory i kroje, zwłaszcza dla dziewczynek, wspaniałe. Widząc te śliczne ubranka rozmarzyłam się, że moja córeczka w nowej, słodkiej spódniczce usiądzie wreszcie spokojnie nad układanką, zamiast wspinać się po meblach, a jej starszy brat w pięknej koszuli będzie ochoczo mył zęby i grzecznie odrabiał lekcje, zamiast grać w piłę w salonie. 

Marzenia matki

Matka to istota naiwna - zapłaciłam za moje marzenia...trzy razy więcej niż za swoją JEDNĄ bluzkę. Na pocieszenie (głównie samej siebie) dodam, że w kolejce do kasy spotkałam inną matkę. Też stała z naręczem ciuchów dla dzieci. Widząc jak podaję kasjerce maleńkie sukieneczki, które miały przeistoczyć moją półtoraroczną łobuzicę w aniołka, westchnęła i powiedziała do męża "gdybyśmy mieli córkę, kupowalibyśmy takie ubranka". Po czym zwróciła się do mnie "bo widzi pani, ja mam trzech synów..." 

Moja córka jak wspinała się na meble, tak dalej się wspina. Układanka leży nietknięta. Za to ja mam swoje śliczne maleńkie sukieneczki...w szafie. Teraz marzę, że któregoś dnia córka wreszcie pozwoli sobie którąś założyć. 
Doładuj
Przeładuj