Zmusiłam siostrę do usunięcia ciąży
fot. Adobe Stock, mitarart

„Zmusiłam nastoletnią siostrę do usunięcia ciąży. Bałam się, że sobie nie poradzimy. Dziś wiem, że bardzo ją skrzywdziłam”

Teraz wiem, że powinnam poszukać pomocy dla siostry. Ona była o wiele za młoda i o wiele za wrażliwa, żeby udźwignąć ciężar, który ją spotkał.
Zmusiłam siostrę do usunięcia ciąży
fot. Adobe Stock, mitarart
Po latach wiem, że za wszystko w życiu trzeba odpokutować. I ja też muszę.

Zawsze byłam zżyta z młodszą siostrą Alą. To ja przejęłam nad nią faktyczną opiekę, gdy mamę zwolniono z pracy za picie. Pilnowałam, żeby odrabiała lekcje, gotowałam jej cienkie zupy z tego, co udało się kupić za pieniądze z opieki społecznej, a po nocach prałam jej ubrania.

Nic dziwnego, że Ala traktowała mnie bardziej jak matkę niż jak siostrę

To mnie zwierzała się z tego, że dzieci w klasie się z niej śmieją. To do mnie przybiegała, gdy nauczyciel skrzywdził ją niesprawiedliwym słowem. I to mnie pierwszej powiedziała, że się zakochała. Miała wtedy zaledwie szesnaście lat. Szybko zorientowałam się, że coś się zmieniło.

Zwykle zamknięta w sobie, przygnębiona, zawstydzona, Ala nagle jakby rozpromieniała jak słońce.

To miłość mojego życia, naprawdę! Jestem taka szczęśliwa – powtarzała z roziskrzonymi oczami.

Nie pochwalałam tego związku. Chciałam, żeby Ala skończyła szkołę i znalazła porządny zawód, który pozwoli jej wyrwać się z alkoholowej biedy popegeerowskiej wsi, w której się wychowałyśmy. Ale niech ktoś spróbuje zatrzymać nastoletnią miłość… Mój wpływ na siostrę nie sięgał tak daleko. Ala zaczęła całe dnie spędzać z Wojtkiem.

Na skutki nie trzeba było długo czekać

Jakoś przed wakacjami zauważyłam, że siostra popłakuje po kątach. Jej wygląd też się zmienił. Ala, która do tej pory chętnie podkreślała swoje wdzięki krótkimi spódniczkami i opiętymi bluzeczkami, teraz zaczęła kryć się za workowatymi bluzami dresowymi.

– Kochanie, powiedz mi, czy ty aby nie jesteś w ciąży? – spytałam pewnego dnia z głupia frant.

Ala tylko wybuchła płaczem. Więcej nie musiała mówić. Historia była klasyczna. Kiedy Wojtek dowiedział się o dziecku, stwierdził, że on się na takie kłopoty nie pisał i po prostu zniknął z życia mojej siostry. Została z brzuchem i zawiedzionymi nadziejami. Na rodziców nie mogła liczyć. Zostałam jej tylko ja.

– Pomożesz mi wychować maleństwo? – szepnęła tamtego dnia, kiedy jej tajemnica wyszła na jaw. – Ja czuję, że to jest chłopiec. Będę go tak kochała…
– Coś wymyślę – obiecałam, chociaż miałam wrażenie, że te słowa zaważą na całym naszym życiu.

Prawda jest taka, że ani przez chwilę nie brałam pod uwagę tego, że Ala urodzi swoje pierwsze dziecko.

Nie miałyśmy pieniędzy, ona nie miała nawet osiemnastu lat

Miałam wobec siostry własne plany. Miała skończyć szkołę i wyjść na swoje. Dziecko te plany rujnowało. Aborcja w szpitalu nie wchodziła w grę. Nie dałoby się tego załatwić bez angażowania rodziców, a wiedziałam, że choć nasza matka większość dnia spędzała w pijackim zamroczeniu, nigdy nie pochwaliłaby pomysłu usunięcia ciąży.

Nie raz i nie dwa słyszałam, jak żałosnym tonem powtarzała, że ja i Ala to najlepsze, co przydarzyło jej się w życiu… Niedobrze mi się robiło od takich deklaracji. Uważałam ją za najgorszą matkę na świecie, ale wiedziałam, że nie mogę jej wtajemniczyć w nasz – a tak naprawdę mój – plan.

W tajemnicy przed Alą zaczęłam dowiadywać się od znajomych, jak umówić się na zabieg przerywania ciąży za granicą. Koleżanka poleciła mi klinikę na Słowacji. Nie miałam pieniędzy na opłacenie samego zabiegu ani na podróż, ale udało mi się pożyczyć od koleżanek. Resztę dopełniła „chwilówka”. Nie wiem dlaczego, ale byłam przekonana, że Ala będzie mi wdzięczna za te wszystkie zabiegi, które dla niej podjęłam.

Ale moja siostra wydawała się tylko oszołomiona pomysłem

– Naprawdę myślisz, że to najlepsze, co mogę zrobić? – powtarzała jak w transie. – A gdybym tak po prostu urodziła Michałka? To przecież moje dziecko…

Nie wiem, co mnie bardziej zirytowało. Czy upór Ali, która dotychczas słuchała mnie we wszystkim, czy to, że swojemu nienarodzonemu dziecku nadała już imię. W każdym razie tamtego dnia wybuchłam tak, jak nigdy wcześniej.

– Jak ty to sobie wyobrażasz?! – krzyczałam. – Gdzie on się będzie chował?! Na jaki świat ma przyjść?! Gdzie będzie mieszkał?! Ma leżeć w barłogu z naszym ojcem czy może patrzeć, jak babcia się upija?! Co dasz mu do jedzenia?!

Ala patrzyła na mnie coraz szerzej otwartymi oczami i coraz mocniej kuliła się w sobie. Więcej już nie protestowała. Następnego dnia rano bez oporu wsiadła do samochodu koleżanki z pracy, która zgodziła się zawieźć nas do kliniki…

Niewiele pamiętam z tego dnia

Bałam się, że siostra będzie histeryzowała albo że ktoś będzie robił trudności z tego powodu, że jest niepełnoletnia, ale nic takiego się nie stało. Ala dobrze zniosła zabieg, nie uskarżała się nawet specjalnie na ból. Przez całą drogę siedziała milcząca, bez słowa patrząc przez szybę, jakby ktoś ją zamroził.

Nie próbowałam wyciągać jej z tego stanu. Miałam nadzieję, że czas zrobi swoje i Ala w końcu upora się z tym, co ją spotkało. Ale nie miałam racji. Po powrocie z kliniki moja siostra bardzo się zmieniła. Większość czasu spędzała w domu. Przestała spotykać się ze znajomymi, przestała się uśmiechać. Nawet nasi rodzice zauważyli, że coś jest nie tak.

– Czy ona nie ma tej, jak jej tam, depresji? – zapytał nawet raz ojciec.

Zmierzyłam go pogardliwym spojrzeniem.

– Każdy miałby depresję w takim domu – warknęłam.

Teraz wiem, że powinnam poszukać pomocy dla siostry. Ona była o wiele za młoda i o wiele za wrażliwa, żeby udźwignąć ciężar, który ją spotkał. Ale ja wtedy byłam przekonana, że siostra jest niesprawiedliwa i nie docenia tego, co dla niej zrobiłam.

Oddaliłyśmy się od siebie

Dlatego nie miałam skrupułów, żeby w dniu osiemnastych urodzin Ali wyprowadzić się nareszcie z rodzinnego z domu.

– Jesteś dorosła, żyj jak umiesz – powiedziałam jej na odchodne.

Ala tylko spojrzała na mnie pustym wzrokiem, tak zimnym, że aż mnie ciarki przeszły. Nie chciałam tego wzroku pamiętać, tak jak nie chciałam pamiętać niczego, co wiązało się z rodzinnym domem. Wynajęłam niewielkie mieszkanko w mieście. Robiłam wszystko, żeby zapomnieć, skąd pochodzę.

Pracowałam po kilkanaście godzin na dobę, odkładałam pieniądze. Kiedy ktoś pytał mnie o rodzinę, ucinałam rozmowę, sucho stwierdzając, że nie mam nikogo. Ludzie taktownie się wycofywali. Tak upłynęło kilka lat. Dzięki wytrwałej pracy udało mi się skończyć studia i dochrapać kierowniczego stanowiska w dużej firmie.

I wtedy poznałam Marcina

Wcześniej unikałam mężczyzn, ale teraz, kiedy samotność zaczęła coraz mocniej pukać do moich drzwi, jego towarzystwo było balsamem na moje serce. Spokojny, taktowny, kilka lat starszy ode mnie i – co bardzo ważne – już ustawiony w życiu.

Niewątpliwie był mężczyzną, na którego czekałam. Niedługo później wzięliśmy ślub. Nie uroczystość nie zaprosiłam nikogo z rodziny. Nie utrzymywałam już wtedy kontaktu z rodzicami. Od czasu do czasu dochodziły do mnie tylko wieści o siostrze. Słyszałam, że Ala zaczęła zadawać się z niewłaściwym towarzystwem i sięgać po narkotyki.

Wszystko to docierało do mojej głowy jak przez gęstą mgłę. Jest dorosła, żyje, jak chce – powtarzałam sobie, gdy nocą dopadały mnie wyrzuty sumienia. Ja nie mam z tym nic wspólnego. Zrobiłam dla niej, co mogłam.

Marcin nie ukrywał, że jak najszybciej chciałby założyć rodzinę

– Długo na to czekałem. W końcu spotkałem kobietę, z którą chcę mieć dzieci – powtarzał ciągle.

Jego pragnienie szybko stało się moim. Zaczęliśmy starania. Ale przychodziły kolejne miesiące, a później lata, a upragnione dwie kreski na teście ciążowym się nie pojawiały. Zaczęły się wizyty u lekarzy. Większość z nich bezradnie rozkładała ręce.

– Jakaś blokada psychiczna – powtarzali jak mantrę – Fizycznie nie ma przeszkód, żebyście zostali państwo rodzicami.

Marcin nie mówił tego wprost, ale czułam, że go rozczarowałam. Zaczęły się coraz późniejsze powroty do domu, wymówki… Wiedziałam, że oddalamy się od siebie i że jeśli szybko nie dam ukochanemu tego, czego najbardziej pragnie, nasze życie rozpadnie się jak domek z kart. I wtedy, po sześciu latach nieudanych prób, kiedy już straciliśmy nadzieję, zaszłam w ciążę. Marcin oszalał z radości.

– Będę cię nosił na rękach – powtarzał. – Tak bardzo się cieszę, że będę ojcem.

Jeszcze zanim dostaliśmy oficjalne potwierdzenie w badaniach USG, Marcin powiedział, że czuje, że to syn.

– Po prostu to wiem – stwierdził, by po chwili dodać stanowczo: – I będzie się nazywał Michałek.

Aż mnie zmroziło na te słowa

Co miałam powiedzieć? Że takie samo imię moja siostra wybrała dla swojego nigdy nienarodzonego syna? Przez zaciśnięte zęby wyjąkałam tylko:

– Wolałabym, żebyśmy wspólnie wybrali imię. To nie jest moje ulubione. Nie kojarzy mi się najlepiej.
– A mnie wprost przeciwnie – Marcin ścisnął mnie mocno za rękę. – Nigdy ci tego nie mówiłem – pochylił się nade mną, zniżając głos do szeptu: – Ale zanim urodziłem się ja, moja mama była w ciąży. To miał być mały Michałek. Niestety, nie doszło do szczęśliwego rozwiązania. Jakaś infekcja wewnątrzmaciczna. Ale wtedy obiecałem mamie, że jeśli będę miał kiedyś syna, nazwę go właśnie Michałek… Nie rób mi tego, proszę. Przez tyle lat nie mogłem spełnić obietnicy. Pozwól mi zrobić to chociaż teraz.

Co miałam powiedzieć? Przecież zależało mi na Marcinie, a jego historia chwytała za serce. Jaką opowieścią mogłam odpowiedzieć? Co by pomyślał o swojej czułej, troskliwej żonie, gdyby dowiedział się, co wiele lat wcześniej zrobiłam swojej siostrze? Nie powiedziałam więc ani słowa i robiłam, co mogłam, żeby pogodzić się z myślą, że noszę w brzuchu małego Michałka.

Ale to nie było łatwe. Co noc zaczęły dręczyć mnie sny. Widziałam w nich zrozpaczoną Alę, która patrzyła na mnie tym swoim pustym wzrokiem, który miała, gdy wracałyśmy wtedy z kliniki…

Pewnego dnia zadzwoniłam nawet do siostry, ale nie odebrała telefonu

Mogłam tylko zgadywać, że albo była w takim stanie, że nie mogła odebrać, albo nie chciała ze mną rozmawiać. Nie wiem, co chciałam jej powiedzieć. Czy na cokolwiek po tylu latach zdałoby się jej moje „przepraszam”? A może chciałam tylko błagać, żeby przestała budzić mnie w środku nocy.

Może wierzyłam, że jej wybaczenie przyniesie mi ukojenie, którego tak pragnęłam… Nie dane mi się było tego dowiedzieć. Dziesięć tygodni przed terminem obudził mnie jak zwykle sen, w którym Ala oskarżycielsko na mnie patrzyła. Ale to nie było wszystko.

– Marcin… Coś się dzieje… Łóżko jest całe mokre… – szepnęłam otumaniona.

Później wszystko potoczyło się jak na filmie w przyspieszonym tempie. Szalona jazda do szpitala, słowa lekarza, z których wyłowiłam tylko „poród się rozpoczął dziesięć tygodni za wcześnie… wody odeszły”…

Później niewiele już pamiętam

Michał przyszedł na świat w wyniku cesarskiego cięcia. Nigdy nie zapomnę momentu, gdy zobaczyłam go po raz pierwszy. Był niewiele większy od torebki cukru.

– Na razie wiemy, że państwa synek ma poważną wadę serca – usłyszeliśmy poważny głos lekarza. – Narządy nie zdążyły się prawidłowo wykształcić. Czas pokaże, czy wszystko inne jest w porządku.

Tamtej nocy Ala śniła mi się po raz ostatni. Pochylała się nad łóżeczkiem mojego synka, a oczy lśniły jej tak, jak lśniły dawno temu, gdy była szczęśliwa i zakochana i tak bardzo chciała mieć dziecko.

– A więc jednak jesteś, Michałku – powtarzała, usiłując podnieść moje maleństwo z łóżeczka.
To mój syn, odsuń się od niego! – chciałam wtedy krzyknąć w tym śnie, ale głos wiązł mi w gardle.
– To mój Michałek. Karma wraca, wiesz o tym? – usłyszałam złowrogi szept Ali, nim obudziłam się zlana potem.

Tego ranka podjęłam decyzję, że dojrzałam do tego, żeby pojednać się z siostrą. Moje dziecko i tak cały czas spędzało podpięte do respiratora. Musiałam jechać, próbować do niej dotrzeć, musiałam wytłumaczyć jej, czym się kierowałam wtedy, wiele lat temu… Walcząc z gorączkowymi myślami zaczęłam zapinać pasy w samochodzie, gdy zadzwonił telefon.

– Pani jest siostrą Alicji? – usłyszałam oficjalny głos po drugiej stronie.

Poczułam, jak po ciele przechodzi mi lodowaty dreszcz.

– Tak, to ja – wyszeptałam.
Pani siostra urodziła właśnie synka, ale musi zostać pod obserwacją. Wskazała panią, jako najbliższą osobę do kontaktu. Proszę przyjechać.

Niewiele myśląc, ruszyłam w stronę szpitala. Czy to oznacza, że siostra mi wybaczyła?

Bożena, 41 lat

Czytaj także:
Redakcja poleca: Nie taka zwykła woda – jak Oliwka z AZS odzyskała radość życia dzięki pobytowi w Avène [WIDEO REPORTAŻ]
Nieprzespane noce, rozdrapane rany na całym ciele, bandaże chroniące przed zakażeniami... Oto codzienność dziecka chorego na atopowe zapalenie skóry. Oliwka, bohaterka tego reportażu, miała mnóstwo szczęścia – wygrała konkurs, w którym nagrodą był 3-tygodniowy pobyt w Uzdrowisku Avène. Zobacz, jakie efekty przyniosła jej kuracja Wodą termalną.
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy