Kobieta, która rodzi
fot. Adobe Stock, Gorodenkoff

„Żona chciała, żebym był przy porodzie, a mnie na samą myśl robiło się słabo. Kumpel podpowiedział mi, jak się z tego wyplątać”

„Bardzo się ucieszyłem, kiedy okazało się, że zostanę ojcem. Dbałem o moją Magdę, jak umiałem, chuchałem na nią i dmuchałem, spełniałem każdą jej ciążową zachciankę. Jednak na samą myśl, że mam być przy porodzie zbierało mi się na wymioty”.
Kobieta, która rodzi
fot. Adobe Stock, Gorodenkoff
Mnie się wydaje, że niektórych rzeczy nie należy zmieniać. Na przykład poród powinien być wyłącznie doświadczeniem kobiety. Tak było przez wieki i tak powinno być teraz. Problem polega na tym, że moja żona jest innego zdania.
 
Gdy dowiedziałem się, że Magda jest w ciąży, omal nie oszalałem z radości. Już od dawna marzyłem o dziecku, ale ona zwlekała. Najpierw chciała nacieszyć się życiem, coś osiągnąć w pracy… Non stop słyszałem więc, że jeszcze nie teraz, że muszę być cierpliwy, że jeszcze ma czas. Wreszcie jednak, po dziesięciu latach oczekiwania usłyszałem, że jest gotowa na macierzyństwo. I że jej tabletki antykoncepcyjne właśnie wylądowały w toalecie. Od razu zabrałem się do roboty, no i kilka miesięcy później usłyszałem, że zostaniemy rodzicami.
 
Na początku nic nie było w stanie zmącić mojego szczęścia. Ze stoickim spokojem znosiłem zmienne nastroje żony, bez słowa sprzeciwu wychodziłem na balkon na papierosa i ganiałem w nocy na stację benzynową po ogórki konserwowe i lody czekoladowe. Te wizyty były tak częste, że prawie zaprzyjaźniłem się z chłopakami z nocnej zmiany. Wystarczyło, że pojawiałem się w drzwiach, a oni już kładli na ladzie „Zieloną Budkę” i korniszony. Wydawało mi się, że jestem gotowy na każde poświęcenie i wyrzeczenie, byle tylko moja żona czuła się komfortowo. Okazało się jednak, że nie do końca.

Podobno rodzenie z mężem mniej boli

Wszystko zaczęło się tydzień temu. Wróciłem z pracy zmordowany i marzyłem tylko o tym, by zasnąć, ale Magda zarządziła łóżkowe oglądanie komedii romantycznej. Ciężarnej kobiecie się nie odmawia, więc posłusznie wrzuciłem płytę z filmem. Byliśmy w połowie, gdy nagle Magda chwyciła pilota i wyłączyła telewizor.
 
– O co chodzi, kochanie, masz dość, źle się czujesz? – zaniepokoiłem się.
 
– Nie, mam dla ciebie niespodziankę. Zamierzałam ci to powiedzieć dopiero, jak się film skończy, ale już nie mogę wytrzymać – zakrzyknęła. 
 
– Tak? A jaką?
 
– No więc zdecydowałam, że jednak będziesz ze mną przy porodzie! I osobiście przetniesz pępowinę naszego dziecka – wypaliła jak z armaty. 
 
Osłupiałem.
 
– Możesz powtórzyć, bo chyba się przesłyszałem? – wykrztusiłem, kiedy już mogłem wydobyć głos. 
 
Jeszcze na początku ciąży żona zapowiedziała, że nie chce mnie widzieć na porodówce i będzie rodzić z mamą. Nie pokazałem tego po sobie, ale gdy to usłyszałem, kamień spadł mi z serca. Nie miałem najmniejszej ochoty uczestniczyć w tym wiekopomnym wydarzeniu. Wiem, że niektórych facetów to kręci, ale mnie absolutnie nie. Nie to, żebym się bał. Nie jestem strachliwy. Po prostu uważam, że na świecie są sprawy tylko dla kobiet. I poród właśnie do nich należy. Żona do tej pory szczęśliwie uważała podobnie. A tu nagle zmieniła zdanie. I chce namieszać. Nie spodobało mi się to, oj nie… 
 
Zacząłem gorączkowo zastanawiać się, jak ją odwieść od tego pomysłu.
 
– O rany, wiem, że jesteś zaskoczony, może nawet przestraszony, bo na początku mówiłam coś innego – wyrwał mnie z zamyślenia jej głos. – Ale pogadałam z kilkoma przyjaciółkami, które rodziły z mężami. Były zachwycone! Opowiadały, że wsparcie ukochanej osoby bardzo pomaga przetrwać najgorsze, że wtedy mniej boli… I że w ogóle taki wspólny poród cementuje związek. No to pomyślałam, że jednak powinieneś być przy mnie.
 
– Wszystko rozumiem ale przecież twoja mama także jest bardzo bliską ci osobą. Na pewno będzie jej przykro, że nie może być przy tobie w tak ważnym momencie… Może więc zostawimy wszystko tak, jak na początku ustaliliśmy? – zapytałem z nadzieją w głosie. 
 
Magda z uśmiechem machnęła ręką.
 
– Tym się nie przejmuj. Już z nią rozmawiałam, powiedziała, że z przyjemnością ustąpi ci miejsca na porodówce. I w ogóle uważa, że to świetny pomysł – odparła. 
 
– Naprawdę? – jęknąłem.
 
– Oczywiście! Chciałeś dziecka, to powinieneś pomęczyć się razem ze mną.… Tak mówi mama.
 
– No nie wiem… A jak w pewnym momencie padnę i wyrżnę głową o posadzkę, to co wtedy będzie? Zamiast zajmować się tobą, wszyscy rzucą mi się na ratunek. Ciekawe, kto wtedy odbierze dziecko?
 
– Nie padniesz, nie padniesz… To tylko taki mit. Poradzisz sobie!
 
– No nie wiem… Powinnaś to jeszcze przemyśleć. Słyszałem o takich przypadkach. Faceci tracili przytomność i cały personel ich cucił. A rodząca kobieta schodziła na drugi plan – nie poddawałem się. 
 
– Tak, a niby gdzie to słyszałeś? – żona patrzyła mi w oczy.
 
– A, tu i tam – zmieszałem się.
 
– Tu i tam? Zaraz, zaraz kochanie, czy ty przypadkiem nie szukasz pretekstu, by się wywinąć? Mam nadzieję, że nie, bo byłoby mi bardzo, ale to bardzo przykro… – wysyczała.
 
– Co? Ja? Skądże – zapewniłem. – Po prostu chcę dla ciebie jak najlepiej. Musisz się czuć komfortowo.

– Z tobą będę!
 
– Ale wiesz, uważam, że jednak twoja mama ma większe hm, kwalifikacje w tych sprawach… Ja nie jestem przygotowany na takie przeżycia, no i w ogóle… Nie bardzo wiem, co miałbym robić w takiej chwili… – plątałem się. 
 
– No to się przygotuj! Masz na to jeszcze czas! Popytaj kumpli, poczytaj w internecie. A jak chcesz, to możemy się zapisać do szkoły rodzenia – powiedziała. 
 
– Do szkoły rodzenia? Nie, to niepotrzebne – zaprotestowałem. 
 
Nie miałem ochoty pobierać lekcji stękania, dyszenia ani parcia – widziałem to kiedyś w telewizji. Brrr!
 
– Masz rację, lepiej iść na żywioł. Przyjaciółka chodziła z mężem do takiej szkoły, a jak przyszło do porodu, to z emocji zapomnieli o wszystkim, czego się uczyli. Zresztą, w razie czego położna powie ci, co i jak… No to wszystko ustalone, zgadzasz się, tak? – świdrowała mnie wzrokiem. 
 
– Tak – skinąłem głową. 
 
– Świetnie! W takim razie możemy wrócić do oglądania filmu – Magda pstryknęła pilotem. 

Nie wybaczyłaby mi, gdybym odmówił 

Nie mam pojęcia, jak skończyła się ta przeklęta komedia romantyczna. Gapiłem się w ekran, ale myślami byłem gdzie indziej. Zastanawiałem się nad tym, co mnie czeka. W końcu doszedłem do wniosku, że nie mam wyjścia i rzeczywiście muszę poczytać co nieco o tych porodach rodzinnych. Bo żona mi nie odpuści.
 
Zabrałem się za to już następnego dnia. Rzuciłem hasło na forum internetowym dla facetów i czekałem na odzew. Początkowo nie wyglądało to wcale aż tak bardzo źle. Niektórzy panowie byli zachwyceni wspólnym porodem. Pisali, że to niesamowite przeżycie, które sprawiło, że z większym szacunkiem spojrzeli na swoje żony, że do końca życia nie zapomną chwili, kiedy przecięli pępowinę, wzięli swoje dziecko na ręce, że byli tak szczęśliwi, że trudno im opisać. W ogóle same achy i ochy. 
 
Ale potem włączyli się ci niezadowoleni. Twierdzili, że to obrzydliwy widok, że stracę ochotę na seks z żoną, i takie tam…

Jeden to mi nawet wrzucił link z filmem z porodu. Obejrzałem tylko kawałeczek, nie będę pisał, dlaczego wyłączyłem, bo nie chcę nikogo urazić, ale tych kilka zaledwie minut utwierdziło mnie w przekonaniu, że w momencie narodzin dziecka miejsce faceta jest na korytarzu. I że tam właśnie chcę być. Tylko jak powiedzieć o tym Magdzie? 
 
Oczywiście najprościej byłoby wyznać prawdę, że nie mam ochoty oglądać jej w tym mało estetycznym akcie fizjologicznym, ale czułem, że jej reakcja będzie, delikatnie mówiąc, gwałtowna. Już widziałem te wypełnione łzami oczy, już słyszałem pretensje, że jej nie kocham, nie chcę wspierać. I że inne kobiety mogą liczyć na swoich mężów, a ona nie. Do końca życia by mi to wypominała… 
 
Byłem tak załamany, że aż zadzwoniłem do swojego najlepszego kumpla Marka i umówiłem się z nim na piwo. Zwykle nie zwierzam się kolegom z prywatnych spraw, ale tym razem musiałem z kimś pogadać…
 
Od razu zauważył, że mam problem. Nie było to trudne, bo minę miałem taką, jakbym szedł na ścięcie. Zamówił po kufelku, a potem zaczął wypytywać, co mnie gryzie. 
 
– Niedługo zostanę ojcem.
 
– No wiem, gratuluję. Z tego co pamiętam, bardzo się cieszyłeś… Czyżbyś zmienił zdanie? 
 
– Nieee. Dalej bardzo pragnę dziecka. Ale Magda wymyśliła, że powinienem być przy porodzie… Na samą myśl o tym robi mi się niedobrze. Pogadałem z chłopakami w sieci, coś tam obejrzałem. Nie dam rady, żeby nie wiem co – wyznałem. 
 
– To jej to powiedz. Może zrozumie.
 
– Zwariowałeś? Jak mam to zrobić? Stanąć przed nią i wyznać, że nie chcę być przy niej, bo zwymiotuję? Zabije mnie! – zdenerwowałem się. 
 
– Fakt – przyznał.
 
– No właśnie… Ty to, cholera, miałeś szczęście.  Pamiętam, że jak twoja żona rodziła, siedziałeś sobie spokojnie w domku i czekałeś na wiadomość. A jak było już po wszystkim, upiliśmy się do nieprzytomności… Tak kiedyś było, i tak powinno zawsze być… 
 
– Ty też tak możesz czekać – uśmiechnął się tajemniczo
 
– Nie żartuj! Magda za nic w świecie mi nie odpuści – westchnąłem.
 
– A myślisz, że Iwona chciała odpuścić? Też wymyśliła poród rodzinny! Nasłuchałem się o więzi z dzieckiem, cementowaniu związku, wspólnym przeżywaniu i tych wszystkich bzdurach…
 
– No i co zrobiłeś? 
 
– Na początku próbowałem się postawić. Ale Iwona tak na mnie naskoczyła, że aż mi w pięty poszło. Zresztą nie tylko ona. Wszystkich miałem na głowie: siostrę, matkę, teściową…
 
– Współczuję – jęknąłem.
 
– Stary, to był prawdziwy koszmar, mówię ci. Darły się, że powinienem żonie zapewnić komfort psychiczny, że jestem wstrętnym egoistą bez serca i sumienia… Nikogo nie obchodziły moje uczucia. Tylko ojciec mnie rozumiał, ale tak biedaka zakrzyczały, że w końcu zamilkł.  
 
– No i co zrobiłeś? 
 
– Powiedziałem, że będę rodzić z Iwoną – uśmiechnął się.
 
– Nie nadążam – pokręciłem głową.
 
– No co się tak na mnie gapisz? Doszedłem do wniosku, że nie ma się co kłócić, bo to i tak nic nie da. Udałem więc, że się poddaję i awantury się skończyły. Miałem czas, by wymyślić sposób, jak się z tego wywinąć. Chodziło o to, żeby Iwona sama zabroniła mi jechać na porodówkę – zawiesił głos.
 
– No i wymyśliłeś…
 
– A wymyśliłem!
 
– A powiesz mi co? 
 
– A ile browarków mi za to postawisz? – droczył się ze mną. 
 
– Milion wystarczy? Mów natychmiast, bo mnie zaraz szlag trafi! – zdenerwowałem się. 
 
– Najpierw myślałem, żeby się upić. Jak się zacznie, walnąć szybko pół litra i po zabawie. Trup. Ale doszedłem do wniosku, że wtedy tylko sobie jeszcze bardziej nagrabię. Usłyszę, że nie dość, że egoista, to jeszcze nieodpowiedzialny i niepoważny. To musiało być coś ode mnie niezależnego, coś, na co nie miałem teoretycznie wpływu… – znowu zamilkł.
 
Zrobiło mi się gorąco.
 
– Mów wreszcie, bo ci naprawdę przywalę. I to bez zbędnych wstępów! – ponaglałem go.
 
– No dobra, już, dobra… No więc zachorowałem. 
 
– Jak to zachorowałeś? – nie rozumiałem, o co chodzi. 
 
– Normalnie. Iwona miała termin na piątego grudnia. Trzy dni wcześniej poszedłem na basen. Popływałem sobie, rozgrzałem się, a potem wyszedłem na dwór bez kurtki z mokrą głową. Plątałem się po osiedlu chyba z pół godziny. Zmarzłem jak cholera, przewiało mnie. Już następnego dnia pociągałem nosem. A jak przyszło do porodu, to tak kaszlałem i kichałem, że Iwona sama kazała mi zostać w domu. Bo jeszcze dziecko zarażę. Zrobiłem zbolałą minę, powiedziałem, że jest mi bardzo przykro, że dopadło mnie to straszliwe przeziębienie, ale nic nie mogę na to poradzić. I miałem święty spokój. Proste, prawda? – patrzył na mnie z triumfującą miną. 
 
– Proste? To jest genialne! Człowieku, życie mi uratowałeś – miałem ochotę go uściskać. 
 
– No to na razie skocz po kolejne piwko. Jest co świętować. 

Prawdziwy facet grypy się nie boi

Do domu wróciłem mocno wstawiony. Nie mam pojęcia, ile piw wypiliśmy, ale całkiem sporo. Magdzie oczywiście się to nie spodobało. Awantura wisiała na włosku. Ale jak jej powiedziałem, że w ramach przygotowań do porodu rodzinnego piłem z kolegami, którzy przeżyli coś takiego, trochę się uspokoiła. 
 
– I co ci powiedzieli? Byli szczęśliwi? Podobało im się? – dopytywała. 
 
– Jasne! Naopowiadali mi samych dobrych rzeczy! Jestem tak pozytywnie nastawiony, że już nie mogę się doczekać – odparłem. 
 
– Tak? No to się bardzo cieszę. Ty też będziesz zadowolony, zobaczysz – cmoknęła mnie w policzek.
 
Magda rodzi za dwa miesiące. Mam nadzieję, że wtedy będzie już chłodno. Postanowiłem, że wykąpię się w ciuchach w jeziorze. Wiem, że to nieładnie tak kombinować, ale nie mam innego wyjścia. Skoro żona upiera się przy tym rodzinnym porodzie, muszę się jakoś bronić. Poród to babska sprawa i nic mnie nie przekona, że jest inaczej!

Robert, 36 lat

Czytaj także:
Redakcja poleca: Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]
Na co dzień tak jak i Wy jesteśmy mamami. Z wszystkimi tego, radosnymi i nie tylko radosnymi, konsekwencjami. Posłuchaj, co jest najpiękniejsze w byciu mamą dla dziewczyn z Mamotoja.pl i... napisz nam swoją własną historię!
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy